Jump to content

DanielN

Members
  • Content Count

    720
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    42

DanielN last won the day on March 31

DanielN had the most liked content!

Piwowarstwo

  • Nazwa browaru
    Gruby Stefan
  • Rok założenia
    2014
  • Liczba warek
    80+
  • Miasto
    Warszawa

Kontakt

  • Imię
    Daniel

Recent Profile Visitors

2756 profile views
  1. Taka historia z dzisiejszego poranka. Co prawda nie szkło borokrzemowe, a zapewne szkło sodowe, z którego jest wykonana większość balonów do wina. Leżakowałem w nim piwo kilka miesięcy na drewnie. Czas leżakowania podyktowany lenistwem. Zabutelkowałem. W balonie z racji czasu porobiły się osady. Używam do takich spraw OXI, ale nie dopilnowałem zapasów i było go za mało. Postanowiłem użyć NaOH, stężenie 2%, roztworu było tyle że zakrywało dno na kilka centymetrów. Granulki sypałem do zimnej wody. Wytrząchałem. Nie powiem, z osadem ług poradził sobie świetnie. Na dnie zostało jeszcze trochę zmatowienia, więc postanowiłem potrzymać trochę dłużej. Zostawiłem balon w brodziku, poszedłem posprzątać po butelkowaniu. Usłyszałem trzaśnięcie i sypiące się szkło. Balon teraz wygląda tak: Cieszę się, że nie pękł jak nim trząchałem. Tutaj dopatruję się działania NaOH jako jednego z czynników ciągu przyczynowo skutkowego. Balon który miałem miał bardzo nierówną ściankę. Przy takich naczyniach często są naprężenia. Zmiana temperatur podczas mycia, potem zimna woda, znowu podniesienie temperatury na skutek rozpuszczania się wodorotlenku sodu, nie wytrzymał. Przy szkle taka sytuacja jest ryzykowana. Nie dość, że sam ług jest niebezpieczny, to jeszcze ostre szkło może poważnie poranić. Poniżej wizualizacja jaka jest różnica grubości szkła pomiędzy odłamkiem bliżej dna a środkiem balona jest dwukrotna. Nie ukrywam, kupiłem tani balon. Zatem nawet jak hydroliza szkła z NaOH w roli głównej przebiega powoli, to są takie sytuacje których nie przewidzisz. Wpis dodałem tylko w celu uświadomienia tego, że szkło jest kruche i nawet jak nie skaleczy to ług może nieźle poparzyć. I jeszcze na koniec, dygresyjnie, warto kupić kolbę z szeroką szyjką. Te 3 litrowe świetnie domywa zmywarka. Nawet napisy potrafi zmyć
  2. W tej dygresji właśnie mówię o klasycznych szczepach o słabym odfermentowaniu. Nie przerywałem fermentacji. Czekałem aż się normalnie skończy dopiero wtedy przelewem do kociołka z Lidla i trzymałem w 80 stopniach. Jest to czasochłonne, odparowanie 1.5 p. proc to około 2 godzin. Zależy od warunków. Dlatego też chmielenie piwa na aromat przed odparowaniem nie ma sensu. Chmielilem tylko whirpoolowo, efektów utlenienia nie wyczułem. Smak piwa się zmienia na inny. Nie wiem co tutaj napisać. Trzeba przelewać na gotowanie bez osadów a zwłaszcza drożdży, bo jak je podgrzejesz to nie będziesz miał nic dobrego w smaku. Pierwsze podejścia robiłem w garnku 5 litrowym i uzywalem. Robiłem większe wybicie o te 4 litry. Kegowalem a to co zostało do mniejszego garnka. Używałem butelek patentowych. Jak ostygło strzykawka cukier i drożdże do refermentacji. Szczep musi też być ten sam, bo inny Ci może zejść za nisko. Fajny efekt uzyskałem na forbidden fruit. Może nie był super nisko alkoholowy, ale zdaje się że nie straciłem aromatów pochodzących od drożdży. Odpadam. Zabiera to za dużo czasu. Po moich grach i zabawach stwierdzam, że jakość co do ceny to dobre klasyczne sesyjne piwa. Do kosiarki świetne jest leciutki american wheat. Ciało piwa mozna podbić jak już napisałeś żytem. Płatki