Jump to content
jkx6

Pasja piwowarska

Recommended Posts

Kolega Łukasz Kortaskov zajumał z wykopu, a ja zajumałem od niego z fejzbucha :D

 

Najgorsze w piwowarstwie jest to zasrane kontrolowanie czystości przed zadaniem drożdży.

Ten pieprzony skafander, który moczę w wannie z chemipro oxi a potem ubieram, wszystko takie śliskie od tego. Oczywiście drożdże już się moczą w tym czasie. Zawsze wybieram dobry szczep do 9 zł. Tańsze nie interesują mnie. Nie warte zachodu tej higieny. Ale przed tym gorzkim żalem, krótko o mojej przygodzie z warzeniem.

Oczywiście ja jako król łazienki, tak bo w łazience warze ze względu na płytki. Nie że czystość pomagają utrzymać, ale warzyłem kiedyś w kuchni na kuchence, 4 palniki bo gar 50l. 

Przy warce #1 chciałem przenieść gar do łazienki w celu schłodzenia szybkiego brzeczki, coby nie zakazić. Zabrałem się z nim ale pech chciał, że taka organizacja pracy przy warzeniu to stanąłem na spławik, zakuło w stopę i puściłem kurwa te 35 litrów. Co się potem stało to ja pierdolę. Ze strachu chciałem uciekać, zapakowałem te drożdże co się rehydratyzowały do słoika, zakręciłem pokrywką i już miałem wychodzić ale akurat żona wróciła z pracy.

Woła z dołu.

- Kochanie! Nie spodziewałam się że umyjesz schody, tak pięknie pachnie cytryną. 

A to piwo tak jebało, bo 25 g lubelskiego chmieliłem. Przepraszam, że przeklinam ale emocje jeszcze mocno.

Weszła do mieszkania, ryk na cały dom. Musiałem sprzątać, nie tylko to co rozlałem, ale cały dom!

Ale to jeszcze nie było apogeum wkurwienia żony.

Przed warką #2 postanowiłem kupić taboret gazowy. Przekonany tym, że pomaga szybciej uwinąć się z warzeniem, bo kuchenka tak średnio, biorąc też pod uwagę okoliczności z poprzedniej warki, gdyby coś nie wypaliło to zdążę zbiec przed niekorzystnymi dla mnie konsekwencjami. Taboret zamontowany, nalałem wody w stosunku 3:1. Odpaliłem palnik, zawór na full, i niech się grzeje. Poszedłem w międzyczasie do kotłowni (w kotłowni mam coś w rodzaju złoża butelek do domowej produkcji. W praktyce wygląda to tak, że kupuję skrzynkę harnasia tego chmielonego, wypijam to, myję butelki, ściągam etykiety) aby pozyskać butelki do butelkowania. Jak się podgrzewa to można coś zrobić pożytecznego. 

Piję 4 butelkę, i słyszę że żona wróciła. Lekko już najebany, poczułem strach. Taki strach sam nie wiem dlaczego, przecież we dwójkę wszystko łatwiej idzie tym bardziej, że w ramach nagrody za wysprzątanie całego domu żona postanowiła, po felernej pierwszej warce dokształcić się w piwowarstwie, żebym miał łatwiej 1f615.png

Siedziała nocami, czytała piwoorg, oglądała Tomka Kopyrę z blogu blogkopyracom. Nawet Kopika wyśmiała, jak Kopyra mu tam cisnął, że bardziej gównianej rzeczy do picia piwa od szejkera nie ma, a on wciska ludziom, PIJCIE Z SZEJKERA. No i uczyła się tego wszystkiego, studiowała te słody, ich zastosowanie, chmiele, kolendry, gipsy i laktozy. I w pewnym momencie pyta:

- Rauchbocka dziś warzysz?

I to było dla mnie jak pierdolnięcie gromem z jasnego nieba. Od tego harnasia straciłem węch. Wybiegamy na górę, a tam się w kuchni panele w dobre jarają. Znaczy się bardziej się dymiły niż jarały. Kurwa taboret osmolony. Wiadro czarne. Wody już w nim nie ma. 15 l. odparowało. Gaz się kończy. Kurwa 100 zł za nową butlę z gazem! Schyliłem się żeby wyciągnąć ten taboret co się w te panele i gumę pod nimi wtopił. Ukradkiem patrzyłem na żonę, a ta pomimo tej wyrozumiałości którą zdobywała przez te noce wzięła mi te słody i wypierdoliła przez okno. Smutłem mocno, ale moja wina.

Zrobiłem sobie przerwę, w zasadzie nie ja, ale zmusiły mnie do tego koszta związane z remontem kuchni. Kasy trochę poszło, więc na warzenie zabrakło.

Naczytałem się w cholerę przez ten czas, zdobyłem wiele opakowań do mojego piwa, skrzynki też się ostały. Żeby nie zapomnieć nic o procesach warzenia, oraz o wszelkich właściwościach surowców do piwa chodziłem pod Biedronkę i edukowałem pasjonatów VIP'a stojących przy wózku. Lubiłem to, bo warto uświadamiać społeczeństwo, że koncerniaki są be. Ludzie którzy nas mijali chyba też czaili moje powołanie, bo czasem dali złotówkę z wózka sklepowego.

