Jump to content

Marcin KL

Members
  • Posts

    24
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Marcin KL

  1. Warzyłem wczoraj gose z trochę ponad 10% zasypem słodu zakwaszającego no i 50% pszenicznego. Nie chciało się to zatrzeć ni za cholerę. Łącznie zacierałem 3 godziny i za każdym razem próba skrobiowa wychodziła jakbym dopiero co słód wsypał - po prostu czarno. Przypuszczam, że to przez ten zakwaszający. Po 3 godzinach, poczekałem aż w garnku "osiądzie" wszystko na dole i pobrałem delikatnie z góry klarownej brzeczki (bez tej mączki i drobin słodu). Sprawdziłem tę czystą brzeczkę i nie barwiła się ona zupełnie, a balingometr pokazał trochę ponad 12 (mierzę w 11). Przefiltrowałem ją przez noc i właśnie gotuję. Pytanie moje jest takie: czy możliwe, że ta mączka ze słodu barwiła mi lugola na czarno? Czy ewentualnie po wrzuceniu słodu zakwaszającego (dodałem go jak brzeczka bez niego nie barwiła lugola) nie mógł się on zatrzeć i to skrobia z tego słodu mi barwiła lugola? Nie wiem, czy jest sens marnować paczkę drożdży, chmielu, kolendry itp. czy po prostu lepiej przeżałować te 20 złotych na słody i od nowa spróbować?
  2. Wiem, że powinno się chłodnicą, ale mi się akurat urwał cybant trzymający wężyka na chłodnicy, a bez niego po kropelce ciekło do wiadra i bałem się zakazić. Wsadziłem więc do lodówki i nic złego się nie stało. No to inaczej. Z tych 24 stopni potem w 6 godziny na pewno zeszło do 16 (na tyle lodówka była ustawiona - czy udałoby się zejść niżej w tym czasie? nie wiem). Rano przed pracą tyle miało (o 8 rano) i nie dawałem drożdży. Wróciłem chwile po 14 do domu i było 16 stopni (była to sobota, gdy czasem pracuję pół dniówki od 10-14), więc idealnie by zadać drożdżaki. Uprzedzę od razu pytania - piwo było lekkie bo było to grodziskie 9 plato (bo zaraz ktoś się znajdzie, że gęstość brzeczki jest tu kluczowa i trzeba brać ją pod uwagę).
  3. Mi z 64 stopni zeszło do 24 w ciągu nocy. Więc chyba jednak dużo szybciej działa ;P wsadziłem gorącą brzeczkę do lodówki i poszedłem spać a w przypadku za długiej pracy, w lodówce termik rozłączał kompresor i nic się nie działo Lodówka jest w stanie powietrze w środku schłodzić spokojnie do grubo minusowych temperatur i to nawet jak jest coś w środku ciepłego, natomiast peltier jak mówiłem - koło 8-9 stopni. Do tego moc jego "przebijania" jest bardzo niska. Jak piwo koło 16 plato fermentowało w środku, to peltier chodził już cały czas, a i tak nie mógł zejść poniżej wyznaczonej temperatury. Widoczniej wiadro wytwarzało więcej ciepła, niż ten zimna.
