Jump to content

Furmuss

Members
  • Content Count

    40
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Furmuss

  1. Czas spróbować kolejne piwo! Dziś zdecydowałem się spróbować : Browar Mogilański Wild Wet Hopping Ale. Od razu zaznaczam, że jest to pierwsze dzikie piwo, jakie w życiu piję. Nie mam pojęcia, jak powinno smakować i czego się spodziewać. Jeśli napiszę, że mi smakuje/nie smakuje to nie znaczy że jest dobrym/niedobrym przedstawicielem gatunku. Moje doświadczenie w tym stylu jest zerowe. Po otwarciu butelki delikatne syknięcie - nic nie wychodzi. Barwa piwa jasno pomarańczowa, klarowne tylko chyba trochę za późno przestałem wlewać i pod sam koniec wpadło kilka większych farfocli - chyba chmiel. Piana utworzyła się dość niska i szybko zredukowała się do cieniutkiej obrączki. W aromacie jak dla mnie jednakowo owocowe (ciężko mi to określić - kojarzy mi się z cierpkimi owacami: jarzębina?, róża? No i właśnie to coś Podejrzewam, że to właśnie ta dzikość Z końmi niewiele w życiu miałem wspólnego. Kojarzy mi się to trochę z kozami? owcami? muszę przyznać, że jest to dla mnie jak na razie trochę odpychające. W smaku jeszcze bardziej mi się to wybija na pierwszy plan. Goryczka niezbyt wysoka i dobrze bo kwaśność też chyba trochę podniesiona to by nie grało za dobrze. Piwo wytrawne, treściwość niska, nagazowanie umiarkowane. Ciekawe nowe doświadczenie dla mnie. Butelkę 0,3 wypiłem bez problemu i na razie wystarczy Szczerze mówiąc nie trafiło w me gusta , co nie znaczy, że nie jest dobrym przedstawicielem gatunku. Może przyjdzie jeszcze dla mnie czas na piwa dzikie. Jakiś czas temu piwa wędzone też mnie raczej odpychały, a teraz spijam i warzę, że ho ho Dziękuję za możliwość spróbowania piwa w tym stylu po raz pierwszy. Może będzie to pierwsze z wielu....
  2. Wtam! Piwa dostarczyłem pod wskazany w regulaminie adres 02.05. Oznaczyłem również tak jak było w regulaminie: imię i nazwisko piwowara + styl. Teraz czytam w nowym regulaminie: "Butelki nie mogą mieć trwale przylepionych etykiet ani oznaczeń innych niż etykieta konkursowa wygenerowana z systemu rejestracyjnego, która jest obowiązkowa (jeśli kapsel jest w jakiś sposób oznaczony, należy go zakleić). Etykietę konkursową należy wygenerować w systemie rejestracyjnym (sekcja "Zgłoszenia", kolumna "Akcje", środkowa ikona drukarki), wydrukować w poziomie, przymocować trwale do butelki taśmą bezbarwną bez zasłaniania kody kreskowego i QR" Co teraz? Zarejestrować się mogę, ale wygenerowanych etykiet nie przykleję na piwa, które dostarczyłem.
  3. Dziś wypiłem pierwsze, z pobranych wczoraj piw. Degustacją tego nie nazwę, ale postaram się opisać wrażenia Zacząłem od najstarszego czyli: Paweł Poręba Milk Stout (przyniesione 12.06.2018) Piwo prawie roczne, do tego nalane pod sam kapsel prawie, więc miska w pogotowiu Po otwarciu delikatny syk, trochę się spieniło, ale nie zdążyło wyjść zanim zacząłem przelewać do szkła. Nalewałem bardzo delikatnie ale piana tworzyła się bardzo duża. Barwa piwa bardzo ciemna - prawie czarne, tylko przy dnie butelki delikatne przebłyski rubinowe, klarowne. Piana beżowa, na początku średnio pęcherzykowa ale dość szybko zaczęły pojawiać się duże pęcherze i zredukowała się do obrączki, która utrzymywała się do samego końca. W aromacie czułem głównie kawę (inka?), trochę czekoladę (mleczną?) i jakby orzechy. Owoców jakoś specjalnie nie wyczułem, ale ja ogólnie słabo wyczuwam te estry Może trochę jabłka i coś jakby porzeczka. W smaku kawa, czekolada i jakby te orzechy(?) jeszcze bardziej niż w aromacie. Paloność na niskim poziomie - dla mnie dobrze bo nie lubię popielniczki i nie jest też kwaśne od palonych słodów. Goryczka dobra i niezalegająca. Treściwość raczej niska, wysycenie zbyt wysokie, ale jak na prawie roczne piwo i tak nie było źle. Nie jestem jakimś fanem stoutów, ale piwo mi smakowało. Nie spodziewałem się, że takie lekkie piwo, po takim czasie będzie jeszcze dobre. Wypiłem ze smakiem. Dzięki!