Nauczony doświadczeniami z poprzednich warek, warzę w łazience. Jak się coś wyleje, to do kratki wleci. A i taboret na płytkach szkód nie wyrządza. Kupiłem skafander, bo uważam że w procesie warzenia piwa właśnie na etapie zadawania drożdży mogę się wyłożyć. Specjalnie na warzenie zaopatrzyłem się jeszcze w folię malarską i odkurzacz 2000W. Doszedłem do wniosku, że najlepsze warunki są w próżni. Warkę nr #3 skończyłem chmielić, zamknąłem drzwi od łazienki. Zakleiłem folią od zewnątrz, zostawiając tylko zamek. Włączyłem odkurzacz, a rurę przyłożyłem do... wkładki! Kurwa wkładka zamiast dziury na klucz. Ile to będzie trwać??? 

Otworzyłem drzwi po 4 godzinach, wchodząc z drożdżami. I chuj z tego skoro nie odłożyłem gara do wanny z wodą. Wkurwiony mocno wylałem wszystko w kanał, bo pewnie kalafiory i inne warzywa potem będą.

Po wielu zmaganiach przyszła warka #4. Poszło wszystko pięknie ładnie. Zacieranie, filtrowanie, gotowanie i zadanie drożdży. Zacząłem o 6:00, skończyłem o 19:00. Zmęczony byłem, ale piwo bulka.

Dziś po 3 latach, z 4 warkami niepełnymi, mogę śmiało stwierdzić, że piwowarstwo to moja pasja.

W tym mam jednak problem, że trwało to 13 godzin.

Chylę czoło nisko, bo uwijacie się z warkami nawet w 5 godzin, łącznie ze sprzątaniem. 

Czuję, że najwięcej czasu zabiera mi przygotowanie do zadania drożdży. Ubierz to chujostwo na siebie, zdezynfekuj się, opryskaj pomieszczenie przed warzeniem i drugi raz przed zadaniem drożdży, wyparz gar przed zacieraniem (co wcale łatwe nie jest zagotować 50 l. wody w garze o pojemności 50 l). Chyba przerzucam się na puszki!

 

post-13530-0-73603900-1482101089.jpg

Czy twoja mama wie ,że tak brzydko mówisz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Kolega Łukasz Kortaskov zajumał z wykopu, a ja zajumałem od niego z fejzbucha :D

 

Najgorsze w piwowarstwie jest to zasrane kontrolowanie czystości przed zadaniem drożdży.

Ten pieprzony skafander, który moczę w wannie z chemipro oxi a potem ubieram, wszystko takie śliskie od tego. Oczywiście drożdże już się moczą w tym czasie. Zawsze wybieram dobry szczep do 9 zł. Tańsze nie interesują mnie. Nie warte zachodu tej higieny. Ale przed tym gorzkim żalem, krótko o mojej przygodzie z warzeniem.

Oczywiście ja jako król łazienki, tak bo w łazience warze ze względu na płytki. Nie że czystość pomagają utrzymać, ale warzyłem kiedyś w kuchni na kuchence, 4 palniki bo gar 50l. 

Przy warce #1 chciałem przenieść gar do łazienki w celu schłodzenia szybkiego brzeczki, coby nie zakazić. Zabrałem się z nim ale pech chciał, że taka organizacja pracy przy warzeniu to stanąłem na spławik, zakuło w stopę i puściłem kurwa te 35 litrów. Co się potem stało to ja pierdolę. Ze strachu chciałem uciekać, zapakowałem te drożdże co się rehydratyzowały do słoika, zakręciłem pokrywką i już miałem wychodzić ale akurat żona wróciła z pracy.

Woła z dołu.

- Kochanie! Nie spodziewałam się że umyjesz schody, tak pięknie pachnie cytryną. 

A to piwo tak jebało, bo 25 g lubelskiego chmieliłem. Przepraszam, że przeklinam ale emocje jeszcze mocno.

Weszła do mieszkania, ryk na cały dom. Musiałem sprzątać, nie tylko to co rozlałem, ale cały dom!

Ale to jeszcze nie było apogeum wkurwienia żony.

Przed warką #2 postanowiłem kupić taboret gazowy. Przekonany tym, że pomaga szybciej uwinąć się z warzeniem, bo kuchenka tak średnio, biorąc też pod uwagę okoliczności z poprzedniej warki, gdyby coś nie wypaliło to zdążę zbiec przed niekorzystnymi dla mnie konsekwencjami. Taboret zamontowany, nalałem wody w stosunku 3:1. Odpaliłem palnik, zawór na full, i niech się grzeje. Poszedłem w międzyczasie do kotłowni (w kotłowni mam coś w rodzaju złoża butelek do domowej produkcji. W praktyce wygląda to tak, że kupuję skrzynkę harnasia tego chmielonego, wypijam to, myję butelki, ściągam etykiety) aby pozyskać butelki do butelkowania. Jak się podgrzewa to można coś zrobić pożytecznego. 