się też dobrze sprawdzają. Również jasny karmel w dużych ilościach przy ekstrakcie 6-8blg wnosi dużo dobrego. Dobrać do drożdże, zrobić większą gęstość. Rozcieńczyć przed fermentacją i masz dwa fermentory bardzo smacznego piwa o niskiej zawartości alkoholu. Latem tak robię z kveikami, bo nie trzeba pilnować temperatury i chłodzenie do 30 stopni to raptem 20 minut. Nie sugeruj się moja opinią. Ja swój szczep wyciągałem z kombichy, FM ma raczej pewne i przetestowane źródło, wątpię by wprowadzali coś na rynek bez wcześniejszego sprawdzenia. Pewnie są to dwa odmienne szczepy o innej charakterystyce. Jednak zapewne zbieżna będzie produkcja fuzli. U mnie mój szczep w piwie fermentowalem około 15%, ale na soku owoców do bliska 0 blg, z początkowego 10, przy czym winem zuepełnie nie pachniało.
  3. Wina fermentuje się najczęściej w temperaturze nieco wyższej jak większość piw górnej fermentacji, będą to najczęściej zakresy od 18 stopni w górę. S.Ludwigii wtedy zaczynają produkować dość mało przyjemne aromaty, pojawiają się bardzo wyraźne aromaty fuzli czyli alkoholi wyższego rzędu. W piwie masz stosunkowo mało cukrów, które te drożdże są w stanie metabolizować, zatem produktów ubocznych z ich fermentacji będzie mniej. W niższych temperaturach ta tendencja wydaje się być mniejsza. Warto też zrobić porządny starter, jeżeli mówimy o piwie. Głównym cukrem w brzeczce jest maltoza. Nie jest ona zjadliwa dla S.Ludwigii. Za to wina to głównie cukry pozyskane z owoców. Będzie to dużo fruktozy i glukozy. Te drożdże z miłą chęcią je zjedzą. Będzie więcej odpadu, zepsują smak i aromat wina. Nie wiem może są jakieś szczepy S.Ludwigii, które tego nie robią, z drugiej strony z jakiś względów nie używa się ich w winiarstwie. Raczej traktuje jako mikroorganizmy psujące wino. W połączeniu z wyższą temperaturą fermentacji będzie to szło w stronę rozpuszczalnika. Jeszcze jedna ciekawostka, wystarczy tylko kilka komórek tego gatunku, by się zaczęły szybko namnażać, to je czyni niebezpieczne w winiarstwie. W piwie w zależności od profilu zacierania pewnie można by na nich do 2% uzyskać, jednakże w większości przypadków ta wartość będzie bliżej 1% ABV. W przypadku piwa tak niskie dofermentowanie wynika ze względu na wybredną dietę. W winie wykręcają o wiele większe numerki, dodatkowo cechują się duża odpornością na stres (chce ktoś poczytać o stresie drożdży, mogę sklecić kilka zdań?). Jakiś czas temu 'zachorowałem' ten gatunek drożdży. Ale trochę mnie wyleczyło, to co odzyskałem, zupełnie nie było w moich gustach. Mam nadzieję, że te od FM56 są jakimś lepszym szczepem. Moje pochodziły z kombuchy kupionej na popularnym portalu aukcyjnym, może po prostu ten szczep tak miał. Już trochę dygresyjnie. Jak czytam posty w tym wątku to jestem tego samego zdania co @kantor w tym wpisie. W zeszłym roku trochę próbowałem w warunkach domowych zrobić niskoalkoholowe piwo. Fajne rezultaty dawała 'destylacja'. Jednakże jest mega upierdliwa i czasochłonna. Za to temperatura frakcji, jest w zasadzie w zakresie chmielenia whirpoolowego. Więc można robić niechmielone młode piwo, podgrzać i przetrzymać w temperaturze około 80 stopni. Zadać chmiel pod koniec. Wzrośnie delikatnie gęstość, ze względu na odparowanie alkoholu i wody. Następnie najlepiej jeszcze gorące zlać do kega. Jesteś w stanie przy lekkim piwie zejść poniżej 2% ABV. Taka 'destylacja' nie jest bardzo wydajna i potrwa sporo czasu, ale efekty są całkiem przyzwoite. Sprawdzasz po prostu ekstrakt i przerywasz kiedy Ci odpowiada. Refraktometr jest tutaj przydatny. Bawiłem się tak dwa razy, to co mogę powiedzieć, to trzeba ostrożnie z chmielem ;). Dodatkowo keg też ułatwia sprawę, bo lejesz gorące a w tak gorącej cieczy jest znikoma rozpuszczalność tlenu. Inny przepis na niskoalkoholowe piwo podał już @kantor, po prostu zrobić dobrego bittera na leniwych anglikach.
