Jump to content

DanielN

Members
  • Posts

    890
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    86

Everything posted by DanielN

  1. Niestety, obecnie zdecydowana większość piw z polskich browarów jest już pasteryzowana. Również większość browarów zdecydowała się nie podawać szczepu drożdży, jak i użytych słodów. W sklepach specjalistycznych można jeszcze spotkać piwa importowane i niepasteryzowane z tych możesz próbować coś odzyskiwać (są to głównie mocne piwa belgijskie, tam o tyle trudniej, że wysoki alkohol nie sprzyja żywotności drożdży, też nie wiem jak będzie z jakością piwa z tak odzyskanego szczepu). To co można jeszcze próbować to odzyskiwać z petainerów, o ile masz jakiś zaprzyjaźniony pub i uda Ci się zdobyć informację jakim szczepem było fermentowane piwo.
  2. @Łachim nigdy nie zauważyłem takiego pogromu. Publikacja tej książki miała miejsce ponad dekadę temu. Producentom zależy na jak najlepszym produkcie z długim czasie życia na półce. Zatem obstawiam, że sposób hodowli, karmienia, suszenia, pakowania mógł się zmienić na tyle, że nie trudno będzie zaobserwować taką śmiertelność. W paczkach drożdży mogą znajdować się substancje, które wspomagają suche drożdże w momencie wybudzania. Też trzeba brać pod uwagę, że eksperymenty na podstawie których robione są publikacje, przeprowadzane w laboratoriach robione są w specyficznych warunkach, te często nie mają odniesienia do naszych fermentorów. Jak już wcześniej mówiłem, rozsypanie drożdży na gęstą pianę uważam za najlepszą wypadkową. Uwadnianie wg instrukcji którą sprawdzałem i za którą podążałem jest bądź co bądź czasochłonne, ale warte zachodu zwłaszcza jak jedną paczką chcesz zaszczepić 20 litrów piwa o ekstrakcie 13-14°P.
  3. Tutaj chodzi o wybudzenie drożdży. Producent zadbał by w momencie suszenia drożdże miały odpowiednio dużo pokarmu, by szybko ruszyć po uwodnieniu. Zauważ, że w eksperymencie co robiłem zgodnie z Yeast drożdże sypiesz na powierzchnię bardzo ciepłej wody, bez mieszania. Drożdże jednak nie są bezpośrednio eksponowane na taką temperaturę. Będzie to wypadkowa pomiędzy pokojową temperaturą drożdży a wodą. Drożdże też nie są całkowicie zanurzone w wodzie, to co robią to bardzo powoli, warstwa po warstwie absorbują ciepłą wodę wodę. Ciepłą woda jest absorbowana szybciej, komórki budzą się do życia i są w stanie naprężyć membranę i regulować to co do nich wchodzi i wychodzi. Dodatkowo woda (zalecana mineralizacja to około 300-600 ppm) jest dość bliska ciśnienia osmotycznego, czyli nic nie będzie wpychane na siłę (warunki bliskie ciśnienia osmotycznego). Cały proces uwadniania zajmuje około 20 minut, potem ochładzanie, ale tam już wchodzi w grę brzeczka i rozcieńczenie, drożdże mają dostarczony pokarm, zmiana ciśnienia jest na tyle niewielka, że drożdże sobie radzą. Eksperyment powtarzałem kilka razy, również na drożdżach z oznaczeniem E2U i każdorazowo tak uwodnione drożdże miały więcej żywych komórek. Fermentis w materiałach marketingowych podaje: "no significant difference whether you direct pitch or rehydrate". To co zauważyłem, że jest to około 10% różnicy jeżeli chodzi o drożdże z oznaczeniem E2U (sprawdzałem s33, s04). Zatem przy drożdżach z oznaczeniem E2U nie bawiłbym się w rezydencję. Pamiętaj, że eksperyment był na suchych drożdżach jeszcze w starym procesie produkcyjnym (FYI: @rafple). @zielony07 moim zdaniem sypanie na pianę jest najlepszą wypadkową. Ważne by tej piany było dużo i utrzymała się kilkanaście minut. Wtedy rozsypane drożdże nie dostają mocnego szoku (w tym osmotycznego) i są w stanie powoli nasiąkać. Mam wrażenie, że już o tym pisałem w wątku komentarzy pod eksperymentem. To co znacznie zmniejsza ilość żywych komórek , to zadanie drożdży na pianę i szybkie ich wymieszanie. Wtedy na komórkę działa potężna siła i dosłownie do środka wypchana jest brzeczka z wszystkim co jest w niej rozpuszczone, również to czego komórka nie jest w stanie strawić, czasem uszkadzając membranę. Statystycznie więcej komórek umiera. Drożdże nie jedzą wszystkiego, komórka selektywnie wybiera to co do niej wchodzi.
