Jump to content

admund

Members
  • Content Count

    2
  • Joined

  • Last visited

About admund

  • Birthday 03/03/1988

Piwowarstwo

  • Nazwa browaru
    Browar Domowy Brzydki Jaszczur
  • Liczba warek
    10
  • Miasto
    Kraków

Kontakt

  • Imię
    Adrian
  • Strona www
    http://browardomowybrzydkijaszczur.wordpress.com
  1. Link: https://browardomowybrzydkijaszczur.wordpress.com/2019/10/14/warka9/ Warka #9 - Pszeniczne z mango Dłuższy czas się już na to zbierałem, bo chciałem spróbwać warzenia z dodatkiem owoców. A tu nagle MYK jak grom z jasnego nieba spadła na mnie promka w lydlu - 6zł za puchę 450g 99% pulpy z mango! Aż mnie wewnętrza cebula w serduszko zapiekła, musiałem to wykorzystać. Przepis słody: 1,7l płynnego ekstraktu pszenicznego drożdze: suche Lallemand Munich Classic - gęstwa - 30 dniowa chmiel: 25g Hallertau Tradition na goryczke - 25min - 5% alfa 25g Hallertau Tradition na aromat - 3min - 5% alfa dodatki: 1,35 kg pulpy z mango na cichą oczekiwany efekt: fajnie nagazowana pszenica mango w smaku i zapachu Warzenie To była moja druga warka tego dnia, i to jest mój drugi post tego dnia, więc będzie znacznie zwięźlej, bo i samo warzenie prostsze. Tak samo jak poprzednio 7l przefiltrowanej wody (full baniaki następnym razem) gotuję i rozpuszczam tam Płynny Ekstrakt Słodowy Pszeniczny. Zagotowuję i odpalam timer znowu na 60min. Tak się teraz zastanawiam, czy jest sens gotować ekstrakt 60min jak chmiel dodaję i tak dopiero po 35min? Czy to coś zmieni? Poczytał bym w necie może coś, ale nikt praktycznie nie pisze o warzeniu z ekstraktów. Większość robi pierwszą warkę z brewkitu, kilka albo wcale z ekstraktów i heja zaczynamy zacierać. To ja będę jeszcze chwilę amatorem. 25min do końca dodaję 25g Hallertau Tradition w woreczku muślinowym. Nie chcę, żeby było za goryczkowo. Ma być duuużo mango i standardowe banany i goździki od drożdży. 3 min do końca dosypuję kolejne 25g Hallertau Tradition do woreczka. Mimo wszystko aromaty chmielowe muszą być. Gotuje do końca i wyłączam. Chłodzenie Dokładnie tak samo jak przy Warce #8. Chłodzenie w zlewo-chłodziarce, dolanie zimnej wody z baniaka (suma minerałów 77mg/l) i wystawienie na balkon na całą noc. Drożdże Wstaję rano, 14stopni na fermentorze, więc biorę do domu, odlewa trochę, że sprawdzić Blg i czekam, aż się trochę ogrzeje. Wskoczyło 16stopni, mocno potrzepałem, żeby napowietrzyć i dodaję wcześniej wyciągniętą z lodówki gęstwę drożdżową z sucharów Lallemand Munich Classic. I tutaj też jest śliska sprawa, bo jak zwykle trochę mi się przeciągneły odstępy pomiędzy warzeniami i ta gęstwa miała dokładnie 31 dni... A mądrzy, doświadcznie ludzie sugerują, żeby gęstwę do pszeniczniaka zadać w 1-2 tygodnie od zebrania. Ogólnie im świeższa gestwa tym lepiej. Do odważnych świat należy, zobaczymy co z tego wyjdzie! No to jedziemy z tym do piwnicy, do "lodóweczki" w której na ten moment było 10 stopni i czekamy, aż się temperatura ustabilizuje. Przed wyniesieniem oczywiście sprawdziłem jeszcze Blg, bo wczoraj wieczorem zapomniałem - 10 Blg, tyle się mniej więcej spodziewałem. Oczywiście