Jump to content

lechu555

Members
  • Posts

    26
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by lechu555

  1. aż mi się przypomniał Paulaner Pszeniczne Bezalkoholowe...
  2. Zły strzał. Otwarta fermentacja. Cały chmiel idzie do śmieci. -czemu do śmieci bo nie wiem ? Pytam serio. A to jest obowiązek podawania IBU na etykiecie? Jakoś na większości piwo dostępnych w sklepach nie widziałem, ale może jestem ślepy, a może dopiero od jakiegoś poziomu jest obowiązek podawania, chętnie usłyszę odpowiedź bo również nie wiem. No to jak niby browary testują recepturę w takim razie ? Piszą sobie na papierze recepturę i o teraz odpalamy ją na skalę hektolitrów, na pewno się sprawdzi. Poza tym straszliwie się czepiasz, jak ktoś ma mózg zamiast styropianu to sobie taką recepturę w domu w ostateczności przetestuje, wielkie mi mecyje, mówię o kilku, kilkunastu litrach, a Ty o celnikach... W sumie to jak by się zastanowić to nie wiem czemu w ogóle dyskutujemy o browarach, mam wrażenie, że w którymś momencie tylko po to one zostały wciągnięte do tematu, żeby argumentować to na zasadzie autorytetu: "browary tak nie robią, więc nie ma sensu tego robić też i w domu".
  3. Jeżeli nie przekonuje Ci bezwzględna kwota oszczędności to przelicz ją sobie może na coś innego, np słód. Jeżeli 100g Citry mam za 22 zł i mogę tym nachmielić jedną warkę na aromat i dwie następne na goryczkę po 50g każda, które zamierzałem nachmielić Citrą (bo czemu nie) to oszczędzam 22 zł czyż nie ? 22 zł - dla jednego dużo dla jednego mało, dla Ciebie to jest dość tani chmiel, ale jak sobie wyobrażę, że za te oszczędzone 22zł mógłbym kupić 4 kg słodu i mieć z tego 20l brzeczki 12stki, a może i nawet więcej jak się przyłożę do zacierania, to szkoda mi, że mogłem mieć te 40 piw za tą samą cenę. A teraz podstaw sobie jakiś inny chmiel, który nie jest dla Ciebie dość tani i policz co możesz za to mieć. Może taka perspektywa lepiej przedstawia dlaczego warto powtórnie wykorzystać chmiel bo widać co można by za te oszczędności mieć. A dlaczego saszetka ma nie być lepszym rozwiązaniem POD PEWNYMI WZGLĘDAMI ? Wszystko zależy na czym bardziej Ci zależy. W gęstwie ryzykujesz mniej lub bardziej zakażenie i niekoniecznie będzie to czuć w gęstwie przed jej zadaniem. Saszetka redukuje to zagrożenie, aczkolwiek nie upieram się, że przy dobrze przechowywanej i w miarę świeżej gęstwie jest się czego bać. Więc jeżeli mniej zależy Ci na szybkim starcie fermentacji, a bardziej na bezpieczeństwie to saszetka jest lepszym rozwiązaniem. Jeżeli chce zredukować koszty i mieć szybszy start to wybiorę gęstwę kosztem jakiegoś tam ryzyka mniejszego czy większego. Nie wiem właśnie co na myśli miał anteks mówiąc "browary komercyjne", założyłem, więc, że takie, które jednak chmielą na zimno. Dajmy na to mamy Miłosława Chmielowego Lagera, i inne ich wyroby jak Marcowe, Pilzner, Niefiltrowane, gdzie można tenże chmiel wykorzystać. Również wspomniałem wcześniej o piwach "mniej rygorystycznie chmielonych". Wszak nikt nie mówi, że ten chmiel trzeba od razu ładować ponownie do IPY. Co do powtarzalności - zauważ, że nawet bez naszych rozważań z jej utrzymaniem jest różnie. No i co stoi na przeszkodzie by browar sobie przeprowadził eksperyment, po prostu wziął z głównego kotła trochę brzeczki kilka równoległych mini warek po parę litrów, wykorzystał do każdej z nich inną ilość odzyskanego chmielu i sprawdził, jaki poziom nachmielenia takim odzyskanym chmielem daje poziom goryczki identyczny jak ich regularny produkt.?