  4. W żadnym wypadku nie są to głupie pytania. W kapsułce aktywującej umieszczonej w saszetce drożdży Wyeasta są głównie mikro i marko elementy oraz mała ilość cukrów. Cukrów musi być mało inaczej paczka by bardzo szybko nabrzmiała, ciśnienie wewnątrz znacznie by wzrosło co mogłoby rozerwać paczkę albo dość mocno zaszkodzić drożdżom. Producent wie co robi. Drożdże przez cały czas przebywania w paczce zużywają zapasy energii, z czasem również umierają. Lodówka znacznie spowalnia metabolizm, więc drożdże mogą tak pożyć całkiem sporo. Ale w czasie powoli zaczynają odczuwać mocny głód, z czasem umierają. Ta kapsułka to sprytne rozwiązanie. Rozszczelnienie jej pozwala drożdżom się zrewitalizować, nabrać sił. Jak zaszczepisz nimi starter, to będą w lepszej kondycji i szybciej ruszą do pracy. Silne drożdże mają lepszą przeżywalność nawet jak im zafundujesz szok w postaci nagłej zmiany środowiska (zaszczepienie startera, czy potem brzeczki). W saszetce jest bardzo duża gęstość komórek drożdżowych (w czasie zaczynają przeważać martwe). Po aktywowaniu paczki, moim zdaniem, w zasadzie nie dochodzi do namnażania. Komórki, by się namnażać potrzebują warunków czyli miejsca i jedzenia.. Zerknij tutaj jeżeli temat Cię interesuje. A w tym miejscu masz chyba najlepszy artykuł o tym jak zrobić starter i co tam się właściwie dzieje: http://www.beerfreak.pl/startery-drozdzowe-kompendium/ (FYI: @Oskaliber) Swoich paczek nigdy nie trzymałem dłużej jak 24 godziny licząc od momentu aktywacji. Nie oczekiwałem również mocnego napęcznienia paczki. Jeżeli mogę Ci coś poradzić to po prostu zrób starter, tydzień aktywacji to dość sporo :). Po 16-24 godzinach na mieszadle starter powinien Ci bardzo mocno zmętnieć, to znak, że możesz już zdjąć go z mieszadła, dalsze natlenianie nie ma większego sensu (bo drożdże już zdominowały całą przestrzeń, zjadły co miały, nie dochodzi dalej do namnażania, są gotowe na dalszą przygodę).
  5. Przepraszam za bardzo późną odpowiedź. W mojej kuchence (miałem Stalgast 3,5kW) płyta indukcyjna było delikatnie poniżej krawędzi, jakbym miał zgadywać to około 1 do 2 mm. Garnek opierał się na obudowie, nie było żadnych problemów z grzaniem.
  6. @x1d obawiam się, że będzie podobny problem co z lutowaniem. Klejone elementy muszą do siebie ściśle przylegać. Mówisz, że ten element nie pracuje. Może taki kompromis się sprawdzi. Są taśmy akrylowe (używałem tej taśmy, może pracować do około 120 °C, kleiłem co prawda szkło z metalem, ale w tym przypadku powinno być podobnie, tę taśmę bardzo trudno zerwać, rozrywa się pianka a klej nie puszcza). Trzeba potem brać poprawkę na to czym się garnek myje, bo środki oparte na rozpuszczalnikach nie są obojętne. Może to jest rozwiązanie @elroy? chociaż jakbym miał wybór, to wolałbym to ponownie zgrzać.
  7. @elroyszukaj spawacza który ma zgrzewarkę albo dobrego TIG'a (najlepiej z funkcją nitowania, albo ma doświadczenie i zrobi to w ten sposób, o ile podejdzie). Wyjdzie o wiele taniej i lepiej jak zabawa w lutowanie. Bałbym się tego lutować, pomijając fakt, że trudno to będzie zrobić estetycznie. Duża powierzchnia szybko odprowadza ciepło i ciężej utrzymać temperaturę a to przekłada się na słabą jakość lutu. Przy tym elemencie nie uzyskasz dobrego styku, lutowanie będzie słabiej trzymało i pewnie się ponownie urwie, a doczyścić to potem to żmudna praca.
