Skocz do zawartości
przemski

BLG spadający w butelce

Rekomendowane odpowiedzi

W wyniku problemów z granatami i ogólnie niedofermentowanym piwem oraz zainspirowany uwagą Josefika z innego wątku

 

1 blg niedofermentowanego piwa to już jest duży kłopot

 

postanowiłem sprawdzić jak to jest z tym moim niedofermentowaniem. A żeby wszystko miało walor obiektywności i naukowości wpadłem na pomysł, że zmierzę baling moich wybuchających w upalne dni piwek.

 

I oto:

 

IPA 15*, butelkowana przy 4,5* ma obecnie w butelce 2,5*

BPA na Ardenach 13*, butelkowane przy 4, ma obecnie w butelce 2*

to samo BPA na T-58 butelkowane przy 4 ma obecnie w butelce 2*

 

(dodam że pomiary piwa z butelki dokonywałem po odgazowaniu)

 

 

Szczerze mówiąc trochę się przeraziłem bo we wszystkich 3 przypadkach baling spadł mi w butelce o jakieś 2 punkty!

 

 

Proszę mnie poprawić jeśli źle myślę:

 

- 1BLG oznacza 10g cukru w litrze czyli 5g cukru w półlitrowej butelce...

- a więc spadek o 2 BLG odpowiada przejedzeniu przez drożdże w butelce 10g cukru...

- a jeśli dodam do tego 4g cukru wsypane do butelki okazuje się że refermentacja w butelce dokonała się za pomocą 14g cukru!

 

Albo ja coś żle liczę, albo naprawdę dziwne że nie wybuchły mi wszystkie butelki na dodatek nie z siłą ręcznego granatu tylko miny przeciwczołgowej

 

A może to jest tak że baling w butelkach spada ale to jest zjawisko normalne i oznacza zupełnie co innego niż dostarczenie drożdżom jedzonka w postaci 1BLG=5g cukru w standardowej butelce? Może cały ten mój pomiar niczego nie dowodzi bo piwo nagazowane nawet po odgazowaniu pokazuje inne wartości na cukromierzu?

 

Czy ktoś z Was mierzył kiedyś baling po kilku miesiącach siedzenia piwa w butelce i również uzyskał zupełnie inny rezultat niż w trakcie kapslowania?

 

przem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na pewno za jakąś część spadku blg w butelce odpowiada wzrost poziomu alkoholu, który powstał podczas refermentacji cukru - ale nie wiem jak duży to ma wpływ na pomiar.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy ktoś z Was mierzył kiedyś baling po kilku miesiącach siedzenia piwa w butelce i również uzyskał zupełnie inny rezultat niż w trakcie kapslowania?
Zdażyło mi sie mierzyć baling przy piwach "uciekajacych z butelki". Spadek był, no może nie tak duży jak u Ciebie ale do 1Blg.

Żeby tego uniknać (albo mocno ograniczyć) misiałbyś przechowywać piwa w temperaturach przy których drożdże nie już pracują. Ja zima w piwnicy mam koło 10 stopni, latem temp. dochodza do 20 czyli temperatura jest wyższa niż temperatura fermentacji większości piw które mam.

Ale zacząć trzeba od wydłużenia fermentacji burzliwej i cichej czyli mocniejszego odfermentowania piwa przewd rozlewem.

Edytowane przez prusak

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Albo trzeba mieć to zawsze na uwadze i dodawać mniej surowca do refermentacji, albo go w ogóle nie dawać. Gdzieś na forum czytałem, że ktoś butelkuje piwo jak jeszcze ma okolo 1 Blg ekstraktu do odfermentowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie do końca chyba tak z tego co ja zrozumiałem to zachowuje się tak zwaną rezerwę i ją dodaje się do refermentacji zamiast cukru.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gdzieś na forum czytałem, że ktoś butelkuje piwo jak jeszcze ma okolo 1 Blg ekstraktu do odfermentowania.
Pewnie można i tak tylko trzeba mieć wiedzę do ilu Blg dane piwo zejdzie i pewność, że później już ani rusz. W innym przypadku albo masz granaty albo piwo bez gazu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żeby tego uniknać (albo mocno ograniczyć) misiałbyś przechowywać piwa w temperaturach przy których drożdże nie już pracują. Ja zima w piwnicy mam koło 10 stopni, latem temp. dochodza do 20 czyli temperatura jest wyższa niż temperatura fermentacji większości piw które mam.

to nie takie proste,mi niby ciepłolubne belgijskie,przy temperaturze około 10 sC dofermentowywały(przegazowywały) bez problemu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlatego jedynym bezpiecznym i pewnym rozwiązaniem jest doprowadzenie fermentacji do samego końca (co samo w sobie też nie jest takie proste).

