Jump to content

Pierre Celis

Members
  • Content Count

    3688
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Pierre Celis last won the day on July 13

Pierre Celis had the most liked content!

7 Followers

About Pierre Celis

  • Rank
    Hoegaarden
  • Birthday 03/21/1925

Recent Profile Visitors

4650 profile views
  1. Milkshake IPA z mango i porzeczką ma nie tylko interesujący kolor, ale też rewelacyjny smak, jest bardzo orzeźwiające, a więc idealne na lato. Sezon na porzeczki w pełni, więc może przyda Wam się receptura na piwo, które popełniłam rok temu. Wyszło bardzo dobre i szybko się rozeszło… Trzeba będzie je […] Artykuł Milkshake IPA z mango i czarną porzeczką – receptura pochodzi z serwisu blog.homebrewing.pl. View the full article
  2. Tak jak i w zeszłym roku Maciek Jastrzębski przywiózł do Bolkowa fajny zestaw. Tym razem na stół wjechały: Lambiek Fabriek – Brett-Elle Oude Geuze, 3 Fonteinen – Intens Rood oraz Mikkeller Baghaven – Rubus of Rose. A na finał blend! View the full article
  3. 01:20 - Sprawa dla Alchemii o oceniarkach, raporcie PSBR i o tym czy rosnące browary to jeszcze kraft 25:58 - Wywiad ze Zbigniewem Kawalcem z DarWina 01:15:50 - Laboratorium o wyszynku z kega Jesteśmy na: 📻 YouTube - 🎤 Spotify - 🎧 SoundCloud - 🎶 iTunes - goo.gl/x4SFYk 📢 Stitcher - goo.gl/bXXvpK 🔊 TuneIn - goo.gl/aktiyA 🎙️ mp3 do pobrania z Google Drive - Alchemia - Podcast o piwie Zapraszają: Przemek Iwanek - Piwo i Cydr Mateusz Puślecki - Mazowiecki Oddział PSPD (pspd.org.pl) Olek Hurko - Browar Gliss / Browar Monsters (www.fb.com/browarmonsters/) Janek Gadmoski - Alderaan Brewery / Browar Monsters (www.fb.com/browarmonsters/) Przeczytaj cały wpis
  4. Czas na trzeci i ostatni epizod cyklu o warzeniu piw dzikich. Jeśli nie czytałeś jeszcze części pierwszej i drugiej, to zdecydowanie zalecam zacząć właśnie od nich. Tym razem zajmiemy się potencjalnymi problemami, które mogą wystąpić podczas tworzenia tego typu piw. Nadmierna produkcja kwasu octowego Jak wiemy z części pierwszej, Brettanomyces są w stanie wytworzyć całkiem sporo kwasu octowego. Cecha ta odróżnia je od Saccharomyces, które... Czytaj dalej Artykuł Warzenie piw dzikich. Część 3: Problemy. pochodzi z serwisu BeerFreak.pl. View the full article
  5. Pierre Celis

    Gorzko!

    Wiele osób ma nieuleczalną słabość do słodyczy. Choć inni wolą raczej rzeczy słone. Chętnie wybieramy dania mięsne, z wyraźnym umami (ach, ten pyszny ramen!). Są nawet zwolennicy kwaśnych potraw. Jednak mało jest zagorzałych fanów goryczy. To ten „trudny”, mniej kochany smak. Gorzkiego smaku nie sposób pominąć, kiedy się pisze o piwie. Większość stylów nie może istnieć bez chmielowej goryczki. To niezbędny element piwowarstwa. Jak to jest z tym gorzkim smakiem? Gorzki jak piołun Niepozorna bylica z żółtymi kwiatkami stała się przysłowiowym wzorem goryczy. Piołun jest popularną rośliną, która występuje powszechnie w stanie dzikim, głównie na łąkach. Unikają go zwierzęta, gdyż ma przeraźliwie gorzki smak. Całkiem słusznie, gdyż zawiera toksyczną substancję: tujon. Jednakże Artemisia absinthium, co po łacinie oznacza piołun, ma też swoją bardziej pozytywną stronę. W małych ilościach bywa przydatny. Wykorzystywany jest w ziołolecznictwie, głównie wspomagająco w problemach gastrycznych. A także do ziołowego alkoholu, który od łacińskiej formy piołunu wziął swą nazwę – absynt. Nie trzeba próbować piołunu, by poznać smak goryczy. Otacza ona nas na co dzień. Jest w napojach, kawie, herbacie, toniku i oczywiście piwie. Często występuje w ziołach, warzywach, jak cykoria czy bakłażan, w rukoli, a nawet w mięsie baranim oraz dojrzewającym żółtym serze. I gorzkiej czekoladzie. Jeśli ktoś woli język związków chemicznych, to są to kofeina, chinina, sole m.in. jodu. I te z trudniejszymi nazwami: nitrozwiązki, amidy, glikozydy, nitryle, aldehydy. Również trujące alkaloidy, które rośliny produkują, żeby odstraszać zwierzęta, które mają na nie chrapkę. A także silnie toksyczne produkty rozpadu białek, wesoło nazwane „trupimi jadami”. Jak odczuwamy smak gorzki Smak gorzki jest trudny w odbiorze. Jesteśmy na niego wrażliwi i tolerujemy jedynie niewielką ilość. A jednak, jak widać na wyżej wymienionych przykładach, spotykamy go powszechnie. Spójrzmy choćby na piwo. Goryczka bardzo przydaje się do kontrowania słodowego smaku. Bez niej piwo jest