  8. Myślę, że to jest trochę bardziej złożone. Jedne źródła podają tak jak Ty (m.in. to forum, czy też kalkulator z programu BeerSmith 2), aby refermentować w kegu połową cukru, który byś użył do butelkowania, inne by dodać tyle samo cukru, jeszcze inne, by dodać 1/4 lub 1/3 cukru mniej. Wg mojej skromnej wiedzy wszyscy mają rację. Kiedyś drążyłem ten temat i myślę, że jest trochę omijany i trochę celowo ignorowany, ze względu na różne empiryczne wyniki i wnioski piwowarów. Jeżeli się mylę albo jestem w błędzie będzie, to proszę o sprostowanie, będę również wdzięczny za źródła. Temat refermentacji w kegu był kilkukrotnie poruszany na forum. Jednostką wysycenia piwa jest vol. v/v. Przykładowo 3 vol. oznacza, że jakby 'wyjąć' gaz z piwa na zewnątrz butelki, gdzie panuje ciśnienie atmosferyczne, to byłoby go objętościowo 3 razy więcej aniżeli w butelce. Problem z jednostką vol. jest taki, że ona zależy od temperatury oraz czasu i ilości wolnej przestrzeni nad piwem (to wynika z prawa Henry'ego). Jeżeli zajrzysz w opis/metodologię tego kalkulatora: https://www.brewersfriend.com/beer-priming-calculator/ to zobaczysz tam informacje: Wygląda mi to na warunki normalne (1 atm, 0° C). Czyli jeżeli planowałeś 3 vol. wg tego kalkulatora, to masz 3 vol. pod warunkiem, że piwo stało dość długo w temperaturze 0° C i dwutlenek rozpuścił się w piwie zgodnie z prawem Henry'ego (kalkulator zapewne zakłada jakąś stałą objętość nad lustrem piwa w butelce). Jeżeli Twoje piwo w butelce stało odpowiednio długo w lodówce na górnej półce gdzie masz 10° C, to jego wysycenie faktycznie jest mniejsze jak 3 vol. (bo rozpuszczalność CO2 w wodzie/piwie maleje ze wzrostem temperatury). Po prostu kalkulatory nagazowania muszą mieć punkt odniesienia i uwzględniają, że konsumpcja będzie w wyższej temperaturze. Zarówno w kegu jak i w butelce obowiązują te same prawa. Różnica jest taka, że jest inna proporcja wolnej przestrzeni nad piwem w kegu jak w butelce (prawo Henry'ego/rozpuszczalność odgrywa tu rolę). Im mniej miejsca nad lustrem piwa, tym będziesz potrzebował mniej cukru do refermentacji, analogicznie im tego miejsca więcej, tym tego cukru będziesz potrzebował więcej. Nie znalazłem żadnego kalkulatora, który by to uwzględniał (zapewne dlatego, że też trzeba tu uwzględnić temperaturę, czas, przesycenie) Do kega 5 litrowego, zakładam, że to keg typu 'party', jesteś w stanie nalać piwo niemal do samego korka, przestrzeń nad lustrem piwa będzie niewielka, dlatego cukru będziesz potrzebował mniej (prawo Henry'ego) i warto zacząć od takiej ilości co Ci wyliczył kalkulator. Jeżeli nie będzie Ci to odpowiadało, to następnym razem dodaj więcej cukru na refermentację. Też pamiętaj o jeszcze jednej rzeczy, która wiąże się z wygodą wyszynku. Im większe ciśnienie, tym trudniej piwo wyszynkować. Jeżeli nie masz zrównoważonej linii, to będziesz lał samą pianę. To jest drugi powód (być może ważniejszy) dlaczego dodaje się mniej cukru na refermentację. Też pamiętaj o tym, że refermentacja musi przebiegać w temperaturze pracy drożdży, by drożdże zjadły cukier i wytworzyły etanol, CO2 i inne produkty przemiany materii. Potem keg wstawiasz do lodówki/kegeratora/piwnicy/samochodu/pokoju/gdzie bądź, na ileś dni/godzin. To te ostatnie warunki decydują jakie faktycznie będzie odczuwalne wysycenie. Z mojego doświadczenia, zdarzało mi się robić refermetancję w kegu typu Cornelius, mam skróconą rurkę gazową i jestem w stanie do kega o pojemności 5 gal. (18.9 litra) wlać około 18.5 litra piwa. Jeżeli dam tam połowę cukru do refermentacji jak wskazują kalkulatory, to mam za słabo nagazowane piwo. Empirycznie wyszło mi, aby dawkować go 1/4 - 1/5 mniej jak wskazuje kalkulator dla butelek. Do wyszynku używam takiego adaptera, co też ma znaczenie, bo jestem wstanie przetoczyć piwo do butelki praktycznie bez żadnej piany. Podsumowując. Zacznij od ilości cukru dodawanego na proces refermentacji wg kalkulatora. Uwzględniając wygodę wyszynku staraj się wypracować kompromis z Twoimi upodobaniami do wysokiego wysycenia piwa. Przypominając na zakończenie, jeżeli gdziekolwiek się mylę, będę wdzięczny za sprostowanie i wszelkie źródła.
  9. Dzisiaj dostałem taki link https://www.nature.com/articles/d41586-019-00714-9, (tutaj macie maszynowe tłumaczenie) traktuję to jako ciekawostkę dlatego zamieściłem w tym dziale. Artykuł pochodzi z szanowanego źródła, ma też ponad dwa lata, jeżeli przewinęło się przez forum to wybaczcie. Drożdże są powszechnie stosowane w inżynierii genetycznej (w wielu obszarach), w tym przypadku genetykom udało się je zmusić do produkcji THC i CBD. Ilości śladowe, mało wydajny proces, ale kto wie w którą stronę zmierza nasz kraft konia z rzędem temu.
  10. Bardzo ładnie flokulują. Nie wiem jakiego szczepu używasz ale jest duża szansa, że tak samo Ci się zachowają w fermentorze, piwo ładnie się wyklaruje. Flokulacja i jej siła zależą bardzo od drożdży, ale też od warunków jakie mają (jony wapnia są niezwykle ważne, bo biorą udział w procesie). Drożdże zaczynają flokulować (łączyć się w kępki/grupki) jak zaczyna brakować im pokarmu. W przypadku startera oznacza to, że jest gotowy. Flokulacja jest odwracalna, jeżeli trafia w środowisko bogate w pokarm to się same rozłącza. O flokulacji jest fajna publikacja, jeżeli Cię interesuje temat to zerknij tutaj.