  4. Tak jak zapowiadałem, odwiedziłem dzisiaj depozyt. Przyniosłem: 1 x pils niemiecki (butelkowanie 26.01.2019) 1x marcowe (butelkowanie 11.02.2019) 1x roggenbier (butelkowanie 29.03.2019) 1x pszeniczne wędzone (06.04.2019) 1x weizenbock (02.2018) Miałem również weizena z dodatkiem czerwonego grejpfruta. Piwa nosiłem w plecaku kilka godzin, przy wyjmowaniu okazało się, że syczy - lewe zakapslowanie. Nie było sensu zostawiać i zabrałem z powrotem. Zabrałem: 1 x Wild Wet Hopping Ale (rozlew 25.01.2019, 10,5°Blg, dzikus na wysłodkach po English Barleywine, chmielone tylko na hop stand świeżą szyszką Marynki) 1 x Double Robust Porter (rozlew 30.11.2018, 19,2°Blg) 1x Paweł Poręba Milk Stout (przyniesione 12.06.2018) Obecnie jest: Browar Furmanka Pils Niemiecki (butelkowanie 26.01.2019) Browar Furmanka Marcowe (butelkowanie 11.02.2019) Browar Furmanka Roggenbier (butelkowanie 29.03.2019) Browar Furmanka Pszeniczne Wędzone (06.04.2019) Browar Furmanka Weizenbock (02.2018) Paweł Poręba Dry Stout (przyniesione 12.06.2018) Paweł Poręba Irish Stout (przyniesione 22.05.2018)
  5. Ok, tylko to, że ja uważam, że któreś jest najlepsze, nie znaczy, że obiektywnie jest ono najlepsze Sensorycznie jestem chyba upośledzony. Coś już musi być na wysokim poziomie, żebym to wyczuł . Albo deskryptory tych wszystkich wad jakoś do mnie nie trafiają. Dlatego jestem ciekawy opinii innych piwowarów. Jeśli ktoś w najbliższym czasie wybiera się do depozytu, to niech do czwartku da znać, jeśli jest zainteresowany którymś z piw. Jeśli nie będzie żadnego odzewu to sam wybiorę
  6. Witam! W tym tygodniu planuję podrzucić kilka piw do depozytu (prawdopodobnie w czwartek). Trochę mi się tego nazbierało, wszystkiego raczej nie ma sensu przynosić, żeby leżało nie wiadomo ile i w końcu zostało zutylizowane. Mocno liczę na obiektywne opinie innych piwowarów (im bardziej doświadczonych, tym lepiej ) o moim piwie. Po dłuższym przestoju, widzę jakiś ruch, więc może się uda. Podaję krótką listę piw, które mogę przytaszczyć. Piszę z głowy, więc daty butelkowania mocno orientacyjne (w zapiskach mogę sprawdzić dokładnie jakby co). Gdyby ktoś był zainteresowany to mam : 1. grodziskie (butelkowane: listopad 2018) 2. koelsch (butelkowanie: listopad-grudzień 2018) 3. pils niemiecki (butelkowanie: styczeń 2019) 4. marcowe (butelkowanie: luty 2019) 5. hefeweizen (butelkowanie: marzec 2019) 6. roggenbier (butelkowanie: marzec-kwiecień 2019) 7. dunkelweizen (butelkowanie: marzec 2019) 8. hefeweizen z dodatkiem czerwonego grejpfruta (butelkowanie: marzec 2019) 9. wędzony hefeweizen (butelkowanie: kwiecień 2019) - piwo z tego wątku: 10. grodziskie (butelkowanie: kwiecień 2019) 11. NZ wheat (butelkowanie kwiecień 2019) 12. porter bałtycki butelkowany w pierwszy łikend marca, więc na niego jeszcze za wcześnie pewnie Do tego mam jeszcze trochę starszych piw : weizenbocka z platkami dębowymi i "portera pszenicznego" z płatkami macerowanymi w porto. Te piwa były butelkowane ponad rok temu. Aha mam jeszcze jedną butelkę BGSA, które było butelkowane jakiś rok temu. Ile piw mogę/ jest sens przynieść? Oczywiście nie chcę wymieniać 1 do 1. Zabiorę pewnie 2-3 najświeższe piwa.