przetestowałem próbkę. W zapachu: nic szczególnego. W smaku: dokładnie to samo. To piwo czeka na drożdże i na pulpę z mango, teraz nie musi się jeszcze nic ciekawego dziać. Fermentacja Tak samo jak w Pienikowym, pierwszy look był wieczorem, i podobnie jak tam było coś co wyglądało jak zalążek piany, ale to jeszcze nie to. Sprawdziłem w niedziele rano, Piernikowe już wystartowało śliczną pianą, a tutaj ciągle lipa... Niby trochę więcej niż wczoraj, ale nadal to nie jest to co tygryski lubią najbardziej. Keep calm and czekaj na burzliwą. Rano było jeszcze kiepsko, ale wieczorem.... Ooooo Panie, coż to była za piana! A zapach! No delicje! A raczej banany i goździki. Dobra może nie, aż tak, ale się zaczęło, i to zaczęło się bardzo dobrze. Teraz tylko utrzymywać dobrą temperaturę, na cichą zarzucić pulpę i może będzie pysznie! Całą burzliwą starałem się utrzymywać temperaturę ok. 18 stopni, w planach miałem podnieść pod koniec, po opadnieciu piany. Teoretycznie fermentacja w wyższych temperaturach to więcej zapachu bananów z pszenicznych drożdży. Nie wiem czy to jest dobry system, czy temperatuę nie powinno się podności już wcześniej. Popróbujemy, zobaczymy. Piana utrzymywała się przez jakieś 6 dni, wtedy przestałem wymieniać wkłady, a tak naprawdę to wymieniłem ostatni raz, zbiłem temperaturę i puściłem wolno, tak do 24 nawet. Trochę za dużo, ale chyba wszystko co się miało podziać to się już podziało. Dokładnie dwa tygodnie po dodaniu drożdży przelałem na cichą i wlałem pulpę. Tutaj bez większych filozofii. Poprostu zalałem puszki z góry StarSanem, żeby żadne niedobre robaczki nie dostały się do piwka z zewnętrza puszki w trakcie wlewania. Dodałem trzy cały puszki pulpy, niezbyt wygrzebując ze środka, co dało wg producenta 1,35 kg świeżutkiej, pachnącej pulpy. Wszystko szybko opadło na dno, a ja spowrotem odniosłem fermentor do piwnicy. Zacząłem się zastanawiać czy to wypadało by jakoś mieszać co jakiś czas czy coś, tak, żeby drożdże miały łatwiejszy dostęp do cukrów. Moje wątpliwości zostały rozwiane szybciej niż się spodziewałem... Rano, nie dość, że cała pulpa już sobie radośnie pływała po całym fermentorze, to była taka obfita piana, jak praktycznie na początku fermentacji. Tego się nie spodziewałem! Wiedziałem, że będzie troche cukru do zjedzenia, ale nie myślałem, że aż tyle, że drożdże zaproszą didżeja, dziewczynki i pizze, jednym słowe, zaczną impreze na nowo. Ale w sumie, kto głodnemu zabroni? Ja tam je rozumiem, też bywam głodny, żona potwierdzi. Impreza nie potrwała długo, przydusiłem ją dwoma wkładami chłodzącymi i na drugi dzień o tej samej porze było już 17 stopni, a piana się praktycznie rozeszła. Może za szybko? Ale o tym później. Na cichej potrzymałem w sumie 15 dni, nie kontrolowałem temperatury, więc pewnie było coś koło 22-23 stopnie. Może za dużo? Nie wiem, nie znam się (jeszcze) Rozlew Fermentor gotowy do rozlewu. Niby zwykły rozlew, a jednak trochę nie. Trzeba opracować jakąś kosmiczną technologie, żeby odfiltrować pulpę. I wtedy pojawiam się JA, cały na dresowo, pszyszły nie doszły inżynier NASA. Biorę zaparzacz z dzbanka na