Jump to content

Pierre Celis

Members
  • Content Count

    3639
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Pierre Celis last won the day on April 28

Pierre Celis had the most liked content!

7 Followers

About Pierre Celis

  • Rank
    Hoegaarden
  • Birthday 03/21/1925

Recent Profile Visitors

4516 profile views
  1. Piwo i chmiel są nierozłączne, niczym pizza i ser. I podobnie jak pizzy nie robi się z sera, tak piwa nie robi się z chmielu. To po prostu: ekstra dodatki. Chmiel używany jest do piwa od bardzo dawna. Pierwsze wzmianki pisane datuje się na 636 rok naszej ery. Natomiast stosowanie chmielu w Europie mocno rozwinęło się w średniowieczu. Wtedy został się nierozłącznym kompanem piwa. A czego używano zanim chmiel stał się popularny? Otóż były to najczęściej mieszaniny różnych ziół i przypraw, zwanej często gruitem. W Polsce stosowano m.in. piołun, bagno, krwawnik czy jałowiec. Chmiel wygrał, gdyż najlepiej spełniał swoją funkcję. Podobnie jak słód jęczmienny, który konkurował z innym zbożami, a dziś jest podstawowym surowcem piwowarskim. Jakie przyczyny zdecydowały, że to chmiel został wybrany i do dziś stosuje się go w piwie? Goryczka Gorzki to jeden z podstawowych smaków. W piwie jest on na tyle istotny, że często opisywany jest oddzielnie. Dlaczego? Piwo bez chmielu jest po prostu mdłe. Można o tym się przekonać warząc piwo w domu – wystarczy odlać niewielką ilość brzeczki bez chmielenia. Efekt będzie mało interesujący – smak będzie nieciekawy. Słodowy smak pochodzący z jęczmienia wymaga przełamania. Można to zrobić właśnie za pomocą goryczy. Przełamuje ona mdłą nijakość piwa, kontrastuje ze słodowym charakterem. Stąd w piwowarskim slangu goryczkę często określa się kontrą. Niegdyś jako zamiennik stosowano gorzkie zioła, takie jak gencjanę czy piołun. Jednak to chmiel wnosi najprzyjemniejszą i najbardziej akceptowaną goryczkę. więcej na ten temat w artykule: 5 smaków piwa Smak i aromat Chmiel to nie tylko goryczka: to także niepowtarzalny smak i aromat. Choć dziś, w dobie niezwykłej różnorodności odmian chmielu wypadałoby powiedzieć: rozmaite smaki i aromaty. Choć w dawnych czasach paleta nut, którą oferowały chmiele była mniejsza, nadal była bardzo atrakcyjna. I świetnie komponowała się z piwem. Żywiczne, kwiatowe i ziołowe nuty wnoszone przez dodatek szyszek chmielowych pasowały nie tylko do piwa, ale również do pitnego miodu. Żaden inny dodatek nie był tak kompleksowy. Pozostałe zioła i przyprawy trzeba było łączyć w mieszanki, komponować, pilnować proporcji. Tymczasem dodatek chmielu rozwiązywał ten problem od ręki. Prawda nieco mniej chlubna jest taka, że niegdyś jakość piwa i jego smak niekiedy pozostawiał wiele do życzenia. Chmiel był na tyle intensywny, że mógł przykryć wiele niedociągnięć. Także dziś wyłapanie wad w mocno chmielonym piwie może sprawdzić trudność nawet doświadczonemu sędziemu piwa.. Właściwości aseptyczne W dawnych czasach piwo psuło się częściej. Powodów było kilka. Brak wiedzy o niekorzystnych mikrobach, które dobierają się do piwa. A co za tym idzie: nieco luźniejszy stosunek do higieny. Dużo prostsza technologia warzenia i brak metod utrwalania, jak np. pasteryzacja. Także dzikie drożdże nie były tak skuteczne jak współczesne szlachetne szczepy. Na skutek tych niekorzystnych okoliczności piwo szybko stawało się niesmaczne, kwaśniało i psuło się. Pociągało to za sobą straty, których oczywiście nikt sobie nie życzył. Na szczęście zaczęto dostrzegać pewne korelacje. Otóż piwo z dodatkiem chmielu psuło się jakby rzadziej niż bez niego. Oczywiście: nadal się to zdarzało, ale mocno wychmielone piwa jednak przechowywały się znacząco lepiej. Był to więc kolejny, istotny argument za stosowaniem chmielu do piwa. Przypuszczenia dawnych piwowarów okazały się słuszne. Współczesne badania dowiodły, że chmiel ma właściwości aseptyczne, które utrudniają rozwój niekorzystnych drobnoustrojów. Efekty uboczne Niezwykłe właściwości chmielu znali podobno już starożytni Rzymianie. Co prawda nie stosowali go do piwa, lecz w postaci naparu. Herbatka chmielowa od dawna pomagała ludziom zasnąć, poprawiała apetyt i ograniczała pożądanie. Ostatnia właściwość, jak twierdzą niektórzy, była przyczyną szczególnego zainteresowania chmielem klasztorów. Piwo uspokaja, wprowadza w dobry nastrój. O tym wiedziano od prawieków. Archetypowy wizerunek piwosza: okrągły, rozradowany człowiek z kuflem piwa – nie wziął się znikąd. Piwo nie powoduje agresji, raczej rozluźnia, uspokaja, poprawia apetyt, a na koniec: usypia. Czy naszym przodkom nie brakowało stresu w życiu? Z pewnością. Chmiel przychodził z pomocą. więcej na ten temat w artykule: 4 niezwykłe właściwości chmielu Geografia Wszyscy znają winne kraje. Ciepły klimat sprzyja winorośli, dojrzałe winogrona dają dobre wino. W krajach gdzie pogoda nie jest tak sprzyjająca, zimy są dłuższe i bardziej ostre, a okres wegetacji krótszy – winogrona są drobne i kwaśne. Co skutkuje słabym winem. Tymczasem w chłodniejszym klimacie wschodniej części Europy doskonale udają się zboża, jak jęczmień. Oraz chmiel. Czy to może być przypadek? Chmiel uprawia się pomiędzy 35 i 55 równoleżnikiem półkuli północnej. Bowiem najchętniej rośnie tam, gdzie chłodne noce