dość nijakie i – po prostu mdłe. Nawet odrobina chmielu czyni piwo zdecydowanie ciekawszym. Odrobina to właściwe słowo. Co prawda gorzki odczuwamy z opóźnieniem ok. 1 sekundy. Jednak próg detekcji jest najniższy ze wszystkich smaków, wynosi jedynie 0,0003 g/dm3, podczas gdy słodkiego 4 g/dm3. Oznacza to, że na goryczkę jesteśmy wyjątkowo wrażliwi. Mechanizm odczuwania gorzkiego jest podobny jak innych smaków. Kubeczki, czyli komórki czuciowe rozmieszone na języku i w jamie ustnej odbierają bodźce, które odkodowywane są jako smak. Co ciekawe, aby wzbudzić komórkę substancja musi być rozpuszczona w wodzie – lub ślinie. Wpada do kubka smakowego, który działa na zasadzie „klucza i zamka”. Jeśli pasuje, zaczyna się procedura. Receptorowe białko G, gustducyna, aktywuje sygnały otwierające i zamykające kanały jonowe, które zamieniane są na impuls elektryczny. Sygnał ten pędzi neuronami prosto do analizatora – mózgu. W ten sposób odbieramy wrażenie smaku. Ostrzeżenie Po co w ogóle potrzebujemy gorzkiego, skoro to trudny i niezbyt akceptowalny smak? Nie zachęca do jedzenia, a wręcz przeciwnie: przeważnie budzi niechęć. I właśnie o to chodzi. Ma zniechęcać. Wróćmy do piołunu. Przeraźliwa gorycz tej rośliny mówi wprost: nie jedz mnie, jestem trująca. Działa niczym czarno-żółte pasy u pszczoły. Krzyczy: uważaj. Krowy, owce i inne przeżuwacze rozumieją ten przekaz doskonale. My, choć zazwyczaj nie wypasamy się na łąkach, również odczytujemy go poprawnie. Smak gorzki jest ostrzeżeniem. Przed toksynami, alkaloidami, zepsutym mięsem. Dlatego właśnie wyczuwalny jest na tak niskim poziomie. Dzieci nie lubią smaku gorzkiego i są na niego bardziej wyczulone niż dorośli. To bezpiecznik wpisany w nasz kod genetyczny, który chroni potomstwo przed zjedzeniem trującej rośliny. Smak słodki to najczęściej prosty cukier, pożywienie, energia. Oznacza dojrzałe owoce, słodką marchew. Coś bezpiecznego co warto zjeść. Stąd trudne do wytępienia zamiłowanie do słodyczy. Tymczasem gorzki wywołuje poczucie zagrożenia. Akceptacja A jednak w dorosłym życiu czasem gorzkiego smaku pożądamy. Człowiek wraz z dojrzewaniem posiada coraz większą wiedzę i świadomość. Uczy się zarządzać zagrożeniami, co pozwala mu używać niebezpiecznych rzeczy. I smakować pokarmy z goryczką – oczywiście te bezpieczne. Mówi się, że do pewnych smaków trzeba dojrzeć. Oliwki zazwyczaj nie są ulubionym pokarmem dzieci, jednak dorośli spożywają je chętnie. Pierwsze zetknięcie z piwem w młodym wieku zazwyczaj jest odpychające – to jest strasznie gorzkie! 20 lat później gorycz piwa jest wręcz pożądana. Co więcej, gorzkie pokarmy są w pewnym stopniu dla nas całkiem przydatne. Powszechnie znany jest pozytywny wpływ gorzkich ziół na trawienie. Roślina o pięknej nazwie: korzeń goryczki poprawia wydzielanie śliny, soków i żółci. Wróćmy jeszcze raz do naszego piołunu. Mimo jego niewątpliwej toksyczności, człowiek nauczył się z niego korzystać. W minimalnych ilościach działa pozytywnie na cały układ pokarmowy. Na piołun wrażliwe są także pasożyty oraz owady. Piołun zapobiega i leczy, a nawet przegania niepożądanych gości. Co więcej, człowiek potrafił skorzystać z odurzającej natury piołunu. Zielona Wróżka, czyli absynt znany był z halucynogennych właściwości, wywoływanych przez tujon pochodzący z piołunu. Trzeba było tylko nauczyć się tolerować tę koszmarną gorycz… Dziś Absynt nie zawiera już tujonu (stanowczo zakazany do spożycia), a piołun stosuje się w ziołolecznictwie wewnętrznie i zewnętrznie. Zaś chmiel nadal sypie się do piwa „na goryczkę”. I to pomimo popularności słodkich IPA. Bo jak mówił Wieszcz: „Kto nie doznał goryczy ni razu, Ten nie dozna słodyczy w niebie.” The post Gorzko! appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  6. Piwnych wydarzeń przybywa w oszałamiającym tempie. Coraz częściej są to eventy otwarte, na świeżym powietrzu. I coraz bardziej lokalne. Ale cydrowej imprezy pod chmurką jeszcze nie było. cydrowa degustacjaIgnaców to mała wieś położona na Mazowszu. W samym sercu Największego Sadu Europy, który ciągnie się od Góry Kalwarii po szeroko pojęte okolice Grójca. Gdy przez 20 km drogi widzisz ciągle jabłonie – to znaczy, że jesteś na miejscu. pod chmurką: czyli trochę słońca, trochę deszczuTak też wygląda Ignaców – jabłonie po horyzont, a pomiędzy nimi poprzetykane zabudowania. W takiej scenerii na początku