harbatę i wkładam go w starą pończochę aka rajstopę. Gotowe! Jeszcze tylko wniosek patentowy i można pływać w piniądzach. Z tak przygotowanym wihajstrem zaczynam przelewać piwo do fermentora z kranikiem. Niby udało się przelać, ale mój super filtr zapchał się całkowicie. Jakbym miał tego piwa ze dwa litry więcej to zaczeły by się problemiki. Starałem się przelać jak najbardziej "czyste" piwo z gory, bez pływającej pulpy. Dlatego miałem sporo strat, bo zostawiłem na dnia gdzieś z 1,5l takiego najbardziej gęstego, oczywiście spodziewałem się tego jak najbardziej. Wyjątkowo ani razu nie wyskoczył mi wąż z fermentora, jest to jakiś progress. Na referementeacje poszło 125g glukuzy w 1l wody. Sporo, ale chciałem, żeby było fajnie gazowane. Dalszy rozlew do butelek , standardowy, bez przygód. Rozlałem 19 i pół butelki, które grzecznie powędrowawy do piwnicy na refermentacje. Degustacja #1 - 14.11.2019 Cieżko to nazwać degustacją, bardziej otwarciem, a więc pierwsza butelkę otworzyłem po 4 dniach od zabutelkowania, bo jechałem "w gości" i chciałem sprawdzić czy warto to zawieźć jako prezent. No i się okazało, że nie warto, bo zaraz po otwarciu praktycznie cała butelka (zostało może z 1/5 na dnie) wypłyneła razem z pianą. Dobrze, że nie zdjąłem całkiem kapsla tylko go rozszczelniłem, bo wystrzeliło by jak gejzer w Yellowstone. Mimo wszsytko to co zostało wypiłem. Nie będę tego oceniał, bo i tak się nie nadaje przez ten okrutny gushing. Moge tylko stwierdzić, że mango było czuć i pszeniczny charakterek również, może nawet by było dobre. https://drive.google.com/open?id=1eljALKyZZZSQSxuuOduL3cwekp_Xkqe5 Trzeba by się zastanowić, czy to właśnie gushing przez źle odfiltorwaną pulpę czy zbyt duże nagazowanie przez dodanie za dużej ilości glukozy do refermentacji. Sądze, że to pierwsze. Chciaż z drugiej strony nie wiem czy ta szybciej zakończona fermentacja po wrzuceniu pulpy nie pozostawiła za dużo cukrów, które dojadły sobie drożdże w trakcie refermentacji. Wydaje mi się, że jakby tak się właśnie stało to jakaś butelka by mi strzeliła w piwnicy, co się jednak nie wydarzyło. Zostawiam wersję, że to przez źle odfiltrowaną puplpę. Internety poradziły mi, żebym wstawił butelkę na minimum dwa dni do lodówki (ta butelka była w lodówce z pół dnia tylko) i wtedy zobaczył czy się trochę poprawi czy nie. Tak zrobię i dam znać czy to coś pomogło. Ale na tą chwilę wydaje mi się, że cała warka pójdzie w kib... pianę Smuteczeq... Podsumowanie Co poszło źle? 31 dniowa gęstwa - czy to rzeczywiście przysporzyło jakiś problemów to się jeszcze okaże, dorżdże wystartowały, piana i zapach bardzo ok, jak narazie, okrutny gushing - źle odfiltrowana pulpa, tak mi się wydaje, burzliwa na cichej - bardziej przypilnować temperaturę po dodaniu owoców, Co poszło dobrze? piwo pachnie i trochę smakuje mango, marne pocieszenie Co można zrobić lepiej? woda z baniaków - tak samo jak przy Warce #8, całość wody pójdzie z baniaków temperatura fermentacji - do końca pilnować, nie puszczać wolno