  7. Miałem dać znać co i jak wyszło, więc do dzieła! Tak dla przypomnienia: piwo uwarzone 19.03. Wyszło 27 litrów, gęstość początkowa 13 Blg. Przez pierwsze 4 dni fermentacji temperatura 18°C. Potem przeniosłem do ciut cieplejszego i aż do samego końca utrzymywała się w przedziale 19-20°C. Piwo zabutelkowałem 06.04 z dodatkiem 190 g cukru rozpuszczonego w około 1 litrze wody. Zeszło do 2,5-3 Blg. Wczoraj pierwsza próba. Sensoryk ze mnie marny, ale postaram się je jakoś opisać. Piwo wyszło oczywiście ciemniejsze niż, klasyczny hefeweizen ale dunkelweizen to to nie jest. Piana dość obfita, utrzymuje się dość długo. Na początku drobnopęcherzykowa, ale dość szybko pojawiają się duże pęcherze. W aromacie zdecydowanie bardziej wyczuwam banany niż goździki. Wędzonkę czuję ale nie jest bardzo wyraźna, jak dla mnie. No i tak jak po warzeniu bardziej mi przypomina ognisko niż wędlinę czy oscypki. Zaraz po przełknięciu wydaje się dość pełne i słodkawe, ale finisz raczej wytrawny i delikatnie kwaskowaty. W smaku też czuję wędzenie ale chyba trochę mniej niż w aromacie. Robiłem piwo z identycznym zasypem, tylko normalny słód pszeniczny i to z tym słodem wędzonym ( i również przez przypadek trochę "prażonym") wydaje mi się odrobinę słodsze i pełniejsze. Nie wiem czy to przez to wędzenie, czy przez "prażenie". A może przez jedno i drugie. Był to mój pierwszy opis piwa, doświadczenia nie mam żadnego, lepiej nie potrafię Dziś znowu piłem to piwko ale w trakcie pierwszego w tym roku koszenia trawy. No i szczerze muszę przyznać, że gdybym nie wiedział, że było wędzone to nie wiem, czy bym poznał. No ale w ogrodzie pachnie świeżo skoszoną trawą, trochę spalinami , delikatnie wieje wiaterek to i ciężko wyłapać jakieś aromaty, szczególnie komuś tak niedoświadczonemu jak ja Ogólnie piwko mi bardzo smakuje i nie żałuję ze zdecydowałem się je uwarzyć Żałuje ale w pobliżu nie mam nikogo doświadczonego w temacie, komu mógłbym dać to (lub inne) piwo do spróbowania. Jedyne co mogę usłyszeć to: "dobre", "niedobre", "gorzkie", "smakowe", "jakieś takie mętne" albo w najlepszym razie "prawie jak ze sklepu" - choć sam już nie wiem czy to komplement akurat. Tak czy siak wypiję ze smakiem. A poniżej zdjęcia, jak się piwo prezentuje
  8. No tak, chciałem dać znać jak sytuacja się rozwinęła, a teraz, mino wszytko, napiszę jak ta "fantastyczna opowieść" się zakończyła. Może komuś, kiedyś się to przyda... Po około 40 godzinach od dodania startera praktycznie zero oznak fermentacji. Do brzeczki o temperaturze 19* dodałem gęstwę fm50 i wstawiłem do 12*. Po 10 godzinach temperatura piwa 14,5*, czapa painy i fermentacja hula. No i na koniec: muszę przyznać, że to była dobra rada. A dlaczego nie wystartowało skoro drożdże dość świeże (do 22.07), nie wiem i już pewnie się nie dowiem... No i to już KONIEC "fantastycznej opowieści".