lipca 2019 roku odbyły się pierwsze Dni Otwarte w Ignacowie. czym chata bogataDwudniowa, weekendowa impreza była bardzo ciepła i rodzinna. Wiele osób przyjechało z dziećmi i zwierzętami. Wśród dojrzewających powoli jabłek (na cydr) rozstawiono stoły, ławki i krzesła. Można było swobodnie konsumować przygotowane pyszności i popijać cydrem. rodzinnieTe ostatnie można było nabyć w bardzo okazyjnej cenie na specjalnie przygotowanym stoisku. Zakupić można było na miejscu lub na wynos. Z czego wiele osób skwapliwie korzystało: bagażniki uginały się od ładowanych doń kartonów. rzemiosło w każdym caluSzczególnym wzięciem cieszył się najnowszy cydr z Ignacowa: Jabłkowity. Lekki, niezwykle aromatyczny i niezobowiązujący. Czyli coś w sam raz na weekendowe popołudnie. Jabłkowity – najnowszy cydr w stajni IgnacowaPunktem kulminacyjnym całego spotkania była oczywiście degustacja specjałów z Ignacowa. Także tych niedostępnych, specjalnych, ostatnich i mocno wyleżakowanych. Mistrz Ceremonii, a właściwie Mistrz Cydrownictwa we własnej osobie, Tomasz Porowski polewał piękne cydry. A zgromadzeni fani słuchali cydrowych opowieści i delektowali się cudami w kieliszku. Mistrz Ceremonii rozlewa specjalna wersję lodowego Solutusa A po degustacji w sadzie zapłonęło ognisko, w którym można było upiec sobie kiełbaski. Wyrób oczywiście lokalny. W takiej sympatycznej i piknikowej atmosferze minęła leniwa sobota, pierwszy Otwarty Dzień Ignacowa. Oby takich imprez było jak najwięcej. kolekcja cydrów z Ignacowa The post Cydrowy piknik w Ignacowie – relacja appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  7. Belgia to ciekawy kraj. Choć pod względem powierzchni jest niewielki, to pomieściły się na nim dwa narody: Flamandów i Walończyków. Słynie ze swej kultury kulinarnej, która jest rozmaita w różnych regionach. A jednak zgrabnie łączy się w całość: w Zjednoczone Królestwo. Belgijskie frytki z majonezem, omułki czy tradycyjne gofry to tylko wierzchołek kulinarnej góry lodowej. Choć raczej należałoby napisać: góry pyszności. Oto krótki przewodnik po Królestwie Belgii. Czego koniecznie trzeba spróbować? Ser Z serami kojarzy się głównie Francję lub Holandię. Tymczasem także w Belgii czają się niesamowite mleczne produkty. Ser jest niezbędnym składnikiem obecnym w każdej kuchni Królestwa. Sery spożywa się często jako przekąskę, w charakterze deski z owocami i orzechami. Je się je też na gorąco, pieczone, oraz stosuje w rozmaitych daniach. Gatunków, odmian, typów i podtypów sera jest niezmierzona ilość. Owcze, krowie i kozie, o najrozmaitszych kształtach, konsystencji i smakach. Oraz, nie zapominajmy, zapachach. Najbardziej znane są belgijskie sery maziowe, z „aromatycznym” Limburgerem na czele. Warto poznać Romadura, który co prawda jest nieco śliski z powodu pleśni bytujących na skórce. Popularnością cieszy się wyrazisty Herve, formowany w charakterystyczne sześciany. Na szczególną jednak uwagę zasługuje Maroilles, zwany też, nie bez przyczyny, „śmierdzielem z Lille”. Smakosze tego sera oddzielnie jadają skórkę i oddzielnie wnętrze. Coś w sam dla zaawansowanych fanów sera! Oraz poszukiwaczy ekstremalnych przeżyć! Fanów piwa, o którym więcej za chwilę, powinny zainteresować sery od Trapistów, z Chimay czy Orvala. Zakonne pochodzenie nie jest niczym szczególnym w Belgii – wiele serów może pochwalić się takimi właśnie korzeniami. Mała ciekawostka. Serów w Belgii nie przechowuje się w lodówce, lecz w temperaturze pokojowej. A wręcz w pokoju, pod specjalnym kloszem. Przez co mają one możliwość oddawania pełni swych aromatów: głównie do owego pokoju, w którym się znajdują. Bywa nieco ekstremalnie. Piwo O belgijskim piwie napisano już niejedną książkę. I wiele jeszcze powstanie, bo temat jest doprawdy niezwykły. Belgia jest ewenementem na piwnej mapie świata. Nigdzie nie ma tak wielu browarów, które warzą tak rozmaite i niespotykane piwa. Oczywiście, obecnie piwni rzemieślnicy warzą bardzo różnorodne piwa. Jednak Belgia ma tę autentyczność zakotwiczoną wieki wstecz, z niepowtarzalnymi technikami, które stosuje się w browarach innych, niż wszystkie. Jest tego tyle, że wszystkiego nie sposób wymienić. Największe wrażenie zazwyczaj robią piwa spontanicznej fermentacji. Czyli takie, do których nie dodaje się drożdży. Jednym z nich są kwaśne lambiki. Blendowane są z kilkuletnich warek. Do niektórych dodaje