Jump to content

Śląskie Makówki


Recommended Posts

Wodzianka to chodzi u Wojewódzkiego z wodą. Wodzionka. WODZIONKA. Zajebista jest. Ale nie jada się jej w wigilię.

U mnie makówki i moczka to obowiązkowe potrawy w Wigilię. Smak z dzieciństwa to konopiotka (siemieniotka) - zupa z siemienia konopnego z kaszą :) . Pamiętam że babcia warzyła taką na Wigilię. Pycha!

Bo na śląsku to najpierw zupa z konopii, na deser mak a potem śpiewamy do samego rana :D

Link to post
Share on other sites
  • Replies 51
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Wodzianka to chodzi u Wojewódzkiego z wodą. Wodzionka. WODZIONKA. Zajebista jest. Ale nie jada się jej w wigilię.

Ja to znam jako brotzupa, znowy wychodzi ze mnie zakamuflowana opcja ;)

Bo na śląsku to najpierw zupa z konopii, na deser mak a potem śpiewamy do samego rana :D

Skoro tego dnia trzeba zachować wstrzemięśliwość od alkoholu, to trzeba sobie jakoś inaczej radzić :cool:

U mnie w domu zupa rybna z grzankami z pasternakiem. Moczka również obowiązkowo, ale na słodko, choć z warzywamia (pasternak i marchewka, z tego co pamiętam). Ale moczkę, w każdym domu, robi się inaczej. W wersjach najbardziej hardcorowych pływają w niej głowy z karpia ;)

Edited by olo333
Link to post
Share on other sites

Ja tutaj mieszkam dopiero od 5 lat, potrawy o których pisałem były i do dzisiaj są robione w moim rodzinnym domu, a pochdzę z Rydułtów. Ale w okolicach Kędzierzyna, w wioskach o dwóch nazwach, ta zupa też jest często robiona.

Link to post
Share on other sites

Swoją drogą ciekawych rzeczy się dowiadujemy. Aż mnie korci żeby ankietę założyć (anonimową), ilu z nas ma przodków z np Ukrainy, Litwy, Łotwy itp. W sumie bym to zrobił, ale nie wiem jak. Kiedyś widziałem próbę takiej sondy, ale czy to działa?

Edited by Jacenty
Link to post
Share on other sites

Fajny pomysł, ale czy wyciągniesz jakieś wnioski, to ciężko mi powiedzieć, bo się na tym nie znam.

U mnie to np. jest tak, że ojciec i dziadek pochodzi z Łącka (małopolska), ale pradziadek mieszkał gdzieś we wsi za Popradem - zajmował się przewozem różnych towarów (znając życie przemycał) i zginął w wieku lat około 25-27 podczas zasadzki zbójeckiej. Dziadek ze strony żony pochodził ze Lwowa i po 45r pozostał we wsi koło Zielonek (również w małopolsce). Niestety przekazy kulinarne poza śliwowicą nie przetrwały ;)

Link to post
Share on other sites

Właśnie zajadam się wersją z porterem bałtyckim. Robi się to już pod koniec kiedy to do zrobionych makówek i stygniętych dolewa się porcję porteru. Może to je to co pisoł Dziadek, będzie na dłużej.

Link to post
Share on other sites

Tak mi smaku narobiliście tymi makówkami, że chociaż urodziłem się tylko ( ;) ) na Dolnym Śląsku, to koniecznie muszę pamiętać żeby je zrobić w przyszłym roku.

Fajny pomysł, ale czy wyciągniesz jakieś wnioski, to ciężko mi powiedzieć, bo się na tym nie znam.

Sam nie wiem co z takiej sondy mogłoby wyjść. Można by ją jako ciekawostkę potraktować i tyle.

Link to post
Share on other sites

U mnie, znaczy w rodzinnych wiochach wele Anaberga, czyli te same strony co Kandrzin (Kędzierzyn-Koźle), robi się makówki z maku, mleka, migdałów, bułki i rodzynek, czytałem, że dawniej zamiast mleka miało być niby makowe mleczko, pewnie stąd zamiłowanie do tej potrawy. ;) Sam nie jestem jednak jej miłośnikiem, za makiem nie przepadam.

Mŏczka u mnie też się robi, u mnie niestety tą mniej hardcorową wersję - piernik, orzechy włoskie, migdały, morele, chyba śliwki też, w tym roku były też wieprzki z kompotu (agrest). Sąsiadka robi jednak z pasternakiem, marchwią, selerem. Nieżyjąca już ciotka z mojej wioski też tak dawniej robiła. O wersji z głowami rybimi też słyszałem niedawno, niewykluczone że i u mnie tak dawniej robili, muszę starszych ciotek podpytać.

Wytrawna zupa rybna z karpich łebów też była popularną zupą u mnie na stole, teraz zwyczajna grochówka i zupa z soczewicy. Siemiōnka też była.

Brotzupa/wodziōnka rzeczywiście nie ma u nas nic wspólnego z wigilią, w końcu je się ją cały rok.

Link to post
Share on other sites

Sugerujesz, że jestem spoza Ślaska? ;) Gdzieś wyczytałem, że niby w pierwotnej wersji składnikiem nie było mleko, stąd moje wątpliwości. Ale dobrze, że mnie poprawiłeś.