i długie letnie dni. Nie służy mu gorące słońce, dobre dla winorośli. Rośnie samoistnie, dziko przy wilgotnych łąkach i rzekach. Było to więc łatwo dostępny dodatek do piwa. Czyli alkoholu, który święcił triumfy tam, gdzie było zbyt zimno na wino. Tradycja Jest jeszcze jeden powód, dlaczego dziś chmiel znajduje się w piwie. To nasza kultura kulinarna. Wykształcona przez setki lat, przekazywana z pokolenia na pokolenie tradycja. Tej siły nie należy lekceważyć – jest ona głęboko wpisana w naszą świadomość. Bo dlaczego w jednym kraju stosuje się pewne dodatki, a w drugim inne? Dlaczego do rosołu dodajemy pieprz, liść laurowy i ziele angielskie, a nie na przykład miętę? Przecież nie są to nasze rodzime przyprawy. A w krajach Dalekiego Wschodu do rosołu używa się innych przypraw. Dlaczego kaczka jest z jabłkiem, a nie pigwą. Dlaczego w Polsce żelki są owocowe, a nie ze słoną lukrecją jak w Skandynawii? Dlaczego do frytek ketchup, a nie majonez? Nasze tradycje kulinarne to przemożna siła z której często nie zdajemy sobie sprawy. Chmiel, jak już było wspomniane, nie był jednym wyjściem. Także w Polsce warzono piwa jałowcowe bez chmielu. Nadal pija się je np. w Finlandii. Jednak to chmiel wpisał się do naszej europejskiej tradycji kulinarnej i tu pozostanie. Choć brano pod uwagę całe mnóstwo innych zamienników – wygrał on. Prawdopodobnie złożył się na to szereg przyczyn, w tym te wymienione w niniejszym artykule: jego przyjemny smak i goryczka, właściwości aseptyczne i uspokajające, duża dostępność. Zapewne przyczyn było więcej. Za pewnik można przyjąć jedną rzecz: chmiel pozostanie z nami na dłużej. The post Dlaczego dodaje się chmiel do piwa? appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  2. Jak smakuje Veritas od warszawskiego tercetu Mermaid Brewing? Sprawdzam wraz z Michałem Kopikiem, Michałem Wardaszką i Karolem Szafrańskim! View the full article
  3. Piwo i pizza są jak stare, włoskie małżeństwo. Dobrze znane, od lat połączone ciągnącym się serem. Tymczasem od kilku lat o serce (i żołądek) fanów piwa rywalizuje mocny konkurent z Ameryki. On, opalony na brąz, obustronnie obsmażony przystojniak: burger. Burger przypłynął na fali streetfoodowej mody zza oceanu. Przybył prosto z New York City, z foodtrucka, z hipsterskiej smażalni. I zagościł na dobre. Jest wypasiony, gruby, mięsisty i krwisty. Składa się z doskonałej wołowiny i świeżych dodatków. Jest slow i jest craft (nie przyznaje się do krewnych z sieciówek). Dlatego właśnie pasuje do piwa rzemieślniczego. Co stolica ma do zaoferowania w tym temacie? Całkiem sporo – co drugi pub oferuje do piwa coś do przegryzienia – wszystkich opisać nie sposób. Poniżej lista pięciu wybranych miejsc, gdzie można wypić piwo rzemieślnicze i przegryźć burgerem. 1. Hoppiness Mały wielki pub w samym centrum Warszawy. Choć nie dysponuje tak dużą ilością przestrzeni jak inne lokale, to dzięki klimatowi i ludziom, którzy tam pracują bez wahania można do zaliczyć do grona piwnych miejsc, które warto poznać. 12 porządnie zaopatrzonych kranów i kuchnia warta jest uwagi. Dania są „szybkie”, a szczególną atencja cieszą się burgery – i słusznie. 5 mięsnych i 1 vegański w zestawie z frytkami. Do wyboru bułka maślana lub ciemna oraz stopień wysmażenia. Texas (na zdjęciu) z bekonem, krążkami cebuli, wędzonym sosem BBQ, piklami, czerwoną cebulą i sałatami zdecydowanie daje radę. 2. Drugie Dno Porządnego burgera można także znaleźć na Nowogrodzkiej – najbardziej kraftowej ulicy w Warszawie. Multitap Drugie Dno oferuje 15 kranów z piwem rzemieślniczym z Polski i zagranicy oraz otwartą kuchnię, gdzie dania powstają na oczach gości. Jest przestronnie i nowocześnie, spokojnie zmieści się nawet duża grupa znajomych. A do jedzenia, w zależności od stopnia zgłodnienia można wybierać między przekąskami, szybkimi streetfoodowymi daniami lub czymś na większy apetyty: stekami. Burgerów jest 8, w tym opcja wegetariańska. Między innymi bardzo interesująca wariacja, czyli Porter Burger: z szarpaną wołowiną gotowaną w porterze – mięso jest miękkie i bardzo aromatyczne (zdjęcie 1) Burger BBQ (zdjęcie 2) był usmażony tak, jak należy traktować porządną wołowinę: brązowy z zewnątrz czerwony w środku. Stopień wysmażenia można oczywiście wybrać. 3. Krafty i meaty Warszawa ma dwie strony Wisły. Lewą, bardziej rozwiniętą kulinarnie oraz prawą, zdecydowanie mniej znaną. A jadnak tutaj też można znaleźć krafty – i burgery. Krafty i meaty, jak sama nazwa wskazuje, specjalizują się w dostarczaniu rzemieślniczego piwa i mięsnych dań. Lokal jest nieduży i przytulny, w sam raz dla potrzeb lokalnej społeczności. Piwo leje się z 4 kranów (głównie browar Perun), zaś burgerów jest 10, w tym 2 wegetariańskie. Boczek Hot Bacon BBQ (na zdjęciu) był porządnie wysmażony, tak jak reszta mięsa. A sos z wędzonych papryk chipotle – całkiem przyjemny. 