  9. Piwo uwarzone. Coś na kształt witbira tylko trochę lżejsze (10 blg), bez curacao, ze zmniejszoną ilością kolendry i delikatnie nachmielone na aromat chmielem galaxy. Właśnie zrobiłem łirpula i za jakieś 15 minut będę dekantował do fermentora. Ze starterem szału nie ma. Jak wróciłem z pracy i zamieszałem słoikiem to delikatne bąbelkowanie było i cichutkie syknięcie. Dam mu jeszcze czas do rana i idzie do fermentora. Jak nie ruszy to innych drożdży na stanie nie mam. Jedynie co, to kończy mi się fermentacja american wheat na fm 50. Jak nie ruszy przez dłużej niż 24 godziny to najwyżej zleje tamto na cichą i dodam te drożdże ( choć nie wiem co miałoby z tego wyjść). Najwyżej pójdzie do wylania. 48. warka - kiedyś musi być ten pierwszy raz...
  10. No to jest jeszcze nadzieja. Wrócę po robocie do domu to zobaczymy czy coś ruszyło. Jutro do rana jest jeszcze trochę czasu. Saszetka na 100% przerwana. Jeszcze po rozcięciu opakowania sprawdzałem. Nie mam zbyt dużego doświadczenia z tymi aktywatorami Wyesta. To dopiero drugi jaki używałem. Pierwszy raz mi ostro napuchło po 24 godzinach i sądziłem, że tu też tak będzie. Gdybym wiedział, że będzie taki problem to aktywował bym to wcześniej. Starter trzymam około 36 godzin i do wiadra. Do takiego schematu postępowania doszedłem po lekturze forum. Za pierwszym razem zadziałało :D (odnośnie tego aktywatora bo startery zawsze trzymałem tyle czasu i jeszcze nie miałem przypadku żeby piwo mi nie ruszyło dłużej niż 24 godziny). A po co wlałem do startera? Sytuację mam taką, że albo uwarzę to piwo dziś albo tydzień po świętach. Rodzina, praca, inne obowiązki i wolnego czasu nie ma za wiele. Chciałbym mieć taką sytuację że jak nie mogę zrobić tego piwa dziś, to zrobię jutro. A jak nie jutro to pojutrze... No ale nie mam. Może niektórzy mają takie podejście, że jak się nie ma możliwości zrobić czegoś perfekcyjnie to lepiej wcale nie robić. Ja bardzo lubię robić piwo i staram się je zrobić maksymalnie dobrze w czasie i warunkach, które mam do dyspozycji. Ale w tym przypadku poszło coś nie tak już na samym starcie a alternatywą dla mnie było trzymanie aktywowanej paczki drożdży przez kolejne 2 tygodnie. Wybrałem wlanie tego do startera bez oznak aktywacji. Mam nadzieję, że ruszy. Mam nadziję, że piwo będzie DOBRE :)
  11. Tak jak pisałem zamawiałem je jakiś miesiąc temu. Mrozów jakiś wybitnych z tego co pamiętam nie było. Oprócz drożdży w paczce były słody, chmiele, kapsle i inne rzeczy, a drożdże między tym wszystkim. Zresztą dostałem maila, że paczka została odebrana przez kuriera po 15 a następnego dnia około 9 rano już była u mnie, więc tylko jakieś 19 godzin. Szukam teraz po internecie, ale jakoś nie ma dużo informacji o tym szczepie. Jedyne co znalazłem: SZCZEP DROŻDŻY: 1214 Belgian Ale Drożdże do fermentacji górnej piw typu klasztornego. Odpowiednie do piw o wysokiej ekstraktywności, bardzo dobrze tolerujące alkohol. Estrowe, bardzo złożone. Ten szczep może wolno startować. Czy jednak aż tak wolno? No i widzę, że Wyeast 1214 to Belgian Abbey a gdzie indziej Belgian Ale. Czy to w ogóle ten sam szczep?