  4. Ja też zrobiłem to dwa tygodnie temu i jest pięknie jak spróbowałem próbki. 60g mieszanki (Citra, Zula i jakieś resztki Sybilli) co to mi została z herbatki chmielowej na aromat z poprzedniej warki. Ile IBU ? Nie mam pojęcia, ale goryczka jest konkret. No ,a co do oszczędności to kwestia perspektywy, mnie stać na to by pozwolić sobie na marnotractwo, wysładzać też nie muszę, zamiast gęstwy sypać świeżą saszetkę drożdży, ale jakoś boli mnie świadomość tego, że marnuje się coś z czego jeszcze można zrobić użytek w takiej samej sprawie. Skoro te same efekty można uzyskać w sposób efektywniejszy to czemu nie. Jeżeli powiedzmy, że chmielimy na zimno 100g Citrą za 22 zł (cena z allegro) i można potem porządnie nachmielić tym na goryczkę jeszcze przynajmniej ze dwie warki to już tych batoników trochę jest. najwidoczniej bo ja nie widzę powodu by ponownie go nie wykorzystać. No chyba, że goryczkowego chmielu tyle przerabiają w zakładzie w stosunku do chmielu na zimno, że jest tak niewielki ułamek, że w ujęciu całościowym oszczędność jest wtedy marginalna.
  5. Nooo i to mi się podoba, swoją drogą nie wiem jak Wy wszyscy osiągacie to super wyraźne rozwarstwienie drożdży w słoju, nigdy moja gęstwa nie ułożyła się w warstwy choćbym nie wiem co przy niej robił, nigdy też nie przejmowałem się czy daje jej wierzchnią warstwę czy nie i nigdy nie miałem z tego powodu problemów z zakażeniem się piwa czy co tam jeszcze.
  6. Zebrać chmiel (który i tak trzeba jakoś oddzielić od piwa) i wrzucić go do następnej warki to wielki zachód? Nie mówię, że da się wtedy obliczyć dokładnie IBU itd. (pomijając to, że ta jednostka często guzik mówi o możliwych odczuciach goryczy), ale do nierygorystycznie chmielonych piw spokojnie zrobi to robotę i pozwoli zredukować koszty chmielów goryczkowych - właśnie dlatego zdaje się to opłacalne. No właśnie nie do końca, wszak izomeryzacja alfa-kwasów z chmielu przy chmieleniu na zimno jest niska, o ile w ogóle zachodzi (tutaj jakiś mądry chemik by się przydało by się wypowiedział), więc w tym chmielu jeszcze zostaje coś po co warto się schylić.
  7. Wygląda na to, że bez szwagra nie dojdę prawdy, a ja go cholera nie mam...
  8. bo są gupie. Nie wszystko co rozsądne jest uskuteczniane, nawet powiedziałbym, że ludzie mają tendencję do komplikowania sobie życia tam gdzie to niepotrzebne.
  9. Po kiego grzyba ? Skoro można wykorzystać go na chmielenie na goryczkę przy następnej warce i przy okazji zredukować koszty warek. Tak sobie myślę, że jeżeli nie da się kogoś przekonać do powtórnego wykorzystania chmielu do goryczki to nie fajnie by było częstować się takim np. zamrożonym chmielem podobnie jak częstujemy się gęstwami drożdżowymi ?
  10. Tylko zwróć uwagę, że porównujesz tutaj dwie półki jakościowe. W warunkach domowych nie jest wielkim wyczynem zrobić piwo lepsze niż każde koncernowe. Chodziło mi tutaj bardziej o uwarzenie ALE tak okrutnego jako okrutne są obecne eurolagery i poczęstowanie tym ale'm człowieka, wtedy wątpię by dla większości piwoszy robiło to wielką różnicę, zwłaszcza takich (jest ich moim zdaniem przytłaczająca większość), którym jak podsuniesz jakieś lepsze piwo (nie musi to być od razu kraft, może być coś powiedzmy z półki jakościowo-cenowej Miłosława, Bojana i tego typu powszechnie dostępnych lepszych piw) to i tak się na nie nie przesiądą bo wolą w tej cenie kupić dwa gówniane eurolagery co tylko potwierdza, że kupują te piwa nie dla wrażeń smakowych a po prostu, żeby kopało w łeb, więc moje myślenie było takie, że skoro ALE są mniej wymagające technologicznie (tego nie jestem do końca pewien) i szybsze w fermentacji itd. to czemu dla tej grupy docelowej nie warzyć właśnie ale'i zamiast lagerów.