  4. Przerabiałem to w domu na różne sposoby. Przede wszystkim najlepiej sobie darować peltiery za 15 złotych z Chin, których pełno na allegro. Mają niby z boku silikonem pozaklejane, ale ten silikon albo jest nieszczelny albo szybko się "odkleja". Natychmiast w środku peltiera skrapla się para i peltier jest do wyrzucenia. Po zakupieniu mocniejszego i lepszego jakościowo peltiera, uzyskamy w solidnie odizolowanej skrzyni ze styropianu spadek rzędu 8-9 stopni w porównaniu do temperatury otoczenia (pamiętać należy jeszcze o wzroście temperatury związanej z fermentacją, którą małemu peltierowi ciężko "przebić"). Tak więc taką lodówkę i tak należy trzymać w pomieszczeniu gdzie jest maks te 20 stopni. Do tego w środku peltiera skrapla się mnóstwo wody i należy dobrze zaprojektować system chłodzenia - ja używałem na zimnej stronie radiatora z komputera z wiatraczkiem (szybko się on spieprzył od skraplającej się wody). Przy zastosowaniu większych radiatorów i innego nawiewu, również nie uzyskiwałem lepszych rezultatów. Problem jest również z zasilaczem. Używałem komputerowego, który choć deklarował bodaj 15A przy 12V, często wybijał się przy peltierze mającym 8 czy 10A (znajomy elektronik twierdzi, że po prostu przy załączeni go idzie "strzał" prądowy na początku, który wywala zasilacz i należy go wówczas włączyć ręcznie od nowa). Poradziłem sobie z tym dodając kondensator "filtrujący" między peltierem a zasilaczem. Dodatkowo należy zainwestować w grubsze kable (cienkie bardzo się grzeją, ale znów grube to mamy straty prądowe) i najlepiej porcelanowe złączni (plastikowe z castoramy mi się topiły, co było dość niebezpieczne). Efekty peltierem da się otrzymać tylko w jeden sposób - stworzyć chłodnicę wewnątrz fermentora i peltierem chłodzić wodę biegnącą w środku. Zrobiłem z cienkiej rurki miedzianej chłodnicę, zrobiłem otwory w pokrywce wiadra i wkleiłem na silikonie tę chłodnicę do wieczka. Miałem gdzieś pompkę wodną oraz zrobiłem aluminiowy blok wodny do chłodzenia peltierem wody. Pompka przepychała wodę przez blok wodny do rurki miedzianej i z powrotem do naczynia z wodą. Oczywiście układ, za wyjątkiem gorącego radiatora, był odizolowany we wspomnianej styropianowej skrzyni. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że nie ma to sensu. Pudło i tak jest duże jak lodówka. Ja się poddałem i nie bawię już w peltiery. Do tego, jeśli nawet udałoby się stworzyć takie urządzenie, to jest ono dużo bardziej "prądożerne" niż lodówka z kompresorem. Do tego nie sądzę, by się dało uzyskać temperaturę na np. lagery, a w zwykłej lodówce nie ma z tym problemu. Na gumtree znalazłem lodówkę za darmo, dokupiłem elektroniczny termostat za stówkę i jestem zadowolony. Jedyne co dorobiłem, to izolację dla czujnika temperatury z termostatu - doklejam go do wiaderka, tak by czujnik zbierał bardziej temperaturę fermentującej brzeczki, aniżeli otoczenia (biorę na to poprawkę ok 2 stopni). Myślałem też, by czujnik temperatury umieszczać w środku, ale nie znalazłem jeszcze czujnika dobrego do kontaktu z alkoholem. Poza tym jestem zadowolony z patentu z izolacją, więc nie ma co zmieniać czegoś co dobrze działa. Poniżej kilka fotek z mojego projektu. Oczywiście skrzynia styropianowa została potem uszczelniona jeszcze jedną pianką, oraz owinięta ściśle folią streczową (czy jak to się pisze), aby dodatkowo uszczelnić wszystko no i by się styropian nie strzępił. Dodam, że od środka skrzynia była oblepiona styropianem odbijającym temperaturę (cienki styropian obklejony jakąś folią aluminiową - ludzie używają ją np. za grzejnikami na ścianach by odbijała ciepło). http://www.piwo.org/gallery/image/7969-dsc-0001-4/ niestety ale nie mam fotek z okresu późniejszego. Są tylko pierwsze próby na tej "peltierowskiej" lodówce. Jeśli chodzi o zwykłą lodówkę, to termostat widoczny na zdjęciu przykleiłem sobie na boku lodówki silikonem i wygląda bardzo ładnie
