Skocz do zawartości

Pierre Celis

Members
  • Zawartość

    3338
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

6 obserwujących

O Pierre Celis

  • Tytuł
    Hoegaarden
  • Urodziny 21.03.1925

Ostatnie wizyty

4252 wyświetleń profilu
  1. Z pewnością dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że jadąc w konkretny rejon świata zawsze staram się odwiedzać te miejsca, które uchodzą w danym miejscu za szczególnie ważne, charakterystyczne, bądź po prostu piękne. Będąc w Norfolk takim miejscem jest bez wątpienia Woodforde’s Brewery. A cóż w Tym browarze jest tak wyjątkowego, zapytacie? Zacznijmy jednak od początku. Norfolk, przepiękna kraina, która z jednej strony słynie ze wspaniałej linii brzegowej, na której to znajdują się liczne kurorty, z drugiej zaś strony może poszczycić się w głębi lądu wspaniałymi wręcz pocztówkowymi wiejskimi pejzażami. Po prostu, nie da się nie zakochać w tym miejscu. Jednakże to nie wszystko co może nam turystom, zaproponować ta ziemia. Pomijając Kornwalie, to właśnie tutaj możemy poznać najciekawsze a zarazem najsmaczniejsze atuty angielskiej kuchni. Fantastyczne owoce morza, sery, whisky (tak, tak, działa tutaj destylarnia), znana na całym świecie musztarda Colman’s i rzecz jasna piwo, które uchodzi moim zestawieniu za jedno z najsmaczniejszych na świecie. Jednym z takich miejsc, gdzie dobrze się darzy w Norfolk jest bez wątpienia browar Woodforde’s Brewery ze wsi Woodbastwick. To waśnie tam, nieprzerwalnie od 1989 roku, w otoczeniu sielsko-anielskiego wiejskiego krajobrazu warzy piwo browar Woodforde’s. Wystarczy szybki rzut oka na otoczenie, jak również na zabudowania (bądź co bądź, jest to zakład przemysłowy) żeby zakochać w się bezgranicznie w tym miejscu. Otocznie jak z bajki. Soczysto zielone pola na których pasie się bydło a tuż koło nich, dwie klasyczne, duże stodoły, w których ulokowano…co?…browar o rocznej zdolności produkcyjnej 32 tysięcy hektolitrów piwa. Już samo przekroczenie progu, gdzie mieści się część administracyjna wywoła na nas ciarki podniecenia. W oczekiwaniu na naszego przewodnika, jakim był dyrektor produkcji, mieliśmy sposobność ze szczegółowym zapoznaniem się oferty, jaką zgotował browar. Począwszy od klasycznej oferty (jakże dla nas najbardziej pożądanej) w postaci Bittera (w dwóch odmianach 4,0% alk. i 4,5% alk.), Amber Ale (3,8% alk.), Golden Ale (4,3% alk.), Dark Ale (4,6% alk.), Pale Ale (4,2% alk.), Strong Ale (7,0% alk.) i Ruby Ale (4,4% alk.), powstała również druga linia produktów, dedykowana pod nową falę. Wśród nich znajdziemy takie piwa, jak: APA ( 4,5%alk.), jasny lager (4,5% alk., chmielony nowofalowymi odmianami ) oraz White IPA (4,6% alk.). Przyznacie sami, jest w czym wybierać. Po takim wprowadzeniu, jeszcze z większym zainteresowaniem łaknęliśmy każdy szczegół naszej wędrówki po browarze. Okazał się on z jednej strony bardzo nowoczesnym zakładem, mającym aż dwie linie warzelne, z drugiej zaś strony z bardzo tradycyjnym podejściem do piwowarstwa perspektywy warsztatu pracy. Oszałamiający widok wprawił w nas dział fermentacji ze zbiornikami, które widzieliśmy pierwszy raz w życiu po liczne poziome tanki leżakowe. Po prostu, to trzeba zobaczyć! Zwieńczeniem naszej gościny w Woodbastwick, była wizyta w przybrowarnianej oberży, która nie tylko oferowała pełen przekrój piw warzonych tutaj, na czele ze sztandarowym ich bitterem (Nelson’s Revenge) i dark ale (Norfolk Nog), ale również potrawy z których znane jest całe Norfolk. Koniecznie ich odwiedźcie. Tam po prostu nie wypada nie być! . . . . . zbiorniki fermentacyjne . zbiorniki leżakowe . Fantastyczny duet. Bitter oraz Dark Ale . Firmowa gospoda View the full article