  2. Tak, tak, kolejny amator bierze się za warzenie piwa, w dodatku to opisuje i co najgorsze liczy na to, że ktoś to będzie czytał! Skandal... Powinni tego zabronić, albo chociaż licencje wydawać albo coś. A tak bardziej poważnie, to to co wyżej się zgadza. Bardzo by mi było miło jakby ktoś miał ochotę to czytać. Wrzucam to tutaj, bo liczę też na jakieś porady, podpowiedzi, merytoryczne uwagi i wytykanie głupot, to ostatnie w szczególności. Pare osob mi już powiedziało, że "fajnie się to czyta", może komuś z Was się też to będzie "fajnie czytać". No to jedziemy! link: https://browardomowybrzydkijaszczur.wordpress.com/2019/10/14/warka9/ lub tekst: Warka #8 - Świąteczne Ale aka Piernikowe Wielkimi krokami nadchodzi zima i święta, więc wypadało by uwarzyć Świąteczne Ale, co by nie przy samym bimbrze człowiek całe święta przesiedział. Żeby mocniejsze piwo się lepiej "ułożyło" trzeba pomyśleć o tym wcześniej. A słowo piwem się stało. Przepis słody: 1,7l płynnego ekstraktu ciemnego 400g suchego ekstraktu jasnego drożdze: płynne FM13 Irlandzie Ciemności - starter ok. 900ml chmiel: 25g Fuggles na goryczkę - 60min - 3,5% alfa 25g Fuggles na aromat - 3min - 3,5% alfa refermentacja: 60g glukozy dodatki: 300g laktozy - 15min 27g przyprawy do piernika - 10min oczekiwany efekt: słodko piernikowo ok. 7-8% alko Przygotowanie Staram się za każdym razem robić coś nowego, tym razem pierwszy raz użyję płynnych drożdży. Warzenie zaplanowane na piątek, więc trzeba było zacząć się przygotowywać już w środę, trzeba zrobić starter drożdżowy. Do 20l warki polecają 1-2l startera, ja będę robił 10L więc, szybka matematyka, potrzebuję 0,5-1l. Ale planuję zrobić trochę więcej Blg, więc wziąłem ok. 750ml wody i rozpuściłem w tym 100g suchego ekstraktu, i na palnik, żeby zabulgotało. W międzyczasie ogarnąłem 1l słoik, zdezynfekowałem go despreyem i przegotowaną wodą. Jak woda z ekstraktem zabulgotała to do mojej zlewo-chłodziarki, czyli garnek do zlewu i zalewamy go od dołu zimną wodą. Dwa-trzy cykle i mamy niecałe 30 stopni, czyli już prawie temperatura pokojowa, przelałem do słoika. W trakcie chłodzenia wyjąłem drożdze z lodówki, chyba trochę za późno. Brzeczka w słoiku postudziła się jeszcze z godzinę, tak samo ogrzewały się drożdze. Późno było trzeba było iść w kimke, więc potrzepałem fiolkę z drożdzami, żeby wszsytko od ścianek się odkleiło i do słoja. Wydaje mi się, że temperatura brzeczki mogła być trochę za wysoka, a temperatura drożdży trochę za niska. Nie mam (jeszcze) mieszadła magnetycznego, więc w planach było "mieszanie ręczne", ale w 1l słoiku gdzie wlałem 750ml wody plus 100g ekstraktu... Za wiele tam miejsca do mieszania nie zostało, słabo. No nic idę w kimę zobaczymy jutro. Nadeszło "jutro", zaglądam do słoika, a tam nic. No prawie nic, bo na dnie warstwa ładnych janych drożdży, które mocno bąbelkują z dna. Ale piany brak. Po przemyślunkach i konsultacjach, stwierdziłem, że potrzebuję większego słoika, żeby dało się coś tam pomieszać, bo będzie bieda i będę leciał po suchary. Ogarnąłem 1,5l słoik, mam nadzieję, że wystarczy. Zdezynfekowałem tak samo jak poprzedni i przelałem całość z jednego do drugiego. W trakcie przelewania brzeczka ślicznie złapała