4. Wół na stół Wracamy na lewą stronie Wisły, tym razem na największej sypialni Warszawy. Przy głównej arterii Ursynowa, alei KEN mieści się nieduży lecz słynący dobrym burgerem: Wół na stół. Lokal nie jest zbyt duży, więc z racji popularności zdarza się, że brakuje miejsc przy stolikach i trzeba zaczekać na swą kolej na zewnątrz. Mimo bardzo sprawnej obsługi, która uwija się jak w ukropie. Piwa dostępne są w butelkach, a podzielono je na browary rzemieślnicze i przemysłowe. Choć do pierwszej grupy zaliczono głównie średnie browary, to nie ma co narzekać, bo można wypić IPĘ z Grodziska lub Kormorana. Za to przebierać można w burgerach: jest ich 14! Dodatkowo trzeba też wybrać stopień wysmażenia, wielkość mięsa, rodzaj bułki oraz ewentualne dodatki. W Englishu (na zdjęciu) połączenie cheddara, jajka, majonezu i sosu musztardowego zagrało naprawdę ciekawie – szczególnie wyróżniało się mięso, którego dobrą jakość czuć w smaku. 5. KEN54 Kolejne miejsce z kraftem i burgerami kryje się tuż za rogiem. Klubokawiarnia EN54 to prawdziwy wehikuł czasu. Przekraczając drzwi cofamy się do epoki, w której rodził się Ursynów. KEN54 to miejsce artystyczne, a nawiązania do przeszłości raczej ukazują szczególny czas, gdy nowa wielka dzielnica Warszawy powstawała od zera. W plakatach i wystroju z epoki widać starania ludzi, którzy tą masę betonu chcieli uczynić miejscem przyjaźniejszym do życia. A poza warstwą sentymentalną w KEN54 jest też nowocześnie, zwłaszcza w warstwie piwnej: 12 kranów z piwem zaopatrzonych jest w najnowsze dokonania polskich rzemieślników. A do zjedzenia dania prawdziwie eklektyczne: Burger Robotnika z kotletem mielonym oraz Burger Inżyniera – ze schabowym. Na zdjęciu: posiłek godny prawdziwego inżyniera – schaboszczak, bułeczka i świeże warzywa. KEN54 to nie tylko miejsce klimatyczne, ale też bardzo sympatyczne, które zdobyło sobie serca lokalnych mieszkańców. The post Piwo i burgery appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  4. Postanowiłam trochę odstąpić od klasyki i uwarzyć coś z dodatkami. Zamysł był taki aby piwo było ciemne, lekkie, orzeźwiające i obłędnie pachnące pomarańczą i wanilią. Jako bazę wykorzystałam brown porter, jako lekkie, ciemne, łagodne piwo. Zostało ono uzupełnione pomarańczami i wanilią. Powinno się super komponować 🙂 20.04.2019 POMARAŃCZOWO-WANILIOWY BROWN PORTER […] Artykuł Brown porter pomarańczowo-waniliowy – relacja z warzenia pochodzi z serwisu blog.homebrewing.pl. View the full article
  5. Pierwsze piwo w puszce wypuścił browar Gottfried Krueger Brewing Company z Richmond, w amerykańskiej Wirginii. Był rok 1935, dwa lata po tym, jak Stany Zjednoczone zrzuciły ciasny gorset prohibicji. Gdyby nie ustawa o trzeźwości, puszka najprawdopodobniej pojawiłaby się wcześniej. zdjęcie: washingtonbeerblog.comPrzez te lata puszka ewaluowała. Z topornej i ciężkiej metalowego walca przeistoczyła się w lekkie oraz estetyczne opakowanie. Przez lata była stosowana przez duże browary i coraz częściej kojarzona była z tanim piwem. Dziś kolorowa aluminiowa puszka podbija dziś świat piw rzemieślniczych. I przeżywa swój renesans. Czy stanie się popularna także w Polsce? Kraft kocha puszki (zagranicą) W 2016 ponad 40% piwa z małych browarów w Stanach Zjednoczonych zostało zapakowana w puszki. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że od tego czasu procent ten zdecydowanie wzrósł. Butelki w krafcie są w zdecydowanym odwrocie. W USA klamka zapadła. Przyszłość należy do puszek. Widać to także w innych krajach. Małe rzemieślnicze browary z Wielkiej Brytanii ochoczo zabrały się za puszkowanie. Z aluminiowych opakowań korzystają rzemieślnicy, ale także i średnie browary. Puszki zaczynają być doceniane także w innych krajach zachodniej Europy. Polscy rzemieślnicy, którzy eksportują piwo coraz częściej stykają się z pytaniem: „a nie macie piwa w puszkach?„ Puszka a sprawa polska Puszka puka do drzwi polskich rzemieślników. Wśród beergeeków panują nastroje propuszkowe. A każdy nowy wypust jest witany pochodem zachwytów na blogach. To wszystko powoduje, że właściciele browarów mają nad czym myśleć. Dylemat jest poważny, trzeba bowiem rozważyć kwestię: czy warto myśleć o puszce? Zalet puszki, z punku widzenia producenta piwa, jest całkiem sporo. Przede wszystkim puszka jest lżejsza, co zdecydowanie ułatwia życie. Łatwiej ją przestawiać, magazynować oraz taniej przewieźć. Jest też bezpieczniejsza: nie tłucze się, nie ukruszy się szyjka przy kapslowaniu, przegazowana nie rozpryśnie się na tysiące ostrych kawałków. Kolejny plus: lepiej utrzymuje aromaty chmielowe, piwo się nie utlenia, nie naświetla i może dłużej pozostawać świeże. Kryje się tu pewien haczyk: owszem, aluminium doskonale chroni przed dostępem tlenu. Jednak przy rozlewie do puszki dużo łatwiej o dostęp tlenu. Butelka ma tę przewagę, że ma wąski otwór i długą szyjkę, przez co zdecydowanie łatwiej zapobiegać natlenieniu. Cechą, której także nie należy pomijać, jest estetyka puszki. To opakowanie wręcz stworzone do ekstrawaganckich, kolorowych, dużych grafik. Coś w sam raz dla kraftu, który chce wyróżniać się na sklepowej półce. Bariery Skoro zatem jest tyle plusów tego opakowania, dlaczego by od razu nie przerzucić się na puszki? Otóż sprawa nie jest tak prosta. Można określić dwie główne przeszkody, które stoją na drodze małych browarów a) Finansowe Linie do puszkowania, nawet te najmniejsze – są drogie. Dodatkowo małe, proste konstrukcyjnie puszkarki powodują, że do wewnątrz dostaje się sporo tlenu. Jeśli chce się mieć maszynę, która zapewnia, że piwo nie będzie utlenione – koszt rośnie