  5. Mam kilka pytań. Zamówiłem niedawno sadzonki Marynki i Sybilli na allegro. Przyszły przed samymi świętami i nie miałem za bardzo czasu się nimi zająć, a do tego wyjeżdżałem na święta. Lekko je więc podlałem i zostawiłem w ciepłym pokoju (choć rolety były zsunięte, więc było dość ciemno). Wyglądały one tak: http://postimg.org/image/b3ydpxk6b/ Dziś po powrocie do domu zobaczyłem coś takiego: http://postimg.org/image/z30w3tl8p/ Moje pytanie jest takie. Co z tym zrobić? Da się jakoś spowolnić ich rośnięcie jak już się puściły? Planowałem je wsadzić do ziemi na początku maja (jak już przymrozków nie będzie), a boję się, że do tego czasu te sadzonki będą miały po dwa metry . Pewnie jakby je wsadzić do ziemi od razu po otrzymaniu przesyłki, to dziś one by sobie jeszcze "spały". Dodatkowo chciałbym zapytać, czy można je wsadzić do dużych donic (np. 60 litrowych) i czy będę miał z tego dobre rezultaty? Jak "szeroko" one się w rozrastają w ziemi? Takie 60 cm średnicy w donicy wystarczy? Chmiel ten będzie rósł u rodziny i boję się trochę, że jak im się rozrośnie, to się go potem nie pozbędą, a tak ograniczyłbym jego rozrost donicą.
  6. Cześć, jeśli ktoś ma jeszcze sztobry citry to chętnie również zakupię.
  7. Planuję dla żony mały prezencik. Chcę uwarzyć piwo z sokiem (chcę dodać syrop owocowy) - procentowo coś w ogolicy 2-3%, jednak chcialbym by było sok czuć mocno. Macie pomysł jak zrobić tak, by piwo nie było za mocne (od fermentacji cukrów pochodzących z syropu) a jednocześnie dać go na tyle dużo by było go dość mocno czuć? Za przykład tego co chcę uzyskać może posłużyć piwo porzeczkowe z Grodziska lub np. piwo porzeczkowe z Czarnego Kota. Wiem, że można najwyżej w wyższej temperaturze zacierać, i dzięki temu mniej cukrów będzie ze słodów, jednak ile dodać soku by było go czuć w piwie? No i o ile mi on podbije ekstrakt (syrop jaki mam to jest naturalnie w domu zrobiony z czarnej porzeczki, bez dodawania cukru)? Może ktoś już próbowal i wie bo średnio mi sie pyli wlewanie soku do 20 litrów wody i próbowanie kiedy będzie juz mocno wyczuwalny I kiedy według Was go dodać? Pod koniec gotowania z chmielem? Czy na początku?
  8. No właśnie dwa razy robiłem wrzucenie chmielu do wiadra i za każdym razem na górze czapa zielona a w piwie pływały drobinki chmielu. Spróbuje przefiltrować przez coś przed rozlewem. Co do chmielenia grodziskiego to jedynie 50 g Lomika przy warzeniu (bodaj 30 na gorycz i 20 na aromat). Co do przegazowania to bym nie powiedział - w innym temacie na forum poruszam kwestie jak go dogazować. No nic, poczekamy aż piwo trochę postoi w chłodzie. Może się co poprawi.
  9. Mam do Was pytanie. Czym dezynfekujecie worek na chmiel i jak? Nie chcę dosypywać na cichą chmielu w granulacie, gdyż potem pełno chmielin dostaje się do butelek, a przy otworzeniu mam fontanny. Myślę, nad wrzuceniem worka z chmielem, jednak jak go zdezynfekować porządnie i jak ewentualnie zdezynfekować miejsce, które podczas zawiązywania dotykaliśmy palcami? Ewentualnie jakie macie inne sposoby na chmielenie na zimno. Mam także inne pytanie: skąd w młodym piwie grodziskim, pojawia się zapach miodowy (jest to na pewno miód, nie zaś maślanka czy coś podobnego)? Pojawia się on zwłaszcza jak piwo chwilkę postoi (poczułem zapach dopiero po jakichś 10 minutach od otworzenia). Mam kapslownicę nową, która mocno zakłada kapsle, więc raczej wykluczam utlenienie (podobno w jasnych piwach powinno śmierdzieć kartonem a nie miodem). Rozlewałem również delikatnie rurką z zaworkiem grawitacyjnym, zostawiając w szyjce niewiele miejsca. Zakażenie również raczej nie wchodzi w grę - butelki były nowe, dezynfekowane, tak samo jak reszta sprzętu.
