Skocz do zawartości

Pierre Celis

Members
  • Liczba zawartości

    3601
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

7 obserwujących

O Pierre Celis

  • Tytuł
    Hoegaarden
  • Urodziny 21.03.1925

Ostatnie wizyty

4398 wyświetleń profilu
  1. A Walk Down the Nowogrodzka Street There are several streets in Warsaw that can be considered entertainment streets. Numerous places such as pubs and bars are located there where you can gather with friends or meet someone new. In short: places where nightlife flourishes. And among them there is one street where craft life flourishes. The street Aleje Jerozolimskie is one of the most important communication arteries in Warsaw. They run through the centre, connecting eastern and western part of the city. There is one small street parallel to Aleje Jerozolimskie which has been enjoying political fame for some time now: Nowogrodzka street. It is 2200 meters long and also has a long history as it has probably been present since the fifteenth century. This is where the Warsaw-Vienna railway station was once situated and is gone now; however, there are points that played certain roles during the last war and Warsaw Uprising. History enthusiasts can also have a look at Mysia street, where before 1989 resided Polish Censorship. Those interested in architecture will appreciate the Modernist building of the Telecommunications and Telegraphic Office. It is also worth to check Koszykowa Street and see the phenomenal Warsaw Filters. Shopaholics should take a look at Vitkac. Nowogrodzka streetHowever, we are interested in yet another side of Nowogrodzka. Party life takes places mainly in the section between Bracka to Marszałkowska streets. Here three famous multitaps are situated. street map Kufle i Kapsle The first place is also the first multitap in Warsaw which was opened in 2013. Kufle i Kapse (KIK) quickly became one of the most important craft places in Warsaw. Kufle i Kapsle pubThis is where grand premieres, meetings with breweries or home brewers’ events took place at the beginning of craft beer revolution. Today it has to face various competition but it is still popular. Kufle i Kapsle consists of two small halls and a summer garden. It usually opens at 2PM. Address: 25 Nowogrodzka street Beer taps: 16 Food: snacks Jabeerwocky Going a bit further Nowogrodzka Street it is worth to enter Jabeerwocky on the opposite side of the street. The pub was opened in 2015. It also has two halls but they are considerably larger than those at KIK. A large garden is set up every summer facing the entrance. Jabeerwocky pubDespite being quite big, the place can sometimes be crowded. Inside it’s decorated in red bricks and rock’n’roll graphics. Jabeerwocky often cooperates with breweries creating its own beers. Usually opens at 2PM. Address: 12 Nowogrodzka street Beer taps: 17 Food: hot-dogs, chili, wings, ribs, panini and snacks Drugie Dno Going further Nowogrodzka street one should cross Krucza street and after a short while we see another pub with fabulous beer. Multitap Drugie Dno is the youngest of all three; opened in 2016. Drugie Dno pub It is a two-story place: the ground floor has two rooms, plus a mezzanine. One of them is open to the kitchen, because Drugie Dno is also a restaurant serving full meals of which burgers are certainly worth trying. The third room is located in the basement and has its own (rented for events) taps mounted in the illuminated glassy cold room. The decor is industrial, made of raw bricks, metal, gold paint and factory lamps. Summer beer garden is available at the outside. Address: 4 Nowogrodzka street Beer taps: 15 Food: steaks, burgers, quesadillas, burritos, wings, lunch menus, salads, nachos and snacks The post Craft Beer Street in Warsaw appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  2. O ile Warszawa ciągle nie może chwalić się przyzwoitą liczbą małych browarów, to już sytuacja na Mazowszu niezmiennie się polepsza. Właśnie wystartował kolejny maluch zlokalizowany w dawnej mleczarni w Książenicach pod Grodziskiem Mazowieckim. Zobaczcie i posłuchajcie zatem jak wygląda browar i jaki pomysł na rynkowe funkcjonowanie ma współwłaściciel i piwowar Łukasz Śledziński! Przetwórnia Chmielu, Książenice, Al. Jarzębinowa 2 Facebook View the full article