  2. Ostatni miesiąc roku 2018 różnił się od innych o tyle, że nie było piwnego festiwalu. Nie brakowało jednak istotnych wydarzeń. Zaczęliśmy do corocznej premiery Grand Championa, gdzie najistotniejsze dla mnie były rozmowy z Dorotą Chrapek i Michałem Kopikiem. Niedługo potem – finał PINTY Miesiąca i rozmowa z Grzegorzem Zwierzyną. Mija kilka dni i mamy Wielki Finał Warszawskich Bitew Piwnych. Mało? Jedziemy do Wrocławia gdzie urządzamy małe kranoszwendanie, wizytujemy Browar Prost i Browar Stu Mostów, po czym jak co roku świętujemy na Piwowarskiej Gwiazdce w Browarze Widawa. Grudzień kończymy zimową edycją Dłutowskich degustacji. Uff. Ten pierwszy zimowy miesiąc stał pod znakiem piw spod znaku New England. Soczystość, intensywny odchmielowy aromat i aksamitna tekstura to atrybuty piwa będącego synonimem nowofalowego rzemiosła w 2018. Ciemne z mnóstwem przypraw na święta? Zapomnijcie. Niezmiennie rządzi jasne z chmielem! A nawet z dużą dawką chmielu! Trzech Kumpli (Zapanbrat) – Taura NZ Double IPA, 18,5° Blg, 6,6 % alk. Wysokoballingowe IPA, które byłoby pijalne jak APA. Kamień filozoficzny i święty Graal w jednym. Nie do uzyskania? Oto Taura! Ale najpierw pojawia się lekki niepokój. Spójrzcie na parametry. Tylko 6,6 alko z 18,5 blg??? Toż to będzie słodowe, słodkie i totalnie męczące…Czy tak będzie w rzeczywistości? Zatem otwieramy. Piękna złota i perfekcyjnie zmętniona barwa. Piana drobna i obfita. Perfekt. Wąchamy. Szacunek wzbudza świeżość i intensywność aromatu. Przede wszystkim feria cytrusów z przewodnim akcentem limonki. Do tego trochę białych owoców i kokosowa nuta. Całość idealnie podbitą żywicą. Pierwszy łyk. Treściwość, soczystość, owocowość – to pierwsze wrażenie. Początkowo czujemy owocową słodycz, ale już po chwili pojawia się przyjemna goryczkowa, lekko żywiczna kontra. Ależ pięknie grają tu chmiele! Przypomnijmy – nowozelandzkie Wai-iti i Motueka plus australijskie Galaxy. Mamy tu też płatki pszenne i owsiane. Ta łagodna, aksamitna tesktura zawsze wzbudza moją przychylność. Niełatwo osiągnąć balans w Double IPA w wydaniu Juicy/Hazy/NE. Zazwyczaj słodycz zdobywa przewagę. Spójrzcie chociażby na Double PanIPAni. Tutaj na szczęście goryczka funkcjonuje. Choć oczywiście użyte tu chmiele pokazują swą moc w aromacie i owocowym, soczystym charakterze piwa a nie w goryczce. Taura (ale też i PIA) to mocne zaznaczenie obecności Trzech Kumpli na rynku, którzy wolą skupiać się na utrzymaniu wysokiej jakości swej oferty niż kolejnych premierach. W końcu tytuł Piwna Jakość za rok 2017 zobowiązuje Obejrzyjcie też bezpośrednie starcie z groźnym konkurentem – NE DDH DIPA Centennial & Amarillo z AleBrowaru oraz Triple Vision Piwnego Podziemia! Niewiele piw przebiło się przez chmielową ofensywę. Na szacunek zasługą zapomniane lekko Dry/Oatmeal Stouty. Są świąteczne piwa w odsłonie jaką lubię – stout z wędzoną śliwką albo robust porter z kakaowcem. No i naprawdę ciekawe Grape Ale! AleBrowar – New England DDH DIPA Centennial & Amarillo Ocena piwa Artezan – Too Young To Be Herod 2018 Ocena piwa Deer Bear (Sady) – Czyste Złoto Ocena piwa Deer Bear (Sady) – Freak Fight Ocena piwa Hopito (Perun) – Swizzy Ocena piwa Karuzela (Jana) – Zdobycz Robotnicza Ocena piwa Monsters (Ziemia Obiecana) – Dziki Hopman Ocena piwa PINTA (Łańcut) – Final Call Ocena piwa PINTA/ Amarcord – PIGA Ocena piwa Piwne Podziemie – Juicilicious DDH Ocena piwa Pracownia Piwa – Milczenie Owies Ocena piwa Trzech Kumpli (Zapanbrat) – PIA Ocena piwa Ziemia Obiecana – Jeszcze Nie Ma Nazwy Ocena piwa Ziemia Obiecana – Życie Napisało Ten Scenariusz Ocena piwa Nowe browary: View the full article
  3. Pierre Celis

