Skocz do zawartości
Sherab

Witam wszystkich!

Rekomendowane odpowiedzi

Z tej strony Maciej wszystkim się kłania. 43 lata. Teraz mieszkam w Ithace w stanie Nowy Jork.

 

Pochodzę z Grodziska Wielkopolskiego. Całe dzieciństwo spędziłem w domu oddzielonym tylko ulicą od rozlewni Grodzisza W dzisiejszych czasach to chyba nie do pomyślenia ale pamiętam jak będąc jeszcze na początku podstawówki moj dziadek delikatnie po szkle nalewał Grodzisza do dedykowanego kufla w kształcie wielkiego kielicha i często dawał spróbować Ale tylko Grodzisza bo inne piwa już były za bardzo alkoholowe :)

Często też jak z innymi dziećmi bawiliśmy się w okolicach rozlewni to było tam takie okienko na poziomie chodnika. Widać było taśmę z sunącymi po niej butelkami. Pięknie pachniało piwem. I krzyczeliśmy do tego okienka - "poprosimy piwo"! I czasem ktoś podawał nam flaszkę . Ale częściej zostawało się oblanym wodą :)

Pamiętam tez obezwładniający zapach słodu z położonej kilkaset metrów dalej słodowni.

 

 

Póżniej, już w licealnych czasach - w latach 80 zaczęłem odkrywać uroki grodziskiego Piwobrania. Świetna była to impreza! Za komuny piwo było zazwyczaj towarem deficytowym ale na czas Piwobrania władza się mobilizowała. Różne uliczne stragany sprzedawały wszelakie Okocimie, Żywce, Leżajski, Koźlaki, Lechy, Ratuszowe, Zamkowe i całą masę piw o których już nie pamiętam. Miłośnicy piwa zjeżdżali się z całej Polski aby zakosztować wielu gatunku piw normalnie niedostępnych dla zwykłego piwosza Często zmęczeni spali potem w całym mieście na ławkach :) Były też giełdy birofiliów i inne fajne atrakcje.

 

Przyjezdnym robiło się też niewybredne piwne kawały. Kupowało się Grodzisza, wstrząsało butelkę po kryjomu i dawało ofierze, która niczego nieświadoma otwierała piwo. No i piana zaczynała wychodzić z butelki. Naturalny więc odruch (aby nie stracić cennego piwa) to butelka do buzi i rozpaczliwe próby wypicia tej piany. Niestety Piwo Grodziskie było żywiołem - tak jak szampan. Często kończyło się tym, że ofierze piana nosem leciała....

 

Potem wyjechałem z Grodziska. Pierwsze odkrycie, które do dziś wszędzie się potwierdza, że najlepsza woda z kranu jest w Grodzisku. Piwo i słynna Woda Grodziska korzystały praktycznie z tej samej podziemnej wody jaka do dziś płynie w grodziskich kranach.

 

Potem studia chemiczne na UAM - myślę, że moje laboratoryjne doświadczenie i chemiczna wiedza pomogą mi w skromnej karierze piwowara

 

Po studiach mieszkałem 5 lat w Poznaniu koło browaru Lecha. W Hamburgu przez 2 miesiące mieszkałem koło browaru w którym robili Astrę.

 

Podczas różnych prywatnych i biznesowych podróży po Europie miałem okazję spróbować różne piwa Od Finlandii po Włochy. Najwięcej jednak było w tym niemieckich piw - od północnych Flensburgerów poprzez moje ulubione Ducksteiner aż do Koelsche czy piwa z Monachium.W Anglii i Walii smakowałem różne Real Ales.

Pół roku podróżowałem po Indiach z aparatem i piłem tam różne miejscowe piwa - Thunderbolt, Godfather czy Kingfisher. W tybetańskiej części Indii - Ladakhu - podczas wesela miałem okazję spróbować ichniejszego tybetańskiego piwa chang. W sumie bardziej przypomina w smaku wodę po kiszonej kapuście ale jest bardzo orzeźwiające i podstępne :)

 

W 2008 roku wyjechałem do Stanów.Wcześniej miałem bardzo kiepskie mniemanie na temat amerykańskiego piwa. Na początku się to jeszcze bardziej potwierdziło jak spróbowałem Buda czy Coorsa. Takie bezsmakowe, koncernowe siurki. Niestety prohibicja w Stanach załatwiła na cacy całe miejscowe browarnictwo, które wówczas padło. Potem powstało kilka koncernowych browarów, które robią tą niesmaczną zupę.