jeszcze bardziej. Polskie browary sprzedają piwo w cenie dużo niższej, niż browary na zachodzie, przez co zarabiają odpowiednio mniej. Niestety, koszt urządzeń do puszkowania wcale nie staje się od tego niższy. Wiele mikrobrowarów w naszym kraju zostało założonych przez pasjonatów, niekoniecznie z dużym zapleczem finansowym. Przez co pieniędzy na inwestycje często po prostu brakuje. Łatwiej kupić jest najprostsze, półautomatyczne urządzenie do rozlewu w butelki. Jego koszt jest wielokrotnie niższy, niż puszkarki. Dodatkowo, wiele browarów już sprzęt do rozlewu w butelki posiada – zasadne staje się pytanie, czy warto kupować drugie urządzenie do rozlewu? Może warto wydać te pieniądze na coś innego? Pewnym rozwiązaniem jest usługa mobilnego puszkowania. W wielu krajach (także w Polsce) operują firmy, które przyjeżdżają z maszyną do rozlewu w puszki na ciężarówce do browaru. Gdzie świadczą usługę rozlewu. Niestety, argument finansowy nadal pozostaje aktualny: jest to nadal dużo droższe, niż rozlew w butelki. Koszt jednostkowy opakowania w przypadku puszki jest znacząco wyższy. b) Wizerunkowe O ile wielu beergeeków wpada w zachwyt nad puszkami, o tyle reszta narodu jest raczej sceptyczna. W Polsce nadal pokutuje stwierdzenie, że w puszkę rozlewa się tanie i kiepskie piwa. A samo opakowanie jest gorsze. Mit metaliczności w smaku nadal jest obecny. Niestety, świadomych beergeeków w narodzie jak na lekarstwo. A przeciętnego klienta do puszki nadal trzeba przekonać. To mocny argument za tym, by z zakupem urządzenia póki co dać na wstrzymanie. Tym bardziej, że wątpliwości nie dotykają samych tylko konsumentów piwa. Wielu właścicieli browarów podziela zdanie o wyższości butelki nad puszką. Brakuje przekonania, że jest to sprzęt, na który warto wydać pieniądze. Przyszłość puszek Jak będzie wyglądała przyszłość puszek w Polsce? Czy historia zatoczy koło i puszkowanie przeżyje ponownie swoje wielkie dni? Z pewnością puszka będzie się stawała coraz bardziej popularna. Jednak o tym, jak szybko będzie się to działo, zdecyduje kilka czynników. Pierwszym niewątpliwie będzie cena. Żeby rozlew w puszki stał się opłacalny, cena jednostkowa musi dorównywać butelce. Dotyczy to także maszyn do rozlewu: tańsze urządzenia z pewnością przyśpieszą ich nadejście. Kolejną sprawą jest kwestia popularności. Jeśli rynek zagraniczny będzie mocno domagał się tego rodzaju opakowań, a krajowy klient przekona się do nich – puszka pojawi się szybko. Jeśli jednak te kryteria szybko się nie spełnią, na liczne piwa rzemieślnicze w puszkach przyjdzie nam jeszcze poczekać. The post Piwo w puszce – wielki powrót? appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  6. Kwiecień dzięki służbowej delegacji na głęboką prowincję zaowocował wpisami z sinusoidalnej smakowo wizytacji trzech przybytków: Browaru Grudziądz, Starego Browaru Kościerzyna oraz Czarnej Owcy w Semlinie. Wydarzeniem miesiąca był oczywiście udany frekwencyjnie, jubileuszowy 10 WFP (komuś brakuje relacji? Bo nie zauważyłem). Były oczywiście i degustacje. Porównywaliśmy wersję domową i rynkową Hoppy Grodziskiego na WFP, otwieraliśmy wiosenny sezon lambików czy też sprawdzaliśmy formę Browaru Lasowiak. Wiosna pełną mocą wybuchła też na mapie nowych browarów. Gary zawrzały po raz pierwszy aż u pięciu rzemieślników! Do tego czterech kontraktowców. Czy naprawdę mamy rok 2019, rok nadmiaru podaży nad popytem??? Spójrzcie na dolną sekcję by zapoznać się ze świeżakami. Piw, które aspirowały do tytułu Debiutu Miesiąca za kwiecień nie brakowało, ale w końcu mój wybór padł na: Monsters (Brovca) – Sour Ni Juicy Gose with Passionfruit, 13,5° Blg, 4,8 % alk. Janek Gadomski czyli połowa duetu tworzącego Browar Monsters lubi ponarzekać, że klient oczekuje piw wyrazistych. Wyrazistych w rozumieniu – mamy piwo kwaśne? To niech wykręca twarz. Piwo z owocem? To niech całkowicie zdominuje bazę. Tymczasem Sour Ni jest idealnym przyczynkiem do dysputy: czy ważniejsza jest wyrazistość czy złożoność? I czy w ogóle to się wyklucza? Zanim jednak spróbujemy odpowiedzieć na to egzystencjalne wręcz pytanie, to zobaczmy z czym w ogóle mamy do czynienia. Nowofalowe Gose. Wiadomo – powinno być soczyście i pewnie z jakimś dodatkiem. Owocowym najlepiej. No to jest – gose z marakują. W szkle ląduje napitek o pomarańczowej, odpowiednio zamglonej barwie. Szkoda, że piana jest szczątkowa. No ale mamy pić, a nie cmokać. Dobrze. Pierwszy łyk i zaskoczenie stonowaniem poszczególnych składowych. Zaczynamy od marakui, ulubionego samograja polskiego craftu. Piliście nieudane piwo z marakują? Ja nie. Ale w Sour Ni nie jest jednowymiarowa i dominująca. Marakuja daje kwaśność, ale tu kolejne zaskoczenie. Tak jak i owocowy charakter jest tu wyważony, tak też kwaśność nie jest przegięta. Soczystość? Też nie w ultramocnym wydaniu, ale zauważalna jest. Odczucie w ustach? Bardzo przyjemnie musujące na języku. Powstaje wrażenie picia orzeźwiającego, regenerującego izotoniku. No i ten aftertaste – delikatnie słony, stanowiący świetnie uzupełnienie smakowej palety. Czy zatem zbalansowanie wszystkich składowych piwa będzie świadczyć o braku wyrazistości? Twierdzę, że wyrazistość nie równa się przeginanie i napieprzanie klienta dowolnie dobraną