  12. Witam! Mam pytanie odnośnie drożdży Wyeast 1214 Belgian Abbey (data przydatności: 22.07.2019). Kupiłem je około miesiąca temu i przez ten czas przeleżały u mnie w lodówce. We wtorek (09.04) po południu wyjąłem z lodówki i około dwie godziny później aktywowałem. Rano po około 12 godzinach sprawdzam - zero napuchnięcia. Po pracy po kolejnych 12 godzinach - ani śladu pracy, saszetka tak samo płaska, jak zaraz po wyciągnięciu z lodówki. Warzenie zaplanowane na dziś, więc wczoraj o 18 przygotowałem około litra brzeczki 8Blg i wlałem zawartość saszetki. Dzisiaj rano sprawdzam i zero oznak fermentacji. Mieszadła nie mam - robię w słoiku i kręcę nim co trochę. Jak zakręciłem rano to wydaje mi się że minimalny syk z pod nakrętki był i to wszystko. Piwo warzę dziś po robocie a drożdże będę zadawał jutro skoro świt. Trochę zaczynam się niepokoić. Czy to normalne przy tych drożdżach? Wcześniej z Wayestów korzystałem tylko raz i były to drożdże lagerowe. Wtedy po aktywacji już po kilku godzinach było widać, że saszetka puchnie a po 24 godzinach była tak napuchnięta, że bałem się czy nie pęknie. A jak dodawałem drożdże z fiolki to po 12 godzinach też już zawsze były oznaki fermentacji... Zrobiłem coś nie tak?
  13. Spiąłem się delikatnie i piwo uwarzyłem wczoraj po pracy. Start o 16:30. Wszystko poszło dość sprawnie. Zatarło się bez problemu. Już po 40 minutach w 64* widziałem "na oko", że właściwie jest zatarte, więc po kolejnych 40 minutach w 72* już nawet nie robiłem próby jodowej. Pierwszy raz użyłem do filtracji łuski ryżowej, którą kupiłem z myślą o grodziskim. W ogóle w ostatnich trzech warkach (a wszystkie to różne pszenice) miałem mniejsze lub większe problemy z filtracją. Wcześniej nie miałem takich problemów nawet przy dużym udziale słodu pszenicznego, jakieś kłopoty zaczynały się przy żytnim ale też bez tragedii bo filtracja do godziny czasu. Problemy pojawiły się odkąd śrutuję przy użyciu wiertarki. Zauważyłem, że mimo ustawienia tego samego docisku tarcz śrutuje się chyba drobniej i jest więcej mąki. Może to dlatego, że tarcze obracają się dużo szybciej. Dobrze, że dodałem tej łuski bo od połowy filtracji trochę zwolniło. Łychą wyczułem że złoże się mocno zbiło na dnie i bez tej łuski pewnie by się przytkało. No ale w około godziny się przefiltrowało. Po gotowaniu wyszło 27 litrów 13 Blg. Kolor jak na zdjęciach poniżej: Pewnie po fermentacji będzie trochę jaśniejsze. Po gotowaniu wędzonkę było czuć ale wydawało mi się, że nie jakoś bardzo. Ale może mi się tylko wydawało bo jeszcze dziś w południe małżonka dzwoniła do mnie z pytaniem co ja wczoraj wyrabiałem wieczorem w domu bo śmierdzi dymem Piwo chłodziłem w dużej blaszanej bali, którą mam ustawioną na zewnątrz, więc nie szło to jakoś mega szybko. Chwilę po 22 temp brzeczki była w okolicach 28*. Postanowiłem zdekantować z gara do fermentora i wystawiłem na zewnątrz. Gęstwę wyciągnąłem na noc z lodówki, żeby się ogrzała i poszedłem spać bo padałem już na twarz. O 6 rano brzeczka miała 13 stopni. Dodałem gęstwę do takiej zimnej - mam nadzieję że to nie zaszkodzi. Gęstwa miała około 17*. Teraz wiadro stoi w 17* i tyle samo brzeczka. Piany jeszcze chyba nie ma, ale wieko już wybrzuszone, więc coś się chyba dzieje... A dzisiaj uwędziłem słód na grodziskie. Tym razem wszytko poszło według planu. Rozpaliłem tak, że było dużo mniej żaru i ciągle pilnowałem. Przyjemnie się wędziło. Wiosna idzie