  3. Przemek Iwanek Aromaty w różnej postaci coraz częściej pojawiają się w piwach rzemieślniczych. Temat jest sporny: dodatek wyizolowanych „zapachów” ma swoich zwolenników, jak i zaciekłych przeciwników. Postanowiłem więc przyjrzeć się bliżej temu zagadnieniu. Reinheitsgebot Ryzykownie jest zaczynać artykuł po niemiecku, zwłaszcza od tak kontrowersyjnego słowa. Jest ono tak symptomatyczne, że używa się go wręcz do testu na beergeeka. Jeśli na hasło Reinheitsgebot następuje przewracanie oczami, sarkastyczne parsknięcia lub zgrzytanie zębami – tak, masz do czynienia z prawdziwym beergeekiem (drugim testem jest opowieść o angielskim statku płynącym do Indii z ładunkiem IPA). Słowo to oznacza Bawarskie Prawo Czystości, które określało niegdyś, z czego można robić piwo. A więc: ze słodu jęczmiennego, wody i chmielu. I na tym koniec – co nie mieściło się w Reinheitsgebot, nie było piwem. Prawo to pochodzi ze średniowiecza i nie jest używane od dość dawna. Jednak pamięć o nim jest silna. Jak bardzo, niech świadczy fakt, że w niektórych landach niemieckie dzieci uczy się o nim w szkołach i są zobowiązane znać na pamięć datę utworzenia owego prawa. Byty ezoteryczne Można się dziwić, po co wspominam o tej średniowiecznej ramotce. Przecież nijak nie przystaje do piw rzemieślniczych. A już na pewno nie do tych z aromatami. Fakt: Reinheitsgebot to zimny trup, o który może ożyć co najwyżej w marzeniach sennych piwnej konserwy. Rewolucja napędzana jest piwami z najbardziej szalonymi dodatkami, jakie mogą tylko przyjść do głowy. Owoce, soki, przyprawy, zioła, miód czy kawa i herbata – to te najnormalniejsze. Warzywa, wodorosty, mięso, całe dania jak pizza i frytki, kwiaty, bursztyn, brokat – ta lista nie ma końca. Są na niej także dębina (np. wiórki z beczek), laktoza, aromaty (naturalne i syntetyczne), enzymy czy ekstrakty słodowe. Co ciekawe, barwniki w fantazyjnych kolorach należą do rzadkości. Wydaje się więc, że w tak szalonej i nieskrępowanej wolności, jaką niesie piwna rewolucja, nie ma miejsca na nakazy i zakazy. A sztywne prawa mogą budzić co najwyżej śmiech. A jednak! Duch Reinheitsgebot nadal pałęta się wśród nas, niczym niegdyś widmo rewolucji. A imię jego: Duch Kraftu Tą ezoteryczną postać wykreowała najbardziej znana postać polskiego kraftu, czyli Tomasz Kopyra. Wyrażenie „to nie jest zgodne z Duchem Kraftu” na stałe weszło do piwnego slangu. Byt metafizyczny przemawiając ustami vlogera komentuje różne zachowania na rynku piw rzemieślniczych. Określa na przykład, który z dodatków do piwa jest OK, a który nie. Na cenzurowanym znalazły się aromaty, spore wątpliwości budzą też enzymy (brut IPA), można przypuszczać, że zielony barwnik do piwa też raczej entuzjazmu Ducha nie wzbudzi. Natomiast nie budzą zastrzeżenia beczki, laktoza, wszelkie warzywa, przyprawy itp, czy też ekstrakty słodowe. Ja osobiście twierdzę, że wiara w przewodnictwo Ducha Kraftu niesie za sobą pewne zagrożenie. Dość łatwo bowiem można wpaść w pułapkę logiczno-moralną, którą nazwałem: Pułapka Reinheitsgebot. O niej trochę później, bo wolałbym zacząć od argumentów. Wiara kontra nauka Wiadomo: trudno konfrontować wiarę z argumentami. Zwłaszcza, gdy Duch demonstruje swą obecność przemawiając przez usta medium, co widać na filmie (czasem nawet na żywo). Jednak mój sceptycyzm opieram na wiedzy naukowej. A konkretnie technologii żywności, którą posiadłem, na co mam twardy dowód w postaci dyplomu. Lawirowanie między dodatkami dopuszczalnymi, a tymi niedopuszczalnymi jest w dużym stopniu uznaniowe. I niekoniecznie oparte na mocnych podstawach. Jakie bowiem kryteria kierują Duchem przy wyborze akceptowalnych dodatków? Nie wiem, ale mogę przypuszczać. Wyróżniłem dwa kryteria, na które najczęściej powołują się ludzie negując dodatki do żywności. Pierwsze to ogólna „sztuczność”, „chemiczność” – „nie bierz synek tego, to sama chemia”. Drugie to sposób w jaki jest pozyskiwany, inaczej mówiąc stopień przetworzenia. Wiadomo, im mniej coś jest przetworzone, tym bardziej naturalne, lepsze. Na przykład: listek mięty w lemoniadzie – tak!, lemoniada z dodatkiem aromatu miętowego – nie. Kryterium 1: Chemia Ulubione stwierdzenie mojego szacownego kolegi, Aleksandra Hurko: „to jest chemia”. Jest ono ze wszech miar prawdziwe, bo chemia kryje się wszędzie. Co więcej, z punktu widzenia bezdusznych naukowców cały świat składa się ze związków chemicznych. Jednak już całkiem serio: jak w każdym porzekadle ludowym i tu kryje się ziarno prawdy. Obawa przed skomplikowanymi substancjami dodawanymi do żywności wcale nie jest nieuzasadniona. Na przykład niektóre syntetyczne słodziki są mocno złożonymi substancjami, które nie są wydalane, lecz kumulują się wewnątrz naszego organizmu. Ponieważ jednak artykuł jest o aromatach, zajmę się jednym z nich. Wybrałem bardzo popularny, stosowany w przemyśle spożywczym i środków czystości: limonen. Jest to substancja znajdująca się m.in. w skórkach cytrusów i koduje zapach cytrynowy. limonen (Wikipedia) Według chemicznej nomenklatury jest to 4-izopropenylo-1-metylocykloheksen. Z grubsza: związek węglowodorów z grupy monoterpenów, czyli upraszczając jeszcze bardziej: aromatycznych terpenów. Terpeny słusznie kojarzą się z żywicznymi nutami sosny, gdyż (stosując daleko idące uproszczenia) – należą do jednej rodziny. Monoterpeny to cały szereg związków aromatycznych, nazywanych niekiedy olejkami eterycznymi. Są tu liczne bliskie nam aromaty ziół (szałwia, mięta, lawenda), wspomniany już limonen, ale także i inne