  11. Nie przejmuj się, to normalne, że nachmielona brzeczka wykrzywia ryj bo pływają w niej fragmenty chmielu i to one dają taki efekt. Jak to wszystko opadnie na dno to nierzadko okazuje się, że goryczki może być za mało, aczkolwiek jak dałeś Magnuma to raczej nie będziesz narzekał na jej brak.
  12. Czy ja wiem czy moda ? Po prostu takie piwo było "od zawsze" i takie zawsze jest w sklepie, obstawiam, że jakby były ale'e w miejscu lagerów to ludzie kupowali by ale'e. Ale wraz musi istnieć jakiś powód by komplikować sobie procesy technologiczne (a może właśnie nie i tutaj może leży rozwiązanie zagadki) na warzenie dolniaków, nawet Książęce Pszeniczne zrobili dolnej fermenacji, więc jakoś im z tą dolną fermentacją po drodze. Jeżeli dużo wyższa to obstawiam, że użycie drożdży górnej fermentacji nie ingerowało by za bardzo w cały proces produkcyjny, a używają dolnych bo po prostu "zawsze takich używali" i zawsze wychodziło im "pyszne" piwo.
  13. Nie wiem czy dobry dział na to, ale codziennie wstaje z nowym pytaniem z serii "dlaczego": Dlaczego koncerny warzą swoje lagerosikacze zamiast po prostu warzyć ich "odpowiedniki górnej fermentacji" (jakieś proste pale ale'y). Raz, że fermentacja jest szybsza, dwa, że nie trzeba martwić się bardzo o odpowiednie warunki temperaturowe wszak łatwiej utrzymać te 20 stopni niż dajmy na to 10stopni. Dla przeciętnego odbiorcy piwa, który i tak nie szuka tam smaku raczej wielkiej różnicy w odbiorze by to nie zrobiło. Może czegoś nie widzę w całej tej układance co by wywracało moje myślenie w tym temacie stąd też pytanie.
  14. Trochę mało mnie to przekonuje Producenci potrafią różne cuda podawać w opisie urządzenia, a rzeczywistość i tak swoje. Może nie do końca adekwatny przypadek, ale zakładam, że producent też nie przewidywał notorycznego przypalania się w moim Klarsteinie (bez pompy), a jednak ono występuje często i nie samo ono w sobie jest uciążliwe tylko to, że kociołek nie ruszy dopóki się tej przypalenizny nie usunie. Dla mnie tak, ale może dlatego, że zazwyczaj robię 5:1, a ostatnio 6:1 przy ostatecznym BLG 12 przez co wody do wysładzania nie muszę tak wiele dawać (filtrację robię w worku w garze albo fermentorze). Ale pewnie robisz mocniejsze ekstraktowo piwa przy tym 2,3:1. Prawda. Dlatego rekomenduje każdemu kto chce zakupić kociołek taki jak mój: albo montaż mieszadła, albo łycha do mieszania. Inaczej szkoda nerwów i czasu.
  15. Tak, widziałem gdzieś na YT podobne rozwiązania, kiedyś pewnie się skuszę jak PLNów w kieszeni przybędzie. Szybko to się przepompowywuje? Wystarczająco by nic się nie przypaliło podczas podgrzewu ? Nie zapycha się przy gęstym zacierze (dajmy na to 3:1 albo 4:1 wody do słodu)?