    [Docent]3x DDH DIPA v.2

    Pamiętacie sprawdzian trzech DDH DIPA, które wyłoniło zwycięzcę Debiutu Miesiąca za październik? Teraz jest podobna sytuacja, a stawką tytuł najlepszej nowości grudnia. Do boju stają: Piwne Podziemie Triple Vision, Trzech Kumpli Taura oraz AleBrowar DDH DIPA Centennial & Amarillo! Będzie przy którymś opad szczęki? View the full article
  4. Wygrzebane w czeluściach lodówki trzy Triple IPA z browarów: Rockmill, Kingpin i Golem, po pół roku czekania wreszcie trafiły na stół. Czy picie tak mocno chmielonego piwa po takim czasie ma jeszcze jakikolwiek sens? I czy da się zrobić IPA, które przetrwa próbę czasu? Tego próbuję się dowiedzieć w tym odcinku. The post Czy IPA po pół roku może być jeszcze dobre? appeared first on Małe Piwko Blog. View the full article
  5. Pierre Celis

    [Docent]Klubokawiarnia KEN54

    Dobrze znamy lokale urządzone w stylu PRL-u. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że jakość ich oferty zbliżona jest do jakości życia w ludowej Polsce. To wystrój i względnie niskie ceny mają przyciągnąć klientelę, to co się serwuje już jest mniej ważne. Chlubnym wyjątkiem wydaje się być Klubokawiarnia KEN54. To ulokowany na warszawskim Natolinie lokal, którego motywem przewodnim jest historia Ursynowa. Właściciele piszą: Chcemy, aby ursynowianie mogli identyfikować się z naszą klubokawiarnią. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą poznać historię Ursynowa, poczuć jego klimat i odnaleźć genius locci tej dzielnicy. Podoba mi się to credo. Tym bardziej, że właśnie w tej dzielnicy przeżyłem większość swego życia. Co prawda ja mieszkałem w nieodległych blokach, a lokal usytuowany jest w budynku, który powstał dopiero pod koniec lat 90-tych. Zresztą cała obecna aleja KEN jest wynikiem w miarę współczesnej zabudowy. Ja zapamiętałem ją jako ciągnącą się przez całą dzielnicę, odkrywkową budowę pierwszej linii metra. Teraz sytuacja trochę się powtarza, bo zaraz przy lokalu, wzdłuż ul. Płaskowickiej, przebiega odkrywkowa budowa tunelu południowej obwodnicy miasta. Wróćmy jednak do KEN54. Podobają mi się PRL-owskie artefakty, podoba mi się niezbędne w takim miejscu nawiązanie do serialu Alternatywy 4. A co z piwem? Mamy tu dwanaście kranów z krajowym piwem rzemieślniczym. Ceny? Zbliżone do tych w centrum. Ale to raczej nie dziwi. Większość klienteli to zapewne okoliczni mieszkańcy nie mający czasu (albo ochoty) na wypad po pracy do któregoś ze śródmiejskich lokali. Zresztą nie tylko po napitki do KEN54 się przychodzi. Zerknijcie na imponującą listę kulturalnych wydarzeń. Tutejszy KaOwiec może być dumny ze swej roboty! Jeśli macie daleko, to okazją do odwiedzenia KEN54 mogą być specjalne premiery (jak chociażby wspólne piwo Spółdzielczego i Palatum). Albo chęć spotkania z duchem lat 80-tych warszawskiego Ursynowa i Natolina. Do czego zdecydowanie zachęcam! Klubokawiarnia KEN54, Warszawa, Al. Komisji Edukacji Narodowej 54 lokal U-1 Facebook View the full article
  6. Pierre Celis