bliskie piwowarowi aromaty, jak mircen (myrcen). Tak, to najbardziej powszechny związek określający aromat chmielu. Monoterpeny występują powszechnie w żywności, którą spożywamy. Często stosowane są też jako dodatek aromatyczny w przemyśle spożywczym, kosmetycznym (miętowa pasta do zębów), czy środkach czystości. Czy w tym zestawieniu limonen nie jest już taki straszny? Ha, może ktoś powiedzieć, rodzina to jedno. Pytanie, skąd go się bierze. Kryterium 2: Pozyskiwanie Rzeczą dość powszechnie wiadomą jest, że im żywność bardziej przetworzona, spreparowana, tym gorsza. Mniej naturalna, prosta, swojska. Ale i mniej wartościowa. Przeanalizujmy zatem, jak uzyskuje się naturalny aromat cytrynowy – limonen. A dla kontrastu akceptowalny przez Ducha Kraftu cukier mleczny, czyli laktozę, często używaną choćby w milk stoutach. Jak pozyskuje się limonen? Limonen na skalę przemysłową pozyskuje się ze skórek cytrusów, głównie pomarańczy. Skórki są odpadem po wytłoczeniu soku, a zawartość limonenu jest w nich bardzo duża. Jak go otrzymać? Stosunkowo prostymi metodami. Pierwszą jest destylacją w parze wodnej (rozdrobnić skórki, destylować wodę i odbierać frakcje). Drugą metodą jest destylacją przy pomocy rozpuszczalnika (np. etanolu), który ułatwia ekstrakcję limonenu ze skórek; jest oddzielany od nich podczas destylacji. Trzecią metodą jest tłoczenie skórek na zimno. Destylacja jest szeroko rozpowszechnioną metodą pozyskiwania aromatów naturalnych. Poprzez destylację parą wodną chmielu uzyskuje się także olejki chmielowe, coraz popularniejsze w piwowarstwie rzemieślniczym. Jak pozyskuje się laktozę? Najpierw należy uzyskać serwatkę z mleka. Powstaje ona najczęściej jako odpad przy produkcji serów podpuszczkowych. Wytrącana jest z mleka przez enzymy (co na to Duch Kraftu?) – część stała idzie na ser, serwatka najczęściej traktowana jest jako odpad. Co ciekawe, odpad problematyczny i groźny, bo ze względu na skład nie można go odprowadzić do kanalizacji. (Polecam artykuł ze strony Serów Rzemieślniczych) Serwatkę należy odpylić za pomocą wirówki, a następnie oczyszczać w dekanterze i odparowywać. Potem trzeba rozdzielić laktozę od pozostałych frakcji, np. za pomocą wirówek dekantacyjnych stosując potrójne wypłukiwanie wodą, za każdym razem oddzielając osobną frakcję, aż do pozyskania czystej laktozy. Potem pozostaje już tylko wysuszyć laktozę, np. przez suszarkę rozpyłową, by uzyskać proszek. Jest to jeden ze sposobów, można również stosować odwróconą osmozę lub filtrację membranową. laktoza (Wikipedia)Który z procesów jest prostszy? Który zatem dodatek jest bardziej „naturalny„, a który wysoce przetworzony? Aromat cytrynowy, czy cukier mleczny? Jak widać kryteria naturalności, czy sposobu przetwarzania mogą łatwo zaprowadzić na manowce. Które zatem surowce są zgodne z Duchem Kraftu, a które nie? Jak je rozróżniać? Im bliżej będziemy się im przyglądać, tym wybór może okazać się trudniejszy. W ten oto sposób moje rozważania zataczają koło i wracamy do fenomenu, który nazwałem: Pułapka Reinheitsgebot Bawarskie Prawo Czystości wydawało się jasne, ostre i bezwzględne. Nie było miejsca na kombinacje. Teoretycznie, dopóki nie okazało się, że są jeszcze drożdże, których prawo nie uwzględniało. Dziś niemal żadne piwo pierwotnej wersji Reinheitsgebot nie spełnia, choćby z powodu dodatku tych zaprzyjaźnionych z człowiekiem grzybków. Znacząco trudnej robi się, gdy próbujemy ograniczać działania rzemieślników. Aromaty nie! – a dlaczego nie, jeśli dodajemy np. olejek tłoczony na zimno? A laktoza tak? Niby z jakiego względu? Enzymy akceptujemy, czy nie? A dlaczego enzymy pozyskiwane mikrobiologicznie są złe, a np. zakwaszanie mikrobiologiczne dobre? Jak ustalić sensowne kryteria? Naturalność? A co to znaczy? Czy laktoza jest naturalna? A skopolamina ekstrahowana z beczek dębowych jest naturalną składową piwa? Gdzie się zatrzymać? Co akceptować, a co odrzucać? Myślenie o tym może doprowadzić do zmarszczek na czole niejednego beergeeka. Logiczna pułapka Reinheitsgebot zdaje się nie mieć rozwiązania. Metoda jest prosta. Trzeba zdać sobie sprawę z pułapki logicznej, jaką niesie ograniczanie wolności. Jeśli piwna rewolucja miała wyzwolić piwo z ciasnych okowów złocistego trunku, to każda próba jej ograniczenia skazana jest na porażkę. Albo akceptujemy szalone pomysły bez limitów, albo wracamy do klatki Reinheitsgebot. Nie ma trzeciej drogi. Duch Kraftu się myli. Jedyną metodą jest zdrowy rozsądek. Wolność stworzyła kraft i nie należy jej ograniczać. Swoboda piwowara, ale i wolność konsumenta do wyboru tego, co chce. A żeby klient miał prawo wyboru, musi wiedzieć, co wybiera. Transparentność Zatem rzeczą bezwzględnie wymaganą powinna być informacja. Czy piwo jest z dodatkiem? Jakiego pochodzenia jest aromat: naturalnego czy syntetycznego? (O rodzajach aromatów można przeczytać w artykule Chmielokracji) Czy zostały użyte enzymy i jak