Skocz do zawartości
Slonx

Dziwny nalot na powierzchni brzeczki

Rekomendowane odpowiedzi

Przedwczoraj butelkowałem stouta. Po otwarciu fermentora moim oczom ukazał się delikatny nalot na powierzchni brzeczki. Nie pokrywał całej powierzchni, był jedynie na środku, taki kożuszek. Miałem coś takiego przy pierwszej warce, tak jak wtedy, tak i przedwczoraj zrobiłem zdjęcie, ale jakbym próbował, nie wychodzi, nie widać tego, więc nic nie wrzucam. Może lepszy aparat by tu pomógł...

Sprawa mnie intryguje, bo o ile jest ten kożuszek, to tak jak przy pierwszej warce, tak i przy tej w smaku i zapachu piwa nie czuć niczego niepokojącego. Pierwsza warka przetrwała w butelkach z półtora miesiąca, pod koniec piwo smakowało jedynie lepiej, raczej się nie psuło. Dodam jeszcze, że taki sam kożuszek miewam, gdy zaleję sobie herbatę i zapomnę o niej na kilkanaście godzin, więc bardzo prawdopodobne, że to jakiś ze składników mojej kranówki, który po prostu tworzy taki nalot na górze w połączeniu z jakimś innym składnikiem.

 

Co to może być? Czy ktoś ma podobnie? Wrzuciłbym zdjęcia, ale nic na nich nie widać. Niedługo będę butelkować Hefe-Weizena i tam być może też coś takiego się ukaże, więc pożyczę wtedy lepszy aparat i porobię zdjęcia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tlenowiec, jeśli pijalne, szybko pić, jeśli nie, wylać. Mogłeś zapytać w temacie o infekcjach ;)

Edytowane przez WiHuRa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miło wiedzieć, że mam zainfekowane piwo, pierwsza warka w takim razie też była zainfekowana, chociaż się nie zorientowałem :D

 

Zastanawiające jest to, że ludzie pokazują, jakiego to oni nie mają syfu w fermentorach (przynajmniej na tych zdjęciach). U mnie ten nalot jest bardzo delikatny, trudno dostrzegalna mgiełka, co chyba oznacza, że infekcja nie posunęła się aż tak bardzo, aczkolwiek będzie się niestety rozwijać...

 

Mam niemniej jednak trochę drożdży, które z powodzeniem mogę zużyć. Czy dobrym wyjściem byłaby pasteryzacja, dodanie drożdży i ponowne zabutelkowanie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale przecież Ty już zabutelkowałeś, teraz bym tego nie ruszał, tylko spijał po nagazowaniu. Osobiście również zdarzył mi się delikatny nalot na piwie ale żadnych oznak zepsucia nie zauważyłem, nawet w ostatniej butelce, także bądź dobrej myśli.

 

Stout to piwo sesyjne, można "pić odpowiedzialnie" w dużych ilościach :D

Edytowane przez WiHuRa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale przecież Ty już zabutelkowałeś, teraz bym tego nie ruszał, tylko spijał po nagazowaniu. Osobiście również zdarzył mi się delikatny nalot na piwie ale żadnych oznak zepsucia nie zauważyłem, nawet w ostatniej butelce, także bądź dobrej myśli.

 

Stout to piwo sesyjne, można "pić odpowiedzialnie" w dużych ilościach :D

 

No właśnie. Straszy się tak tymi infekcjami, a ja nawet nie wiedziałem, że poprzednią warkę miałem zainfekowaną. Wspominałem oczywiście dawno temu, że przelewałem na cichą i coś takiego zauważyłem, to mnie uspokojono, że to nie musi być infekcja itp. itd.

Jak wspomniałem, piwo zbyt długo nie poleżało, bo z półtora miesiąca, ale w smaku się nie psuło, w zapachu też nie.

Jedyne, co mnie zaniepokoiło wtedy to zapach tuż po otwarciu butelki, który jednak po przelaniu błyskawicznie się ulatniał. Zapaszek był właśnie taki kwaskowaty i był wyczuwalny tylko przez kilka sekund po zdjęciu kapsla.