  4. Jeżeli chcesz uzyskać 2,2v/v w 20 stopniach to reduktor musi być ustawiony na około 1.7 - 1.8 barów. I teraz zaczyna się trudniej. Wstawiasz ten mały keg do lodówki. Minie zapewne kilka godzin zanim się ochłodzi do temperatury wyszynku. Ponieważ wraz z ochłodzeniem piwa rośnie rozpuszczalność dwutlenku węgla, to gaz z przestrzeni nad piwem zacznie rozpuszczać się w piwie. Nie jest to szybki proces, ale już po kilku godzinach nagazowanie będzie odczuwalnie większe, po około 24 godzinach większość CO2, dążąc do równowagi, się rozpuści i będziesz miał wysycenie około 3v/v. Wynika to z prawa Henry'ego. Mówię o scenariuszu gdzie keg ciągle stoi w lodówce. Zatem jak chcesz chłodzić keg już wysycony to potrzebujesz trochę wyczucia. Powiedzmy chłodzisz do temperatury wyszynku 12 stopni. By zachować wysycenie 2.2v/v potrzebujesz ciśnienia 0.95 - 1 bar. Stan bliski równowagi będzie zapewne 24 godzinach (trochę strzelam, może być trochę więcej) w przypadku małego kega. Zamierzasz chłodzić tylko kilka godzin, powiedzmy 6, co stanowi 1/4 czasu do stanu równowagi (przy uproszeniu, że CO2 rozpuszcza się liniowo). Zatem upuściłbym zacznie ciśnienie z kega i dobił je potem na 1 bar + (1.8 bara - 1 bar) * 1/4 = 1.2 bara. I oczekiwał, że po około 6 godziach mam schłodzone piwo o zamierzonym wysyceniu. Druga trudność to wyszynk z takiego ciśnienia, będzie pieniło i to mocno. Zatem albo odpowiednio długa i dławiąca ciśnienie instalacja. Drugim rozwiązaniem jest odgazowanie kega przed wyszynkiem do około 0.2 bara, wyszynk a po wyszynku ponownie dobić ciśnienie. Traci się dużo CO2 i wg mnie za dużo zachodu. Jeżeli znajdziesz chwilę czasu zerknij tutaj, starałem się wyjaśnić jak to jest z tym wysyceniem. Też nie mam warunków do trzymania kegów, dlatego używam takiego czegoś, również polecam. Przetaczasz pod pełnym ciśnieniem, nie ma dużego kombinowania. Chłodzisz w lodówce i polewasz prosto z butelki.
  5. Wg producenta to S.Ludwigii. Szczep pokaże, kto jak trzyma reżim sanitarny :). Posiadacze kegów będą mieli łatwiej, co najwyżej wyjdzie zaworem bezpieczeństwa. Można też gotowe piwo przeprowadzić przez 'pasteryzację' i lać do kega jeszcze gorące piwo. Wtedy też można nachmielić whirpoolowo. Lidwigii są wybredne co do cukrów. Zjedzą glukozę, fruktozę, sacharozę i rafinozę. Zostawią maltozę i inne cukry. Zatem jak coś wpadnie to fermentacja ruszy dalej w najlepsze. Bakterie też w takiej ilości alko będą miały się całkiem dobrze. Wg Milk The Funk, szczep po raz pierwszy został odfiltrowany z kombuchy, 'grzyba herbacianego'. Z tego 'grzyba' też był mój szczep, cztery razy próbowałem go odfiltrować. Kto by pomyślał, że dużo rafinozy ma zwykła biała kapusta i brokuł. Fermentować to należy raczej w niskiej temperaturze, powyżej 16 stopni zaczyna podbijać już fuzlami. Mega trudno złapać balans chmielem. Bo za dużo chmielu i wychodzi gorzko słodki napój. Cukrów resztkowych jest dużo przez co nawet leciutka brzeczka 6-7 blg wydaje się dość słodka. W przypadku winiarzy te drożdże to gwarancja porażki. Wystarczy kilka komórek by się namnożyły i zniszczyły nastaw. Tak czy siak, sezon na granaty uważam za otwarty :), chyba że dbasz o czystość jak należy. Taka jeszcze refleksja na koniec. Warto zrobić FFT w wyższej temperaturze, będzie w ciepłe trochę farbą pachniało. Będziesz wiedział czy coś tam jeszcze jest jak Ci odfermentuje powyżej 15%. Wtedy poczekaj, aż skończy w fermentorze. Brety mogą być zdradliwe, bo te powoli jedzą i można mieć kaboom po jakimś czasie, mogą zakładać FFT. Sam srawdzę szczep od FM, ale za jakiś czas, poczekam na opinie.