  14. Słód nie był moczony przed wędzeniem. Zobaczymy jak będzie z zacieraniem. Plnuję 20' - 44*; 40' - 64*, 40' - 72* i 5'-78*, więc powinno się zatrzeć. Najwyżej zrobię po tym czasie próbę jodową dla pewności. Warzenie dopiero w przyszłą sobotę, potem 2-3 tygodnie fermentacja i tydzień na nagazowanie, więc co z tego wyjdzie będę wiedział za ponad miesiąc. Jak nie zapomnę to dam znać co z tego wyszło Właśnie nie wiem czy tego palenia jest na tyle żeby wyszło na tyle ciemne. No i nie wiem czy jakieś karmel trzeba by było dodać. Zostanę przy 12* blg to najwyżej wyjdzie wędzony dunkelweizen 😜
  15. No na grodziskie też bym nie zaryzykował. Teraz mam zagwozdkę. Z jednej strony jestem ciekawy co wyjdzie, a z drugiej szkoda mi trochę czasu gdyby się okazało, że niepijalne wyjdzie. Najwyżej będę częstował gości, jak będę chciał się już ich pozbyć A próbę wędzenia słodu do grodziskiego niedługo powtórzę, ale będę już tego pilnował bez przerwy.
  16. Witam! Niedługo planuję uwarzyć grodziskie ze 100% zasypem słodu pszenicznego. Postanowiłem sam uwędzić słód dymem z drewna bukowego. Aktualnie robię serię piw pszenicznych więc postanowiłem zrobić jeszcze wcześniej wędzonego hefeweizena, żeby obadać co i jak. Do dyspozycji mam tylko grilla ogrodowego z przykryciem. Założenie było takie żeby słód wędzić w możliwie niskiej temperaturze przez 2 godziny. Korzystając z grilla są pewne problemy bo słód jest bardzo blisko źródła ognia i trochę trzeba się nagimnastykować żeby utrzymać jak najniższą temperaturę. Zasyp na pszeniczniaka to 3,4 kg słodu pszenicznego i 2,2 kg słodu pilzneńskiego. Postanowiłem, że uwędzę słód pszeniczny, bo do grodzisza też będę wędził pszeniczny. Cały słód wysypałem na dwie blachy do ciasta. Na płytszą około 1/3 słodu a resztę na głębszą blachę. rozpaliłem trochę węgla drzewnego i jak się wypalił tak, że został sam żar to poukładałem na wierzchu zamoczone wcześniej szczypki drewna i przysypałem to jeszcze trochę wiórami. Przez około 45 minut pilnowałem tego ciągle. Dymu było bardzo dużo a temperatura praktycznie nie wzrosła - mogłem spokojnie przyłożyć dłoń do kratki na której leżały blachy i praktycznie czułem tylko lekkie ciepełko. Aha, grill nie jest jakoś bardzo duży więc blachy położyłem jedna na drugiej na przekładkę - na spodzie ta płytsza a u góry głębsza. Skoro szło tak dobrze to zostawiłem wędzenie i poszedłem butelkować inne piwo. Miałem zamiar zerkać co jakiś czas i ewentualnie pryskać wodą, gdyby za bardzo się rozpaliło. No ale tak się zarobiłem że prawie na godzinę zapomniałem o wędzeniu. Po butelkowaniu lecę do grilla a tam dość