 

W moim przypadku znacznie pomogła rezygnacja z fermentacji cichej. Pozwalam piwu siedzieć w fermentorze naprawdę długo, w możliwie wysokiej temperaturze. Ryzyko infekcji - znikome. W zamkniętym na głucho wiaderku jest bezpieczne. Po mniej więcej dwóch tygodniach (jeśli trzeba, to dłużej) - rozlewam do butelek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlatego jedynym bezpiecznym i pewnym rozwiązaniem jest doprowadzenie fermentacji do samego końca (co samo w sobie też nie jest takie proste).

 

chyba kiedyś zaryzykuję i zakapsluję bez cukru, jak się nagazuje to znaczy że było niedofermentowane

 

W moim przypadku znacznie pomogła rezygnacja z fermentacji cichej. Pozwalam piwu siedzieć w fermentorze naprawdę długo, w możliwie wysokiej temperaturze. Ryzyko infekcji - znikome. W zamkniętym na głucho wiaderku jest bezpieczne. Po mniej więcej dwóch tygodniach (jeśli trzeba, to dłużej) - rozlewam do butelek.

 

Nie masz problemów z klarownością piwa? Nie palę się do robienia cichej bo to jednak sporo zachodu - mycie i dezynfekcja fermentora, rurki do przelewu etc a na dodatek ryzyko infekcji. Chciałbym jednak mieć piwa klarowne i z możliwie niewielką ilością farfocli w butelce. Dotąd zazwyczaj robiłem 7-10 dni burzliwej + około 20 dni cichej w dość niskiej temperaturze garażowej (mówię o okresie jesień-zima-wczesna wiosna), ale w sumie to mogę przedłużyć burzliwą do około 14 dni jeśłi to ma pomóc w dofermentowaniu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlatego jedynym bezpiecznym i pewnym rozwiązaniem jest doprowadzenie fermentacji do samego końca (co samo w sobie też nie jest takie proste).

 

chyba kiedyś zaryzykuję i zakapsluję bez cukru, jak się nagazuje to znaczy że było niedofermentowane

 

W moim przypadku znacznie pomogła rezygnacja z fermentacji cichej. Pozwalam piwu siedzieć w fermentorze naprawdę długo, w możliwie wysokiej temperaturze. Ryzyko infekcji - znikome. W zamkniętym na głucho wiaderku jest bezpieczne. Po mniej więcej dwóch tygodniach (jeśli trzeba, to dłużej) - rozlewam do butelek.

 

Nie masz problemów z klarownością piwa? Nie palę się do robienia cichej bo to jednak sporo zachodu - mycie i dezynfekcja fermentora, rurki do przelewu etc a na dodatek ryzyko infekcji. Chciałbym jednak mieć piwa klarowne i z możliwie niewielką ilością farfocli w butelce. Dotąd zazwyczaj robiłem 7-10 dni burzliwej + około 20 dni cichej w dość niskiej temperaturze garażowej (mówię o okresie jesień-zima-wczesna wiosna), ale w sumie to mogę przedłużyć burzliwą do około 14 dni jeśłi to ma pomóc w dofermentowaniu

A tak dokładniej w jakich temperaturach fermentujesz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja stosuję taką zasadę. Maksymalne BLG podczas kapslowania to 4°Blg. Napełniam butelki zwrotne tak by pozostało 6 cm miejsca w szyjce. Daję 4 g cukru na każdą butelkę. Potem co jakiś czas (4, 10, 15 dni od butelkowania) otwieram butelkę i badam jakie jest BLG. By zobaczyć nagazowanie i czy już odfermentowało. Normalnie BLG spada do wartości która była podczas kapslowania.

 

Butelki muszą być zwrotne bo te bezzwrotne się nie nadają bo mają ciesze szkło. Raz już mi taka jednorazowa eksplodowała.

6 cm w szyjce jest bezpieczniejsze niż 4 bo w razie przedawkowania cukru jest miejsce na gaz

 

Jak na razie nie miałem problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie masz problemów z klarownością piwa?