  11. @tabacznik var. diastaticus w uproszczeniu oznacza, że drożdże pod pewnymi warunkami, są w stanie wytwarzać enzymy zdolne do rozłożenia bardziej skomplikowanych cukrów (do tej pory wszystkie szczepy saisonowe, które przerabiałem były var. diastaticus, kilka belgów). Takie szczepy potrafią odfermentować naprawdę głęboko, tego też należy oczekiwać. W przypadku szczepu, który kupiłeś jest to nadal saccharomyces cerevisiae, więc dbasz o czystość, sanityzację i dezynfekcję jak do tej pory. Jeżeli nie miałeś żadnych zakażeń, to środki które używasz były skuteczne i będą też skuteczne w tym przypadku Jedyne na co warto zwrócić uwagę to ekstrakt końcowy. Drożdże var. diastaticus potrzebują różnych warunków, by zacząć wytwarzać enzymy, by te z kolei rozłożyły bardziej skomplikowane cukry (malto*/dekstryny) na formy cukrów 'jadalne' przez dany szczep. Jeżeli zabutelkujesz za wcześniej i drożdże skończą w butelkach, to w najlepszym przypadku będziesz miał gejzery przy otwarciu w skrajnym przypadku butelki mogą Ci popękać. Drożdże saisonowe najczęściej pracują bardzo szybko na początku, jak zaczyna brakować im cukrów prostszych, to przestawiają się na bardziej złożone. Wygląda to tak, ze na początku ekstrakt spada bardzo szybko i potem może się wydawać, że nic się nie dzieje. Wtedy właśnie zaczynają produkcję enzymów. Po pewnym czasie ekstrakt zaczyna dalej spadać, nie zdziw się jak skończy poniżej 1°P. WY 3724 raczej lubi ciepło, w cieple enzymy są bardziej skuteczne zatem obstawiam, że tak jak w moim przypadku, ten lag ze spadkiem ekstraktu będzie niezauważalny. Zatem nie wyrzucaj fermentora, mycie i środki dezynfekujące skutecznie unieszkodliwią Twój szczep. Jeżeli jednak masz jakiekolwiek obiekcje to skorzystaj z rady @fotohobby i użyj NaOH do czyszczenia.
  12. Będzie to trudne. Twardość wody to suma stężeń kationów metali, w wodzie pitnej będzie to głównie wapń i magnez. Alkaliczność natomiast budują węglany. Jony budujące twardość wody budują również jej alkaliczność, np: CaCO3, MgCO3. Do moich celów wystarczają mi akwarystyczne testy kropelkowe KH/GH, wg mnie, do piwowarstwa dają wystarczającą poprawność. Ale też nie trzeba na nie wydawać pieniędzy. Możesz przecież zrobić pewne założenia. Zawsze w raportach podawana jest twardość. Alkaliczność w wodzie na skutek ciągu przyczynowo skutkowego będzie najczęściej niższa aniżeli jej twardość. Załóż na starcie, że alkaliczność masz na poziomie 60-80% twardości wody. Wprowadź to w kalkulator, przejdź w kalkulatorze na zakwaszanie wody i zobacz ile Ci tam tego wyliczyło. Zakwaś wodę i sprawdź czy się zgadza to co podał kalkulator z odczytem. Jeżeli na niskie pH to trzeba założyć mniejszą alkaliczność, jeżeli za wysokie to zakładana alkaliczność była za niska. Przy wodzie pitnej z wodociągów powinno to działać.
  13. Jakiś czas temu napisałem jak się nim posługiwać. Opis jest bliżej końca tego wpisu.
  14. @tmk1 zajrzyj do książki Water, tam temat wody jest opisany o wiele szerzej. Podane są też przykłady browarów, które traktują wodę bardzo poważnie. W dużej mierze chodzi o oszczędności, bo odpowiednio dobrana woda obniża koszty poprzez zwiększenie wydajności (też to była przyczyna dlaczego zainteresowałem się tym tematem). Modyfikacja wody poprawia również jakość, co powinno przekładać się na na sprzedaż. Chociaż, już tak dygresyjnie, ta bardziej powiązana jest raczej z działaniami marketingowymi.