duży żar. Nie wiem jaka temperatura mogła być w grillu ale słód na górnej blasze był dość ciepły. Na dolnej blasze na samym środku, bezpośrednio nad żarem przy samej blasze zrobiła się pszenica palona a im dalej od środka tym jaśniejsza. Zsypałem szybko wszystko do miski. Początkowo pomyślałem, że zrobię i tak z tego jak wyszło - najwyżej będzie trochę ciemniejsze. Tylko teraz tak sobie myślę czy jest taka możliwość, że zrobił się z tego słód karmelowy??? Zatrzeć się chyba zatrze bo będzie ponad 2 kilo pilzneńskiego, ale czy nie wyjdzie jakiś ulepek z tego straszny? A co do efektów wędzenia to jestem zadowolony. Słód dość mocno pachnie wędzeniem. Przypomina mi to zapach pieczonych ziemniaków z ogniska. Kwestia tego jak to wyjdzie w piwie.... Tak wygląda słód po wędzeniu... Tak z bliska... I tu jeszcze w porównaniu ze słodem nie wędzonym
  17. No chyba coś takiego lub podobnego kupię. Jak dla mnie cena do zaakceptowania. Bo sama wkrętarka z tego z tego zdjęcia chyba więcej warta niż cały sprzęt w moim browarze domowym... Raczej sieciową kupię i trochę tańszą. Jak żona zobaczy, że używam do śrutowania to żadne argumenty jej nie przekonają, że do innych prac też się przyda. Stwierdzi, że tylko do tego ją kupiłem.... Od trzech lat na każdą możliwą okazję prezenty są te same: surowce lub sprzęt jakiś Małżonka ma już powoli dość, a ja wręcz przeciwnie Dzięki za wszystkie porady. Rogen dziś uwarzony, drożdże zadane. Filtracja mocno się wlekła, ale jakoś poszło. Niestety w czasie gotowania zero przełomu. Osadów białkowych żadnych nie zauważyłem, na gorąco wydawało się w miarę klarowne, ale po ostygnięciu niezłe błotko... Myślałem o wysyłce na Mistrzostwa Piwowarów, ale jak na razie to się nie zapowiada... Jeszcze raz dzięki. Cześć!
  18. Dziękuję za bardzo fachową odpowiedź. Zdaje się, że wczoraj na jakiejś promocji widziałem w biedrze coś takiego (lub podobnego bo nie przyglądałem się za bardzo): http://www.biedronka.pl/pl/product,id,11488,name,wiertarko-wkretarka-sieciowa Nadało by się?
  19. Hmm... Ja starałem się na najniższych możliwych bo i tak wydawało mi się że to strasznie szybko. Przy najwyższych obrotach musiałbym pomyśleć o jakimś dobrym zabezpieczeniu wylotu śrutownika bo inaczej będę miał ześrutowany słód w całym garażu. Może porobię jeszcze jakieś testy na cięższych zasypach... tylko wiertarka naprawdę ostro się zgrzała a i zapach sugerował, że nie wszystko jest ok. może nie kosztowała majątek, ale szkoda by mi było zajechać nową wiertarkę w 10 minut.
  20. Udar oczywiście wyłączony :D No to lipa... Piw ze słodem żytnim nie warzę specjalnie dużo to jakoś przeżyję. Najbardziej liczyłem, że sobie przy pszenicy niesłodowanej ułatwię bo śrutowanie tego to mordęga (w zeszłym roku przerobiłem około 30 kg - głównie na wity i dodatek do różnych pszenicznych). No ale przynajmniej czasowo dużo zaoszczędzę przy śrutowaniu jęczmiennych bo idzie naprawdę szybko. A zmiana na śrutownik walcowy coś by dała? Są tam inne przełożenia czy coś? Czy to bez różnicy?