tlenu, zrobi to dobrze drożdżom. Co jakiś czas mieszam i czekam do kolejnego jutra, bo to już jutro ma być warzonko. Nadeszło "kolejne jutro", dalej nic. Zaczynam się denerwować trochę. Ale mój Kurkowy Guru Piwowarstwa, mnie pocieszył, że wszystko będzie dobrze. Jak sama fiolka teoretycznie powinna pociągnąć 20l piwa, to nie wystartowany starter tym bardziej powiennien pociągnąć. Biore się za warzenie. Warzenie Zaczynam późno, bo było już po 20, a woda jeszcze nie przefiltorwana. Z tą wodą to w ogólne kolejne moje genialne posunięcie. Wyczytałem, że piwa mogą być bardziej goryczkowe jak się ma twardą wodę, a u nas mieszkaniu to woda twarda jak coś naprawdę bardzo twardego, nawet po przefiltorowaniu. Więc postanowiłem, że kupię sobie baniaczki z wodą w kerfie, i wziąłem 2x 5l najmniej mineralizowanej wody jaką znalazłem (77mg/l). No i miałem dwa baniaczki na "dolanie" po wystudzeniu, ale nie miałem na gotowanie ekstraktu. No nic, następnym razem użyję tylko wody z baniaczków zobaczymy jak będzie. Więc zaczynam do zagotowanie 7l przefiltorwanej wody i powoli wlewam (lekko ogrzany w ciepłej wodzie, żeby był bardziej płynny) Płynny Ekstrakt Słodowy ciemny. Ważne, żeby mieszać, bo jak zacznie się przypalać to będą później w brzeczce pływać brzydkie, czarne farfocle. Po wlaniu i ponownym zagotowaniu, ustawiam timer (budzik) na 1h. 60min do końca (czyli na samym początku) wkładam 25g Fuggles'a w woreczku muślinowy. Zaraz później odmierzam 400g Ekstraktu Suchego jasnego i dodaje, ostro mieszając. Wszędzie ostrzegają, że trzeba uważać, bo jest bardzo higroskopijny (chleje wo(ó)de, jak student z polibudy), rzeczywiście jest, ale spokojnie da się to okiełznać. No i się gotuje, a ja se siedze. Takie to ciężkie życie piwowara, mało roboty, dużo czekania. Jeszcze w międzyczasie rozpuściłem kapeczkę StarSana w 2-3l litrach ciepłej wody w fermentorze z kranikiem i trzepanko. No i się gotuje, a ja se siedze. 15min do końca dosypałem 300g laktozy. Drożdże nie jedzą laktozy (pewnie są uczulone), dlatego słodycz którą wprowadza laktoza, zostanie w piwie, taki był plan. 10min do końca gotowania i dodaje przyprawę do piernika. Kupiłem dwie Kamis i Kotanyi, stwierdziłem, że wybiorą jak otworzę i powącham. W Kotanyi nie było dodanego cukru, za to w Kamsie było go bardzo dużo i pewnie przez to pachniała ta przyprawa dużo bardziej słodko. Ostatecznie wybrałem Kotanyi, bo bez cukru i był anyż (nie było w Kamis), jak to mówią "a nyż" doda coś fajnego. I wsypałem 27g zamiast planowanych 20g, bo akurat taka była paczka - lenistwo, wiadomo. 3min do końca dorzucam kolejna 25g Fuggles'a do woreczka muślinowego. Końcówka gotowania i wyłączam. Chłodzenie Ostatnio obczaiłem sobie dobry sposób na szybkie schłodzenie brzeczki do 30-40 stopni, daleko za granicą wydzielania się DMSu. Do zlewu wkładam garnek z brzeczką, zatykam kurek i oblewam garnek zimną wodą, aż się zlew zapełni, czekam. Takim doświadczeniem, można dzieci uczyć fizyki, a dokładniej, że ciepła ciecz/powietrze idze do góry, a zimne zostaje na dole. Woda bardzo szybko się nagrzewa i ciepła zbiera się u góry, kiedy przy