Jump to content

JKM

Members
  • Content Count

    4
  • Joined

  • Last visited

  1. I na koniec Brune (mysle ze chodzi o portrera) Co za mile zaskoczenie, piany nie trzyma, metne, radosnie lawirujace farfocle, ale w smaku naprawde niezle:okey: Zanim sie otrzasnolem z szoku po pierwszych dwoch wpadkach zdazylem wychylic pol szklanki, lekko kwaskowate, jest i goryczka, czuc wyraznie palony slod i ciut chmielu a przystawione do ucha rozkosznie szepcze. Jednym zdaniem, Brune chapionem wieczoru
  2. No i jestem spowrotem w domku (jak widac po zdjeciu noc zapada w subtropikach super szybko) Na pierwszy ogien poszlo Ambre, tutaj mamy juz do czynienia z wyrazistym produktem piwo pochodnym, lekko schlodzone tak jak trzeba do tej wariacji, trzyma piane pare sekund wiecej, wyraznie czuc piwo i drozdze;) lekko metne o przyjemnym bursztynowym kolorku, w bokalu daje gaz jak szatan ale nie przeklada sie on na piane:( Z czystym sercem moge powiedziec ze jest pijalne, z niezla nutka goryczki ale dalej po jezyku szweda sie smak cidre;) ps. szkalnka od lokalnego przmyslowego siku, sklanka spoko ale fiszera to nawet kijem od miotly nie dotkne
  3. mialem nadziej ze ktos wychaczy otwieracz;) nie rozstaje sie z nim od lat, prezent od przyjaciela
  4. Dzisiejszego ranka w miejscowym sporzywczaku ku mojemu najwiekszemu zdumieniu trafilem na produkt mikro browaru rzemiesniczego Picaro (browarek i sklep z tej samej wioski Vincendo, tez tam mieszkam) Do wyboru mialem ambre, brune i blanche, zdecydowalem sie na to ostatnie. W skepiku bylo klarowne z niewielkim osadem, po paru godzinach w lodowce zrobilo sie metne o sympatycznym zoltym kolorze, po wlaniu do szklani piana opadla w tepie ekspresowym a sam napoj nie bablowal. W smaku przypominalo bardziej cos miedzy cidre (mniej slodkie) a burette ("wino" po pierwszej nie zakonczonej jeszcze fermentacji przed rozlaniem do beczek, swoja droga przedni napoj) wrazenie to spowodowaly delikatne babelki pekajace na jezyku, zero goryczki, zero chmielu a piwa bylo w tym tyle co na etykietce:D Tak czy siak weszlo szybciutko i bylo dobre;) Lece szybko do sklepiku zrujnowac sie (2.20 juro flaszka) na dwa kolejne wynalazki chobbystow z mojej wioski:P
  5. JKM

    witam brac piwna

    do zacierania mozliwosci narazie brak, czytam Wasze forum i czytam i im wiecej czytam tym mniej wiem;) co do skaryfikacji... papranie sie rany jest integralna czescia procesu gojenia, wszystko zalezy od tego jak efekt chcesz uzyskac (blizny plaskie, 3D itp.) chodzi oczywiscie o papranie kontrolowane;) przy profesjonalnie wykonanej skarze nie ma ryzyka w postaci bonusow typu zoltaczka czy HIV a artysta sam Ci wyjasni jak "zapaprac" aby otrzymac upragniony efekt to boli jak cholera, tatuaz przy skalpelu to cienkie piwko;) ps. zasadniczo wykonuje sie trzy typy skaryfikacji - skalpel - branding (wypalanie) - chemiczna (np. kwasy czy lugi)
  6. JKM

    witam brac piwna

    nie, szukasz jakiegos spejalisty od sznyt? moze moge pomoc
  7. JKM

    witam brac piwna

    narazie szukam okazyjnej lodowki do lodow (taka z rozsuwanymi drzwiczkami na gorze) , kit zamowilem i jak znam zycie na wyspie to pewnie z miesiac lub wiecej poczekam az doleci hehehe, zapoznalem tez jednego miejscowego piwowara, narazie przez internet, dzieki fracuskojezycznemu odpowiednikowi Waszego forum jesli wszysko pojdzie zgodnie z planem, sylwestra obleje godna piana z godnego piwa! dzieki za wsparcie! na zdrowie:beer:
  8. JKM

    witam brac piwna

    znalazlem odpowiednie francuski e-sklepy z wszystkim co potrzeba na start nawet z kitem do czeskiego pilznera, od tego piwa chce zaczac bo je lubie i mam bardzo miekka wode w kranie bedzie dobrze:beer:
  9. JKM

    witam brac piwna

    powod banalny do bolu, praca jestem tatuatorem , szukalem nowego studia i jedna z propozycji pochodzlia z Reunion wlasnie, wiec czemu nie? gdyby nie piwo mogl bym powiedziec ze wyladowalem w raju, hehehe swoja droga zapraszam wszystkich na forum TattooArt
  10. Piwowarem jak narazie nie jestem ale za niedlugo pewnie zostne;) wasze forum natchnelo mnie i moze calkiem niedlogo zmieni jakosc mojego zycia, mieszkam na malej wyspie na oceanie indyjskim, Reunion gdzie wyrwanie flaszki godnego browca graniczy z cudem lub zapascia finansowa, w sklepach zalezc mozna hajnekena(tfu) miejcowe Bourbon vell "dodo" i Fischer (buerk) i fenixa z sasiedniego Mauritiusa... fiasko na calej lini (oczywiscie sa i puszki dla zuli w stylu Bavaria 8.4 itp.) na poczatek napalilem sie na uwarzenie czegos w stylu dobrego slowackiego pilznera, nie za mocne w porocentach za to godne w smaku i jak znalazl do ochlodzenia sie w miejscowym prawie piekielnym klimacie na razie bede wertowal watki zanim zaczne Wam zawracac glowe glupimi pytaniami pozdrowionka:beer:
×
×
  • Create New...