Po pewnym czasie zaczęłem zauważać, że jest tu cała masa tzw mikro browarów. W Samym stanie Nowy Jork jest zdaje się więcej browarów (mikro i przyrestauracyjnych) niż w całej Polsce:

 

 

http://www.thinknydr...m/breweries.php

 

Jeśli się mylę to mnie poprawcie proszę!

 

Produkują tu wszelkie możliwe odmiany piwa łącznie z różnymi piwami o belgijskim, irlandzkim, angielskim czy niemieckim rodowodzie. Nawet ktoś robi piwo typu grodziskie! Prawdziwym szokiem było spróbowanie piewszego amerykańskiego, mocnochmielonego IPA.Przyznam się że to zupełnie zmieniło moje piwne preferencje.

 

Przetestowaliśmy z żoną juz z 30 różnorakich chmielonych AIPA i podczas ostatniego testowania Wachusett Green Monsta IPA i Green Flash Imperial IPA stwierdziliśmy, że musimy się zabrać za domowe piwowarstwo :)

 

 

W 20 tysięcznej Ithace w której mieszkamy jest oczywiście browar, który w swoim sklepie prowadzi sprzedaż wszelkich akcesoriów piwowarskich.

 

Najpierw kupiliśmy książkę Johna Palmera "How to brew beer". Swietna sprawa - ponad 300 stron konkretnych, praktycznych informacji dla początkującego i średniozaawansowanego domowego piwowara. (wybaczcie mi proszę prawdopodobną nieznajomość polskiej terminologii piwowarskiej - wszystko czytałem po angielsku i dopiero uczę się polskich odpowiedników)

 

Zgodnie z jego radą porzuciłem pierwotną chęć warzenia pierwszego piwa z brewkita. Postawiłem troszkę wyżej poprzeczkę i troszkę zmodyfikowałem jego przepis na pierwsze piwo. Jest to Cincinnati Pale Ale (A-IPA).

 

W sklepie za jedyne 75USD kupiliśmy zestaw Beer Equipment Kit K1 firmy True Brew:

 

http://www.brewhoriz...starter_kit.htm

 

Potem był z tydzień studiowania książki - wciągająca lektura!!

 

Dokupiliśmy jeszcze komplet 200 kapsli, lejek z sitkiem, płyn do odkażania, metalowy garnek o pojemności 4,5 galona, nylonowy worek do chmielenia na ciepło i sucho. tanią wagę kuchenną, szklaną miarkę o pojemności 1 litra oraz drożdze, chmiel i ekstrakt słodowy.

 

Wczoraj był dzień naszego pierwszego warzenia piwa :)

 

Na początku dezynfekcja sprzętu i gotowanie wody. Sporym zaskoczeniem było jak długo to trwa to gotowanie. Miejscowa woda jest mocnochlorowana i pachnie bajorkiem więc 15 minut mocnego wrzenia pomogło pozbyć się obcych zapachów i smaków

 

Niżej opiszę co zrobiłem - niestety w jednostkach angielskich.

 

Na planowane docelowe 5 galonów brzeczki w fermentatorze użyłem podczas warzenia:

 

1. Woda - 3 galony przegotowanej i schłodzonej do temp pokojowej (wyszło po odparowaniu jakieś 2,5-2,7 galona)

2. Kolejne 3 galony wody doprowadzonej do wrzenia (15 min) -

3 3 funty sypkiego bursztynowego ekstraktu słodowego Muntons Amber. Dokładnie rozmieszałem aby nie przykleiło się do dna garnka. Użyłem 4 odkażonych nowych miedzianych monet na dno garnka aby zapobiec przegrzaniu podczas gotowania. Czekałem jeszcze z delikatnym wrzeniem roztworu z 20 minut na tzw hot break ale nie nastąpił (pewnie odbyło się to już w fazie produkcji tego ekstraktu)

5. T=60min - troszeczkę mniej niż 1 uncja chmielu Chinook (15%) - uszczknęłem z 1/20 aby dodać przy T=5 min

6. T=30min - pół uncji chmielu Cascade (3,2%)

7 W sterylnym naczyliu rozmieszałem suche drożdże z wodą z czajnika (o temp pokojowej) - 2 opakowania Safale US-05 (razem 23 gramy suchych) - wszystko zamieszane sterylną łyżką i przykryte folią)