dnie zlewu może być nadal lodowata, fajny efekt. Chłodzę tak brzeczkę z 10min, aż cała woda w zlewie zrobi się ciepła, spuszczam i nalewam jeszcze raz. Można powtórzyć kilka razy. Ja używam 10l garnka, więc spokojnie mieści się w zlewie. Przy większych warkach/garach ludzie używają wannny, ale trzeba zmarnować znacznie więcej wody, żeby zakryć garnek do jakiegoś przyzwoitego poziomu. Chociaż, zawsze się można później w tej wodzie np. wykąpać. Teraz kolejne trzepanko fermentorem, zlewam StarSan do innego, bo dzisiaj jeszcze jedno warzenie będzie i już do pustego przelewam brzeczkę z garnka. Drugi etap chłodzenia to dolanie wody z baniaka, znowu zejdzie pare stopni w zależności czy baniak stał w domu, w lodówce czy na dworze, na polu, na zewnątrz. Trzeci etap chłodzenia, wystawieni na balkon/taras. Na jesieni czy w zimie, jak temperatura jest poniżej 15stopni to ma to sens, w lecie jak jest nawet w nocy 20 i więcej to nie ma sensu. Że akurat było chyba 8stopni to wystawiłem, a miałem już na fermentorze 24stopnie, czyli już bardzo spoko. Jeszcze na koniec sobie przypomniałem, że nie sprawdziłem Blg, no nic zrobię to jutro. Czekam również do jutra z zadaniem drożdży. Drożdże Wstaje rano i liczę na to, że może dzisiaj wystartuje ten startert co to miał już dawno wystartwać, a on nie chciał wystartować i nadal wystartowany nie jest. Trudno, zarzucimy tak jak jest, jak w fermentorze się nie zacznie fermentacja do poniedziałku to będę leciał po jakieś suchary. Biorę fermentor z balkonu, sprawdzam temperaturę na nim, a tam nic nie widać, bo podziałka zaczyna się od 16, więc jest zimniej, dobrze. Dam brzecze chwilę niech się ogrzeje, a w międzyczasie wypsikłem łychę desprejem, wlałem do menzurki i włożyłem aerometr - 14,5blg. Spodziewałem się zdecydowanie więcej, tak z 17, może nawet 18. Aerometr wyskalowany do 20stopni, napewno było mniej, więc temu też jeszcze dam chwilę na ogrzanie się i sprawdzę jeszcze raz. Na fermentorze pojawiło się 16stopni, więc biorę się za dodawanie drożdży. Porządnie zabełtałem, żeby napowietrzyć. Myślałem o tym, żeby użyć blendera, ale teraz stwierdzam, że to nie ma sensu. Robię 10l warki, więc jestem w stanie przewrócić fermentor do góry nogami i nim trzepać, chyba nie potrzebuję tego robić lepiej. Wlałem cały niewystartowany starter i niosę do piwnicy, do moich super styropianowych lodówek, które ostatnio nawet ulepszałem! Może zrobię kategorię DIY i tam coś skrobne o tym, jak bardzo zrobiłem to źle Lodówki schłodzone do 10stopni (gdzie w piwnicy temperatura 21, więc działają całkiem spoko), zostawiłem fermentor, zajrzę tu później jak się temperatura ustabilizuje. W domu jeszcze raz spojrzałem na aerometr - 15blg, no trudno tak zapisuję. Czas przetestować próbkę. W zapachu: ładnie czuć piernikiem, głównie cynamonem, ale wydaje mi się, że właśnie czuć też ten anyż. W smaku: jest słodko, ale nie "zalepiająco słodko", jest też leciutka kontra goryczkowa od chmielu. Jak dla mnie zapowiada się bardzo ciekawie, byle fermentacji nie popsuć. W sumie to najpierw trzeba prosić św. Gambrinus patrona browarników, że się w ogóle fermentacja