    Mocne piwa są dobre na zimę

    Piwa i pory roku pięknie się dopełniają. Nie bez przyczyny jest najbardziej popularnym alkoholem strefy umiarkowanej. Bez problemu można wskazać najbardziej orzeźwiające piwo na gorące lato. Podobnie z zimą. Wiadomo, jakie piwa najlepiej sprawdzają się w sezonie grzewczym. Mocne. A dlaczego? Rozgrzewanie Ciepło, rozgrzewanie alkoholowe, nuty szlachetnego, wyleżakowanego destylatu – to jak najbardziej pożądane cechy porządnego zimowego piwa. Anglicy tę koincydencję odkryli już dawno temu. Na potrzeby zimowego rozgrzewania przy kominku wyspiarze stosują piwa ochrzczone nazwą: winter warmers. Do grupy tej zaliczają się imperialne stouty, portery, barley wine, old ale, czy burton ale. Wszystkie łączy jedna cecha: przepisowa moc i odpowiednio długie czekanie na spożycie. Choć naukowcy od lat dowodzą, że alkohol nie tyle rozgrzewa, co rozszerza naczynia krwionośne znajdujące się przy skórze. Co w efekcie daje wrażenie ciepła, lecz w rzeczywistości wychładza organizm. Nie warto zatem ogrzewać się alkoholem na mrozie. Ale jednym barley wine w pubie, czy przed kominkiem? Dlaczego by nie. Temperatura Większość ludzi to nie Reptalianie; łatwo można to poznać po tym, że są stałocieplni (a gady, jak wiadomo, są zmiennocieplne, po tym poznać Reptaliana). Humanoidzi mają stałą temperaturę ciała, które nie dostosowuje się do otoczenia. A ponieważ na zewnątrz raz gorąco, raz zimno, człowiek musi chłodzić się gdy jest nadmiernie ciepło i podgrzewać gdy chłód. Austriacy już dawno odkryli, że na zimie sprawdza się Glühwein, czyli podgrzewane wino. Podobne praktyki bywają stosowane także do piwa, jednak powiedzmy szczerze: wino wygrywa. Nie co dzień mamy możliwość oglądania skoków narciarskich w Bischofshofen; częściej zimowe wieczory spędzamy na własnej kanapie. Nie potrzebujemy więc gorącego alkoholu. Wystarczy piwo w temperaturze pokojowej. Czy to nie zbrodnia? Niektórzy mogą poczuć się zdezorientowani, wszak od zawsze wmawia się nam, że jedynie dobre piwo, to lodowato zimne. Otóż zgodnie z zasadami degustacji najmocniejsze piwa należy spożywać w temperaturze co najmniej 16 stopni. Dopiero wtedy można docenić pełnię smaku, złożoności i wykwintności piwa. Serwowanie np. zmrożonego imperialnego stouta – to dopiero zbrodnia! W zimę lepiej spożywać piwo w temperaturze pokojowej, do czego mocarze nadają się idealnie. Słodycz Do mocnego piwa zużywa się więcej słodu, dzięki czemu uzyskuje się więcej cukrów. Drożdże mają większe pole do popisu i mogą sobie poszaleć. Dzięki czemu mamy więcej alkoholu. Ale i więcej słodyczy, jako że w piwie zawsze pozostają cukry niefermentowalne, czyli takie, których drożdże nie przerabiają na procenty. Natomiast organizm człowieka doskonale sobie z nimi radzi zamieniając na pyszne kalorie. Ludzie bardzo chętnie przyswajają pożywienie, gdy zimno na dworze. Podświadomie – więcej, niż latem, bowiem nasz organizm kalorie przerabia między innymi na ciepło. A że węglowodany występujące w piwie to błyskawiczna porcja energii… Poszczący mnisi w Belgii już dawno dowiedli, że można przeżyć na samym piwie. W zimę lepiej jednak nie ryzykować i dla porządku do piwa coś jednak zjeść. Co się dobrze składa, bo mocne piwa to bardzo wdzięczny temat do food pairingu. ***** Przyjazna zimą temperatura serwowania, rozgrzewanie i jeszcze kalorie, które dają ciepło. To trzy powody, dla których mocne piwa sprawdzają się najlepiej zimą. A jakie piwo wybrać na takie okoliczności? Mamy o tym film! The post Mocne piwa są dobre na zimę appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  7. Głód nie wybiera, zwłaszcza podczas zwiedzania pubów z piwem. A może by tak zjeść i wypić w jednym lokalu? Oto wybrane 3 puby z piwem rzemieślniczym oraz dobrą kuchnią. The post 3 warszawskie multitapy, w których warto zjeść appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  8. Aga i Łukasz mówią o pierwszej wspólnej kooperacji. Jakie są podobieństwa i różnice między ich browarami? Co jest mocną, a co słabą stroną? View the full article