Z Jacer-em też się pod wieloma względami zgodzę. Kuchnia Wielkopolska i Śląska są miejscami podobne, ze względu na wpływy pruskie chociażby. Nie było u nas nigdy czegoś takiego, jak barszcz, pierogi, itp. Sam jednak chętnie spożywam czasem te potrawy. Tereny wschodnie to zupełnie inne kultury od naszych, mentalnie, kulturowo, jak i kulinarnie.

Link to post
Share on other sites
Sugerujesz, że jestem spoza Ślaska?

Ależ nie. Tylko co sobie taki Warszawiok albo ktoś ze wschodu pomyśli jak przeczyta, że na śląsku jemy zupę z konopi, makówki z dodatkiem mleczka makowego, do tego kompot a potem jeszcze moczkę- piernikowy deser na wywarze z karpich łbów. Skoro dla nich abstrakcją jest wodzionka.

Link to post
Share on other sites

Mŏczka u mnie też się robi, u mnie niestety tą mniej hardcorową wersję - piernik, orzechy włoskie, migdały, morele, chyba śliwki też, w tym roku były też wieprzki z kompotu (agrest). Sąsiadka robi jednak z pasternakiem, marchwią, selerem. Nieżyjąca już ciotka z mojej wioski też tak dawniej robiła. O wersji z głowami rybimi też słyszałem niedawno, niewykluczone że i u mnie tak dawniej robili, muszę starszych ciotek podpytać.

Osobiście, powiedziałbym raczej - na szczęście. Zupę rybną z głów (i nie tylko) bardzo lubię, ale słodkiej, a do tego zimnej, moczki z głową karpia raczej bym nie tknął. A tak z ciekawości, z której strony Anabergu?

Edited by olo333
Link to post
Share on other sites

Olo tyś jest synek z Rydułtów a z kierej strony "Szarloty" Ty pochodzisz? :) . bo jo miyszkom ze wschodnij.

Na święta szykujemy: moczka i makówki

Edited by Szwed
Link to post
Share on other sites

Olo tyś jest synek z Rydułtów a z kierej strony "Szarloty" Ty pochodzisz? :) . bo jo miyszkom ze wschodnij.

Na święta szykujemy: moczka i makówki

A jakoś nigdy żech sie nie zastanowioł, z kierej to je strony, ale jak tak teroz patrza na google maps to mi wychodzi, że z zachodniej. Niedaleko z tamtąd już do Krzyżkowic.

Link to post
Share on other sites

A jak już jesteśmy przy Szarlocie, to dużo z niej widać przy dobrej pogodzie:

http://www.dalekieobserwacje.eu/?s=szarloty

Fajna stronka, nawiasem mówiąc. Szarlote widać też bez problemu z Góry Świętej Anny i okolicznych wzgórz, więc zawsze, przy dobrej pogodzie, można rzucić okiem na rodzime strony.

Link to post
Share on other sites

olo333, jŏ ech je ze ty samy zajty Anaberga co Ti, ze Raszowy ech je. :)

A mŏczka na wywarze z łbów karpia mimo wszystko bym spróbował. Wracając zaś do makówek, to sporo ludzi kupuje już gdzieś mielony mak, u nas się zawsze mieliło, sąsiad ma specjalną maszynkę do mielenia maku. :)

Link to post
Share on other sites

Ja też jestem z tych samych stron. Pewnie się niejednemu narażę ale proponowałbym, żeby jednak na forum pisać po polsku bo strasznie ciężko się czyta wpisy pisane gwarą. Zważając na to, że panuje (nie wiem czy pisana) reguła używania polskich znaków pisząc posty, to wpisy w gwarze znacznie bardziej utrudniają ich czytanie niż te pisane bez "ogonków".

Link to post
Share on other sites

Na dodatek potrawy Wigilijne są bez soli bo muszą być jałowe jak za "tamtych" czasów (mniemam że chodzi o Chrystusowe..ale czy na pewno nie używali soli to tego nie jestem pewien)

 

Bardzo ciekawy i archaiczny obyczaj który zanikł. Tabu soli dotyczy wszelkich obrzędów związanych z zaświatami(w wielu kulturach obowiązuje na stypie), a wigilia jest jednym z bardziej (obok 1.11) otwartych na wizyty dziadów (duchów przodków, domowików).

Solenie jest obok gotowania przetwarzaniem kulturowym, a więc przekształceniem w ramach antynomii chaos-kosmos, dzikość- uporządkowanie, natura-kultura.

Więc powrót do "onego czasu" (illud tempore) nie odnosi się do konkretnej rzeczywistości z czasów Chrystusa, tylko do "czasu świętego" czasu mitycznego.

Z drugiej strony zakazów rytualnych (tabu) podczas wigilii było więcej- zakaz żelaza, raptownych ruchów, ostrych przedmiotów, nakaz ciągłości (gospodarz nie mógł przerywać wieczerzy wstając od stołu)

 

Wasilewski J.S., Tabu a paradygmaty etnologii, Warszawa 1989 (niestety mały naklad, ale cały rozdział poświęcony tabu soli)

Edited by mimazy
Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.