 

Nie. Jeśli nie schrzaniłeś czegoś przy zacieraniu (skrobia) czy wysładzaniu, piwo wcześniej czy później wyklaruje się w butelkach. Raz wpadłem w panikę: uwarzyłem kolscha. Po zabutelkowaniu był okrutnie mętny! Załamka. Postanowiłem więc kolejne piwa na tych drożdżach (German Ale) klarować żelatyną. Tak zrobiłem. Wyklarowały się pięknie. Ale mętny kolsch, po 2 miesiącach wyklarował się równie dobrze, jeśli nie lepiej. Zatem bez obaw.

 

A tak dokładniej w jakich temperaturach fermentujesz?

 

To chyba pytanie do mnie :)

Zaczynam fermentację w piwnicy (w lecie mam tam 17-19°C). Po 3-4 dniach przenoszę na górę, gdzie panuje (zależy od dnia) 22-27°C. Warunki lepsze niż w jesienią/zimą.

Edytowane przez Porter

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie było do przemskiego :-) ale co chce powiedzieć, moim zdaniem ważne jest podniesienie odrobinę temperatury po 3-4 dniach fermentacji w temperaturze okolo 18-tu stopni, żeby piwo dobrze dofermentowało. Jeśli się tego nie zrobi możliwe jest za wczesne zabutelkowanie, bo drożdże wolno już pracują a wręcz mogą się zatrzymać. Pół biedy jak zatrzymają się dość wysoko, idzie to wtedy wyłapać że coś jest nie tak ale jak zatrzymają jak jeszcze jest z 1 Blg do odfermentowania to już można pomyśleć że wszystko jest OK.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

fermentować staram się raczej nisko ale to oczywiście zależy od pory roku i zależnych od tego temperatur

brytyjczykom drożdże zadaję przy około 16* a potem do pomieszczenia gdzie teperatura jest około 18* - dotąd nie robiłem podwyższania temperatury w miarę postępu fermentacji ale tak zacznę robić - tak mi radził josefik w innym wątku

dodatkowo - co jak teraz widzę było błędem - zimą przenosiłem piwo na cichą do garażu gdzie bywało i po 15* i nawet po 12* - wykoncypowałem sobie że to lepiej wpłynie na klarowność a z nią miałem największy problem - poprawa klarowności odbiła się jak widać na niedofermentowaniu pomimo tego że jedno z piw stało na cichej 32 dni

 

plan który zamierzam teraz wdrożyć to:

- zadawać drożdże przy około 18st

- fermentować przy około 18, max 20 (dla brytyjczyjków, belgi wyżej)

- po szczycie fermentacji stopniowo podwyższać temperaturę pewnie do jakiś 22-24st (fermentory stoją w takim malutkim schowku pod schodami - kubatura mała więc łatwo to ogrzać)

- przedłużyć fermentację burzliwą do co najmniej 10 dni, a może i 14

- nad cichą tą jeszcze pomyślę... nie chce mi się myć tych fermentorów wciąż i wciąż ale jakoś tak bez cichej sobie nie wyobrażam, nawet jak mi się piwo wyklarowało bez cichej to ilość farfocli na dnie duża była

 

 

a, zmierzyłem baling dla kolejnego mojego piwa, IRA - butelkowałem przy 4* a teraz (minęło 4,5 miesiąca) wykazuje 3,5°Blg - wyszło nieco przegazowane ale wybuchami nie grozi, to piwko było tylko z lekka niedofermentowane

 

Porter, jak robisz tylko burzliwą to w fermentorze z kranikiem czy bez?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Porter, jak robisz tylko burzliwą to w fermentorze z kranikiem czy bez?

 

Bez kranika, bez rurki, bez dziurki... w dekielku!

Kraniki przeciekają, trudno się je czyści, a to mi pachnie potencjalną infekcją.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sorka, ale Cię wypytam o wszystkie szczegóły:

 

przelewasz piwo do fermentora z kranikiem do rozlewu i tam dodajesz cukier, a potem już butelkowanie, tak?