pozyskane. Część tych informacji jest uregulowana prawnie i należy podawać je w składzie. Uważam, że dobrą praktyką piwowarstwa rzemieślniczego powinno być także podawanie informacji, których prawo nie wymaga. Czy dodany był olejek chmielowy? Destylowany wodą czy w inny sposób? Niekoniecznie na etykiecie – wiem, inspekcje nie ułatwiają życia. Ale choćby na stronie internetowej. Transparentność to najuczciwsze podejście do konsumenta. A aromaty naturalne – jeśli tylko są użyte w odpowiednich ilościach – zupełnie mi nie przeszkadzają. Podobnie jak licznym fanom piwa i piwowarom na całym świecie. Bardziej uwiera mnie wymyślanie niepotrzebnych barier. The post Aromaty w piwie: zdrada ideałów czy przyszłość kraftu appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  4. Warszawskie Same Krafty idą pod patronat Browaru Trzech Kumpli. Czy to oznacza definitywną supremację jakości nad różnorodnością? I czy Trzech Kumpli zamierza pójść na swoje? Posłuchajcie rozmowy z Piotrkiem Sosinem i Marcinem Kwilem! View the full article
  5. Luty to najwyraźniej miesiąc startu corocznych jubli. Świętowaliśmy 5-lecie Browaru Bednary oraz 4 lata Nepomucena. Nie obyło się bez wizyt w browarach – najpierw zawitałem do w miarę niedawno uruchomionego, podwarszawskiego Browaru Bastion, a potem na historyczne, pierwsze puszkowanie w pojemności 500 ml w Browarze Zarzecze. Na mapie pojawiły się trzy nowe małe browary. Warzyć u siebie zaczęły restauracyjne Salio z Besiekierza Rudnego (łódzkie) oraz Four Winds z Krynicy Morskiej. Pierwszą warkę popełnił po bardzo długich przygotowaniach Browar Suski ze Śleszowic w Beskidzie Małym. Wybór Debiutu Miesiąca za luty nie jest oczywisty, szczególnie patrząc po wyróżnieniach, w których rządzą piwa ciemne. A jednak na takie piwo jest czas niezależnie od pory roku! AleBrowar/ PINTA – B-Day 6.0 Afterparty Recovery IPA Session IPA, 9° Blg, 2,1 % alk. To piwo symbolizuje to, co obecnie stało się niezbyt popularne w piwowarstwie rzemieślniczym. Po pierwsze – solidną, mocną wręcz goryczkę. Po drugie – wytrawność. W końcu – niski balling i niski alkohol. W dobie mocarnych, ale jednocześnie słodkich pastry stoutów oraz aromatycznych, soczystych, ale łagodnych i łatwo przyswajalnych ipek, takie piwo może być dla wielu koncepcją niezrozumiałą. Zaskakująco, piwo jest intensywne i wyraziste, a porządna chmielowość, jakby kompensuje niskie parametry. Skłamię, gdy powiem, że to piwo jest pijalne. Nie jest. Ono daje popalić kubkom smakowym i jedno w zupełności wystarczy. Ale tak właśnie ma być. 2% alko nie powoduje szumu w głowie, a solidna grejprfutowa goryczka jeszcze przez jakiś czas zostaje na języku. Nie ma wątpliwości, że określenie IPA nie zostało tu użyte wyłącznie marketingowo. W wersji lanej tego piwa można odczuć łagodność tekstury od płatków owsianych, która wychodzi po pierwszym zaskoczeniu wyrazistą goryczką. Przypomniałem sobie, wypiłem dwa 500 ml z rzędu. Czyli jednak jakaś pijalność jest. Zobaczcie wideo, gdzie sprawdzam je wraz z Izotonikiem z Inne Beczki! Tak jak napisałem we wstępie – luty w wyróżnieniach okazał się miesiącem piw ciemnych. I to też świadczy o ich sezonowości. Najlepiej takie piwa wchodzą przy zimnej aurze. I to niezależnie od ich woltażu – żadne z nich nie przekracza 7% alko. W kwestii piw jasnych, po raz pierwszy udało mi się spróbować chmiel Sabro i sądzę, że jeszcze sporo namiesza na rynku. Deer Bear (De Facto) – Polski Krafcik vol.2 Ocena piwa Nepomucen/ Podgórz – English Sheep Ocena piwa Palatum/ Spółdzielczy – Inurino Ocena piwa Piwne Podziemie – Dark Choco Ocena piwa Wagabunda – Cherry in Black Ocena piwa Ziemia Obiecana – Szczęśliwej Drogi Już Czas Ocena piwa Nowe browary: Nowe inicjatywy kontraktowe: View the full article
  6. Dwie nowości 0,5% alko. Czy któreś z nich z będzie smakować jak rasowe IPA lub stout? View the full article
  7. Premiera Samca Alfa 2019 lada moment, w związku z tym ustawiłem się z Darkiem Doroszkiewiczem na degustację i rozmowę. Jest długo, bez unikania trudnych pytań, a zawartość szkła nieustannie się zmienia. Część pierwsza – Czasy dobrobytu się skończyły? (w szkle: Owoce Wspierają Kraft, Chateaux bis, Coś Słodkiego). Część druga – Pasteryzacja lekiem na całe zło? (w szkle: Późne Rokokoko, Chcesz Ciasteczko?). Część trzecia – Samiec Alfa 2019 i 2020 (w szkle wersja po zakończonej fermentacji, wersja bourbon BA oraz wersje Double BA – rum oraz calvados)! View the full article
  8. 1:33 - Newsy 15:00 - Wywiad z Mają Galerą, terapeutką uzależnień 10:13:14 - Laboratorium o tym jak projektować recepturę piwa Jesteśmy na: 📻 YouTube - 🎤 Spotify - 🎧 SoundCloud - 🎶 iTunes - goo.gl/x4SFYk 📢 Stitcher - goo.gl/bXXvpK 🔊 TuneIn - goo.gl/aktiyA 🎙️ mp3 do pobrania z Google Drive - Alchemia - Podcast o piwie Zapraszają: Przemek Iwanek - Piwo i Cydr Mateusz Puślecki - Mazowiecki Oddział PSPD (pspd.org.pl) Olek Hurko - Browar Gliss / Browar Monsters (www.fb.com/browarmonsters/) Janek Gadmoski - Alderaan Brewery / Browar Monsters (www.fb.com/browarmonsters/) Przeczytaj cały wpis