  21. Witam! Niedawno zakupiłem wiertarkę (taką: https://allegro.pl/oferta/einhell-tc-id1000-wiertarka-udarowa-1010w-regulacj-7402993574) Pomyślałem, żeby wykorzystać ją również do śrutowania słodu. Śrutownik mam najtańszy za około 100 zł z biowinu jeśli dobrze pamiętam. Wkręciłem śrubę, załozyłem odpowiednią końcówkę i jazda... Traf chciał, że pierwsze śrutowanie było słodu na roggenbira. Około 3 kg jęczmiennego poszło w niecałe 2 minuty - zero problemów. Pszenicznego miałem tylko 300 g - trwało to 3 sekundy, więc ciężko ocenić - może trochę ciężej ale ok. Żytniego słodu miałem 2,7 kg. Od razu musiałem zwiększyć obroty bo na najniższych nie chciało ruszyć (starałem się ustawić tak, żeby śrutować na możliwie najniższych). Jak ruszyło to poszło błyskawicznie tak jak w przypadku jęczmiennego. Ale po skończonym śrutowaniu z wiertarki wydobył się niezbyt przyjemny zapaszek spalenizny. Dymu raczej nie było albo bardzo niewiele, ciężko ocenić bo sporo się kurzyło ze słodu. W okolicach silnika wiertarka tak gorąca, że praktycznie nie dało się jej tam dotknąć. I tu moje pytanie. Czy ta wiertarka w ogóle nadaje się do śrutowania? Czy może słodu żytniego nie da się śrutować w ten sposób? Może coś robię źle? Więcej nie będę próbował tak śrutować żytniego bo myślę, że wiertarka może tego nie przeżyć (nie mówię już o pszenicy niesłodowanej). Pozdrawiam!
  22. No wiem, że się zrobi ale myślę że będzie go dużo mniej. W sumie racja, że zawsze dawałem prawie całą gęstwę. Po pilsie nie było jej wcale tak dużo - cieniutka warstwa na dnie, więc do marcowego poszła prawie cała. A do porteru kalkulator wyliczył mi 550 ml gęstwy, więc też poszła prawie cała. Ale myślę, że oprócz drożdży jest tam też inny osad. Jak zlałem piwo po chłodzeniu to widziałem, że im bliżej dna fermentora to brzeczka jest bardziej mętna i jasna. Musiałem zassać trochę za dużo. No i sam teraz nie wiem czy lepiej to zlać znad osadu czy trzymać jeszcze z tym wszystkim...
  23. Witam! Pytanie dotyczy innego piwa, ale nie będę zakładał nowego wątku. Na gęstwie z opisanego wyżej pilsa zrobiłem marcowe, a na gęstwie po marcowym portera bałtyckiego. I właśnie odnośnie niego mam pytanie. Piwo było uwarzone 12.01. Wyszło około 23 litry 23,5 Blg. Zacierane 30 min w 64* i 45 min w 72*. Właśnie zrobiłem pomiar i zeszło do 7 Blg. Chciałem potrzymać w jednym wiadrze jeszcze gdzieś do połowy marca i butelkować, żeby refermentację też przeprowadzić w miarę lagerowych warunkach - później w garażu może być już za ciepło. Ale jak dziś robiłem pomiar to zauważyłem ze na dnie wiadra jest bardzo dużo osadu (około 3 cm). Myślicie ze lepiej to zostawić w tym wiadrze jeszcze na miesiąc czy przelać do innego wiadra? P.S. Wczoraj nie wytrzymałem i otworzyłem jedną butelkę z pilsem. Gaz jest ale jeszcze trochę mało (obstawiałbym około 2,0). Minęło już 3 tygodnie od butelkowania - piwo stoi cały czas w okolicach 8*. Także obawy o przegazowanie były chyba bezpodstawne... Mam nadzieję, że jeszcze nagazuje się trochę. A ogólnie to bardzo dobre wyszło Cześć!
  24. Ok dzięki! Pierwsze testy pewnie za jakiś miesiąc. Po zabutelkowaniu wstawiłem znowu do garażu w najcieplejsze miejsce (teraz około 6 stopni). Zresztą jak będzie tak jak w tamtym roku i po zimie przyjdzie od razu lato to nie zdąży się przegazować
×
×
  • Create New...