 

nie wiem jak udaje ci się zebrać z burzliwej płyn znad drożdży nie zaciągając jednocześnie drożdży do fermentora rozlewowego - ja burzliwą robię bez kranika i bez rurki (acz z dziurką) ale jak potem zaciągam rurką płyn na cichą (już do fermentora z kranikiem) to zawsze zaciągnę trochę osadu z dna, zresztą aby zlać możliwie jak najwięcej płynu przechylam trochę fermentor co dodatkowo wzburza drożdże

 

po takiej operacji i tak na cichej tworzy się jeszcze jedna warstwa osadu drożdży na dnie fermentora choć już warstwa cieniutka (1mm?) a nie gruby drożdżowy kożuch jak po burzliwej

 

z cichej przelewam już wprost do butelek z kranika z doczepionym zaworem grawitacyjnym - wiem że lepiej byłoby zlewać do kolejnego fermentora i w nim dodawać cukier ale już mi się po prostu nie chce myć i dezynfekować kolejnych fermentorów (robię warki po 40L) bo te wszystkie zabiegi czyszcząco-dezynfekujące to dla mnie ta ciemna strona piwowarstwa i raczej przykra konieczność

 

oczywiście chętnie bym przeszedł na system prostszy i zawierający mniej kroków który jednocześnie spełniałby kryteria:1. dofermentowanie piwa, 2. klarowność 3. jak najmniej mycia fermentorów czyli ogólnie: jak najmniej pracy "przy zmywaku" ale nie kosztem jakości złotego płynu

 

przem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1)Po dość długiej burzliwej (choć dla części piwowarów 2 tygodnie burzliwej to wcale nie tak wiele), kiedy na powierzchni piwa nie ma śladów piany, a tafla jest w miarę wyklarowana, pobieram próbkę i ostrożnie stawiam wiaderko na krześle.

 

2) Na podstawie wyniku pomiaru gęstości przygotowuję syrop cukrowy i rozlewam go na dnie fermentora z kranikiem. Kiedyś lałem syrop do piwa, ale miałem podejrzenia, że nierównomiernie się on rozprowadza, co mogło powodować granatki ;)

 

3) Wężykiem (zaciąganie paszczowe) zlewam znad osadu. Nie wiem, jak to szczegółowo opisać. Po prostu jestem ostrożny, trzymam końcówkę wężyka blisko ścianki, a kiedy piwa jest już niewiele przechylam wiaderko. To, czy osad na dnie się burzy, zależy od szczepu drożdży (jedne wariują i reagują na głębszy oddech, inne - jak Chińczyki - trzymają się mocno i ani drgną).

 

4) Zatrzaskuję dekiel i dodatkowo kołyszę fermentorem z kranikiem, coby dodatkowo wymieszać syrop z piwem, a jednak nie napowietrzyć młodego piwa.

 

5) Rozlewam do butelek. Nie mam zaworka grawitacyjnego.

 

To tyle, żadna jakaś tam filozofia. Osad w butelkach oczywiście jest, ale nie jakoś przesadnie, 2-3 mm. To, czy wzburzy się przy rozlewie do kufla, również zależy od drożdży (polecam Nottinghamy, S-04, Irish Ale, odradzam German Ale).

 

Jeśli sądzisz, że piwo masz mętne, to wyklaruj je żelatyną. Efekt murowany :okey: Pozdro!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja ze względu na warunki jakie mam, piwa często na burzliwej fermentują w około 22°C. Piwo jest przefermentowane w 4-5 dni i już można robić cichą, ale dla wszystkiego przelewam na cichą po tygodniu i na cichej trzymam też tydzień. Na cichej schodzi mi jeszcze ok. 0,5°Blg. Problemów z przegazowaniem jeszcze nie miałem. Co najlepsze nie dawno jedno piwo na drożdżach S-04 przez to, że mnie nie było przez jeden dzień, przefermentowało w około 25°C. Już praktycznie spisałem je na straty i myślałem, że będzie słabo pijalne, ale ku mojemu zdziwieniu jest bardzo dobre :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli już przelewać na cichą to w momencie, kiedy do przefermentowania zostało jeszcze ok 1/4 ekstraktu. Później cicha nie ma zbyt wielkiego sensu. Mówił to któryś z Weteranów, bodajże Jacek Kocurek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi się wydaje, że dzięki przelewaniu na cichą lekko się dotlenia i co ma dofermentować to właśnie dofermentuje po przelaniu na cichą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Porter, widzę że znalazłeś złty środek maksimum efektu przy maksimum prostoty, ja póki co pozostanę chyba przy cichej ale generalnie jestem za tym żeby upraszczać wszelkie procesy technologiczne zwłaszcza gdyby miało to dać korzyść w postaci zmniejszenbia godzin spędzonych na zmywaku

 

a wracając do początkowego wątku: sprawdziłem odfermentowanie w butelce innego piwo i ubyło "tylko" 0,5 blg, problem ubytku 2blg był jedynie w piwach robionych wówczas gdy fermentacja cicha była przeprowadzana w niskich temperaturach 10-12st

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×