  9. Listopad był na tyle intensywny, że ten wpis ukazuje się miesiąc później niż powinien. Co się działo? Zaczęliśmy od jesiennego sezonu Dłutowskich degustacji, potem były Poznańskie Targi Piwne wraz z ogłoszeniem laureatów Konkursu Piw Rzemieślniczych. W końcu ostatnia duża impreza w roku czyli Lubelskie Targi Piw Rzemieślniczych gdzie jak zwykle porozmawiałem z szeregiem przedstawicieli piwnego rzemiosła w cyklu Podsumowanie Roku 2018. Ogrom piwnych nowości, które pojawiły się przy okazji tych dwóch festiwali (i nie tylko) spowodował spory problem z wybraniem Debiutu Miesiąca. Blisko było dwóch rywali, ale wideodegustacja ich piw przyniosła dość zaskakujący rezultat. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Zatem tytuł Debiutu Miesiąca otrzymuje: PINTA (Zarzecze) – Hazy Morning Hazy APA, 12° Blg, 5 % alk. Kontrowersyjnie? Może i tak. W końcu i wybór Dortmundera z Browaru Waszczukowe na Kraft Roku spotkał się ze skrajnymi reakcjami. Dla jednych powrotem do źródeł w zalewie różnorakich piw jest poczciwy lager. Dla mnie jednak takim stylem jest lżejszy brat ikony rewolucji czyli American Pale Ale. W wersji współczesnej podrasowany do elementów substylu Hazy/Juicy/New England/Vermont itp itd. Dlaczego właśnie to APA mnie urzekło? Bo trzyma wysoką formę zarówno w wersji lanej jak i butelkowej. A to oznacza, że bardzo dobre APA może trafić do względnie sporej liczby ludzi. To dość istotne, bo zdarza się, że tytuł Debiutu Miesiąca otrzymują piwa dostępne wyłącznie w wersjach lanych. Nie bez znaczenia był też fakt, że po to piwo sięgałem najczęściej pod koniec roku, właśnie dzięki szerokiej dostępności. A jak smakuje? Jest cytrusowe, soczyste, z wyczuwalną treściwością i łagodną teksturą od płatków owsianych, ze średnio intensywną goryczką. Leciutka kwaskowość podbija odczucie rześkości piwa. No i ten świeży odchmielowy aromat – chyba najlepszy jaki udało się ostatnio osiągnąć Pincie w piwie typu APA/IPA. Niech właśnie Hazy Morning będzie kwintesencją rewolucji A.D.2018 – Atakowi Chmielu już dziękujemy A tu krótka przebitka z wizyty w PINTA Wrocław i kilka słów o Hazy Morning W wyróżnieniach naprawdę spory rozstrzał. Od Hellesa i Pilsa, przez owocowe kwasy, zdziczałego Saisona, imperialne Grodziskie, Graff, IPA w wersji Session, DDH oraz Double, kończąc na porterach w wersjach robust i bałtyk oraz imperialnych stoutach! Funky Fluid (Gryf Szczyrzyc) – Full Time Ocena piwa Golem (Kamionka) – Exp. 001 – Brett Saison Ocena piwa Golem/ Flying Couch Brewing – Sticky Fingers Ocena piwa Grodzisk/ Live Oak Brewing Company – Grodziskie Imperialne Ocena piwa Rock Browar Jarocin – Punk Pils Ocena piwa Kazimierz – Ristafa Ocena piwa Monsters (Ziemia Obiecana) – Lemoniadowy Joe Porzeczkowy Ocena piwa PINTA (Browar Na Jurze) – Wesołych Świąt 2018 Ocena piwa Piwne Podziemie – Pink Guava Ocena piwa Piwne Podziemie – Death Is Not The Final Ocena piwa Profesja – Szabrownik Ocena piwa Rockmill (Bytów) – I Had A Dream Ocena piwa Zakładowy – Pan Portier Ocena piwa Zakładowy/ Widawa – Zaprawa Ocena piwa Nowe browary: View the full article
  10. Po raz pierwszy na ekranach sezon zimowy! Raczej skromnie z liczbą materiałów, ale ważne że cokolwiek udało się nagrać. Na początek sprawdzamy pilsową ofertę miejscowego Dino, potem coś dla bardziej zaawansowanych czyli porównanie dwóch partii Saisona Red Wine BA z Browaru Dwie Wieże. A na koniec Piotrków Trybunalski – co do zaoferowania w kwestii lanego piwa ma miasto gdzie działają dwa browary? View the full article
  11. Pierre Celis