się owoce, na przykład gorzkie wiśnie do krieka. Lambiki są doceniane. Limitowane serie, czy długo leżakowane wersje potrafią osiągać wysokie ceny. Zupełnie innym piwem spontanicznej fermentacji są czerwone flandersy o wyraźnie kwaśnym, nawet niekiedy nieco octowym smaku. Belgowie kochają także piwa mocne. Ich wybór jest doprawdy imponujący. Zarówno tradycyjne triple o przyprawowym smaku, zdradliwe jasne piwa „diabelskie”, które od pilsów różni wyłącznie zawartość alkoholu. Są oczywiście i ciemne piwa, których zawartość alkoholu nierzadko dobija do 12%. Na przeciwległym końcu skali są piwa orzeźwiające. Witbiery, czyli lekkie piwa pszeniczne z posmakiem kolendry i cytrusów na finiszu. A także wiejskie saisony o mocnym rustykalnym charakterze. W Belgii kwitnie tradycja piw klasztornych. Część z nich warzona jest w samych klasztorach przez mnichów i sygnowane są znakiem autentyczności Trapistów (więcej o piwach Trapistów w tym artykule). Bogactwo piwnego świata w Belgii jest doprawdy zadziwiające. Żaden fan piwa nie może przejść wobec niego obojętne. Nic więc dziwnego, że znajomość piw belgijskich to „must know” każdego birgika. Czekolada Belgię określa się niekiedy Królestwem Czekolady. I nie jest to określenie na wyrost. Podczas zwiedzania miast można odnieść wrażenie, że gospodarka kraju opiera się na czekoladzie. Dziesiątki sklepów i manufaktur zachęca do zajrzenia do wnętrz założonych czekoladą pod sam sufit. Kuszą turystów najróżniejszymi pralinkami, tabliczkami czekolady, czekoladowymi pomnikami – od ilości rodzajów, kolorów i smaków można dostać oczopląsu. Czekoladowe wyroby mają każdy kształt, jaki można sobie wyobrazić. Od czekoladowych samochodów po całe zestawy czekoladowych narzędzi (młotek, klucze, śrubokręty, śruby), a nawet kształty obsceniczne. Za popularnością czekolady kryje się mroczna historia, której mieszkańcy Królestwa wolą raczej nie pamiętać. Transporty najwyższej jakości ziaren kakaowca przez lata przybywały do Belgii prosto z Konga. Państwo to, przewrotne zwane wówczas Wolnym Państwem Kongo, było niepodzielną własnością belgijskiego króla, Leopolda II. W kolonii dokonywano nie tylko rabunkowego pozyskiwania kauczuki, kości słoniowej, kakao i wszelkich innych możliwych dóbr, które były cokolwiek warte. Ale także bestialski wyzysk mieszkańców. Rodowici mieszkańcy stawali się niewolnikami bez żadnych praw. Panowały tam jedne z najbardziej nieludzkich warunków skrajnego okrucieństwa i wyzysku jakie można sobie wyobrazić. To o Kongo Belgijskim pisał Joseph Conrad jako o jądrze ciemności. Uważa się, że za czasów panowania Leopolda II w Kongo zamordowano od kilku do kilkunastu milionów ludzi. Nic dziwnego, że Belgowie niechętnie wspominają swojego byłego władcę. Niech jednak ta ponura karta historii nie zepsuje nam smaku czekolady. Dziś już o okrucieństwie nie ma mowy, a maczety poszły w Belgii w odstawkę. Dziś kakao do czekolady pozyskuje się w sposób zdecydowanie bardziej humanitarny. Czekolada belgijska uważana jest za jedną z najlepszych na świecie. A mistrzowie cukiernictwa wznoszą się tu na wyżyny swoich możliwości. Czekolada belgijska jest gładka niczym jedwab, rozpływa się w ustach i smakuje po prostu bosko. Pachnie słodko i delikatnie; nie ma tu miejsca na żadne agresywne nuty przypalonego ziarna. Znak AMBAO na etykiecie gwarantuje, że ma się do czynienia z prawdziwą belgijską czekoladą, która powstała wyłącznie z ziaren kakaowca. Taki produkt nie zawiera domieszek innych tłuszczów – a jest to popularny sposób fałszowania czekolady. Opowiadając o belgijskiej czekoladzie należy także wspomnieć osobę Jeana Neuhausa. To on na początku XX wieku wymyślił pralinki, czyli nadziewane masą czekoladki. Dziś pralinki to najpopularniejszy prezent w Belgii (na świecie zapewne też plasuje się wysoko). A sklepy z nazwą Neuhaus nadal można spotkać na ulicach belgijskich miast. Wymienione powyżej produkty to bez wątpienia wspaniałe dziedzictwo Królestwa. Belgia, mimo swojego niewielkiego obszaru jest niezwykle bogata w tradycje kulinarne. Każdy, nawet najmniejszy region ma swoje własne, niepowtarzalne produkty. Warto je poznać bliżej. Zdjęcie: Andrzej Bochenek The post Belgia: ser, piwo i czekolada appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  8. W pierwszej części cyklu poznaliśmy dokładnie drożdże Brettanomyces, odgrywające główną rolę w produkcji piw dzikich. Czas przyjrzeć się bardziej praktycznym aspektom, czyli fermentacji przy ich użyciu. Możemy wyróżnić trzy główne strategie, między którymi występują znaczące różnice. We wpisie tym omówię wszystkie po kolei, a na koniec dodam co nieco o alternatywnych metodach zakwaszania oraz użyciu gęstw drożdżowych po takich piwach. Nie będzie zbyt wiele o temperaturach,... Czytaj dalej Artykuł Warzenie piw dzikich. Część 2: Fermentacja. pochodzi z serwisu BeerFreak.pl. View the full article