  6. Jeżeli zakwasiłeś wodę do wysładzania, to taniny nie powinny być żadnym problemem. Dodatkowo podczas gotowania sporo z nich strąci się w przełomie. Słód pszeniczny też jest pozbawiony łuski, zatem tanin będzie mniej. Za to więcej beta-glukanów powodujących zwiększenie gęstości i brak tych łusek powoduje gorszą filtrację. Zawsze w takim przypadku można dać łuskę, świetnie działa w przypadku pszenicy. W przypadku jakby wypływała namoczyć ją odpowiednio wcześniej. Powinna dobrze przeciwdziałać zbijaniu. Również można zmniejszyć przepływ brzeczki w recyrkulacji, wtedy młóto nie powinno zbijać się mniej. Kosztem wydajności też można grubiej śrutować. I nie strasz mnie z tym zatykaniem, bo jestem coraz bliżej końca składania własnego kociołka .
  7. @Marchelli przypadkiem nie są to szybkozłączki tego typu: http://pl.aliexpress.com/item/New-Stainless-Female-Male-Quick-Disconnect-Set-Home-brew-Fitting-1-2-barb-and-1-2/32826692517.html?spm=a2g17.search0104.3.128.1ea128a4NyE9Ez&ws_ab_test=searchweb0_0,searchweb201602_8_10065_10068_10843_319_10059_10884_317_10887_10696_321_322_453_10084_454_10083_10103_10618_10304_10307_10820_10301_10821_537_536,searchweb201603_61,ppcSwitch_0&algo_expid=857bd027-f05b-4944-8201-b49f2fd3a493-16&algo_pvid=857bd027-f05b-4944-8201-b49f2fd3a493&transAbTest=ae803_5 W razie biedy można złącze zmienić np na pancerny cam-lock.
  8. Nie każdy szczep drożdży zrobi użytek z tej przerwy, nie martwiłbym się wpływem na smak. Drożdże do hefe-weizena, często do saisonów i belgów mogą z niej skorzystać i wytworzyć więcej fenoli. Wymienione przez Ciebie szczepy nie powinny wpływać w wyczuwalny sposób. Zdecydowanie większy wpływ na to piwo będą miały drożdże, z tego co rozumiem lejesz saszetkę bez startera/aktywacji. Z drugiej strony masz lekki ekstrakt, stosunkowo mało brzeczki, wszystko powinno być dobrze.
  9. Wg mnie i ludzi co próbowali te piwa, to temperatura podana przez producenta jest lekko przegięta. To nie są drożdże sezonowe w belgijskim słowa tego znaczeniu. Zachowałem na dłużej kilka butelek. Niestety zaczęły się przegazowywać jak wróciłem do nich po kilku miesiącach, miałem też gushing. Jestem pewien, że nie jest to infekcja, bo pod mikroskopem nic takiego nie widać. Zatem te płytkie odfemrentowanie jest złudne, bo ciągle skubane powoli żrą. Żeby nie było, fermentowałem je długo i w sesyjnym ekstrakcie. Drożdże silnie flokulujące niestety tak mają, że mogą laga złapać. Co do samego profilu. Mi odpowiada, lubię piwa słodowe, ale ja też zbyt dużych wymagań nie mam. Podkreśla słody użyte w zasypie, pojawiają się jakiś wypieki, owoce. Ale nie ma co oczekiwać szału i fajerwerków. Po prostu możesz zagrać zasypem i będzie go czuć a drożdże to podkreślą. Fermentacja w wyżach temperaturach, które zaleca producent psuje mocno w aromacie i smaku piwa. W aromacie co prawda rozpuszczalnika nie czuć, ale piwo robi się gryzące i rozgrzewające w smaku. Dochodzą aromaty zbożowe, w negatywnym tego słowa znaczeniu i piwo staje się też trochę puste. Dawałem kolegom do spróbowania FM601 (fermentowanego na ciepło) i FM602 i niemal