    6 piwnych trendów na rok 2019

    Przełom roku to czas na podsumowania, ale i wieszczenie, co przyniesie rok kolejny. W 2018 działo się całe mnóstwo ciekawych rzeczy w piwie. Zarówno wśród piw rzemieślniczych jak i tych ze średnich i dużych browarów. Czy 2019 będzie równie udany? Jakie będą trendy? Pora powróżyć z dna butelki. 1. Piwa niskoalkoholowe i bezalkoholowe Niewątpliwie – piwa nisko i bezalkoholowe cieszyły się popularnością w 2018. Ale to dopiero wstęp. Wszystkie znaki wskazują na to, że prawdziwa eksplozja braku alkoholu w piwie jeszcze przed nami. Im będzie bliżej lata, tym więcej pojawiać się będzie piw 0% (w czym z racji drogiej technologii specjalizują się duże browary) dobry do prowadzenia samochodu lub łódki. A małe i średnie browary z pewnością zatroszczą się o całą masę ciekawych piw z zawartością alkoholu oscylującą przy 1-2%. Na pewno będą aromatycznie chmielone, zapewne też z owocami, a może z jakimiś ciekawymi dodatkami? Rok 2019 z pewnością będzie niskoalkoholowy 2. Piwa bezglutenowe i dla diabetyków Osoby, które nie mogą spożywać alkoholu, a mają niezmierną ochotę na piwo, to nie jedyna grupa, o którą należy zadbać. Rynek spożywczy coraz częściej dostrzega osoby ze specjalnymi potrzebami żywieniowymi. Nasza świadomość rośnie, podobnie jak wykrywalność chorób – coraz bardziej dbamy o siebie. I czasem dowiadujemy się, że nie powinniśmy pić piwa. Na przykład ze względu na wysoki indeks glikemiczny lub zawartość glutenu. Na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie, by w XXI wieku uwarzyć piwo, na przykład: bez glutenu. Może drobne problemy technologiczne, ale jak mówi porzekadło, dla chcącego nic trudnego. Browary podejmowały już pierwsze próby. I wielce prawdopodobne, że oprócz niskoalkoholowych piwowarzy zaczną mierzyć się z piwami dla osób o specjalnych wymaganiach żywieniowych. Może nawet całkiem ciekawe, rzemieślnicze, super wychmielone na aromat, czy leżakowane w beczkach? Czemu by nie? 3. Powrót klasyki Piwna rewolucja nie była łaskawa dla klasycznych stylów piwa. Prawdziwy beergeek nie weźmie do ust koźlaka, a piwowarowi z mikrobrowaru nawet przez myśl nie przejdzie warzenie marcowego. Liczą się tylko ekstremalne piwa z szalonymi dodatkami. Czyż nie jest tak? Nie do końca. Klasyczne piwa co chwila jakoś tak niespodziewanie przedzierają się do kraftu. Grodziskie tu i tam, coraz więcej kraftowych porterów, a tu jakaś tradycyjna pszenica, a tu nagle koźlak z Rockmilla. Nagle okazało się, że i pils potrafi być fajny, co zobaczyliśmy w 2018. Wielki sukces sentymentalnego Kryształu (Łańcut/Pinta) sprawił, że niejeden piwowar ciepło pomyślał o pilsie. Klasyka powraca i zobaczymy to wyraźnie w 2019 roku. W chwili, gdy piszę te słowa browar Trzech Kumpli wrzucił informację, że właśnie wypuszcza koźlaka. Przypadek? 4. Nowe chmiele Plantatorzy nie ustają w wysiłkach w wyhodowaniu coraz to nowych odmian chmielu. Najbardziej pożądane są te wysoko aromatyczne o ciekawych i niespotykanych nutach. Prace nie ustają na całym świecie, a skutki bywają nieraz bardzo ciekawe. Chmiele o nutach truskawek, moreli, przypraw korzennych, pieprzu – takie rzeczy są już na świecie! Co więcej, nie tylko powstają nowe, ale i przywracane są odmiany zapomniane. Dzięki staraniom PolishHops odratowano niemal już utraconą odmianę Zula, która ma piękne aromaty cytrusów i owoców tropikalnych. Okazuje się, że także w Polsce możemy wyhodować coś ciekawszego, niż tylko odmiany goryczkowe. Nowe chmiele będziemy widzieć w naszych piwach coraz częściej. Rok 2019 ma szansę stać się rokiem ciekawego chmielu. 5. Puszki Fakt nie podlegający dyskusji: w krafcie puszka wypiera butelki. Stało się to w Stanach Zjednoczonych, dzieje się w Wielkiej Brytanii i innych krajach. Kolorowe puszki, najczęściej o pojemnościach mniejszych, niż 0,5l zdobywają podbojem cały świat. Są lżejsze, łatwiejsze w transporcie, do tego lepiej przechowują się w nich mocno chmielone piwa. W Polsce producenci piwa też już to wiedzą. Nadejście puszek jest coraz bliższe, już kilka browarów rzemieślniczych już puszkuje. Kolejne niewątpliwie do nich dołączą. Pozostały do załatwienia tylko dwie drobne sprawy: przekonać konsumenta i kupić linie do puszkowane. I pewnie tylko ta druga rzecz jeszcze trochę hamuje naszych rzemieślników, gdyż nie jest to tani sprzęt. Jeśli tylko aspekt finansowy zostanie przeskoczony, z pewnością na półkach pojawi się wiele kolorowych puszek. Może crowdfunding pomoże? 6. Lokalność Browarów w Polsce jest coraz więcej, głównie za sprawą małych producentów – rzemieślników. Prawa rynku są bezlitosne: więcej sprzedawców oznacza, że sprzedać jest coraz trudniej. Nie wszystkim uda się sprzedać na rynku ogólnopolskim. Trzeba więc szukać niszy. Dla niektórych browarów dobrym wyjściem może się okazać sprzedaż lokalna. Zamiast wkładać wysiłek w dotarcie na drugi koniec Polski, energię można spożytkować na zaistnienie „wokół komina”. Jest to droga trudniejsza, wymagająca czasu, mocnej wiary, samozaparcia i wielokrotnego odbijania się od ściany. Ale skoro zagranicą to działa, dlaczego ma nie zadziałać w Polsce? Powoli Polacy zaczynają odkrywać swoje małe ojczyzny i doceniać to, co się dzieje lokalnie. Kilka browarów radzi sobie całkiem dobrze odwołując się do regionalnych sentymentów. A w 2019 będzie ich więcej. Czy wszystkie powyższe wróżby spełnią się w 2019 roku? Okaże się. Z pewnością w piwie czeka nas wiele ciekawych rzeczy. Do siego roku! The post 6 piwnych trendów na rok 2019 appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  12. Jeśli popatrzymy na początki piwnej rewolucji w Polsce stwierdzimy, że u jej podstaw leżało m.in. zauroczenie amerykańskimi odmianami chmielu, które przebojem wdarły się do kotłów warzelnych i fermentorów polskich browarów zarówno tych domowych, kraftowych jak i z czasem do tych największych, przemysłowych. Piwowarzy porzucili polską (jak się wydawało) przaśną Marynkę […] Artykuł Polskie chmiele -przegląd pochodzi z serwisu blog.homebrewing.pl. View the full article
  13. Które puby z piwem rzemieślniczym warto odwiedzić w Warszawie? Czy tylko te najbardziej znane? A może warto wpaść także do innych? Zapraszam na spacer po piwnej Warszawie. The post 5 warszawskich multitapów, które warto poznać appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  14. Pierre Celis

    Co to jest New England IPA?