  9. Jak smakują pierwsze piwa z własnego browaru PINTY? MiniMaxi IPA i MiniMaxi Mango – obydwa bezalkoholowe! View the full article
  10. Odpowiedź jest prosta: Nie przekonywać wcale! Przekonywanie nie działa, a często przynosi odwrotny efekt. Z kolei namawianie do alkoholu jest wbrew dobrym obyczajom, a nawet wbrew ustawie o Wychowaniu w Trzeźwości. Jednak może się zdążyć, że bliska Ci osoba, która wie, że lubisz dobre piwa poprosi: „kup mi proszę piwo. Może być nawet jakiś wynalazek, tylko…„. Uważnie wsłuchaj się w to, co nastąpi po „tylko”. I dobrze przemyśl swój wybór. Być może ktoś właśnie dojrzał do spróbowania piwa rzemieślniczego. Co możesz zaproponować? Jakie piwa są dobre, by rozpocząć przygodę z kraftem? 1. Piwo belgijskie Doskonałe piwa do otwierania na nowe doświadczenia. Jest w czym wybierać, bo Belgia ma naprawdę mnóstwo smaków do zaoferowania. Świetnym piwem wprowadzającym w świat piwa jest witbier. Jest przystępny, ma miłą pszeniczną fakturę i świeży smak. Nie ma też obaw o chmielową goryczkę. Witbierów na rynku nie brakuje. Można wybierać między tradycyjnym lub kraftowym witem. Jeśli jednak spodziewasz się większego oporu oraz miłości do piw jasnych – wybierz jasne, mocne piwa belgijskie. Triple, czy też piwa a’la Duvel często wyglądają jak klasyczny lager, za to oferują bogactwo smaków i niecodziennych nut przyprawowych. Oraz kuszący woltaż. 2. Kwas z owocami Czy jest coś lepszego w gorący dzień, niż zimny pilsik? Tylko lekki kwas z owocami! Jeśli akurat nad głową świeci wielka żarówka,a wychodząc na zewnątrz czujesz się, jakbyś wchodził do piekarnika – to nadeszła pora na berlinera. Na szczęście polscy rzemieślnicy nie żałują nam lekkich kwasów i wybór jest naprawdę porządny. Kupując kwas dla kogoś, kto nie zna kraftu, pamiętaj o trzech rzeczach: kupuj tylko lekko kwaśne piwa; te co wykręcają na drugą stronę zostaw dla siebie owoce są dobre – im ich więcej, tym szanse na trafienie w gust rosną przed kwasem trzeba ostrzec: „kwaśne, ale dobre” 3. APA lub IPA Amerykański chmiel robi robotę. Tak mówi znany vloger. Posłuchaj go i uwierz. Bo to prawda. Reakcje na pierwsze w życiu spotkanie z aromatycznym chmielem bywają różne: zachwyt (większość) brak zrozumienia (mniejszość) obojętność (niezwykle rzadko) Fani kraftu doskonale pamiętają swoją pierwszą IPĘ. Ileż to opowieści zaczyna się od: „gdy po raz pierwszy spróbowałem Ataku Chmielu / Rowing Jacka„… Często pierwsze spotkanie robi duże wrażenie. Dla pewności, że będzie przyjemne, wybierz coś bardziej przystępnego. Najlepiej APĘ, która nie będzie ani nadmiernie gorzka, ani zbyt słodka, ani błotnista w wyglądzie. Pamiętaj: Twoim zadaniem nie jest zniechęcanie. Czy wybór któregoś z wyżej wymienionych piw spowoduje, że bliska Ci osoba pokocha kraft? Nie wiadomo. Ale to nie jest najważniejsze. Ważne, byście razem spędzili przyjemnie czas zdjęcie: Rafał Torzewski The post Jak przekonać kogoś do piwa kraftowego? appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  11. Czasem picie piwa, to po prostu picie piwa. A czasem może to być też coś więcej. Na przykład: drobna pomoc osobie w potrzebie Piwo Grodziskie dla Michała W ostatni weekend zadebiutowało Piwo Grodziskie z browaru Jan Olbracht. Jest to piwo, które zwyciężyło Viking Brewmaster Challenge – zwycięzca Viking Brewmaster Challange. Grodziskie nieco nietypowe, bo z dodatkiem soku jabłkowego, suszonych śliwek, herbaty lapsang oraz świeżych malin. etykieta Piwa Grodziskiego z Jana Olbrachta O samym piwie można pisać długo. Jednak dużo ważniejsza jest jego przesłanie. Dochód z tego piwa jest przeznaczony na rehabilitację Michała, piwowara browaru Jan Olbracht, który uległ poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu. Pieniądze zebrane ze sprzedaży piwa zostaną przeznaczone na jego rehabilitację. premiera zwycięskiego Piwa Grodziskiego, zdjęcie: Paweł LeszczyńskiWarto wypić Piwo Grodziskie za zdrowie Michała. Nie tylko w przenośni, ale i całkiem dosłownie. Piwo można znaleźć w dobrych pubach i multitapach w całej Polsce. Trafi także do butelek. Relacja z konkursu Viking Brewmaster Challenge 2018 Na festiwalu Się Pomaga Idea pomocy bliźnim nie jest obca fanom piwa (więcej w artykule: Piwo charytatywnie). Także Piwny Klub i Lotne Festiwale Piwa postanowiły dołączyć do zacnego grona osób, które niosą pomóc. Na Lotnych Festiwalach Piwa w Gliwicach i Warszawie na scenie zorganizowano zbiórki pieniędzy dla potrzebujących dzieci. Organizatorzy zwrócili się do fundacji Się Pomaga z prośbą o pomoc w zbiórce. To fundacja wyznaczyła osoby najbardziej potrzebujące i zadbała o to, by pieniądze trafiły bezpośrednio do nich. Na scenie licytowano więc gadżety i zestawy piwne, które przekazały browary oraz organizatorzy. Lotny Festiwal Piwa – osoby, które wsparły zbiórkę, zdjęcie: Piwny KlubFani piwa okazali się szczodrzy. W ten sposób dla maluchów w potrzebie: Ignasia i Karolinki zebrano ponad 10 tysięcy złotych. Piwo łączy, a czasem także pomaga. To bardzo budujące, że tak wiele osób chce otworzyć swoje serca na potrzebujących. Z pewnością takich akcji będzie jeszcze więcej. The post Piwo, które pomaga appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  12. 01:07 - Sprawa dla Alchemii 27:06 - Wywiad z Dorotą Chrapek z Homebrewing.pl 54:27 - Laboratorium o warzeniu piw mocnych Jesteśmy na: 📻 YouTube - 🎤 Spotify - 🎧 SoundCloud - 🎶 iTunes - goo.gl/x4SFYk 📢 Stitcher - goo.gl/bXXvpK 🔊 TuneIn - goo.gl/aktiyA 🎙️ mp3 do pobrania z Google Drive - Alchemia - Podcast o piwie Zapraszają: Przemek Iwanek - Piwo i Cydr Mateusz Puślecki - Mazowiecki Oddział PSPD (pspd.org.pl) Olek Hurko - Browar Gliss / Browar Monsters (www.fb.com/browarmonsters/) Janek Gadmoski - Alderaan Brewery / Browar Monsters (www.fb.com/browarmonsters/) Przeczytaj cały wpis
  13. Wpisem tym rozpoczynam obszerny, trzyczęściowy poradnik poruszający tematykę warzenia piw z udziałem dzikich drożdży. Choć szczepem dzikim można nazwać w zasadzie każdy różniący się od tych szlachetnych piwowarskich, to stosując to określenie, mamy zwykle na myśli organizmy z konkretnego rodzaju – Brettanomyces. Zawdzięczamy im charakterystyczne aromaty końskiej derki, stajni czy specyficznej owocowości, które utożsamiamy właśnie z piwami dzikimi. We wpisie tym i jego kontynuacjach wyrażenia Brettanomyces... Czytaj dalej Artykuł Warzenie piw dzikich. Część 1: Brettanomyces. pochodzi z serwisu BeerFreak.pl. View the full article
  14. Przemek Iwanek Zaskakujący tytuł? Nie mniej, niż moje ostatnie znaleziska w odmętach Internetu. Dwa różne browary (a zapewne takich przypadków jest więcej) wypuściły ostatnio takie reklamy: „Doskonałe piwo rzemieślnicze z browaru XXX” „Sztuka rzemiosła. Dla tych co się znają. Browar XXX pils” Niby nic niezwykłego. Oprócz tego, że browary które to piszą są wymieniane w Wikipedii są jako: regionalny browar średniej wielkości, przemysłowy kompleks budynków, zakład produkcyjny. Nawet biorąc poprawkę na hehe źródło: wikipedia. To i tak te browary nie wyglądają na kraft. Dodatkowo, jeden z nich należy do wielkiego międzynarodowego koncernu. A piwo podpisywanej w reklamie jako rzemieślnicze, to klasyczny wytwór wielkiej fabryki, czyli eurolager w czystej postaci. Czyli stało się – browary regionalne, średniej wielkości to teraz kraft. Jak się tak głębiej na tym zastanowić, to w sumie całkiem fajnie. Dzięki temu piwa rzemieślnicze z automatu zyskały 12% rynku piwa! Spisek! Żarty żartmi, jak mówił mój kolega. Bo sprawa jest poważna i wymaga dogłębnego zbadania. Jedziemy zatem z kolejnymi przykładami. W pewnym sklepie postawiono stojaczek z kartonu podpisany jako piwa rzemieślnicze. Nie wiadomo, co stało tam na początku, ale na końcu wylądowały tam duże browary. W drugim sklepie, tym razem sieciowym, cała półka została oznaczona jako piwa rzemieślnicze. Po pewnym czasie rzemieślnicze się skończyły, a zostały tylko koncerniaki. Sklep odpowiedział, że po prostu promocja na piwa rzemieślnicze dobiegła końca, więc piwa zniknęły, a został tylko napis. A że półka nie może stać pusta, to wstawiono inne piwo. Nic wielkiego. W pewnym wywiadzie ważny przedstawiciel dużego browaru wypowiadał się, że to on zaczął rewolucję wprowadzając do Polski ogródki piwne. To też nie jest jakaś nadzwyczajna sprawa. Prezesi w wywiadach plotą nie takie androny, kto pracował w korpo, ten wie. Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych. Ale nie bardzo wierzę w przypadki. Zwłaszcza, takie, które dzieją się jeden za drugim. Jakaś tam półka w jednym czy drugim sklepie – zdarza się. Prezes mitoman – bywa. Ale nie chce mi się wierzyć, że słowo „rzemieślniczy” specjalistom od PRu wklepał przypadkiem kotek, gdy pisali posta na fejsa. Zwłaszcza – różnym specjalistom w różnych browarach. Duże i średnie browary chcą skorzystać z popularności kraftu. Wypuszczają IPY, sięgają po chmiele z USA. Nic w tym nadzwyczajnego. Jednak podpisywanie klasycznego koncernowego bieda-pilsa słowem rzemieślniczy, to jednak chyba o jeden most za daleko. Nawet jak na marketing w kraju, gdzie ustawia się wielkie banery na jeziorach. Prawo do uczciwości Jak się okazuje, takie zachowanie może okazać się jednak wątpliwe z punktu widzenia prawa. A mianowicie: naruszać zasady uczciwej konkurencji. Jak dowodzi radca prawny, Dawid Siedlecki, można to zakwalifikować jako wprowadzanie w konsumenta w błąd. W swoim artykule na stronie Browar Paragraf dowodzi, że sugerowanie rzemieślniczych metod w przypadku sporej produkcji oraz korzystania z nowoczesnych, wysokowydajnych metod – to jest spore nadużycie. Trudno się nie zgodzić, że w pełni zautomatyzowanym browarze z licznymi pracownikami – o ręcznej, rzemieślniczej pracy mowy być raczej nie może. Wysoka standaryzacja, powtarzanie tego samego produktu w milionach sztuk w prężnej fabryce ma się nijak do mikrobrowarku, który nierzadko obsługuje jedna osoba. Która, jak to czasem bywa, sama sobie całą tę instalację browarniczą wytworzyła własnymi rękami. Zatem – są podstawy do dochodzenia, czy aby na pewno piwo zostało słusznie oznakowane jako rzemieślnicze. Można domniemywać nadużycie. Jest jedno drobne ALE. Dawid wskazuje, że dochodzić swojego prawa może jedynie poszkodowany. A w tym przypadku będzie nim jedynie producent – czyli pojedynczy browar rzemieślniczy. Taki, który poczuje się na tyle dotknięty i zdeterminowany, by wstąpić na drogę prawną. Definicja Jednak cały czas poruszamy się jednak po grząskiej nawierzchni. Definicja rzemiosła co prawda jest… ale słownikowa i ogólna. Nie – piwna. Zdecydowanie łatwiej byłoby, gdyby powstała jednolita, prosta i co najważniejsza – oficjalnie uznana definicja piwa rzemieślniczego. Lub – browaru rzemieślniczego. Byłaby to twarda podstawa do ewentualnych roszczeń. Od pewnego czasu pracuje nad tym PSBR, czyli Polskie Stowarzyszenie Browarów Rzemieślniczych. Pierwsza, wstępna wersja spotkała się z niezbyt ciepłym przyjęciem i narzekaniami „a po co to komu”. Powyższe przykłady pokazują, że może okazać się potrzebna szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał. Oto jej treść: BROWAR RZEMIEŚLNICZY to podmiot produkujący lub zlecający produkcję piwa, który jednocześnie: JAKOŚĆ PRODUKTU stawia na pierwszym miejscu W procesie produkcji piwa używane są przede wszystkim tradycyjne surowce piwowarskie: woda, słód, drożdże, chmiel oraz najlepsza i najbardziej aktualna piwowarska wiedza. jest znany z LUDZI tworzących piwa, Piwowar lub osoba odpowiedzialna za produkcję są znane z imienia i nazwiska i są osiągalni dla klienta końcowego. Zazwyczaj te same osoby reprezentują browar na zewnątrz. jest INNOWACYJNY Poprzez ustawiczną pracę nad rozwijaniem receptur i technologii produkcji przyczynia się do rozwoju wiedzy piwowarskiej. Browar dba o merytoryczne doskonalenie i samodoskonalenie swojej załogi. jest NIEZALEŻNY Nie jest powiązany osobowo (ta sama osoba zasiadająca we władzach podmiotu) lub kapitałowo z innym podmiotem produkującym (napoje alkoholowe) piwo, niebędącym browarem rzemieślniczym. A może znak towarowy W definicji PSBR widać inspirację dobrym, amerykańskim wzorcem. Brewers Association stworzyło definicję rzemieślniczego producenta, w której podkreśla niezależność, wielkość browaru i osobę piwowara. Poszło też o krok dalej i stworzyło znak towarowy: Independent Craft Brewer. brewersassociation.org Znak towarowy to jednocześnie sposób zabezpieczania własnych interesów przed zakusami „obcych”. Ale i forma promocji. Rozpoznawalne logo na butelce zachęca do zakupu. Znak jest zastrzeżony, czyli chroniony prawnie, a także certyfikowany. To znaczy, że dostają go tylko browary, które