 

Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak jeszcze bardziej przyłożyć się do sterylności swoich procesów. Być może wpływ na to wszystko ma fakt, iż chłodziłem piwo w garnku na balkonie, co trochę trwało. Może inaczej by się sprawa miała, gdybym wlewał gorącą brzeczkę do zdezynfekowanego fermentora i zamykał szczelnie, chłodząc właśnie w nim, w wannie z zimną wodą, tylko tu rodzi się u mnie obawa, czy plastik wytrzyma taką temperaturę i nie pęknie. W sumie przy obydwu butelkowaniach robiłem syrop cukrowy w ilości około litra, wrzący wlewałem do fermentora i od razu dekantowałem na to piwko. Wiem, że w ten sposób ubijam trochę drożdży, ale piwo i tak dało radę się nagazować poprzednim razem, więc pewnie tym razem też będzie podobnie.

Edytowane przez Slonx

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jak to jest z użyciem takiej gęstwy, jeśli podejrzewamy zakażenie (bardzo mała mgiełka) to czy warto zastanawiać się nad ponownym użyciem gęstwy czy lepiej wylać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Slonx

ja też miałem taką mgiełkę parę razy i nie uważałem ją za infekcję. Piwo było bez zarzutu.

Dekantuj brzeczkę do wiadra plastikowego i wtedy na balkon do chłodzenia (ja tak robię i jest OK). Oczywiście robię whirpoola w garze w celu zebrania osadu i chmielin na środku gara.

Co do roztworu to też często wlewam gorący do wiadra i na niego dekantuję piwo. Potem mieszam zdezynfekowaną łyżką piwo. Jak na razie jest wszystko OK.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zlej w butelki, mialem to samo w sierpniu 2012. Sciaglem z grubsza z wierzchu. Dodalem na wzmocnienie do butelek troche drozdzy...zlałem, zakapslowalem. I jest wszystko ok.

Dzis jak otwieram to nie ma sladu podejrzanych niespodzianek. A kożuch/błone mialem dość znaczną. Nie było żadnego zepsucia w butelkach . Dobre drożdze zjadly przy okazji te beztlenowe.

Pozdrawiam.

jk

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zlej w butelki, mialem to samo w sierpniu 2012. Sciaglem z grubsza z wierzchu. Dodalem na wzmocnienie do butelek troche drozdzy...zlałem, zakapslowalem. I jest wszystko ok.

Dzis jak otwieram to nie ma sladu podejrzanych niespodzianek. A kożuch/błone mialem dość znaczną. Nie było żadnego zepsucia w butelkach . Dobre drożdze zjadly przy okazji te beztlenowe.

Pozdrawiam.

jk

 

Czytając komentarze właściwie czuję się uspokojony :)

Może jestem przewrażliwiony, ale człowiek się naczyta o tych infekcjach i ogarnia go przerażenie. Na dodatek wprawy brak, więc zacieranie pochłania więcej czasu, niż u bardziej doświadczonych piwowarów i wtedy marnowanie piwa mogłoby być wyjątkowo bolesne.

 

Dekantuj brzeczkę do wiadra plastikowego i wtedy na balkon do chłodzenia (ja tak robię i jest OK). Oczywiście robię whirpoola w garze w celu zebrania osadu i chmielin na środku gara.

 

Czyli spokojnie można lać, plastik fermentora nie pęknie, jak mniemam.

No to git, nie mam chwilowo więcej pytań.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jak to jest z użyciem takiej gęstwy, jeśli podejrzewamy zakażenie (bardzo mała mgiełka) to czy warto zastanawiać się nad ponownym użyciem gęstwy czy lepiej wylać?

 

Wylać. Po co przenosić prawdopodobnie zainfekowana gęstwę ? Nie warto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po otwarciu fermentora moim oczom ukazał się delikatny nalot na powierzchni brzeczki. Nie pokrywał całej powierzchni, był jedynie na środku, taki kożuszek.

Jeśli na podstawie takiego opisu ktoś stwierdza, że to tlenowiec to gratuluję. To może być wszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może być wszystko albo nic. Ludzie wpadają w panikę z różnego powodu. Jak mordy nie wykręca to butelkuj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po otwarciu fermentora moim oczom ukazał się delikatny nalot na powierzchni brzeczki. Nie pokrywał całej powierzchni, był jedynie na środku, taki kożuszek.

Jeśli na podstawie takiego opisu ktoś stwierdza, że to tlenowiec to gratuluję. To może być wszystko.