pałką z kabury pięciu smaków. Wyrazistość to bogactwo doznań, im bardziej złożonych i wzajemnie się uzupełniających, tym lepiej. Monstersom udało się to po raz kolejny w przypadku Gose (patrz Debiut Miesiąca za grudzień 2017 ). Brawo! W wyróżnieniach widać wiosnę. Królują soczyste jasne z chmielem (nawet w wersji wymrażanej), są kwasiki (nawet w wersji ciemnej i dodatkowo BA!), jest i nasze Grodziskie. Dobrego piwa nie brakuje Absztyfikant (Czarna Owca) – Noon Ocena piwa AleBrowar – Easy Pale Ale DDH Citra BBC Ocena piwa Artezan – Dzikiem do Rzymu Ocena piwa Czarna Owca – Verigo Ocena piwa Golem/ Åben – The Dark Kveik Ocena piwa Harpagan/ Cześć (Gryf) – Zakaz Zakazywania Ocena piwa Maltgarden/ Zakładowy – Warm-Up Ocena piwa Monsters (Brovca) – Jiu-Juice-Tsu Ocena piwa PINTA (Zarzecze) – Hoppy Grodziskie Ocena piwa PINTA (Browar na Jurze) – Kwas Theta BA Ocena piwa Piwne Podziemie – Gujawa, Marakuja, Acai Ocena piwa Szałpiw (Wąsosz) – Racha Ocena piwa Ziemia Obiecana – Nie Graj Szefa Ocena piwa Nowe browary: Nowe inicjatywy kontraktowe: View the full article
  7. Z reguły gdy wracam z jakiegoś ciekawego zagranicznego miasta, staram się wrzucić na bloga krótki przewodnik po lokalnych browarach czy miejscach z piwem rzemieślniczym. W przypadku Londynu sztuka ta jest niestety niewykonalna. Problem stanowi oczywiście jego ogrom i mnogość mieszczących się w jego granicach pubów. Podejrzewam, że musiałbym tam pomieszkać dobry rok, żeby taki poradnik... Czytaj dalej Artykuł Londyńska Piwna Mila pochodzi z serwisu BeerFreak.pl. View the full article
  8. Czy to będzie najlepszy wielokran w Łodzi? Tego jeszcze nie wiemy. Na pewno jednak będzie wyjątkowy. Bo prowadzony przez pasjonata i piwowara domowego Dominika Murawę, który skutecznie przekonał Agnieszkę Dejnę, że właśnie on jest właściwym człowiekiem do tego projektu. To raz. Dwa – bo to pierwszy piwny lokal działający na zasadzie franczyzy społecznej. Zresztą wystarczy znać sposób funkcjonowania Browaru Spółdzielczego z Pucka, opartego właśnie o spółdzielnię socjalną w której pracują osoby niepełnosprawne, by nie mieć wątpliwości co do wyjątkowości przedsięwzięcia. Na 20 kranach dostępne będą oczywiście piwa ze Spółdzielczego, ale wbrew pozorom nie będą stanowić większości. Przestrzeń chłodni otwarta jest również dla innych rzemieślników, przede wszystkim z regionu. Co do lokalizacji – pub znajduje się w centrum Łodzi, minutę piechotą od Piotrkowskiej. Nie sposób nie zauważyć betonowego PRL-owskiego biurowca na rogu Mickiewicza i Kościuszki. Tu na parterze kiedyś znajdowało się pomieszczenie garażowe, zaadoptowane później na serwis komputerowy. Mnóstwo pracy zostało włożone w modernizację tego miejsca. Zburzono ścianki działowe, odsłonięto i poszerzono intrygujący podwieszany listwowy sufit. Jakby co, pod podłogą jest jeszcze fragment kanału serwisowego dla samochodów. Teraz to miejsce jest nie do poznania. Mi z wystroju chyba najbardziej podpasowały fototapety w toaletach, przedstawiające łódzki Browar Anstadta i jego załogę na początku XX wieku. Świetne nawiązanie do piwowarskiej historii, raczej unikanej w wielkomiejskich wielokranach. Taki zresztą charakter ma zamiar mieć to miejsce. Nie dla imprezowiczów z Piotrkowskiej, ale dla ludzi, którzy pijąc dobre piwo, pomagają innym. Trzymając kciuki za powodzenie projektu zapraszam na rozmowę z Dominkiem Murawą i Rafałem Kluzą! Pub Spółdzielczy Łódź, Łódź, Al. Kościuszki 80/02 Facebook View the full article
  9. Jak wypadły blendy belgijskiego lambika z pintowym grodziskim i porzeczkowym sałerem, obydwa leżakowane pół roku w beczkach po czerwonym francuskim winie? View the full article
  10. Na otwarcie sezonu tym razem tylko jedno wideo z Dłutowa. Przegląd piw z uruchomionego w 2018 roku, podbiałostockiego Browaru Białego. Sprawdzam zarówno piwa z nowofalowym chmielem, jak i pozycje sytuujące się bliżej klasyki. Na stole: Chmielowy Zapał (APA), Chmielowa Moc (IPA), Amerykański Bursztynowy Ale (American Amber Ale), Kawowoa Pokusa (Milk Stout) oraz Złota Pszenica (Weizen). Które z nich podpasuje mi najbardziej? View the full article
  11. Sprawdzamy formę piw browaru z Jaty: Budownik (Jasne Lekkie), Miglanc (Pszeniczne z Brzoskwinią), Dolarnik (AIPA) oraz Ancymon (Porter Bałtycki)! View the full article
  12. Kamil Prystapczuk blog: alechanted.pl Bum! Mamy rok 2019, więc istnieje niemała szansa, że jeżeli już od pewnego czasu interesujesz się piwem rzemieślniczym i jeszcze nie jesteś spłukany jak szczur, to przez twoją głowę przewinęła się myśl, żeby uwarzyć coś samemu, dla siebie i kilku najbliższych znajomych. W Polsce zajmuje się tym regularnie solidnych „kilka” tysięcy osób, więc nie może to być szczególnie trudne, prawda? Istnieje jednak ryzyko, że w fejsbukowym szale wszedłeś na którąś z popularnych grup piwowarskich, żeby liznąć trochę wiedzy, zanim przejdziesz do kompletowania swojego pierwszego sprzętu. Po kilku minutach wyszedłeś na papierosa (pierwszego w życiu) i nigdy więcej nie wróciłeś do tematu. To, co tam zobaczyłeś mogło trwale zrazić cię do naprawdę pięknej przygody. Przerośnięte mózgi Grupy piwowarskie i fora mogą być przerażające, jeżeli nie przepuszczasz zawartości przez odpowiedni filtr. Wchodzisz