  16. Prawda, nie mniej jednak nie znam się jeszcze na mieszadłach, nie bardzo wiem gdzie się w nie zaopatrzyć i jakie (chętnie zasięgnę rady), a samemu nie mam czasu za bardzo szukać co i jak. Póki co radzę sobie mieszaniem łychą i też robi to robotę aczkolwiek zawsze gdzieś w okolicy kociołka trzeba się kręcić. W każdym razie przy zakupie kociołka zaciernego zawsze należy wziąć problem równomierności temperatury oraz przypalania się pod uwagę, a rzadko widzę by wypowiedzi o kociołkach poruszały ten temat toteż tak bardzo na to naciskam.
  17. Muszę lekko (ale tylko lekko) uderzyć się w pierś po moim wpisie o moim Klarsteinie (35l). Sporo się zmieniło od momentu gdy zakupiłem dużą (80 cm) łychę drewnianą. Zacieram tak, że grzeję w kotle 30 litrów wody do 72 stopni, wrzucam 5 kg słodu, ewentualnie modyfikuje ph, mieszam to wszystko, temperatura spada do ok 70 stopni. Wyłączam kocioł by mi się nie podgrzewał po spadku temperatury (robi to po spadku do około 68 stopni i zagrzewa spowrotem gdzieś do 74). Zamykam kocioł pokrywą na wszystkie zapięcia. Przychodzę za pół godziny, wskaźnik na wyświetlaczu pokazuje 64 stopnie, termometr pokazuje na powierzchni 67 stopni, mieszam wszystko i wyświetlacz zaraz zgadza się termometrem. Włączam podgrzewanie do 72, ciągle mieszając zacier aż do osiągnięcia zadanej temperatury, a robię to dlatego, żeby uniknąć przypalenia, co było nagminne przy wcześniejszych zacieraniach. I tak trzy razy, podgrzewanie, zostawienie na pół godziny i tak aż się zatrze, u mnie trzy cykle wystarczyły i BLG zacieru już dalej nie rosło. Potem filtracja i gotowanie z ciągłym mieszaniem aż do momentu jak nie zacznie bulgotać. Po gotowaniu na dnie kociołka w jednym miejscu był niewielki osad, ale na pewno nie czarna przypalenizna. Wyszło bardzo wydajnie. 4kg Pale Ale i 1 kg pszenicy, oba z Viking Malt dały mi ostatecznie 32 litry brzeczki 11,5BLG do fermentacji, co jest naprawdę niezłą wydajnością, ostatecznie pewnie zabutelkuje ze 30l jak się uwzględni osad na dnie fermentorów (podzieliłem warkę na dwa). Gdybym potrzymał jeszcze trochę błotka z dna kotła w lodówce to może jeszcze z litr, półtora bym odratował. Zalety: -znaczna redukcja burdelu w kuchni, można spokojnie powarzyć na podwórku. -wydajność niegorsza niż w garnku - bo niby czemu miałaby być niższa ? Wady, na które można coś tam zaradzić: -nierównomierny rozkład temperatury w zacierze, stąd, jeśli wierzyć zamontowanemu na dnie termometrowi, po iluś tam minutach część zaciera Ci się w jednej temperaturze a cześć w innej. U mnie maksymalnie zarejestrowałem 4 stopnie różnicy między dnem, a powierzchnią. Mnie to w ogóle nie przeszkadza, ale jak ktoś chce utrzymać jednakową temperaturę to powinien dosyć często mieszać, albo zamontować jakieś mieszadło, wtedy będzie pięknie -podgrzewanie często kończy się przypaleniami, po prostu to co leży na dnie za szybko się podgrzewa w stosunku do tego jak szybko oddaje ciepło do góry toteż w końcu trafia to szlag - kolejny raz rozwiązaniem jest mieszanie podczas podgrzewania. Tak więc ostatecznie już polubiłem się z kociołkiem, aczkolwiek nie spełnia on nadal moich wstępnych oczekiwań, czyli bezproblemowe samoczynne zacieranie się.