    IPA, czyli India Pale Ale, mocno wychmielony styl piwa od lat święci swoją niezwykłą popularność. Nawet duże koncerny piwowarskie zaczynają wypuszczać piwa w tym stylu. Tymczasem wśród piw rzemieślniczych coraz częściej przed IPĄ pojawia się dopisek: New England. O co chodzi z tą Nową Anglią? Czy to coś innego, niż zwykła IPA? Nowa Anglia: parę słów o historii Nowa Anglia znajduje się, jak łatwo zgadnąć, w Stanach Zjednoczonych. A konkretnie na północno-wschodnim koniuszku kraju. Nie jest to stan, ani żadna inna oficjalna jednostka administracyjna. Nowa Anglia obejmuje 6 stanów, od wschodu ograniczonych oceanem, a od północy granicą z Kanadą. Connecticut, Rhode Island, Massachusetts, Vermont, New Hampshire i Maine, a także część stanu Nowy York, New Jersey i Pensylwanii. Skąd więc nazwa tego obszaru – Nowa Anglia? Główną rolę odgrywa wybrzeże stanu Massachusetts. W 1620 roku przybył tu statek Mayflower wiozący 102 emigrantów ze starej dobrej Anglii. Byli to głównie purytanie, szykanowani ze względu na swoje przekonania religijne. Koloniści w miejscu, w którym opuścili statek założyli osadę o nazwie Plymouth, na cześć angielskiego portu Plymouth, z którego wyruszyli. W ten sposób powstała jedna z pierwszych, najważniejszych kolonii angielskich. W USA uznaje się ten moment za niezwykle ważny. Za początek, który dał podwaliny współczesnej kultury Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Po pierwszych kolonistach w Wysp nadpłynęli kolejni. Zasiedlali sąsiednie obszary, przenosząc staroangielskie zwyczaje na nowe ziemie, które ochrzcili Nową Anglią. Vermont w Nowej Anglii Przenosimy się do czasów współczesnych, do stanu Vermont w Nowej Anglii. Od lat działa tu szeroko poważany browar Alchemist. Od lat warzył też piwo o nazwie Heady Topper. Piwo to było bardzo mocno wychmielone na zimno, co owocowało mocnym zmętnieniem. Browar oferował je bardzo świeże; szybko serwowane zachowywało niezwykle intensywny aromat chmielowy. Niezwykła też była jego tekstura: z racji zmętnienia i licznych owocowych smaków piwo kojarzyło się wręcz z sokiem. Piwo to było na tyle charakterystyczne, że zostało dostrzeżone. Kolejne browary warzyły piwa zbliżone do Heady Toppera. A ten rodzaj piwa zaczął być postrzegany jako coś odrębnego: kolejna wariacja stylu IPA. Nazwana z racji korzeni New England lub Vermont IPA. Zaś protoplasta stylu, Heady Topper nadal jest warzony w Alchemiście i w 2018 roku znalazł się w liście najlepszych 50 piw portalu Rate Beer. Jak smakuje New England IPA? Kilka cech wyróżnia New Englanda spośród piw IPA. bardzo wysoki aromat i smak chmielu amerykańskiego: owoców tropikalnych, cytrusów przeważnie niska goryczka wyraźne zmętnienie gładka, soczysta, wręcz „soczkowa” konsystencja Co różni New England od klasycznej IPY? Przeważnie nie ma wysokiej goryczki, a jego finisz może wręcz wydawać się słodkawy. Ma też zupełnie odmienną konsystencję i wygląd; standardowe IPY przeważnie są dość przejrzyste lub jedynie lekko opalizujące, a ich konsystencja przypomina dobrze znane piwa. New England jest też zdecydowanie bardziej nachmielony na aromat, niż podstawowa IPA. Jedno pozostaje niezmienne. Każda IPA powinna bardzo pijalna. zdjęcie: Tim Savage, Pexels The post Co to jest New England IPA? appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  15. Pierre Celis

    Czemu moja IPA jest taka mętna?