zaczeła. Fermentacja burzliwa Pierwszy look do fermentora był jeszcze tego samego dnia wieczorem. Temperatura powietrza - 21, temperatura na fermentorze - 16, piana - brak. No dobra, jest takie delikatne "coś", ale nie można tego jeszcze nazwać "pianą fermentacji". Zostawimy tak na razie niech się dzieje. Niedziela rano (11:30 hue hue hue), pacze, a tam 19 stopni i piękna piana!!! A więc ruszyło, wspaniale! Wymieniłem jeden z dwóch wkładów w lodóweczce i niech się dzieje dalej. Resztę fermentacji wkleję w formie wykresu i dodam podsumowanie, jeśli będzie o czym pisać w ogóle. Jak widać na wykresie zacząłem całkiem nisko, bo od 16 stopni. Ale temperatura szybko skoczyła i trzeba było wkłady wymieniać jak rękawiczki, ale to nie powinno dziwić, bo 15 Blg wyjściowego to drożdże miały co jeść. Co ciekawego piana bardzo szybko opadła, bo już po 4 dni od zadania drożdży (widać duży spadek temperatury). Później puściłem już je w miare luźno. Ostatnie dwa dni w domu na dożarcie. Sprawdziłem Blg w czwartek 5,5, później w piątek niby też 5,5, ale jakby miniamalnie mniej. Już bez sprawdzania przed, robię rozlewanko. Rozlew Nie wiem czy powinnienem o tym pisać, bo później nikt już nie będzie chciał pić mojego piwerka Pierwsza niespodzianka tego dnia była jak zabierałem sprzęt z piwnicy, przyglądam się wężykowi, a tam dwa, nieduże ogniska pleśni... No raczej słabo, bo wężyk ma dwa metry, takiego długiego wyciora nie znajdę. Trudno, będę jakoś kombinował, jak to zawsze na robocie. Zabawę zacząłem od opróżnienia fermentora z kranikiem, w którym fermentowała pszenica (wtedy jeszcze bez mango), ale o tym w poście o pszenicy z mango. Po opróżnieniu zalewam go roztworem StarSanu, dorzucam tam krótszy wężyk (do butelkowania), rurkę grawitacyjną i łyżkę do zbierania gęstwy. Później do słoika na gęstwę też wlałem trochę tego roztworu, potrzepałem, zamknąłem i odstawiłem. Czas na czyszczenie tego nieszczęsnego wężyka z pleśnią. Ale poszło nadzwyczaj gładko. Wlałem roztwór StarSana do środka, tak, żeby poziom był zaraz przed tymi ogniskami pleśni, zatkałem palcem, obniżyłem jeden koniec wężyka, puściłem palec i roztór jak szalony wystrzelił do góry wpłukując całą pleśń. Możecie mi mówić pomysłowi Dobromir, czy tam Boromir? A może to był Faramir? Zalałem wężyk jeszcze raz bardzo dokładnie roztworem do dezynfekcji i dorzuciłem do fermentora, niech się dezynfakuje, im dłużej tym lepiej, a ja się biorę za butelki. Tu nic odkrywczego, przelewanko, trzepanko i przelewanko i tak 32 butelki. Dlaczego 330ml? Jak będzie dobre to się zrobi etykiety i się porozdaje. Mniejsze butelki to więcej obdarowanych, szczęśliwych, nowych fanów Brzydkiego Jaszczura. A jak nie będzie dobre to się etykiet nie zrobi, ale i tak się rozda Butelki czyste, przelewamy piwo do fermentora z kranikiem. Zacząłem od rozpuszczenia 60g glukozy we wrzątku, który wlałem bezpośrenio do do fermentora. I dopoiero jak to robiłem pomyślałem sobie, że to nie jest najlepszy pomysł, bo zaraz będę tam wlewał piwo z drożdżami, które mają nagazować piwo, a jak ja je potraktuję wrzątkiem to co? No ja to bym pewnie