tam nie mając zielonego pojęcia od czego zacząć i widzisz znanego piwowara, który wymienia się z blogerami zdjęciami beczek po przeróżnych trunkach i mikrobów pod mikroskopem. Wpis niżej równania reakcji chemicznych, a w przypiętym poście jakieś ważniaki dyskutują o pH i wpływie masy wody zawartej w starym słodzie na gęstość brzeczki przedniej. Następne posty to seria prac naukowych w przeróżnych językach i koleś, który buduje własną maszynę, która będzie warzyć piwo przez apkę na smartfona. Nikt nie bije brawa, wszyscy dokładają swoją cegiełkę i wspólnie tworzą coś jeszcze większego. Na tym etapie mogłeś pomyśleć, że tu nie pasujesz. Filtr Wszyscy tu zdajemy sobie sprawę z tego, że te informacje mogą wywoływać niemałą trwogę. Są to jednak informacje kierowane do konkretnej grupy pasjonatów, dla których piwowarstwo (nie tylko domowe!) stało się częścią życia. Jeżeli zwrócisz uwagę na szczegóły, to w tych wszystkich wpisach na grupach i w tych wszystkich ważnych wątkach na forach przewijają się ciągle te same nazwiska i w rzeczywistości nie jest ich tak wiele. Wszystko, co powinno zainteresować kompletnego laika zostało już dawno powiedziane wielokrotnie, a wszyscy, którzy stali się prawdziwymi amatorami (w tym rzadziej używanym znaczeniu tego słowa) poszukują sposobów na udoskonalenie procesów w swoim browarze do granic przyzwoitości. Nie musisz się bać absolutnie niczego, bo ci wszyscy wyjadacze ze stopniami naukowymi i setkami warek na koncie są tam też dla ciebie i, choć momentami mogą wyglądać na złośliwe małpy, to zależy im, żeby nie stała ci się krzywda. Piwo to nie „rocket science” Jeżeli kiedykolwiek udało ci się ogarnąć przyzwoitej jakości rosół na obiad, to do warzenia posiadasz absolutnie wszystkie umiejętności. Weź pod uwagę, że nauka spotkała się z warzeniem piwa dopiero kilkaset lat temu, a większość piwowarów przez kilkanaście tysięcy lat piwowarstwa nie potrafiła nawet czytać (skoro dobrnąłeś do tego momentu w tekście, to masz w tej dziedzinie nad nimi przewagę). Jedyne, co powinieneś zrobić, żeby zacząć warzyć, to kupić składniki i skorzystać z tych prostych i niedoskonałych instrukcji zawartych w zestawach startowych. Nawet, jeżeli coś spieprzysz, to masz idealne podstawy do zadawania konkretnych pytań i zdobywania niezbędnych odpowiedzi. Piwowarstwo nie jest i nie powinno być straszne, bo to jednak ciągle tylko robienie piwa. The post Piwo to nie „rocket science” appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  13. 5 places with craft beer in the center – a non-obvious choice There are over 50 pubs in Warsaw that offer craft beer. Meanwhile, most people who visit the capital focus on visiting only a few of the most popular ones. They do not know what they are losing! In the very centre, there are interesting places with unique character and good beer. We present a proven list of 5 pubs that are definitely worth exploring. All within walking distance from the city centre. Gorączka Złota The Gold Rush (Gorączka Złota) is legendary pub. The last 7 years have radically changed the beer market in Poland. And when the beer revolution was just beginning, Gorączka Złota was already there. Here the casks of the pioneers of the beer revolution made their debut, here appeared (and still appear) respectable classics from foreign neighbours. On 4 taps, premieres appear today, for example from the affiliated, Warsaw-based Palatum brewery. In addition to beer, Gorączka Złota offers hot dishes, usually belonging to the Polish cuisine. However, their signature dish was always served cold: a decent, classic steak tartare. Gorączka Złota is an intimate place. The classic pub character is reminiscent of the atmosphere in irish pubs. In summer, you can get relaxed in a small garden overlooking the quiet Wilcza Street. Although it is not a multi-tap pub, it’s worth including the Gorączka Złota in the list of places to visit. It is one of the longest operating pubs with craft beer in the capital. It is always nice to come here, feel the calm atmosphere, and listen to the stories of how the beer revolution grew in strength Oleandrów Street: Inne Beczki, Cafe Me+Me A small street between Marszałkowska and Polna Streets, near Trasa Łazienkowska, 300 meters from the famous Zbawiciela Square. Oleandrów Street. So small and so full of life. Young both in its spirit and in regard to the average age of its visitors. This short section is really crammed with pubs and cafes. The local places are small but atmospheric. Modern, and sometimes even a bit avant-garde. In warm weather, they increase their size a lot thanks to beer gardens. One of them is Inne Beczki. This is a pub operating under the logo of the brewery. Until recently, a contract brewery, and from 2018, a new stationary craft brewery near Warsaw. The pub is small (in contrast to the brewery) but there is enough space for various artistic events. Some of them have an alternative character. Me + MeAnd on the opposite side of the road: Cafe Me + Me. Captivating, colourful and, like the previous ones – tiny. Me + Me is mainly a cafe with good coffee and cakes. But you can also find there some good beer, cider and wine. This place is worth checking