  15. @witur powyżej @anatom dał Ci link do kalkulatora. Ze swojej strony mogę Ci powiedzieć, że masz wodę średnio twardą, jak obniżysz 1 stopnień, to będzie to górna granica wody miękkiej. Twardość węglanowa KH, jest na podobnym poziomie, co przy wodzie spożywczej/pitnej jest normalne. Ta woda w zasadzie nie będzie wymagała zakwaszania do piw jasnych i bursztynowo-jasnych. Przy takich piwach współczynnik pH zacieru powinien Ci wpadać w optimum. Przy piwach bardzo jasnych, można się pokusić o lekkie rozcieńczenie wodą demineralizowaną. Twoja woda jest dość łatwa w modyfikacji. Kalkulator, który podlinkował @anatom wyliczył, że masz trochę powyżej 50 mg/l wapnia, więc jest super również do wysładzania, co najwyżej do tego celu dodać małej korekty kwasem (ale to już sobie policzysz kalkulatorem). I na koniec. Wartości, które wyliczył kalkulator są tylko przybliżeniem, bo na podstawie KH i GH nie jesteś w stanie wyliczyć określić jednoznacznie ile wapnia i magnezu jest w wodzie. W pełnym raporcie te wartości mogą lekko odbiegać od wyliczonych, wg mnie nie takie odchyłki nie mają praktycznie żadnego znaczenia. Jeżeli w przyszłości zechcesz modyfikować wodę pod konkretne style (a najlepiej pod swoje upodobania), to możesz założyć, że chlorki i siarczany też są na niskim poziomie. Rzadko się zdarza, by przy wodzie z wodociągów było inaczej.
  16. @nike21 25 stopni to dość sporo i rzeczywiście wtedy trzeba dać dość spore ciśnienie aby piwo się wysyciło. Naprostuj mnie jeżeli coś źle rozumiem. Te 1,5 bar to wskazanie z manometru z zamkniętą linią gazu z butli po kilku dniach. Jeżeli tak to 1,5 bar (~22 psi) dla 20 °C (68°F) jest już poza tabelą (lepszej niestety nie mam) - jednakże iść po kolumnie bazując na poprzednich wartościach to celujesz w 2 vol, czyli dobrze. Teraz jeżeli obniżymy się o 3°C (około 8°F) to trafiamy w 60°F, zgodnie z tabelą ciśnienie wtedy wysycenie wzrasta do 2,4 vol, a to już jest coś (~20%). W wyższych temperaturach trudniej z gazowaniem i zmiany temperatury są mocno odczuwalne. Nie wiem czy widziałeś, ale jeżeli znajdziesz chwilę to zerknij tutaj. Jak zaczynałem z kegowaniem miałem dużo problemów i trochę pokopałem. Spisałem to bardziej od strony teoretycznej, w nadziei, że komuś się przyda.
  17. @nike21 wzrost nasycenia może wynikać z kilku przyczyn. W piwie, które się wypełni wysyciło, nie zmienia się temperatura i ciśnienie to nagazowanie nie może wzrosnąć (obstawiam, że piwo jest w pełni dofermentowane, nie ma infekcji bretami + jeden mały wyjątek, który mi się kojarzy i przytoczę za chwilę). Jeżeli jednak wrasta to upatrywałbym innej przyczyny. To co przychodzi mi do głowy to w przypadku szybkiego gazowania zapewne trząchanie/turlanie nie do końca rozpuściło CO2. Wtedy nie jest spełniony stan równowagi. W przestrzeni nad piwem zbiera się sporo gazu, który po kilku dniach w pełni się rozpuści, nasycenie w rezultacie wzrośnie. Wiem też, że w zaprzyjaźnionym barze przy niektórych warkach, zwłaszcza w tych bogato chmielonych, obsługa upuszczała ciśnienie z petainerów. Tam obstawiam hop creep. Też nie wiem jakie masz warunki wyszynku, głównie mi chodzi o wahania temperatury w okresie między wyszynkami. Jeżeli warunki są w jakiś sposób zmienne, to będzie też miało wpływ. W swoim domowym browarze używam corneliusów. Nie praktykuję szybkiego gazowania, trzymam pod docelowym ciśnieniem przynajmniej tydzień czasu i podobnie jak @Wuuu nie zauważam zmian w wysyceniu. Dodatkowo używam piwo przetaczam do butelek przez 'carbonation cap', tam bym to wyłapał bardzo szybko.
  18. @nike21 wyjątkowo nie zgodzę się z Tobą, oczywiście mogę się mylić. Jeżeli zostanie dobrane odpowiednie ciśnienie do temperatury piwa w kegu, to po pełnym rozpuszczeniu gazu w piwie nasycenie będzie bez zmian. To taka sama sytuacja jakbyśmy opróżnili keg do połowy i wrócili do niego po jakimś czasie. Jeżeli nie zmieniło się ciśnienie ustawione reduktorze i temperatura nie zmieniła się, to wysycenie też się nie zmieni. Zatem @smola możesz kegowac połowę. Jednakże trzeba zwrócić uwagę na przedmuchnie kega, bo nad piwem będzie dużo powietrza i zużyjesz sporo CO2, by się go pozbyć. Trzeba kilkukrotnie napełniać keg gazem i upuszczać zaworkiem. Jeżeli nie pozbędziesz się powietrza, to utlenienie będzie szybko wyczuwalne. Natomiast jeżeli używasz referemntacji, by wysycić piwo w kegu, to będzie Ci trudno pozbyć się powietrza z nad piwa. Przy pełnym kegu zawsze można kilka razy ruszyć piwo i się uwolni trochę CO2 i można wypchnąć zaworkiem. Przy połowie kega nie wiem czy to się uda. Też musisz użyć odpowiedniej ilości cukru, by zbudować takie ciśnienie (wynika to z prawa Henry'ego) by odpowiednia ilość dwutlenku węgla rozpuściła się w piwie. Do tego najlepiej użyć kalkulatora.