wziął i umarł na ich miejscu. Więc poczekałem trochę, żeby się ochłodziło, nie wiem ile spadło, ale napewno nie była to komforotwa temeratura dla tych małych łobuziaków. Liczę, że jednak dadzą sobie radę. Lecimy dalej. Pełny fermentor ustawiam wyżej, pusty niżej, standardowo zaciągam ustami i przelewam. Również standardowo gdzieś się zagapiłem i musiałem pociągnąć drugi raz, bo górny koniec złapał powietrze i ciśnienie się straciło. Wykorzystałem sytuacje do nalania próbki do sprawdzenia Blg. Przelewam sobie radośnie, zaczynają się pojawiać drożdże, śliczne ułożone na dnie fermentora, tak mi się spodobały, że zacząłem je podziwiać i rozmyślać czy nie zrobić fotki, aż tu nagle... Chlup, chlup, chlup. "Dolny" koniec wężyka wyskoczył mi z fermentora i zaczął sikać piwem po kuchni. Panowie wiedzą, że jak już ciśnienie pójdzie w "węża" to ciężko to zatrzmać, ale mi się jakoś udało i kałuża na podłodze była w miarę do ogarnięcia. Po tym wypadku i chwilowym chaosie, drożdże już nie były tak ładnie ułożone i już nie warto było robić fotki. Grzecznie zebrałem gęstwę i umyłem fermentor. Rzut okiem na Blg, nadal 5,5, co daje nam ok. 5,5% alkoholu. Szczerze to spodziwałem się, że będzie znacznie więcej, tak gdzieś z 7-8%. Z drugiej strony, obawiałem się, że te 27g przyprawy będzie za dużo i piwo będzie strasznie mocno pachnieć tym piernikiem, a głównie cynamonem, bo jego było tam najwięcej. A jednak nie, przyprawę czuć mocno, ale nie za mocno, powiedział bym, że w sam raz. A jak piweczko jeszcze trochę poleży to czuję, że ten armomat będzie naprawdę spoko ułożony. Tak samo z laktozą, spodziewałem się (i w sumie planowałem), żeby słodyczy było czuć bardziej. Ale może tak będzie lepiej? Pierwsza degustacja za miesiąc (może wcześniej), wtedy się okaże. Po skończonym delektowaniu, butelkowanie, które odbyło się już bez ekscesów. Szybko i sprawnie. Tyle, że brakło mi butelek, bo po dolaniu tego wrzątku z glukozą zrobiło się trochę więcej objętości, niż miało być. 32 butelki rozlałem, resztę wypiłem. Fajnie być piwowarem, można pić w pracy Podsumowanie Co poszło źle? za mały słoik na starter - najlepiej jak słoik by był 2 razy większy od planowanego startera nie napowietrzona brzeczka do startera - to był poważny błąd i prawdopodownie powód, że starter nie wystartował Co poszło dobrze? starter płynnych drożdży wystartował - udało się nowa "umiejętność" zaliczona ilość przyprawy - wygląda na to, że to była dobra ilość, ale ostatecznie okaże się na święta zebrana gęstwa - już jest plan na jej wykorzystanie Co można zrobić lepiej? temperatury drożdży płynnych vs temperatur brzeczki do startera - najlepiej jak by były takie same, żeby drożdże nie były w szoczku woda tylko z baniaczków - a nie pół filtrowanej, a pół z baniaczków pleśń w rurce - trochę się z tym zagapiłem, słabo wysuszyłem rurki, myślę, że obyło się bez konsekwencji, ale rurkę trzeba będzie kupić nową glukoza we wrzątku - następnym razem rozpuścić wcześniej i zostawić do wystygnięcia zaciąganie na raz - wypadałoby lepiej pilnować rurki w trakcie przelewania, albo kupić klipsa wkońcu
×
×
  • Create New...