8. T=15min - pół uncji chmielu Cascade (3,2%)

9 T= 5min - resztkę Chinooka i Cascade (tak po 1/20 uncji każdego)

10 T = 5min rozmieszałem 3,3 funta płynnego ekstraktu Muntons Light

11 T=0 min przeniosłem cały gar do łazienki i wstawiłem do uprzednio przygotowanej wody z lodem (w wannie)

 

12 Postudziło się to ok 20 min do temperatury pokojowej.

 

14. Brzeczka z garnka trafia do sterylnego plastykowego 6 galonowego wiadra (z kupionego zestawu) - tutaj przydała się pomoc żony - trzymała lejek z zamontowanym sitkiem a ja nalewałem.

 

13. Używając sterylnych plastikowych wiader poprzelewałem brzeczkę z 5 razy z jednego do drugiego w celu natlenienia.

 

Tutaj zrobiłem błąd bo powinienem wcześniej zmierzyć gęstość brzeczki areometrem. Po natlenieniu mocno się wszystko spieniło i aerometr zniknął w pianie. Użyłem zdezynfekowanej o płukanej wodą z czajnika kuchennej chochli aby pianę rozgonić i zrobić pomiar., Wyszło 1.050

 

14. dodałem rozrobione wcześniej drożdże do brzeczki w fermentatorze, zamknęłem wieko, zabezpieczyłem folią górny otwór i kokołysałem całym fermentatorem aby drożdże się rozeszły.

 

15. Ostawiłem wszystko do kuchni w zacienione miejsce. Zamontowałem airlock wypełniony specjalnym sterylizującym płynem

 

U nas od miesiąca upały ponad 30 stopniowe - całe szczęście, że w domu jest centralna klimatyzacja i brzeczka może fermentować w dwudziestu paru stopniach.

 

 

Po 6 godzinach - jak wróciliśmy do domu ze spotkania ze znajomymi już wszystko pięknie bulgotało. Teraz tylko czekać!

 

Aha - drodzy forumowicze - mam jeszcze jedną uncje 12,5% chmielu Centennial. Chciałbym za 2 tygodnie, jak się skończy już fermentacja - dochmielić przez parę dni to piwo "na sucho" Jak myślicie czy to dobra ilość? Może użyć więcej albo mniej? Moim celem jest mocno chmielone, goryczkowe AIPA :)

Edytowane przez Sherab

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No cóż, moje tradycyjne "witaj na forum" będzie chyba trochę blado wyglądało w stosunku do Twojego wpisu ;) Cieszę się, że hobby przypadło do gustu i że nas znalazłeś :) Powodzenia !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam !- co do chmielenia na zimno ,to nie robiłem-albo zapytaj w dziale "piaskownica",albo skorzystaj z jakiś sprawdzonych receptur szukając podobieństw w zasypie , ew jakiś kalkulator/program, albo ...... zrób to "po swojemu" , zapisz , spróbuj ,popraw,opisz...... :)

Edytowane przez marbelka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj, piękna historia życia. Fajnie mieć takie wspomnienia. Powodzenia w piwowarstwie.

 

Dobrą lekturę wybrałeś, książka Palmera jest idealna do wprowadzenia do piwowarstwa, też właśnie poczytuje niektóre rozdziały.

 

Co do chmielenia, po polsku raczej mówi się "na zimno" ;) 1 uncja czyli ok 28 gram, spokojnie możesz to wrzucić. Chmielenie na zimno nie daje goryczki już ale da piękne aromaty. Polecam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do chmielenia, po polsku raczej mówi się "na zimno" ;) 1 uncja czyli ok 28 gram, spokojnie możesz to wrzucić. Chmielenie na zimno nie daje goryczki już ale da piękne aromaty. Polecam.

 

Dzięki wszystkim za ciepłe przyjęcie.

 

Rzeczywiście termin chmielenie "na zimno" ma o wiele więcej sensu niz "na sucho" :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, Piwowarze zza Wielkiej Wody. Wszelkiego powodzenia w nowym hobby :okey: A jak mówi klasyk: "warzenie wciąga".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×