  9. Miały być barley wine ale wyszło inaczej. Sprawdzian 1,5 letniego mocarza z Browaru Zakładowego i pięcioletniej domówki 30° Blg od Michała Patera! View the full article
  10. W sobotnie popołudnie siedziba warszawska siedziba PSPD wypełniła się piwowarami domowymi. Nie mogło być inaczej, bo temat był gorący: Polskie chmiele Rodzina Pawła Piłata zajmuje się uprawą chmielu od pokoleń. Paweł nie tylko te tradycje podtrzymuje, ale i rozwija w ciekawym kierunku. Jest przekonany, że rodzime odmiany chmielu kryją olbrzymi potencjał. Dlatego to właśnie na nich postanowił kupić swą uwagę. Stworzył markę PolishHops, w ramach której uprawia i przetwarza chmiel. Szczególnym zainteresowaniem Pawła cieszą się mało dostępne odmiany. Niekiedy, jak w przypadku Zuli, niemal wymarłe. Okazuje się, że interesujących odmian jest całkiem sporo. Odpowiednio potraktowane, potrafią dać ciekawe efekty w piwie. Kluczem do nich jest wysoka jakość uprawy, odpowiedni zbiór i dbałość o późniejsze przetwarzanie. Właściwie traktowany chmiel zyskuje, niczym oszlifowany kamień szlachetny. Paweł zbiera wyszukuje i uprawia te niecodzienne odmiany w swoim chmielniku, a następnie wypuszcza je na rynek. Polskie piwa PolishHops to nie tylko wybór ciekawych chmieli o wysokiej jakości. To także bliska współpraca z producentami piwa. Upowszechnianie wiedzy o chmielach daje rezultaty. Polskie browary coraz częściej korzystają naszych rodzimych odmian. Tak było w przypadku serii Dziedzictwo uwarzonej w browarze Perun. Do każdego piwa użyto innego, pojedynczego gatunku chmielu. Piwa bazowe mają zbliżone parametry, dzięki czemu można porównać je ze sobą i odkryć, jakie rezultaty daje konkretna odmiana chmielu. Z kolei Browar Grodzisk uwarzył piwo, które zaistniało zagranicą. Grodziskie Imperialne, czyli ekstremalnie mocna wersja grodzisza powstała w kooperacji z amerykańskim Live Oak Brewing Company. Wychmielono ją odmianą Zula; tą, którą ocalała dzięki staraniom Pawła. Takich interesujących piw jest zdecydowanie więcej. Browary rzemieślnicze przekonały się do polskiego chmielu i coraz chętniej z niego korzystają. Stosowanie nowych i lokalny odmian to trend, który w najbliższych latach będzie dawał o sobie znać. Zobacz artykuł: 6 piwnych trendów na 2019 Akademia Chmielowa To nie przypadek, że piwowarzy odkrywają potencjał polskich chmieli. To także zasługa edukacji, w którą niemały wkład ma PolishHops. Projekty takie jak Akademia Chmielowa to świetna okazja, żeby dowiedzieć się o chmielu więcej. 23 lutego w sali szkoleniowej PSPD przywitały słuchaczy stoły zastawione chmielem. Profesjonalne przygotowanie warsztatu to zasługa Karola Zawistowskiego i Mateusza Puśleckiego. Podczas ponad dwugodzinnego spotkania Paweł Piłat szczegółowo objaśniał sekrety chmielu. Można było się dowiedzieć wielu rzeczy na temat uprawy i obróbki, czy składu chmielu. Jednak najbardziej interesujące były odmiany. Paweł omawiał szczegółowo każdą odmianę, a uczestnicy mogli spróbować jak ona pachnie. Zarówno „na sucho” w pelecie, jak i zaparzona w gorącej wodzie. Odmiany Takie porównanie to niezwykle cenna rzecz. Nie tylko można nauczyć się, jak pachnie poszczególna odmiana, ale także wychwycić różnice pomiędzy nimi. Iunga okazała się bardzo owocowa, z przewagą czerwonych owoców, Sybilla miała czysty ziołowy profil, a Puławski pachniał nieco cebulkowo. Nawet niezbyt poważana Marynka okazała się interesującym chmielem. Ciekawe były też odmiany zagraniczne, jak tropokalny Chinook z plantacji PolishHops (jednak Paweł poinformował, że raczej nie będzie skupiał się na zagranicznych odmianach). Jenak najciekawszy ze wszystkich okazał się Lubelski. Jego złożony, mocny aromat z kombinacją nut ziołowych, żywicznych i nieco cytrusowych zdecydowanie wygrywał z konkurencją. Paweł PiłatCiekawe było także porównanie tej samej odmiany od różnych plantatorów. Marynka z tego samego rocznika, ale uprawiana w odmiennych miejscach pachniała inaczej! Jak tłumaczy Paweł, lokalny mikroklimat ma naprawdę duże znaczenie. Warto odwiedzić Akademię Chmielową. To dobra okazja do poszerzenia wiedzy o chmielu i poznania rodzimych odmian. Dzięki PolishHops i PSPD spotkanie było darmowe. Świetna sprawa. Podobne artykuły: Wywiad z prezesem PSPD, Relacja z Chmielobrania PolishHops The post Relacja: Akademia chmielowa PolishHops appeared first on Kraftmagia. Przeczytaj cały wpis