przez aklamacje woleli 602. Jak było fermentowane w niższym zakresie to takiej dysproporcji już nie było. Podsumowując, w gorące lato nie fermentowałbym na nich. Są fajniejsze w odbiorze jak fermentujesz w granicach 20 stopni a nie jak producent zaleca 25-35. Też pamiętajcie, że robiłem na nich piwa lekkie i jasne. Może w ciemnych coś innego by pokazały. W chmielowych, raczej szybko zostaną przykryte, ale kto wie. To co mogę polecić po czasie i skromnych próbach to będą to FM602. A jak macie ochotę na saisona takiego z pazurem to niezmiennie WLP590.
  10. Nie wiem jak bardzo mogę polecieć. Jakbym się zagalopował to po prostu zignoruj. 1. Sterowanie mocą grzałki. Jeżeli mówimy o standardowych warkach 20 litrowych warkach, to tak do 2.5kW, chociaż o wiele lepiej od razu 3,5kW, tyle na jedną fazę da radę. Dobrze jakby moc grzałki dopasowywało na podstawie odczytu temperatury. Wtedy można by było bez obawy o przypalenie podgrzewać. Takie podejście wymaga już zastosowanie triaków/SSR. 2. Sterowanie falowe pompami. Z tego co pamiętam, tak można łatwo i wydajnie sterować pompami marki Iwaki, sporo osób ich używa. Pewnie łudząco podobne i popularne MP-15 mają podobnie. Idąc krok dalej, kolejny czujnik temperatury na wyjściu z chłodnicy przeciwbieżnej/wymiennika. Jakby to sprzęgnąć, to automatycznie by sterowało pompą i temperaturą brzeczki lecącej do wiadra. Dla lepszego użycia wody, pewnie by się przydał czujnik porównawczy na linii wody. 3. Zabezpieczanie przed suchą pracą pompy i wykrywanie zatkania. 4. Intuicyjne sterowanie, odporne na zalanie. Czy to kipiącą brzeczką, czy też przypadkowe psiknięcie środkiem dezynfekującym. Sterownie na odległość telefonem to dobry pomysł, ale jako dodatek do panelu wbudowanego w sterownik. Czasem ktoś zadzwoni, czasem bateria padnie i trzeba poustawiać na panelu. Jeżeli chcesz by Ci kociołek potem został i potem warzyć piwo to nie jest zły pomysł. Możesz też kupić tańsze kociołki. Jeżeli szukasz oszczędności, to zawsze możesz zrobić sobie model, który nawet będzie działał. Grzałkę możesz wstawić do plastikowego fermentora, bez obawy że coś się stopi. Otwory na cyrkulację wywiercić i przelot zrobić na gwint/ścisk. Możesz też kupić garnek już z wmontowaną grzałką i kranikiem. Dokupić pompę, kosz, przewód silikonowy. Wg mnie zmieścisz się grubo poniżej 1800 zł. Tylko podpowiadam alternatywy.
  11. @kamiljot aldehyd to raczej nie jest aromat rozpuszczalnika/farby. To o czym piszesz to fuzle, alkohole wyższego rzędu. Ardennesy startuję w 18 stopniach, jak wchodzą w wysokie krążki, czasem trochę później, podnoszę powoli temperaturę do 23-24 stopni. Trzymam je raczej dość długo. To nie są demony prędkości, chociaż lubią pozwiedzać świat. Jakbym miał strzelać, co było przyczyną tych aromatów, to obstawiłbym fermentację w 21 stopniach od samego początku. Jeżeli te 21 stopni, to była temperatura otoczenia to piwo miało o wiele cieplej, wtedy na 100% jest to przyczyną. Z drugiej strony, daj im jeszcze szansę, Ardennesy to super drożdże, ale potrzebują trochę czasu aby się ułożyły.