out, even if only to feel its atmosphere. A pink flamingo in the garden indicates the location. On the beer map of Warsaw, Oleandrów Street is a kind of hidden gem that is not very well-known. Those who did not get here should regret. Drugie Dno Ochota The youngest pub on this list, you could say it still smells of paint… but actually it smells of pizza because behind the bar there are not only taps but also a pizza oven. But first things first. When you go west from the Central Station, you will find the Zawiszy Square. The square, or more accurately, a busy roundabout, is quite characteristic. On one side of the square, there is an interesting building of the Warsaw Ochota railway stop, with a mosaic roof. Opposite – the colourful shape of the Hotel Sobieski. Behind the hotel, there is Tarczyńska Street, surprising with its silence and tranquillity (in contrast to the loud intersection on the Square). Here, between cafes, there is the second multi-tap, Drugie Dno. The idea behind the pub is great – it is to be a meeting place for the local community. It does not have to be big or have 100 taps – it’s enough if it’s warm, friendly, and of course not too far from home. Of course the interior design, good beer and decent food are always a plus. In Drugie Dno Ochota, craft beers pour out of 8 taps, and people eat them with a pizza made in an open kitchen (unless someone prefers a salad or dessert). The restaurant has an upper storey and it is worth going up the spiral stairs, because then you can sit by the big windows overlooking the street. It ‚s very nice here. And it’s only 3 tram stops from the Centre. Cześć Cześć means „hi”. And the name says it all. You walk to the bar and just say hi. In the competition for the most friendly craft restaurant, this place would have a good chance of winning the gold medal. Familiar and unpretentious – this can be the essence of a pub. You drop in, order a beer and talk to people. Problems stay behind the door, here is a place to chat, drink and relax. sdrThere is no designer interior, the furniture does not have to fit together. Instead, there are the laid-back owners and good beer. No wonder the pub has its regulars. Also from abroad, because the Grzybowski Square is a tourist-friendly place with a lot of hotels in the area. Drop by once and you will come back – it could be the advertising slogan of Cześć. Kiełba W Gębie The market hall at Koszykowa Street in Warsaw has gone a long way. From the People’s Bazaar in Koszyki (opened in 1908) to today’s Hala Koszyki (in its present form since 2016). From a bazaar and trade in rural specialities to the present atmosphere of an elegant place for meetings, walks, consumption of sophisticated dishes in expensive restaurants and hand-made shopping in a designer interior. Kiełba w Gębie references the real origins of the hall that go back to a colourful bazaar. Only now its form is modernised. Because there is sausage, but only decent, homemade one. Pierogi [dumplings] – yes, but kneaded by hand. And to drink: craft beer from 5 taps. Kiełba w Gębie feels the beer revolution and every now and then it organises beer events such as tap takeovers. Koszyki are worth visiting because they are a beautifully restored place. It’s nice to stroll here. And Kiełba w Gębie is another argument for visiting this place. The post Craft pubs in Warsaw that you might not know appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  14. Ci ludzie mają kasę. Najpierw przebudowali zabytkowy browar w Kościerzynie, tworząc na jego miejscu konglomerat handlowo-rozrywkowo-hotelowy. Znalazło się w nim i miejsce dla wypasionego minibrowaru produkcji niemieckiego Kaspar Schulza. To był rok 2013, a wkrótce stoiska i marketingowe dmuchańce Kościerzyny można było zobaczyć na piwnych imprezach odbywających się w regionie. Stary Browar Kościerzyna był zresztą sponsorem pierwszej edycji Hevelki. Kilka razy próbowałem w tamtym czasie kościerskiego piwa. Było w porządku. Apetyt włodarzy SBK widocznie rósł w miarę spożycia, bo w roku 2017 odpalili browar o mocach szacowanych na grubo powyżej 100.000 hekto rocznie. Spójrzcie zresztą na półki Carrefoura – piw sygnowanych marką SBK nie brakuje. Nie miałem okazji ani razu pić butelkowej wersji SBK, ale tak się złożyło, że Kościerzyna znajdowała się idealnie na trasie mojej delegacji. Trafiła się zatem dobra okazja, by sprawdzić jakość piwa w samym jego mateczniku. Na start deseczka. Osiem złoty za 3 x 125 ml. Z kranu do wyboru: lager, pils, pszeniczne. Serio? A czekaj, było jeszcze piwo konopne. Za to podziękowałem. Jakie zatem wrażenia z deski? Lager – słodki. Pils – kompletnie bez wyrazu, neutralny. Pszeniczne – mocno fenolowe, idące w aptekę. Postanowiłem uzupełnić portfolio jakimś butelkowym z lodówki. Padło na AIPA za 9 zł. Już brunatna barwa płynu wylewająca się z butelki nie pozostawiała wątpliwości co do jego właściwości. Melanoidynowo-karmelowa dominanta uzupełniona łodygową goryczką. No nie. Pod względem piwnym jest tu zatem słabo. Jedyna rzecz, która uratowała wizytę to tutejsza pizza, wypalana w piecu opalanym drewnem. Nominalnie funkcjonuje tu oddzielne pomieszczenie pizzerii. Nie mieliśmy jednak problemu z zamówieniem, stołując się w pomieszczeniu restauracji, w sąsiedztwie błyszczących miedziowym płaszczem drogocennych kadzi. „Nie wszystko złoto, co się świeci” brzmi znany slogan. Warto by Stary Browar Kościerzyna wrócił chociażby do tego poziomu, który prezentował w pierwszych latach działalności. Na więcej chyba nie ma co liczyć. Stary Browar Kościerzyna, Kościerzyna, Słodowa 3 www.starybrowarkoscierzyna.pl View the full article