  18. Tak tak, z tą kompensacją w zakresie do 50 stopni jestem świadom tego, dlatego pobierając próbki chucham aż znajdą się w zakresie kompensacji, co przy małej próbce zajmuje może ze 2 minuty i zazwyczaj wyniki w różnych temperaturach z tego przedziału niespecjalnie różnią się od siebie, może (strzelam z pamięci) gdzieś o 0.05. Jeżeli mogę mieć prośbę byście przy następnej Waszej warce zrobili pomiary i dali znać jak u Was się sprawa przedstawia to będę wdzięczny. Z czystej ciekawości. Ja też jak będę zacierał za jakiś tydzień to sprawdzę ponownie i może udokumentuje to zdjęciami. Co ewidentnie rzuciło mi się w oczy, a zapomniałem wspomnieć na początku to, że jak próbowałem zacieru po odnotowaniu wzrostu ph, spróbowałem go i ten był muląco słodki (normalnie jak to zacier), po zbiciu ph ta słodkość nie była muląca, nie mdliło od słodkości, chociaż oczywiście to samo BLG było. Potem jak spróbowałem ponownie za jakieś 30 min znowu muląco słodki. Wiem, że to może brzmieć dziwnie, ale po to właśnie założyłem temat by ktoś ewentualnie sprawdził jak to jest u niego.
  19. poszukałem trochę i natrafiłem np. na to: https://www.homebrewtalk.com/threads/rising-ph-during-biab-mash-normal.638419/ Okazuje się, że jednak nie jestem odosobniony w tym temacie. Może inni aż takiego skoku ph nie odnotowali, ale jednak on był i to rodzi teraz pytanie o modyfikowanie ph, czy powinno być robione tylko raz po wsypaniu słodu czy jednak trzeba robić to kilkukrotnie podczas zacierania. Miernik miałem kalibrowany przed warką i nie rozumiem dlaczego w różnych temperaturach miałby pokazywać coś innego, wszak ma kompensację temperatury. Kalkulatory można sobie o kant wiadomo czego potłuc.
  20. A mierzyliście ph w różnych punktach czasowych zacierania (pytanie do wszystkich) ? Jedyne co mi na myśl przychodzi dlaczego u mnie się tak działo to może to, że cukry powstałe w wyniku rozbicia skrobi wpływają na ph całości zacieru.
  21. Witam Kuszony wizją lepszej wydajności, głównie ze względów ekonomicznych, postanowiłem pierwszy raz w życiu zmodyfikować ph wody do zacierania. Czy ktoś z Was mierzył kiedyś ph zacieru w różnych momentach zacierania ? Zmodyfikowałem wodę do ph 5.25, zacieram, pobieram małą próbkę, dmucham aż temperatura spadnie do jakichś 30 stopni. Mierzę, a tam ph 6.10. No to znowu kwasu mlekowego do 5.3 ph, mieszanie, odczekanie itd.. Za jakieś pół godziny znowu jakieś 6.20 (wartości dokładnie nie pamiętam, ale 6stka z przodu na pewno). Dalej już bałem się zbijać by nie przesadzić z kwasem mlekowym. Wykluczam miernik bo mierzyłem wodę gorącą (54stopnie) z kranu i zimną z taką samą ilością kwasu mlekowego - wyniki te same. Pytanie czy w takim razie nie powinniśmy modyfikować ph podczas zacierania kilkukrotnie ? Wszystko co dotychczas czytałem sugerowało, że po wsypaniu zacieru modyfikuje się wodę tylko raz. Będę wdzięczny za Wasze doświadczenia w tym temacie.
  22. ja też kiedyś chłodziłem w zimę na dworze w nadziei, że wyklaruje się, zamarzło totalnie, potem do ciepłego na odmrożenie. Cukier i do butelek. Żadnego problemu z refermentacją. Nie ma czego się bać.