  19. Jeżeli jesteś pewny startera, na mieszadle super Ci zmętniał, to kto wie, może przy fermentacji pod ciśnieniem jest już po. One seryjnie pracują jak szalone, bardzo mocno podnoszą temperaturę fermentującej brzeczki. Moja lodówka przy tym szczepie bardzo często się załączała. Jeżeli masz możliwość odebrania próbki to bym się o to pokusił. Też się przyjrzyj fermentorowi (o ile masz taką możliwość), czy nie ma paska z drożdży delikatnie nad brzeczką.
  20. @eneash jeżeli jeszcze nie próbowałeś sił z bankiem drożdży a chcesz zacząć, zacznij najlepiej od soli fizjologicznej. Jeżeli chcesz robić sam, łącznie ze sterylizacją to napisałem nowszy poradnik na temat soli fizjologicznej i bezpiecznych transferów, znajdziesz go w tym miejscu. Też w komentarzach jest jeszcze bardziej uproszczona metoda (proponowana przez @dziedzicpruski), że drożdże wstrzykiwane są bezpośrednio do ampułek z solą fizjologiczną i potem plastikowe ampułki są ponownie zgrzewane.
  21. Często używałem tego szczepu i piana była już po kilku godzinach. Te drożdże pracują bardzo szybko i też bardzo mocno się zbijają. Z tego co pamiętam jedno piwo miałem już po dwóch dniach niemal sklarowane, fermentacja była błyskawiczna. Najlepiej abyś zrobił pomiar i sprawdził jaki masz teraz ekstrakt. Jeżeli ekstrakt się nie ruszył, to znaczy, że musiałeś trafić jakąś słabą paczkę drożdży. Ten szczep drożdżami warto startować w 18 stopniach i jak zauważysz, że piana już spada podnieć temperaturę do 20-21 stopni. Nadal zostanie czysty profil, ale o wiele szybciej po sobie sprzątają.
  22. @tmk1 samo pH wody to za mało, by można było wyliczyć potrzebną ilość kwasu. Musisz znać alkaliczność swojej wody (od biedy jej twardość i zrobić pewne założenia). Skoro użyłeś kalkulatora, na który się powołałeś to musiałeś, któreś z powyższych wartości wprowadzić. Więc powinno się wszystko zgadzać. Taka ilość kwasu jak Ci wyszła z kalkulatora odpowiada wodzie dość alkalicznej (dużo węglanów/wodorowęglanów) Możesz też łatwo sprawdzić czy wynik jest poprawny. Po prostu dodaj taką ilość kwasu jaka Ci wyszła do wody. Wymieszaj, poczekaj 10 minut by przereagowało i sprawdź paskiem do pomiaru pH czy się zgadza. Jeżeli będzie za kwaśno to dolej wody. Jak za alkalicznie, co do docelowego wyniku, do dodaj trochę kwasu. Serio nie musisz trafić w punkt, paski są do tego celu w zupełności wystarczające. Jest też bardzo prosty sposób, by ustalić pH wody do wymaganego poziomu, coś w rodzaju miareczkowania. Do wiadra wlej 10 litrów wody, by potem mieć łatwe odniesienie i przeliczenia. Dodajesz po jednym mililitrze kwasu, dokładnie mieszasz i po 10-15 minutach (czas jest potrzebny, by w znacznej większości przereagowało) sprawdzasz paskiem pH. Powtarzasz powyższe, aż trafisz w docelowe pH. Sumujesz ilość kwasu i zapisujesz ten wynik. Jeżeli masz, te same źródło wody, to ta ilość kwasu będzie Ci towarzyszyła przy Twoich warkach przez długi czas. Potem tylko skalujesz w zależności od ilości docelowej wody. Jeżeli wiesz, że masz wodę twardą to możesz od razu zacząć od 3-4 ml kwasu, by szybciej uzyskać wynik. Przy zbliżaniu się do wartości, zamiast 1 ml dodajesz 0.5 ml, by nie przestrzelić. By dokładnie odmierzać ilość kwasu w aptece kup strzykawkę 2 ml, strzykawki z PP są odporne na kwas mlekowy i ortofosforowy. Tutaj mała uwaga, jeżeli Twoje ujęcie wody, to studnia głębinowa, to parametry wody mało się zmieniają w przeciągu roku. Jednakże jeżeli woda pitna pochodzi z wód gruntowych (np. ujęcie w rzekach), wtedy możesz mieć większe zmiany parametrów (przykładowo spowodowane przez wiosenne roztopy), które mogą już w lekki sposób wpływać na ilość kwasu do korekty (będą to raczej nieznaczne ilości). Nie ma też z tym biedy, możesz zmierzyć raz na jakiś czas paskiem i delikatnie skorygować (dolewając w zależności od potrzeby wody lub kwasu). Jak znajdziesz czas zerknij na ten wpis, powinien Ci pomóc ze zrozumieniem tematu w wody w naszym hobby.