spełniają wymagania organizacji. Formę znaku towarowego stosują także browary belgijskie. Zarówno trapiści (więcej o browarach trapistów w tym artykule), jak i małe browary skupione w organizacji Belgian Family Brewers. belgianfamilybrewers.be Czy w Polsce małe browary zechcą się zrzeszyć i działać w podobnej formie? Jest PSBR, są szanse na stworzenie rzeczywistej siły wspierającej mikrobrowary. Wymaga to jednak dużo pracy, a przede wszystkim wiary w powodzenie i wsparcia całego sektora. A patrząc na niesnaski w branży – o to może być najtrudniej. Jednak czas nagli, bo sprawy dzieją się już, teraz. Skoro słowo „piwo rzemieślnicze” jest używane jest powszechnie i niekoniecznie w kontekście, który cieszyłby prawdziwych rzemieślników. Trzeba działać, bo samo użalanie się na fejsie nie pomoże. Modne słowo = martwe słowo W przeciwnym razie rzemieślnikowi grozi całkowita dewaluacja. Słowo przestanie znaczyć cokolwiek. Przykład? Proszę bardzo. Co oznacza słowo „eko” na opakowaniu? Ja znam firmy: Eko Taxi (równie ekologiczne co pozostałe taksówki), węgiel ekogroszek, eko-podpałkę do grilla, eko-kostkę brukową, silnik benzynowy eco-tec i wiele innych, ekologicznych produktów. Ile wspólnego mają ze słowem ekologia, od którego się wywodzą, chyba nie muszę wyjaśniać. Słowo eko i ekologiczny zdewaluowało się do szczętu. Oznacza dosłownie nic. Istnieje prawdopodobieństwo, że z powodu mody i nadużycia podobny los spotka słowo „rzemieślniczy”. Jedyny plus będzie z tego taki, że browary rzemieślnicze będą miały już wkrótce nie 1%, nie 12%, a 100% rynku. The post Browary rzemieślnicze mają już 12% rynku? – opinia appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  15. Najluźniejsze imprezy piwne? Oczywiście te organizowane przy browarach. Ta właściwa dla miasta Warszawy (i Błonia z okolicami oczywiście) odbyła się już po raz czwarty u Artezana. Jakie zmiany w porównaniu do poprzednich edycji? Najpierw spójrzmy na skład: Artezan, Pracownia Piwa, Browar Zakładowy oraz Browar Monsters. Ten ostatni jako tutejszy debiutant zwrócił moją szczególną uwagę, szczególnie w kontekście roszad personalnych w składzie. Jak już zainteresowani wiedzą – Olek Hurko rezygnuje z powodów rodzinnych z uczestnictwa w Monstersach. Za to Janek Gadomski próbuje rozwijać produkcję w niedawno odpalonej Przetwórni Chmielu. Ich pierwsze kooperacyjne piwo Hazy APA pozytywnie zaskakiwało parametrami (11° Blg i tylko 3% alko), jednak w smaku było trochę zbyt wodniste i z lekko piekącą na finiszu goryczką. Ale spokojnie, przecież to dopiero początek. Ciekawostką było DDH NEIPA Single Hop Nelson Sauvin z Jana Olbrachta uwarzone według zwycięskiej receptury Janka z Kuźni Piwowarów. Tak intensywnie aromatycznego piwa z Piotrkowa chyba jeszcze nie próbowałem. Dla fanów tej odmiany chmielu wielka gratka, tym bardziej że w Polskę ruszy już w wersji pasteryzowanej. Ale to piwa gospodarza były tymi, które podpasowały mi najbardziej. Zacząłem, jak sama nazwa wskazuje od Witam. Citra i El Dorado w składzie. Intensywny aromat jakby świeżo wyciśniętych cytrusów, do tego soczystość, zawartość 4,5% alko i mamy piwo na całą imprezę. Dla koneserów za to była brettowa wersja Bajki o Dzbanie. Ależ to było dobre! W zapachu perfekcyjny balans motywu funky z malinami. Rześkie, kwaśne, owocowe, odfermentowane. Cudny owocowy dzikus. Nie sposób było nie spróbować urodzinowego Panic Button czyli ośmioprocentowego Double IPA. Cytrusy plus nafta, lekka goryczka, soczystość, no i jednak wyczuwalne rozgrzewanie. Po tym piwie mógł się polać już tylko Samiec Alfa… Podczas 100% Craft 2019 inaugurację zaliczył przybrowarowy taproom. Osiem kranów pod postacią nalewarek Lindra, ascetyczny wystrój, oldschoolowa wieża Hi-Fi. Czy potrzeba czegoś jeszcze? Wspominałem chłopakom o toalecie, ale po oficjalnym otwarciu ma być toitoi. Dobre i to. Last but not least – koncert Ballbreaker. Tego na tej imprezie brakowało – dynamicznej muzy na żywo. Kapela określa się jako rock’n’rollowa ale było to połączenie klimatów Briana Johnsona z AC/DC na wokalu z solidną heavymetalową muzyczną jazdą rodem z lat 80-tych. Zresztą zobaczcie sami! Jedyny mankament? Jak to ostatnio bywa – godzina powrotnego pociągu do Wawy. 21:23 to zdecydowanie zbyt wcześnie na finisz takiej imprezy. Może jakiś busik od organizatorów na przyszły rok? View the full article
×
×
  • Create New...