  23. @rybak16 W trochę niższej cenie, na allegro, jakieś pół roku temu, wylicytowałem niby nieco lepszy model - używkę Klarstein Maishfest, trafiłem chyba na jakąś wyprzedaż bo aukcji na przestrzeni ok dwóch tygodni było ich wiele, kociołki z lekkimi defektami, mój ma lekkie wgniecenia na dnie, ale teoretycznie w niczym to nie powinno przeszkadzać. Ogólne wrażenia: sam zakup postawił przede mną piękną wizję - oto odtąd nie będę musiał siedzieć nad garem i pilnować temperatury - zacieranie będzie się robiło niemal samo, ja tylko wpadnę i pomieszam co jakieś 15 min wszystko. Realia: ABSOLUTNIE TRAGICZNE przypalanie się już niemal na samym początku podnoszenia temperatury. Zostawiłem ten kociołek i po powrocie po parunastu minutach error E4. Pooglądałem trochę na YouTubie (myślę, że jeszcze znajdę ten filmik jak będzie trzeba) o tym kociołku i w końcu trafiłem na wskazówkę, że to błąd bezpiecznika wskutek przypalenia się i że podczas zacierania użytkownik wielokrotnie musiał resetować kociołek przyciskiem i tym sposobem jakoś dotarł do końca zacierania. Gdzie wspaniali inżynierowie wymyślili owy reset ? Ano kurde pod spodem kociołka!!!! 30 l zacieru w środku, a ja teraz będę przechylał kociołek i naciskał tenże reset. Po resecie pochodził może z minutę i podczas podgrzewania znowu ten sam error. Wylałem cały zacier do gara i na dnie przypalenizna. Szorowanie godzinę. Wlałem ponownie, tym razem mieszając i uff... jakoś poszło. Ten kociołek to tragedia!!! Zamysł dobry, wykonanie tragiczne!!! Czujnik temperatury tylko i wyłącznie na dnie. Pomiar na powierzchni wykazywał temperaturę nawet o 4 stopnie niższą !!!! Podgrzewanie to też jakieś kurwiozum. Zadajesz temperaturę 69, a ten podgrzewa Ci do 72 i poczeka aż opadnie do 67 stopni by znowu podgrzać do 72. Paranoja. Ja wiem, że browar to nie apteka, ale kurde no... Obecnie kociołek służy mi tylko i wyłącznie do gotowania brzeczki i chmielenia. I tutaj też zawsze mam przypaleniznę, w tym zastosowaniu błąd wystąpił mi raz. Przydaje się filtr z fałszywym dnem, który był w zestawie (aczkolwiek za to też powinna polecieć głowa bo można było go zrobić o takiej samej średnicy jak kociołek) oraz chłodnica z zestawu. Nie polecam, ale może to kwestia tego, że mój był używany, może nie bez powodu ktoś sprzedawał go w cenie (licytacja) 550 zł.
  24. jeżeli po 9 dniach w takiej temperaturze zeszło tylko o 5 BLG to coś nie tak z drożdżami. Które piwo górnej fermentacji o takim ekstrakcie fermentuje tyle czasu? Zazwyczaj po 9 dniach miałem już dawno po zawodach i piwo na poziomie 2-3 BLG, raz 5, ale to zacierałem w 72 stopniach. Wszystkie piwa u mnie startują z poziomu 12BLG. Większość cukrów fermentowalnych przejadana jest jednak w pierwszych dniach fermentacji. Nie jest tak, że każdego dnia drożdże zjadają tyle samo cukrów i badając po pierwszych dniu ilość zjedzonych cukrów obliczyć ile będzie jutro. Nie podejrzewam również, żeby dało się tak zatrzeć jakikolwiek słód "na słodko" by uzyskać tyle cukrów niefermentowalnych z 12 BLG, chociaż jak sam wspomniałem raz skończyło się na 5BLG u mnie.
  25. Skuszony najniższą ceną na alledrogo odnoszę podobne wrażenia smakowe i podobne doświadczenia z mętnością, reszty nie uświadczyłem. U mnie identyko 100% zasypu tegoż słodu, zacieranie jednotemperaturowe, już druga warka i te same efekty. Ma się wrażenie, że z właściwym smakiem piwa, równolegle idzie smak jakby mąki, finish smaku przywodzi mi na myśl sodę i psuje to wszystko piwo, a ja myślałem, że coś nie tak robię. Da się pić, ale piję bo szkoda mi wylewać parogodzinnej roboty. Dam temu słodowi jeszcze jedną szansę, tym razem zmodyfikuje ph wody bo dotychczas tego nie robiłem. Słód pszeniczny natomiast ilekroć zamawiałem od nich to wszystko ok. Pszeniczniak (70% pszenicy, 30% jęczmienia) i nie zdradzał on żadnych z tych cech (od pszeniczniaka nie oczekiwałem oczywiście klarowności), a wszystko robione tak samo.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.