  23. Strasznie dużo targania i dość czasochłonne :), piwowarzy których znam i jeszcze nie czują się pewnie z określeniem ilości gazu używają wagi (elektroniczna do bagażu jest tania i wystarczająco dokładna). Wiedzą ile waży butla z podpiętym przewodem i reduktorem więc też wiedzą ile gramów gazu pozostało. W warunkach normalnych 1 mol gazu (dla CO2 to 44g) ma objętość 22.4 dm^3, to objętość nieco większa jak keg. Jeżeli chcesz gazować na 2 vol., to potrzebujesz dwa razy tyle. Do tego dodaj jakiś margines błędu i to, że nie powinno oddawać się całkowicie opróżnionej butli) to wychodzi, że bezpiecznie gazować jak masz około 150 gramów gazu w butli. @anteks wtedy jeszcze nie miałem instalacji zrobionej na szybkozłączkach. Po modernizacji linii na wspomniane szybkozłączki nawet o tym myślałem, ale doszedłem do wniosku, że nie chcę już więcej wydawać. Składałem linię kilka lat temu na złączkach JG, wtedy za dwa takie zaworki w tym systemie można było kupić używaną pełną małą butlę CO2 z długą legalizacją. Może teraz są jakieś tańsze zamienniki. Ta złączka świetnie ochroni sprzęt. Jednakże nie chroni przed mikro przeciekami (sama złączka szybko odetnie linię, ale gaz w rurce jest ściśliwy wiec kilka 'kropel' może wycisnąć do rurki gazowej. Jeżeli do linii gazowej dostanie się nawet kropla piwa, to i tak trzeba to czyścić. Na chwilę obecną krótkie rurki gazowe, które nie dotykają do tafli piwa, świetnie mi się sprawdzają. Pilnuję też tego, by mieć wystarczająco dużo gazu. Refermentacja jest super. Ale w kegach trochę inaczej liczy się surowiec. Tutaj znowu prawo Henry'ego daje znać. Dodatkowo też musisz pamiętać, że keg się opróżnia więc zmienia się stosunek objętości przestrzeni nad taflą piwa do samego piwa. Więc jeżeli nie będziesz wyrównywał ciśnienia to z czasem będziesz miał coraz mniej nagazowane piwo. Ogólnie refermentacja pozwala trochę zaoszczędzić na czasie (rzadziej się lata to punktu napełniania) ale i tak musisz mieć coś w rodzaju instalacji by to prawidłowo rozlać (chociażby naboje syfonowe CO2 i tani 'reduktor' do którego pasują te naboje). Też warto przedmuchać CO2 przestrzeń nad piwem, bo tam jest sporo powietrza i przy mocno chmielowych piwach szybko Ci utleni. Miałem mały przesiąk i dość szybko to zauważyłem. Mój reduktor jest rozbieralny. Manometr linii piwa był nietknięty. Manometr butli wymieniłem na nowy (one są tanie, nie musisz mieć, od biedy nawet nie musisz mieć tego manometru, możesz dać zaślepkę i pilnować ilości gazu). U mnie korozja była niewielka więc ją usunąłem mechanicznie. Potem wszystko skręciłem i działa do dzisiaj. Jeszcze taka podpowiedź. Jeżeli chcesz mieć bardzo ładnie i równo skręcony reduktor, to najlepiej używać chemicznych uszczelniaczy Loctite, czy coś w tym rodzaju. Co prawda na teflonie jest też szczelnie, ale musisz dokręcać mocno a to nie oznacza, że będzie wszystko równo. Jeżeli masz rozbieralny, to zobacz co się dzieje wewnątrz, może też się da odratować.
  24. Dokładnie tak. Można to traktować jako układ zamknięty. Podnosząc temperaturę (energię) takiego układu zwiększy się ciśnienie. Jak ochłodzisz to w kilka dni bez kombinowania osiągnie nową równowagę w nowych warunkach. Taka ciekawostka, nauka na własnych błędach. Lata temu miałem cofkę przez reduktor reduktora, aż do samej butli, na szczęście udało się wszystko odratować. Do kega Cornelius można wlać więcej piwa aniżeli zalecane 18.5 litra. Wtedy jeżeli masz standardową rurkę do gazu, to końcówka rurki CO2 znajdzie się pod lustrem piwa (taką rurkę można skrócić samemu, albo kupić krótszą, oczywiście nie zrobiłem tego). Wiadomo jedno piwo w kegu więcej, więc warto. Była końcówka zimy, w piwnicy bardzo chłodno. Podpoiłem reduktor, ustawiłem ciśnienie i zostawiłem tak na dwa tygodnie, by się nagazowało i trochę ułożyło, robię tak do dzisiaj. Błędnie założyłem, że gazu w butli wystarczy (ogólnie manometr ciśnienia butli bardzo szybko spada jak zaczyna się kończyć gaz, więc jednego dnia patrzysz butla pełna wg manometru a drugiego wskazówka jest już w połowie, dlatego butlę warto podnieść i 'wyczuć' czy jest jeszcze gaz, oczywiście nie zrobiłem tego). Temperatura w ciągu kilku dni się znacznie podniosła. Pewnie jakby nie było skoku temperatury, to by tak sobie stało w stanie równowagi, ale wzrost temperatury uwolnił trochę CO2 nad przestrzeń nad piwem i przez rurkę gazową potem reduktor, aż do samej do butli przedostało się trochę piwa. Reduktor wewnątrz delikatnie skorodował (udało się odratować). Do butli dostało się piwo. W takim przypadku butlę trzeba oddać mycia i suszenia zanim się ją napełni. Od tamtej pory mam poskracane rurki gazowe, by lustro piwa do nich nie sięgało.