  11. Pierwsza recenzja na blogu, choć kimże ja jestem, aby recenzować? Ano jestem przede wszystkim konsumentem piw kraftowych i mogę mieć swoje zdanie na temat tego, na co wydaję kasę. Na start wybrałem ŁDZ IPA. Dlaczego? Bo jakoś jestem po prostu smakoszem tego stylu oraz chciałem opisać coś, czego jeszcze nie próbowałem. Dużo różnych recenzji w sieci czytałem i oglądałem. Nie ma co ukrywać, że są to zazwyczaj bardzo subiektywne wrażenia recenzujących. Ja sam przyjąłem sobie, że testowane piwa oceniam w skali 55 punktów: 5 punktów etykieta, 20 punktów aromat, 20 punktów smak, 5 punktów nasycenie, 5 punktów piana. Kto wie, może za rok o tej porze będę publikował jakiś swój roczny ranking? Póki co rozkładam na poszczególne elementy ŁDZ IPA z browaru Piwoteka. Etykieta: 1/5 Bardzo mi się nie podoba. Nawet na półce jakoś specjalnie nie rzuciła mi się w oczy. Taki oldschool, który nijak się ma do „nowoczesnej interpretacji IPA” – tak opisywane jest to piwo. Zbyt uboga, nie porywa zupełnie niczym. Chyba w paincie bym coś podobnego stworzył. Stąd też moja ocena, czyli zaledwie 1 punkt. Aromat: 12/20 No dobra, więc jak się prezentuje w pozostałych składowych? No właśnie. Na etykiecie napisali, że dodane zostały: Magnum, Zeus, Cascade, Apollo, Centennial, Citra. Kurde aż trzy, które bardzo lubię, ale od razu też mi się zapaliła lampeczka, że chyba nieco tego za dużo. Kiedyś już się na tym przejechałem, gdy próbowałem Hoppy Queen z Dr Brew. Choć tam było akurat aż 21 chmieli. W propozycji Piwoteki jest ok, ponieważ czuć rzeczywiście amerykańsko, jest cytrusowo oraz żywicznie. Niemniej jakoś nie powaliło. Gdzieś czytałem opinię, że ma się wrażenie, jakby się wręcz świeży granulat wąchało. Sorry stary, ale zmieniłbym sklep, w którym kupujesz chmiel w granulacie, bo najwyraźniej opychają Ci coś nieco zwietrzałego. W ŁDZ IPA absolutnie nie miałem takiego wrażenia. Moja ocena nie mogła być inna, czyli przeciętny aromat to i przeciętna liczba punktów. Smak 12/20 I tak jak punktowałem aromat, tak też punktuję smak. Bardziej słodowy niż chmielowy, goryczka raczej średnia, nie zostaje na długo w ustach. Piwo pijalne, nawet powiedziałbym, że takie leciuchne zbytnio jak na te 60 IBU. Piwo bardziej cytrusowe niż multiwitamina, taka no normalna IPA bez zaskoczenia, bez fajerwerków. Nasycenie 5/5 Tu się wszystko zgadza. Tak jak to powinno być w przypadku India Pale Ale, a więc niewielkie. Nie mam zastrzeżeń. Piana? Jaka piana? 1/5 Ludzie albo coś źle nalewałem, choć specjalnie chciałem spienić albo ktoś tu coś nie tak zrobił. Owszem była. Możecie to zobaczyć na poniższym foto, ale niemal momentalnie znikła. Barwa złamanej bieli, nawet i jakieś drobne pęcherzyki było widać, ale gdyby nie zdjęcie, to bym o niej nie pamiętał. Wrażenia ogólne ŁDZ IPA to piwo pijalne, lekkie jak na to IBU, bez odjazdu. Może zbyt duża słodowość w smaku. Kupiłem pierwszy raz i raczej drugi raz specjalnie po nie nie sięgnę, bo akurat rynek IPA jest bogaty. Konkurencja duża oraz lepsza. Jak ktoś ma ochotę do obiadu, to proszę bardzo, ale nie ma się co dłużej nad tym piwem rozwodzić. Suma punktów: 31/55, czyli bardzo średnie. Mam nadzieję, że nieco Wam zobrazowałem to piwo. Jeśli się podobało to zawsze możecie dać jakiegoś lajka na fejsie albo wyrazić to w komentarzu. Zresztą jeśli było wręcz przeciwnie, to od dzisiaj na fejsie też możecie to wyrazić, ale mam nadzieję, że jak na pierwszy raz nie będziecie zbyt surowi dla mnie. View the full article
  12. Dużo mi się ostatnio wyjazdów trafiło i za każdym razem starałem się wyszukać dla siebie trochę kraftu. W Warszawie na spontanie padło na PiwPaw na Parkingowej i muszę przyznać, że to był bardzo dobry strzał. Propozycja od laika Tournee po Warszawie prowadził mój serdeczny kolega Grzegorz. W moich oczach jawi się chłopak bardziej jako pasjonat win niż piw. Jedno trzeba mu jednak oddać, że świetnie zna restauracyjno-pubową mapę stolicy. Mam ochotę na kuchnię gruzińską, mam ochotę na lampkę dobrego wina, chcę zjeść kebsa, czy po prostu posiedzieć przy filiżance aromatycznej herbaty, to ten gościu potrafi ot tak z palca zawsze zaproponować lokal na bardzo dobrym poziomie. Wieczór zaczęliśmy kolacyjką w jednym miejscu (może skuszę się w późniejszym terminie też na małą recenzję, bo piłem tam Polish Pale Ale), a potem ruszyliśmy dalej w miasto. W sumie zakręcona sprawa na maksa, bo mieliśmy poprawić jakimś jedzonkiem, a od słowa do słowa wyszło, że idziemy na kraftowe piwo. Usłyszałem „fajna miejscówa, z 40 kranów, jak nie więcej”. No to lecim! PiwPaw Parkingowa i tłumy Grzesiu zaprowadził nas na ul. Parkingową, gdzie mieści się PiwPaw. W środku wrzawa, mnóstwo ludzi, fajny klimat półmroku. Byłem mile zaskoczony. Włączyliśmy tryb łowców stolików. Udało się przycupnąć w jednym miejscu, więc ruszyliśmy na bar. OMG! Ile kranów! PiwPaw Parkingowa z tego co pamiętam chwali się, że ma ich w sumie 60. Nie wiem, nie liczyłem, ale na ich widok kręciło się w głowie. Chwilkę odstaliśmy w kolejce, zaczęło się zamawianie. Była z nami koleżanka z Gruzji, która akurat w piwach nie gustuje, ale już wiem, że po tym wieczorze zmieniła zdanie. Szykowaliśmy się, aby jej coś zaproponować, tymczasem stery przejął barman, który z bardzo dobrym angielskim „wybadał” co może jej posmakować. Drobna degustacja w kieliszeczkach i bam! Mamy