Piję 4 butelkę, i słyszę że żona wróciła. Lekko już najebany, poczułem strach. Taki strach sam nie wiem dlaczego, przecież we dwójkę wszystko łatwiej idzie tym bardziej, że w ramach nagrody za wysprzątanie całego domu żona postanowiła, po felernej pierwszej warce dokształcić się w piwowarstwie, żebym miał łatwiej 1f615.png

Siedziała nocami, czytała piwoorg, oglądała Tomka Kopyrę z blogu blogkopyracom. Nawet Kopika wyśmiała, jak Kopyra mu tam cisnął, że bardziej gównianej rzeczy do picia piwa od szejkera nie ma, a on wciska ludziom, PIJCIE Z SZEJKERA. No i uczyła się tego wszystkiego, studiowała te słody, ich zastosowanie, chmiele, kolendry, gipsy i laktozy. I w pewnym momencie pyta:

- Rauchbocka dziś warzysz?

I to było dla mnie jak pierdolnięcie gromem z jasnego nieba. Od tego harnasia straciłem węch. Wybiegamy na górę, a tam się w kuchni panele w dobre jarają. Znaczy się bardziej się dymiły niż jarały. Kurwa taboret osmolony. Wiadro czarne. Wody już w nim nie ma. 15 l. odparowało. Gaz się kończy. Kurwa 100 zł za nową butlę z gazem! Schyliłem się żeby wyciągnąć ten taboret co się w te panele i gumę pod nimi wtopił. Ukradkiem patrzyłem na żonę, a ta pomimo tej wyrozumiałości którą zdobywała przez te noce wzięła mi te słody i wypierdoliła przez okno. Smutłem mocno, ale moja wina.

Zrobiłem sobie przerwę, w zasadzie nie ja, ale zmusiły mnie do tego koszta związane z remontem kuchni. Kasy trochę poszło, więc na warzenie zabrakło.

Naczytałem się w cholerę przez ten czas, zdobyłem wiele opakowań do mojego piwa, skrzynki też się ostały. Żeby nie zapomnieć nic o procesach warzenia, oraz o wszelkich właściwościach surowców do piwa chodziłem pod Biedronkę i edukowałem pasjonatów VIP'a stojących przy wózku. Lubiłem to, bo warto uświadamiać społeczeństwo, że koncerniaki są be. Ludzie którzy nas mijali chyba też czaili moje powołanie, bo czasem dali złotówkę z wózka sklepowego.

Nauczony doświadczeniami z poprzednich warek, warzę w łazience. Jak się coś wyleje, to do kratki wleci. A i taboret na płytkach szkód nie wyrządza. Kupiłem skafander, bo uważam że w procesie warzenia piwa właśnie na etapie zadawania drożdży mogę się wyłożyć. Specjalnie na warzenie zaopatrzyłem się jeszcze w folię malarską i odkurzacz 2000W. Doszedłem do wniosku, że najlepsze warunki są w próżni. Warkę nr #3 skończyłem chmielić, zamknąłem drzwi od łazienki. Zakleiłem folią od zewnątrz, zostawiając tylko zamek. Włączyłem odkurzacz, a rurę przyłożyłem do... wkładki! Kurwa wkładka zamiast dziury na klucz. Ile to będzie trwać??? 

Otworzyłem drzwi po 4 godzinach, wchodząc z drożdżami. I chuj z tego skoro nie odłożyłem gara do wanny z wodą. Wkurwiony mocno wylałem wszystko w kanał, bo pewnie kalafiory i inne warzywa potem będą.

Po wielu zmaganiach przyszła warka #4. Poszło wszystko pięknie ładnie. Zacieranie, filtrowanie, gotowanie i zadanie drożdży. Zacząłem o 6:00, skończyłem o 19:00. Zmęczony byłem, ale piwo bulka.

Dziś po 3 latach, z 4 warkami niepełnymi, mogę śmiało stwierdzić, że piwowarstwo to moja pasja.

W tym mam jednak problem, że trwało to 13 godzin.

Chylę czoło nisko, bo uwijacie się z warkami nawet w 5 godzin, łącznie ze sprzątaniem. 

Czuję, że najwięcej czasu zabiera mi przygotowanie do zadania drożdży. Ubierz to chujostwo na siebie, zdezynfekuj się, opryskaj pomieszczenie przed warzeniem i drugi raz przed zadaniem drożdży, wyparz gar przed zacieraniem (co wcale łatwe nie jest zagotować 50 l. wody w garze o pojemności 50 l). Chyba przerzucam się na puszki!

 

post-13530-0-73603900-1482101089.jpg

Czy twoja mama wie ,że tak brzydko mówisz?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobry tekst, nawet się uśmiechnąłem. Czasem w takich sytuacjach, bez wyrażeń z dolnej półki nie da rady. Jeśli jest to narzędzie wyrazu artystyczno-literackiego a nie codziennej, szarej i smutnej realności, czyli języka, i sposobu komunikacji codziennej,czytaj powszechnej, to OK. :good:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.