  25. To jest trochę bardziej skomplikowane. Jeżeli wysyciłeś piwo do określonej wartości. Powiedzmy reduktor był ustawiony na 1 bar i wysycałeś wszystko w temperaturze powiedzmy 10 stopni. Jeżeli proces trwał odpowiednio długo to piwo się wysyci i w tych warunkach nie przyjmie więcej dwutlenku węgla. Tutaj należy wspomnieć o prawie Henryego. Rozpuszczalność CO2 w piwie to powolny proces, w kegu trwa to kilka dni. Podajesz przez reduktor ciśnienie, szybko zapełnia się przestrzeń nad lustrem piwa. Po kilkudziesięciu minutach cześć gazu rozpuszcza się. Gaz będzie powoli się sączył przez reduktor wyrównując ciśnienie w przestrzeni nad powiem. Dokładnie w takiej prędkości jak rozpuszcza się gaz w piwie. Po kilku dniach (bo jest mała powierzchnia wymiany) osiągnie stan równowagi (przy założeniu, że nie zmieniła się temperatura ani ciśnienie). Po osiągnięciu równowagi więcej gazu się nie rozpuszcza. Można odłączyć gaz do chwili wyszynku. Zmieńmy warunki dla tak w pełni nagazowanego piwa. Odłączam gaz i przenoszę keg do chłodniejszego miejsca. Ilość gazu się nie zmienia (zakładam, że piwo w pełni przefermentowało i drożdże już nic nie produkują), bo to układ zamknięty. Wraz z obniżeniem temperatur, z prawa Henry’ego, rozpuszczalność gazu w piwie wzrasta. Zatem cześć dwutlenku węgla z przestrzeni nad piwem rozpuści się aż osiągnie równowagę. Powiedzmy wcześniej planowałeś wyseplenicie 2 vol, to teraz będziesz miał piwo wysycone nieco bardziej. Jednakże niewiele więcej (tutaj zakładam, że keg był prawie pełny, więc mało przestrzeni nad piwem, a zatem i mniej gazu). To oczywiście wymaga czasu, bo rozpuszczalność jest procesem powolnym w takich warunkach. Drugi przypadek, ten sam keg. Przenosisz piwo do cieplejszego miejsca, powiedzmy do 25°C (podaję tak wysoką bo miałem pod ręką tabelę z wartościami). Rozpuszczalność gazu w cieczy maleje. Tym samym CO2 powoli będzie przechodził do przestrzeni nad piwem. Po kilku dniach wysycenie piwa spadnie do około 1.5 v/v. Po podłączeniu tego kega okaże się że zacznie Ci bardzo szybko lać (ciśnienie nad lustrem piwa będzie chciało jak najszybciej się wyrównać do nowych warunków). Ten przypadek pokazuje czemu jest trudno nasycić i potem rozlewać piwo w wysokiej temperaturze. Jakbyś chciał w warunkach letnich piwo o temperaturze 25°C nasycić do 2 v/v to musiałbyś podać ciśnienie na reduktorze około 1.6-1.7 bara. Takie, trochę przerysowane, warunki muszą brać pod uwagę osoby używające schładziarek. Wtedy też najczęściej na czas wyszynku odpuszcza się trochę ciśnienia zaworkiem bezpieczeństwa by było łatwiej polewać. Ogólnie wyszynk jest łatwiejszy w niższych temperaturach, dlatego wiele osób decyduje się na kegerator, bo ten zapewnia stałe warunki (i pewnie też temu, że jest trochę tańszy na starcie ). Korzystając z powyższego, można bardzo przyśpieszyć wysycenie piwa. Obniżyć jego temperaturę, podać wysokie ciśnienie (powiedzmy 3 bary, czyli 1,5 bara poniżej zaworka bezpieczeństwa) i trząchać/turlać kegiem, po to by je spienić. Wtedy piwo się pieni, powierzchnia wymiany się bardzo zwiększa i w efekcie piwo wysyca się dużo szybciej. Wystarczy kilka-kilkanaście minut masz wysycony cały keg. Ma to tez swoje minusy, bo osady które są w piwie nie zdążą osiąść (chyba, że warzysz same hazy ). Jeżeli robisz tak przy podłączonej linii, to niemal cały czas będziesz słyszał syczenie sączącego się gazu do kega. Ten sposób wymaga kilku prób, by przestać w odpowiednim momencie, bo można przesycić. Jeżeli znajdziesz czas to zerknij na poniższy wpis. Czas leci to było ponad dwa lata temu.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.