Skocz do zawartości
Pierre Celis

[piwolog] London Baby! Część 2 – Brew Dog, Camden Town.

Rekomendowane odpowiedzi

img_3976.jpg?w=1024&h=768

O tym szkockim browarze słyszał z pewnością każdy piwny fascynat. Dla mniej wtajemniczonych napiszę, że Brew Dog to bezkompromisowy browar rzemieślniczy, oparty na duchu piwnej rewolucji amerykańskiej. Jego znak rozpoznawczy to specyficzne “punkowe” etykiety oraz skandalizujący marketing. Wyróżnia się na wyspach nie tylko szeroką gamą warzonych piw, ale też prowokacyjnymi akcjami reklamowymi:

2.jpg

Tak się pięknie złożyło, że Brew Dog otworzył firmowy pub w dzielnicy Camden, nomen omen dzielnicy punków, a przecież slogan Brew Doga brzmi “Beer for punks”. Samo Camden jest warte odwiedzenia ze względu na niepowtarzalny klimat. Dawniej była to mekka odrzutków, dzielnica dziwnych sklepów i klubów muzycznych. Dzisiaj to po prostu produkt turystyczny, ale dawny klimat jest tu nadal wyczuwalny. Znajdziemu tu multum sklepików z subkulturowym badziewiem, ozdobionych specyficznie, bo wystającymi z elewacji sporej wielkości ozdobami typu smoki, krzesła, trampki, rakiety. Oprócz tego jest kilka rynków ze słynnym Camden Lock na czele. Można tam kupić i wszystko i nic, ale też tanio zjeść. Można wybierać spośród setek budek z kuchnią chińską, indyjską, meksykańską, perską i … polską kiełbasą. Naprawdę na co kto ma ochotę, do tego bardzo tanio jak na londyńskie realia.

img_4043.jpg?w=300&h=225

Wracając do Brew Doga, to jest to niewielki zatłoczony pub, który powala wyborem trunków i … cenami. Oprócz 10 piw ze szkockiego browaru, można spróbować kolejnych kilku z zacnych zaprzyjaźnionych browarów rzemieślniczych, by wspomnieć tylko Mikkelera i De Molen. Oprócz tego w kilku lodówkach czekają równie ciekawe okazy butelkowe w ilości kilkudziesięciu rodzajów. To taki dość nietypowy multi-tap bar, choć jego oferta zadowoli z pewnością każdego, nawet największego piwnego snoba.

Lokal jest niewielki i ciężko o wolne miejsce (nawet przy barze). Panuje wystrój industrialny, ale dość przyjemny. Na półkach znajdziemy książki o tematyce piwnej i … gry towarzyskie. Panuje zatem dość luźna, niemal domowa atmosfera. Oczywiście wśród klienteli nie brakuje subkultórowych freaków, jak na Camden przystało.

img_3962.jpg?w=640&h=853

Degustację rozpocząłem od pinty słynnego Punk IPA (American IPA). Złote, a nawet lekko zielonkawe (?), opalizujące. Piana marna, wysycenie średnie, eleganckie. Aromat skórki mango, grejpfruta, żywicy. Średnia pełnia i silna goryczka uderzająca szybko i dość długo pozostająca na języku. Piwo genialne w swojej prostocie – bardzo aromatyczne, a jednocześnie dobrze zbalansowane. Do tego wysoce sesyjne (8/10).

Żeby oszczędzić siły i kubki smakowe, kolejne piwa testowałem już w mniejszych próbkach o pojemności 1/3 pinty. Z pomocą uprzejmego barmana, który ochoczo częstował próbką każdego z piw, wybrałem 4 kolejne do przetestowania.

img_3971.jpg?w=1024&h=768

5 A.M. Saint (Amber Ale). Bursztynowe, klarowne. Połączenie aromatu karmelowego z cytrusami pochodzącymi od amerykańskich odmian chmielu. Po dobrze nachmielonym Punk IPA wydawało się mało wyraziste, co nie może dziwić, bo przecież amber ale, to nie jest styl agresywny. Troszkę zabrakło mi w tym piwie ciała, podbicia dla karmelowego aromatu (6.5/10).

Libertine Black Ale (Cascadian Dark Ale lub przewrotnie: Black IPA). Ciemnobrązowe, z rubinowymi refleksami. W większym szkle mogło by się okazać nieprzejrzyste. Piana koloru beżowego niska, o zmiennej fakturze, szybko opada. Wysycenie średnie, dobrze dobrane. Aromat wybitnie cytrusowy. Czego my tu nie mamy – cytryny, limonki, grejpfrut. W smaku i aromacie tylko odrobina paloności. W odczuciu wytrawne, delikatnie oleiste, śliskie. Goryczka oczywiście wysoka, jak na IPA przystało. Sumarycznie bardzo udane Amerykańskie IPA z ciemnymi akcentami (7/10).

Hardcore IPA (Imperial IPA). Piękny miedziany kolor i wątła piana, która jednak dzielnie oblepia szkło. Wysycenie średnie do niskiego. Aromat .. nikły. Hm, nie tego się spodziewałem. Słodki, landrynkowy z wyczuwalną nutą rozpuszczalnikową. W smaku ujawniają się słodkie owoce – mango, ananasy. Piwo jest pełne, lepkie, z bardzo wysoką, ekstremalną goryczką. W odczuciu ostre, szczypiące. Goryczka i alkohol ostro atakują język. Trunek tylko dla piwnych ekstremistów, radzę pić jako ostatnie piwo wieczoru. Mnie szczerze mówiąc nie zachwyciło. Może miałem zbyt mocno rozbudzoną wyobraźnię po przeczytanych wcześniej opiniach. Goryczka z nutą alkoholową i rozpuszczalnikową, to jednak za mało, żeby mnie zachwycić (6.5/10).

Chris From Stone’s Stout (Russian Imperial Stout). Zdecydowanie najlepsze piwo tego popołudnia i chyba najlepsze piwo jakie miałem okazję wypić podczas wyjazdu. Czarne jak smoła, z jasnobrązową, gęstą i długo utrzymującą się pianą. Aromat deserowy – wanilii, lukrecji i czekolady. Tylko lekka paloność. Wysycenie niskie, jak przystało na ciemnego giganta. W smaku słodkie, ale też kwaskowate, więc nie zakleja ust. Z upływem czasu ujawniają się ciemne owoce – śliwki, rodzynki oraz spora dawka czekolady. Goryczka niewysoka, bardziej alkoholowa, niż chmielowa. Trzeba dodać, że alkohol, pomimo sporej jego zawartości (10,2% alk.), jest elegancko wkomponowany w ciało i nie narzuca się. Wybitne piwo do spokojnej niespiesznej degustacji (8.5/10). Szkoda, że uwarzone chyba tylko jednorazowo i dostępne wyłącznie w wersji lanej. Mam nadzieję, że zostanie kiedyś powtórzone i uda mi się je kupić w wersji butelkowej.

Brew Dog Punk IPA


1214 b.gif?host=bimbelt.wordpress.com&blog=17

Wyświetl pełny artykuł

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×