Jump to content
cyjarz

INFEKCJE - wszystkie problemy z tym związane

Recommended Posts

Hej, 

Pierwszy raz fermentuje Safbrew WB-06 i pierwszy raz widzę takie pływające farfocle. Te drożdże tak mają czy może jakaś infekcja? Martwi mnie też zaznaczony na zdjęciach pęcherzyk. Co o tym myślicie? Hefe-wiezen, po tygodniu odfermentował do 2,5 blg, po 9 dniach do 2 blg i tak stoi. Zapach ok, w smaku wydaje się też w porządku. Jutro planowałem rozlew i zebranie gęstwy do kolejnej warki na sobotę. 

 

Edit: Te farfocle wydaje mi się że opadły z wierzchu jak przestawiałem fermentor z ziemi na stołek. 

 

IMG_20191111_104430.jpg

IMG_20191111_104454.jpg

IMG_20191113_195158.jpg

Edited by Pelasek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Te zwisające kawałki to raczej produkty uboczne gotowania brzeczki, niektorzy je ściągają z lustra/przy przelewaniu z gara inni nie, wygląda ze jest wszystko okej, daj drożdżom opaść.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć. Zaplanowałem sobie na jutro warzenie, zacząłem kompletować sprzęt i znalazłem w wiadrach, rurkach i na zaworku do wysładzania, ogniska pleśni. Czy wymoczenie wszystkiego w ługu przez noc załatwi sprawę, czy mam już sobie szukać nowego sprzętu?

 

884c1cb55205e4c8ab4d2956ea6ae14e.jpgb5ef4d28325ea65c3a27059283bc8453.jpg26349e4f0898d042657a1c4dc33f1b89.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Gaspode napisał:

Czy wymoczenie wszystkiego w ługu przez noc załatwi sprawę

 

Według mnie stężona zasada poradzi sobie z każdą pleśnią. Jeśli chodzi o plastik, to zależy jak bardzo jest on zniszczony. Możliwe, że przez noc ług sodowy nie wniknie w każdy zakamarek. Chociaż u mnie wszystko po jednej nocy takiej "terapii" wszystko ładnie zniknęło i żadnej infekcji nie zaobserwowałem

Edited by Grzegorz Żukowski

Share this post


Link to post
Share on other sites
25 minut temu, Grzegorz Żukowski napisał:

Według mnie stężona zasada poradzi sobie z każdą pleśnią. Jeśli chodzi o plastik, to zależy jak bardzo jest on zniszczony. Możliwe, że przez noc ług sodowy nie wniknie w każdy zakamarek. Chociaż u mnie wszystko po jednej nocy takiej "terapii" wszystko ładnie zniknęło i żadnej infekcji nie zaobserwowałem

 

NaOH jest aktywny dosyć długo. Mogę nazajutrz użyć tego samego roztworu do dezynfekcji reszty, niezapleśniałego, sprzętu? Niby rozrobienie nowej porcji to kilka sekund, ale po co się trudzić jeśli nie ma potrzeby.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Grzegorz Żukowski napisał:

NaOH to nie Oxi, czy Piro, które trzeba zużyć od razu

 

Z ciekawości, dlaczego roztworu piro nie można używać wielokrotnie? Wielokrotnie używałem tego samego rozrobionego roztworu piro i nie zauważyłem różnicy w zachowaniu między świeżym i starym roztworem. Powiem więcej, stary miał intensywniejszy zapach. Robiłem coś źle?

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 15.11.2019 o 23:06, mkrawc napisał:

 

Z ciekawości, dlaczego roztworu piro nie można używać wielokrotnie? Wielokrotnie używałem tego samego rozrobionego roztworu piro i nie zauważyłem różnicy w zachowaniu między świeżym i starym roztworem. Powiem więcej, stary miał intensywniejszy zapach. Robiłem coś źle?