    Piwo powinno być kryształowo przezroczyste – to było tak pewne, jak równanie 2×2=4. Jasne i klarowne, prawda? Tak było przez długie, długie lata. Owszem, pewne piwa, jak pszenice z osadem egzystowały gdzieś na peryferiach, ale traktowano je jako marginalny wyjątek. Aż nastała era piw rzemieślniczych i cały klarowny porządek legł w gruzach. Podziały na piwo jasne pełne oraz inne piwa dziś można schować do kieszeni. Zaś zjawisko mętność nadal postępuje i zatacza coraz większe kręgi. Niezmiennie ciesząca się popularnością IPA z piwa dość przejrzystego wyewoluowała w formę zwaną po angielsku hazy, by nie powiedzieć murki. Jak do tego doszliśmy? Jakkolwiek wstęp wydaje się dość mglisty, to dalsza część artykułu rozwieje wątpliwości. Mętność Dawno dawno temu, w pradawnych dziejach w dalekiej Mezopotamii narodziło się piwo. Sumerowie chętnie poświęcali nadwyżkę zbóż na produkcję alkoholu. Przyrządzanie ze zbóż należy potraktować dosłownie: były to nieledwie rozgniecione ziarna, mąka i fragmenty łupin pływające w mętnej, sfermentowanej cieczy. Zapewne była to jedna z przyczyn, dla której piwo pito przez słomkę – by odcedzić pływające części stałe. (Co jednocześnie udowadnia, że w XXI w. używanie słomek do piwa jest już całkiem bezcelowe). Kolejne epoki i kolejne cywilizacje mierzyły się z piwem udoskonalając techniki jego produkcji. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że przez wieki piwo pozostawało mętne. Z jakiego powodu? Przyczyn może być klika. Mętność powodują drożdże, surowce niesłodowane, bakterie, a także chmiel (głównie dodawany na zimno). Piwo często potrafi wyklarować się samo – jednak do tego potrzeba czasu. Pierwotne piwa produkowano z surowców niesłodowanych, często też w warunkach sprzyjających rozwojowi innych drobnoustrojów – bakterii. Było pite też przeważnie bardzo świeże. Gdy technika piwowarska rozwijała się, upowszechniło się słodowanie ziarna, a warzeniem zajmowały się wyspecjalizowane browary, szansa na klarowność rosła. Klarowność Duży wkład w rozwój wiedzy i techniki piwowarskiej wniosły średniowieczne klasztory. Warzono tu coraz mocniejsze piwa, a zarazem wydłużano czas leżakowania, co dawało szansę na samoistne klarowanie. To w klasztorach zaczęto po raz pierwszy stosować środki klarujące wino, skąd technika szybko została przeniesiona do piwa. Źródła pisane potwierdzają, że w XVIII wieku karuk stosowany był w Europie już masowo, a sprowadzano go z Rosji, gdzie wytwarzany był z pęcherzy pławnych jesiotra. Karuk do dziś stosowany jest m.in. na Wyspach Brytyjskich do tradycyjnych ale. Prawdziwy przełom w piwowarstwie nastąpi w związku z pojawieniem się jasnego lagera. Niska temperatura i dłuższe leżakowanie z pewnością przyczyniało się do uzyskania czystszego wyglądu piwa. Jeszcze jeden istotny parametr sprawił, że piwosze zaczęli preferować jasne, idealnie klarowne piwo. Masowa produkcja szkła w drugiej połowie XIX wieku zrewolucjonizowała rynek piwa. Co prawda szklane lub kryształowe szklanki i kufle były używane od dawna. Jednak były drogie i niewiele osób mogło sobie na nie pozwolić. Powszechnie piwo piło się z kubków lub kufli wykonanych z prostszych w obróbce materiałów: gliny, drewna lub metalu. Dopiero koniec XIX wieku i masowa produkcja znacząco obniżyły koszt szkła, a szklanki na początku XX wieku skutecznie wyparły wszelkie inne naczynia. W szkle doskonale było widać to, czego niedostrzegało się pijąc z glinianego kubka – klarowność. A przemysł browarniczy miał już na podorędziu całą masę środków do uzyskiwania idealnie klarownego piwa – z filtracją na czele. Mętność I tak przez dekady jasny kryształowo czysty lager wypierał inne piwa na całym świecie. Gdy zdawało się, że zdominował już rynek całkowicie, zupełnie niezauważalnie na samym dole zaczęła kiełkować idea zgoła przeciwna. Piwna rewolucja, której początek datuje się na lata 70 ubiegłego wieku w USA, zaczęła rozglądać się za innymi piwami, niż lager. Odszukiwanie starych stylów i przerabianie ich na nowo stało się motorem napędowym nowego ruchu. Piwna rewolucja, oparta na kontrze wobec lagera, nie miała problemów z akceptacją piw, których wygląd był diametralne różny od kryształowego pilsa. Wszystko, co nie było lagerem – było dobre (a nawet sam lager, byle by był rzemieślniczy). Ostatnie lata w krafcie szczególnie są łaskawe dla mętności. Popularnością cieszą się dodatki, takie jak owoce, pojawiają się piwa z brokatem, była też chwilowa moda na milkshake IPA. Jednak to nie dodatek owoców czy laktozy ostatnio decyduje o braku klarowności. To chmielenie na zimno powróciło w wielkim stylu. Do wytwarzania New England IPA zużywa się niespotykane dotąd ilości chmielu, który stosowany na zimno wnosi całkiem spore zmętnienie. Co jest entuzjastycznie witane przez fanów piwa. Tymczasem na całkiem klarowne IPA patrzy się dziś z pewną dozą nieufności. Takie to przewrotne czasy. zdjęcie: Heady Topper at The Alchemist, „Handmade” in VT with Chef Matt Jennings na licencji CC The post Czemu moja IPA jest taka mętna? appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
×