 

Nie ukrywam, że chciałbym móc podzielić się tym widokiem z forumowiczami, ale nie wychodzi mi to na zdjęciach. Musiałbym kogoś zaprosić na butelkowanie, a to chyba mija się z celem. Jeżeli zacznie się psuć, to będę wiedział, że to infekcja.

 

Może być wszystko albo nic. Ludzie wpadają w panikę z różnego powodu. Jak mordy nie wykręca to butelkuj.

 

Spoko, zabutelkowane od poniedziałku :)

Nikt nie zwrócił uwagi na to inne spostrzeżenie. Otóż, czasami mam podobny widok na powierzchni herbaty w szklance, gdy zostawię ją na kilka godzin. Robi się właśnie taki sam kożuszek, delikatny nalot i to mnie trochę uspokaja, bo skoro pojawia się to na herbacie (bez cukru, zwykłej czarnej) którą czasem piję nawet pozostawioną na następny dzień, albo i dłużej i w smaku jest po prostu bardziej hm... cierpkie, to raczej to wiele nie ma wspólnego z infekcją.

No oczywiście musiałbym zostawić pewnie tę herbatę na dłużej, żeby mieć pewność, ale właściwie, na czym niby mogłyby żerować bakterie w szklance z niesłodzoną, czarną herbatą?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyli spokojnie można lać, plastik fermentora nie pęknie, jak mniemam.

Nie pęknie, nie bój się. To nie (grube) szkło aby miało pękać

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ten nalot na powierzchni piwa jest chyba znakiem firmowym mojego browaru. W dotychczasowych 3 warkach się z nim spotykałem, co mnie jednak zastanawia to to, że nie psuje ani smaku, ani aromatu, a w butelkach go nie ma.

Był w bitterze, był w stoucie, butelkowałem też pszenicę i również go zauważyłem, chociaż na tak jasnym piwie był ledwo dostrzegalny.

Mnie się wydaje, że to od wody. Gdy robię herbatę, to pojawia się dokładnie taki sam nalot, jak herbata wystygnie. Trochę to dziwne, że mam go po zakończeniu fermentacji, ale jak powtarzam, nie psuje on piwa.

Ciągle mnie zastanawia, co to jest, ale chyba na przyszłość po prostu nie będę się nim przejmował, skoro piwa to nie rusza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam podobnie - z jakiego ujęcia wodę masz w Krakowie - albo w jakiej dzielnicy mieszkasz ??

ja mam ujęcie z Raby (Kurdwanów)

Edytowane przez longmen

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam podobnie - z jakiego ujęcia wodę masz w Krakowie - albo w jakiej dzielnicy mieszkasz ??

ja mam ujęcie z Raby (Kurdwanów)

 

spróbujcie piwo zrobić na wodzie sklepowej ja z biedronki biorę i jest ok. Jak po takiej wodzie nie będzie nalotu to sprawa jasna

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja mam ujęcie z Raby (Kurdwanów)

Chyba całe Podgórze zaopatruje Raba. Zdaje się, że taki urok tego ujęcia bo mam to samo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Warzę od początku mej przygody na Kobierzyńskiej, więc mam wodę z Dobczyc. Natomiast naloty, bo też ich doświadczyłem, to jednak najczęściej były jednak związane z bakteriami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Natomiast naloty, bo też ich doświadczyłem, to jednak najczęściej były jednak związane z bakteriami.

Rzecz w tym, że poza cienkim filmem na powierzchni po fermentacji (jak na herbacie) nie potrafię znaleźć negatywnego wpływu na piwo.

Jak definitywnie stwierdzić czy to bakterie? Potrzebny zaliczony kurs sensoryczny?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak definitywnie stwierdzić czy to bakterie? Potrzebny zaliczony kurs sensoryczny?

 

Nie, raczej posiew :) Ale ja bym się nie stresował aż tak tym faktem, bo też nie da się do jednego worka wszystko wrzucić. Jak się przydarzy to zrób zdjęcie i porównamy :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mieszkam na ruczaju, więc chyba tak jak elroy, mam wodę z Dobczyc. Spróbuję następną warkę na wodzie sklepowej zrobić, to zobaczę, czy ten nalot będzie występował.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×