to, dziewczyna zadowolona. Szczerze… nie pamiętam jednak co jej tam wlał konkretnie. Dla obsługi szacun. PiwPaw Parkingowa i kapslowe ściany W oczekiwaniu na moją kolej, zacząłem się bardziej rozglądać po rozległej sali. Filary oraz fragmenty ścian zostały pokryte kapslami z różnych piw. Boję się pomyśleć jak wyglądał personel, czy manager, którzy musieli się poświęcić oraz wypić te wszystkie piwa, aby zebrać taką kolekcję hehehe. Efekt jest imponujący. To naprawdę robi robotę. Czułem, że jestem w miejscu, które mógłbym określić jako dom piwa. Wszystko ze sobą współgrało. Ten wystrój, wypisane nazwy browarów, mnogość kranów itd. Naprawdę fantastyczna atmosfera. Przy przyjemnym piwku I to, co mi się najbardziej w krafcie podoba… każdy sobie wybrał co innego. Ludzie nie siedzą przy smutnym koncernowym lagerze, tylko rzeczywiście odkrywają smaki piwa. W ten sposób w naszej paczce jeden kolega skusił się na stouta, ja wybrałem jakąś IPA, inny kolega APA z mango, a jeszcze inny Koźlaka. O to właśnie chodzi! Oby takich ciekawych miejsc na mapach naszych miast było coraz więcej. View the full article
  13. Z mojego pierwszego sprzętu nie zostało już za wiele elementów. Jakaś tam drobnica typu klips do wężyka itp. Niedawno musiałem się pożegnać również z moją kochaną Gretą. Kupiłem ją na starcie w grudniu 2014 roku, bo… była najtańszą opcją. Poszperałem w necie, poczytałem kilka blogów, posłuchałem sobie Tomka Kopyry i wychodziło, że zakup jest doraźny. Z czasem trzeba będzie uzbroić się w coś mocniejszego. Ok, jak się wydaje 300-500 zł na początek, to może boleć każdy dodatkowy wydatek, więc pomyślałem, że ta kapslownica Greta to niegłupie rozwiązanie. Miała mi posłużyć tak do 10 butelkowań, przy założeniu, że na jednym kapsluję do 40 butelek. Miesiące mijały, ja warzyłem i butelkowałem, warzyłem i butelkowałem, aż tu nagle miałem za sobą 23-24 warki. Kapslownica Greta wciąż była ze mną. Dzielna bestia. Czasu się jednak nie oszuka. Pojawiły się pierwsze problemy. W butelkach z wąskim kołnierzykiem, jaki jest np. w butelkach AleBrowaru, Greta potrafiła uciąć jedną, dwie szyjki z danej partii. No i wiecie jaki to ból, bo przecież nie zaryzykuję przelania tego piwa (nawet przez sitko) do następnego kapslowania. Zazwyczaj wypijam powoli sam takie świeże, nienagazowane. O ile przy następnym razie jakoś bardziej uważałem i udawało się nie mieć strat, o tyle już podczas ostatniej #26 warki Greta przekreśliła swój dalszy byt w moim zespole, bo ucięła już nawet butelkę z szerszym kołnierzem i nierówno zaginała kapsle. To oznaczało tylko jedno. Po dwóch wspólnych latach musiałem pozwolić jej odejść i wybrać inną. Padło tym razem na Emily. Piękna, czerwona, bardzo przypomina poprzedniczkę, choć ma kilka innych elementów. Brałem pod uwagę jakąś stołową, ale stwierdziłem, że popracuję na razie z Emily i zobaczę ile da radę wytrzymać. Póki co jestem zadowolony, bo zrobiłem testy i już widzę, że znacznie przyśpieszę z procesem butelkowania piwa. Jest jeszcze trochę nieśmiała, nieco sztywna, ale spokojnie ją wyczuję. Czy ja przypadkiem nie jestem zbyt sentymentalny jeśli chodzi o sprzęt? View the full article
  14. Mam prawdziwą przerwę sezonową i nic się nie warzy. To dlatego, że niedawno się przeprowadziłem i jeszcze nie ogarnąłem nowego stanowiska warzelnego. Tymczasem w Polsce się dzieje. Dziś na przykład objawił się nam Prezydent Duda. Powiem Wam, że to nic fajnego, gdy piwniczka pusta i nie można się swojego wyrobu napić. Muszę pić jakąś słabą ajpę z Corneliusa, którą wynalazłem w miejscowej Żabce. Cierpię strasznie, choć jeszcze w fermentorach stoi 60 L APA. Trzeba zabutelkować, tylko cholercia kiedy, kiedy, kiedy? Moje dni teraz wypełnione są na wykańczaniu domu. W życiu się nie spodziewałem, w życiu nic takiego nie robiłem, ale sytuacja i brak kasy na pomoc sprawiły, że musiałem sam nauczyć się malować, kłaść płytki, panele, podłączać armaturę itd., a wczoraj dodatkowo wytapetowałem nawet ścianę w sypialni. Jak tylko ogarnę się z tym tematem, to we wrześniu wracam do warzenia. No, ale czymże są moje poczynania przy tym, co się wyprawia w tym kraju? Nie neguję reformy sądownictwa jako takiej. Powiem szczerze, że nawet jestem „za”, choć z sądem miałem sam do czynienia w życiu może z dwa razy. Na podstawie jednak tego, co opowiadają znajomi, to wiem, że gdzieś jest problem. No właśnie i czy rozwiązaniem problemu jest zwyczajna zamiana kasty na jednostkę? Co takiego się zmieni w polskim sądownictwie, gdy wszystko będzie w rękach jednego człowieka? Zmieni się tyle, że teraz nie tamci, tylko inni będą wydzwaniać do sędziów w różnych sprawach. Nie można też pominąć faktu, że to wszystko jest niezgodne z konstytucją. Niektórzy od razu mówią, że skąd to wiem. Czy TK coś się wypowiedział w tej kwestii? Otóż TK jeszcze nic nie mówił, ale osąd można w ciemno przewidzieć. Natomiast ja uważam się za człowieka inteligentnego. Przeczytałem dwukrotnie w ostatnim czasie w całości konstytucję, wracam do niej też wybiórczo i choć mój teściu uważa, że jestem po gimnazjum i przez to nie potrafię myśleć, to jednak wyłapuję o co w niej chodzi. Naprawdę polecam lekturę, bo w większości są to proste, zrozumiałe przepisy, które nie wymagają interpretacji. Konstytucja to jest to, co powinno dla nas wszystkich stanowić wykładnię porządku oraz prawa. Niestety zgadzam się, że zaniedbano u nas kształcenie społeczeństwa obywatelskiego. Tak wielu osobom łatwo teraz przychodzi dyskredytowanie tego dokumentu, a dla niektórych jest to najnormalniej w świecie „zwykła, mała książeczka”. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł na wprowadzenie jakiegoś nowego prawa, ale stoi mu na przeszkodzie, to najpierw niech przekona odpowiednią większość do jej zmiany, a nie jawnie ją ignoruje oraz łamie prawo. Poza tym uważam się również za europejczyka, za człowieka, któremu bliższe są rządy prawa, trójpodział władzy aniżeli działania Putina, Łukaszenki, Erdogana itp. Ok, może jeszcze nie ma u nas dramatu, ale co, mamy czekać, aż będzie? Wtedy się obudzimy? To tak jakbym warzył piwo, które ma być w stylu APA, a do kociołka nie wrzucę żadnego chmielu na goryczkę. Ok, w chwili gotowania jeszcze na to nie zwracam uwagi, bo to jakiś proces, ale potem otworzę gotowe piwo, powiem, że choojowe, ale co z tym będę mógł wówczas zrobić? Już nic. Byłem w czwartek na demonstracji we Wrocławiu. Najpierw o 21.00 pod sądem na Podwalu, a następnie na rynku. Być tam osobiście, zobaczyć ten tłum (albo jak twierdzą niektórzy garstkę spacerowiczów) to zupełnie inne przeżycie niż oglądanie tego w Internecie. Czułem ekscytację, a jednocześnie bałem się. Bałem się, bo jeszcze mocniej do mnie dotarło w jak ważnym momencie dla naszego kraju się znaleźliśmy. Czułem, że robie dobrze, że tak powinienem postąpić jako człowiek rozsądny. Nikt mnie nie zmuszał, nikt nie zadziałał na mnie technikami marketingowymi, nie stałem się „ofiarą” astroturfingu itp. Gdy tylko usłyszałem, że sejm przepchnął ustawę o SN, poczułem wewnętrznie, że muszę gdzieś zamanifestować swoje niezadowolenie. No i oczywiście jedni mówili, że szkoda czasu, to nic nie da, że zrobią jak zechcą. Niemniej nie zważałem na to. Minęło kilka dni i dzisiaj (piszę to w poniedziałek 24 lipca) zaskoczył nas prezydent Andrzej Duda. Nie jakiś tam Adrian, ale Andrzej Duda. Dwie z trzech ustaw zawetował, czyli 66% sukcesu. Pytanie, czy to nie zwykła zagrywka, bo nie podał uzasadnienia. Być może te ustawy, które on sam przygotuje również będą niekonstytucyjne. Najważniejsze, że ten obłęd w jakiś sposób zatrzymano. Dziwi natomiast fakt, że skoro prezydent zgadza się, że minister sprawiedliwości nie może mieć takiego wpływu na KRS i SN, to dlaczego może w sądach powszednich? No cóż zobaczymy, co nam kolejne dni, tygodnie i miesiące przyniosą. Dopiero się okaże, co uwarzył dzisiejszą decyzją prezydent Duda. View the full article
  15. Piwa z dodatkiem roślinek i ziół to jest temat, który całkiem mnie jara. Sam robiłem piwo domowe z dodatkiem daglezji i wyszło całkiem fajnie. Teraz sięgnąłem po Grin Sove z browaru Golem. Ile rozmarynu w piwie? To pierwsze piwo jakie piłem z tego browaru. W ogóle to szanuję samą nazwę browaru i ich logo. Pojechali po bandzie. Stworek, serio? Przecież to jest piękne. Widać, że mają spory dystans do schematów. To się objawia też w tym co oferują, a oferują właśnie m.in. Grin Sove. Piwo w stylu Black IPA z dodatkiem rozmarynu. Oczywiście wielkim fanem IPA w wersji na czarnucha nie jestem, ale ten rozmaryn mnie skusił. Wręcz modliłem się, aby zdominował to piwo, bo to może być ciekawy smak. A jak było? Pierwszy niuch po otwarciu i naprawdę miłe zaskoczenie, bo tego rozmarynu jest sporo. Swoją drogą bardzo lubię ten dodatek. Zawsze lubiłem pieczonego kurczaka z rozmarynem oraz cytryną, a na ukochanej przeze mnie Sardynii, gdzie spędzałem całe wakacje przez kilka lat, rozmaryn rósł sobie swobodnie, przez co w powietrzu unosił się jego charakterystyczny aromat. Ekipa Goluma pobudziła u mnie te wspomnienia. Jest las W smaku też jest ten rozmaryn. Piwo jest takie leśne, ziołowe oraz żywiczne ze średnią grejpfrutową goryczką. Są jednak dwie rzeczy, które sprawiają, że się nie zakochałem. Grin Sove zostawia taki mało przyjemny kwaśny posmak i to na długo. A kolejna sprawa to… wodnistość. Piwo ma 14 BLG i 6% alk., ale być może ta niewysoka goryczka oraz niskie nasycenie tworzy u mnie takie wrażenie. Po prostu pijąc nie wyczuwam, żadnej ciekawej tekstury. O, jeszcze mi zabrakło takiej fajnej, zbitej, beżowej pianki, która stanowiłaby dodatkowy nośnik rozmarynowego aromatu oraz wzbogacałaby wrażenia smakowe. Tymczasem pianka jest bardzo ulotna, nietrwała. Szkoda. No cóż przecież nie zawsze można trafić na ideał, tylko z kolei dlaczego tak rzadko się to dzieje? View the full article
×
×
  • Dodaj nową pozycję...