  15. Do warzenia piwa potrzeba trochę wiedzy, trochę sprzętu i sporo czasu. W zamian otrzymasz własne, niepowtarzalne piwo. W ilości, która pozwala obdarować znajomych i rodzinę. A tym samym uzyskać szacunek, uznanie i niekłamany podziw. Jeśli chcesz się zabrać za warzenie, powinieneś zdobyć odpowiednią wiedzę: jak i z czego uwarzyć piwo. Jeśli zgromadziłeś wszystkie potrzebne surowce i zakupiłeś sprzęt – to jesteś już o krok od swojej pierwszej warki. Już tylko trzy sprawy pozostały do przemyślenia. Oto rady płynące z doświadczenia. 1. Czas Jedno z najczęstszych pytań osób, które jeszcze nie warzyły piwa: ile czasu zajmuje warzenie? Zazwyczaj jest to kilka godzin. Wyćwiczony piwowar zrobi to w 6, a nawet w 5 i mniej godzin. Przy okazji często jeszcze będzie miał czas zakapslować gotowe piwo. Jednak pierwsze warki niejednokrotnie trwają 8 lub więcej godzin. Dlatego najlepiej pierwszą warkę zaplanować na wolny dzień. Dać sobie całkowity luz i poświęcić się tylko piwowarstwu, bez zegarka w ręce. Niech trwa to tyle, ile ma trwać. Ważne, by zrobić to dobrze, nie szybko. Dlatego złym pomysłem będzie zaczynanie pierwszego warzenia po pracy. Albo co gorsza: w nocy. Zmęczony człowiek to większe prawdopodobieństwo błędu, pomyłek i uszkodzeń ciała oraz infrastruktury domowo-kuchennej. Warto więc dać sobie czas. Wyłączyć wszelkie inne czynności. Na pewno nie będzie czasu odbierać maili albo zająć się innymi osobami. Piwowarstwo to odpowiedzialna sprawa i wymaga poświęcenia czasu. 2. Miejsce Piwo nie potrzebuje specjalnej przestrzeni: po prostu palnik do podgrzania i miejsce na fermentor. Teoretycznie jest to prawda. Jednak przy pierwszej warce okazuje się, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Kipiący wrzątek, masa oparów o intensywnym zapachu, pochlapana podłoga, węże wyrywające się na wolność, a wszystko oblepione klejącym się młótem. Po pierwszym piwie kuchnia może wyglądać niczym krajobraz po bitwie. Jak temu zapobiec? Wybrać odpowiednie miejsce. Najlepsze jest takie, które ma mocną podłogę odporną na zalanie i łatwo zmywalne powierzchnie. Kafelki i beton wygrywają z panelami, które łatwo uszkodzić. Bądź gotowy na mokrą podłogę. Jeśli będziesz grzał palnikiem gazowym postaw go na czymś niepalnym i izolującym od spodu. Palnik osiąga bardzo wysoką temperaturę i może zniszczyć podłogę. Zadbaj o dużo miejsca dookoła. Prawdopodobieństwo pochlapania i poklejenia wszystkiego – wysokie, więc szykuj się, że będzie brudno. Mopy, gąbeczki, szmatki i szybki dostęp do dużego zlewu/ łazienki z wanną/ brodzikiem – są bardzo wskazane. Pomyśl też o przelewaniu i chłodzeniu. Zaplanuj gdzie, jak i do czego będziesz to robił, żeby nie okazało się, że musisz nieść wrzątek dwa piętra niżej. Bardzo przydaje się mocny wyciąg lub otwarte okno, gdyż gotująca się brzeczka pachnie, i to bardzo intensywnie. Lepiej zawczasu zamknąć drzwi do innych pomieszczeń. Niektórzy są na zapach warzenia bardzo wrażliwi. Zwróć uwagę na czujnik dymu, jeśli warzysz w np. w garażu. Przetestuj wcześniej wszystkie kable, przedłużacze i podłączenia chłodnicy. Nie chcesz nagle odkryć, że nie zgadzają się średnice nakrętek, a w domu brak klucza francuskiego. Warzelnia rzadko kiedy spełnia wymogi dobrej fermentowni. Pomyśl o spokojnym i chłodnym pomieszczeniu, gdzie piwo będzie mogło fermentować i leżakować. Tutaj często dobrze sprawdzają się piwnice. Ale może będziesz miał możliwość użycia lodówki? Dostosuj warunki fermentacji do stylu – to ważna sprawa, która ma duży wpływ na późniejszy smak piwa 3. Bliźni Jakkolwiek wydaje się to problem banalny, wydaje się on taki tylko z pozoru. Niewinne warzenie nie raz stało się zarzewiem konfliktu współmieszkańców, czy obrazy ze strony drugiej połowy. Nie mówiąc już o posądzeniach o mało legalną działalność ze strony sąsiadów lub teściowej. Takie przypadki są znane piwowarstwu domowemu. Podejrzliwość ze strony bliźnich niewątpliwie będzie towarzyszyć pierwszym warkom. Warto ją uprzednio rozładować poprzez wtajemniczenie w plany produkcji piwa lub ofertę podziału przyszłych zysków. Jedno na pewno warto: zapewnić sobie spokój. Zatem idealną sytuacją jest warzenie wtedy, gdy nikogo nie ma w domu. Czy druga połowa albo przyjaciel – nie mogą pomóc w warce? Oczywiście, mogą. Wspólnie warzenie zapewnia towarzystwo, możliwość pogawędki. Integruje, jest okazją do zacieśnienia więzi. Czasem przyda też się pomocna dłoń, lub druga głowa do przemyślenia problemu. Może więc pomóc. Ale z drugiej strony: może być też zarzewiem konfliktu. Musisz więc ocenić sam. Gdy zaplanujesz już wszystko w najdrobniejszych szczegółach – możesz spokojnie zabrać się za warzenie. Powodzenia! The post Jak przygotować się do pierwszego warzenia appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
×
×
  • Create New...