  10. Jakiś czas temu zrobiłem (ala) grodziskie 8 plato. Po tygodniu burzliwej było 3 plato. Po kolejnych 5 dniach na cichaczu nic sie nie zmieniło. Rozlałem takie piwo z małą obawą, że jednak jest niedofermentowane i dodawałem do butelek 0,5 na refermentację cukier miarką do butelek 0,3. Po dwóch tygodniach piwo jest jednak za mało nagazowane. Prawdopodobnie jednak te 3 plato to było już maksymalne zejście. W piwie jest gaz wyczuwalny, jednak na pewno nie jest to nagazowanie dla grodziskich. Jestem jednak z tego piwa dość zadowolony - jest ono po prostu smaczne i chciałbym je poprawić. Stąd moje pytanie: czy próbował ktoś kiedyś otwierać butelki, dosypywać trochę cukru i ponownie zakapslować? Ewentualnie ile tego cukru wtedy dodać? kolejną miarkę dla butelek 0,3? Przy otwieraniu kapsla jest pss więc na pewno trochę gazu przy tym zejdzie, jednak sporo go w piwie zostanie. Co polecacie robić?
  11. No właśnie to chyba jest siarka... Bo w Swoszowicach w Krakowie podobnie "śmierdzi" a są tam jakieś złoża siarki i wody siarkowe... Ale to normalne, że pojawiły się dopiero jak burzliwa zaczęła ustawać? Tak jak mówie, podczas bardzo burzliwej (częste bulgi, bądź non stop) pachniało chmielem, natomiast po tygodniu fermentacji (jak już może bulgnie raz na 15 minut) zapach jest siarkowy... A z każdym dniem jakby mocniejszy... Zapach ten sam zejdzie? Jeśli zabutelkuje się takie piwo (zgodnie z instrukcja z browamatora od razu się butelkuje bez przelewania na cichacza) to związki siarki też znikną z czasem? Czy nie mając się gdzie ulotnić po prostu zostaną? Wolałbym nie otwierać za często fermentora... już jedno piwo wylądowało w kiblu po tym jak otworzyłem wiadro pod koniec burzliwej i i zamknąłem ponownie....
  12. Zrobiłem ostatnio ala grodziskie. Dwa kilo wedzonej pszenicy plus kilo pale ale i trochę płatków owsianych na pianę. Wyszło mi trochę ponad 20 litrów piwa 8 plato. Chmielilem lomikiem na goryczkę i aromat (łącznie 50 gramów). Drożdże jakie dodałem to pure ale yeast z gozdawy. Wcześniej brzeczkę chłodną wlałem do nowego fermentora, który wcześniej zdezynfekowałem. Pierwsze trzy dni w 16 stopniach ładnie piana się trzymała i bulgała rurka. Ładnie pachniało chmielem. Jednak teraz po ponad 7 dniach od zadania drożdży, cuchnie strasznie z rurki. Nie wiem czy to szambo, czy siarkowodór, zwłaszcza, że ani tego ani tego w 100% nie przypomina. Nie czuć też wędzonki. Czy to możliwe, że taki dziwny zapach ma związek z jakimś siarkowodorem, który łącząc się z wędzonką daje coś dziwnego? Jaki powinien być zapach? Dodatkowo mam pytanie. Czy drożdże suche, można "przemrozić"? Kupiłem ostatnio S-05 jednak zapomniałem ich wyjąć z auta i zostały na noc w nim. Czy niska temperatura może im zaszkodzić?
  13. http://alembik.eu/8-drozdze-do-piwa-coopers.html sklep w krk kolo ronda mogilskiego
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.