  12. Jeżeli znajdziesz chwilę to zerknij na ten artykuł: https://byo.com/article/advanced-dry-hopping-techniques/. Morał jest taki, co piwowar to podejście. Dodawanie chmielu jeszcze w fazie aktywności drożdży ma sporo zalet. Glikozydy zawarte w chmielu w niskim pH jakie ma piwo i z pomocą drożdży rozpadają się na glukozę oraz terpenoidy. Te w wyniku biotransformacji przez niektóre szczepy drożdży mogą stać się nowymi ładnymi aromatami. Najlepszym tego przykładem jest NEIPA. Jeżeli zagłębisz się w artykuł to znajdziesz też podejście dodawania chmielu w dwóch dawkach. Jeszcze w fazie aktywności oraz jak już drożdże zakończą fazę burzliwą. Pamiętaj o jednej rzeczy. W domowych warunkach nie ma nic bardziej paskudnego jak tlen (powietrze) w mocno chmielonych piwach. Dodając dużo chmielu wprowadzasz, też sporo powierza uwięzionego w pellecie/szyszce. Im więcej chmielu tym więcej powietrza. Duża powierzchnia wymiany zwiększa jego rozpuszczalność a to może się wiązać z niechcianymi aromatami, przyciemnieniem koloru. Dużo chmielu, to też większa ilość drobnych cząsteczek zielonych, które Ci będą wisiały w piwie jako koloid. One dadzą Ci nieprzyjemną goryczkę. W połączeniu z tlenem szybkie ściemnienie koloru. Dążę do tego, że czasem w domowych warunkach mniej oznacza lepiej. Sam nie jestem fanem przelewania na cichą, fermentuję i chmielę w tym samym wiadrze. Osobiście jeżeli już musisz zlewać, to przelewałbym jeszcze w fazie aktywności drożdży trochę po wysokich krążkach. To pozwoli drożdżom szybko przyswoić tlen który się dostanie podczas przelewania. Również nie wyziębiałbym piwa zaraz po fazie burzliwej, piwo musi dofermentować. Pozwól drożdżom zredukować diacetyl, aldehyd, zlecieć resztkom siarki. Potem obniżył temperaturę i dodał chmiel. Obniżył temperaturę wstępnie do 15-16 stopni, to jest temperatura w której drożdże mogą pracować. To pozwoli dojeść cukry, które powstaną z chmielu. Również przyswoić trochę tlenu, który się dostanie wraz z chmielem. Po dniu obniżał temperaturę do bliskiej zera. Tak żeby całe chmielenie trwało około 3 dni. Niska temperatura w dwa dni ładnie ułoży chmiel na dnie. Cold crash robi się najczęściej przed rozlewem. Niska temperatura, to niska energia. Wiele zawieszonych w piwie cząsteczek opadnie i wyklaruje piwo. Osobiście nie spotkałem się podejściem wyziębiania piwa po fazie burzliwej, jak już wyżej napisałem to ma więcej wad jak zalet. Zatem wyziębiasz piwo już po skończonej fermentacji. Jeżeli chcesz je porządnie wyklarować użyj dodatkowo żelatyny i zolu, czy tam innych substancji klarujących. Wtedy też będziesz miał mocno zbity osad na dnie. Poszukaj sobie na forum o klarowaniu.
  13. Z silnie flokujacymi radzę sobie na kilka sposobów. Robię zawsze małe startery dedykowane pod bank. Naczynie w którym to robię jest na tyle małe że jestem w stanie sięgnąć igła do dna. Wtedy igłą/pipetą zruszam zbite drożdże. Używam grubych igieł, wtedy zawsze sporo kłaczków wpadnie do strzykawki/pipety. Inna metodą to po prostu zruszyć cały osad bujaniem. Silnie flokulukace drożdże szybko opadną na dno i zanim się znowu zbiją masz czas na pobranie drobniejszych grupek. Kolejny sposób jest taki, że w otoczeniu lampy zlewasz cały płyn z nad drożdży z dedykowanego startera, wlewasz sól fizjologiczną i zruszasz cały osad. Potem strzykawką prosto do fiolek. Kolejny raz grubą igła ułatwia zadanie. Tych drożdży co masz w fiolce śmiało wystarczy, w moich mrożonkach jest ich jeszcze mniej. W Twoim przypadku zrobiłbym tak. Wysterylizowalbym brzeczkę w drugiej probówce, by było jej z 8-9 ml, około 5 Plato. Nad ogniem rozpalił bym igłę, przebiłbym gorącą igła przez ściankę sprobówki z drożdżami, trochę nad stożkiem drożdży, odessał całą zawartość drożdży i wstrzyknął do probówki z lekką brzeczką (starterem). Tam się namnożą, potem starter 150ml i 1.5 litra. Woda szybko wystudzi gorąca igłę zanim dojdzie do drożdży. Oczywiście fiołki najpierw zdezynfekować.
×
×
  • Create New...