W piro chodzi głownie o lotne związki siarki. Tabelka pożyczona, polecam cały artykuł - rozwiewa wszelkie wątpliwości. https://www.piwo.org/forums/topic/14975-mycie-i-dezynfekcja-najpopularniejsze-środki-chemiczne-używane-w-piwowarstwie/?tab=comments#comment-298567 image.png.07827f7c2dbc7694ec46367d417972f6.png

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam,

Wiem, że problem, z którym się zmagam poruszany był kilkakrotnie na tym forum, ale porady, które przeczytałem niestety nie poskutkowały u mnie. Bardzo proszę o poradę w kwestii aromatu oraz smaku lizolu/apteki (bardziej lizol - taki zapach mytej podłogi w szkole, czy szpitalu) w piwie. Najczęściej pojawiały się odpowiedzi twierdzące, że może być to spowodowane infekcją dzikimi drożdżami, ale teraz już sam nie wiem...


Nie jestem doświadczonym piwowarem, warzę na ekstraktach z braku czasu oraz doświadczenia.  Dotychczas uwarzyłem 9 warek  (5 pierwszych było udanych, bez większych wad, a następne 4 z lizolem). Postaram się opisać jak cały proces produkcji piwa wygląda u mnie i prosiłbym bardziej doświadczonych piwowarów domowych o wytknięcie błędów, które mogą skutkować pojawieniem się tego paskudnego aromatu i smaku w piwie.

 

1. Mycie i dezynfekcja sprzętu przed warzeniem:
- mycie fermentora płynem do naczyń i świeżą gąbką, nast. porządne spłukanie
- płukanie samą wodą kranika, reduktora, wężyków itd.
- dezynfekcja nadwęglanem sodu fermentora i drobnego sprzętu - 3 łyżeczki OXI na 3 litry wody. Pakuję drobny sprzęt do środka fermentora, chwilę się wszystko odmacza, po czym energicznie potrząsam fermentorem co jakiś czas. Bezpośrednio przed przelaniem schłodzonej brzeczki do fermentora, wylewam roztwór przez zamontowany już kranik oraz wężyk (tak, by i one się w pełni odkaziły).

 

2. Warzenie, schładzanie i zadawanie drożdży:

- dodaję wszystkie składniki, które mam w przygotowanym przepisie w odpowiednim czasie. Brzeczka cały czas jest w stanie wrzenia. Czas gotowania trwa minimalnie 60 minut.

- po wyłączeniu palnika gar z zamkniętą pokrywą przenoszę do wanny z zimną wodą. Tak udaje mi się schłodzić do ok 40-45 st. Następnie gar przykryty pokrywką przenoszę na balkon, gdzie brzeczka stygnie do ok. 20 st przez ok 4-5 godzin zależnie od temp. na zewnątrz.
- przelewam w kuchni brzeczkę z garnka do odkażonego fermentora. Kiedy zaczynają wpadać chmieliny przerywam przelewanie. Jeżeli została duża ilość brzeczki z chmielinami w garze, to zlewam pozostałą w garze brzeczkę przez pończochę, ponownie zagotowuję i dodaję do fermentora. Ten ostatni zabieg stosowałem zarówno przy udanych, jak i nieudanych piwach i 2 razy nie stosowałem go przy zepsutych piwach.
- napowietrzam brzeczkę poprzez przelewanie jej z jednego fermentora do drugiego. Jeżeli blg wyszło zbyt wysokie, dolewam wodę źródlaną - butelkowaną.

- po napowietrzeniu brzeczki dodaję suche drożdże (najczęściej us-05). Uwodnione w przegotowanej wodzie, ostudzonej do temp. pokojowej w wyparzonej szklance przykrytej folią aluminiową. Ostatnia warka z lizolem - rozsypanie suchych drożdży na powierzchni brzeczki.

-  przenoszę piwo do piwnicy, w której panuje mniej więcej stała temperatura, w okolicach 17-20 st.

 

3. Fermentacja:

- zwykle po ok dobie od zadania drożdży rusza fermentacja i trwa do 2 tygodni. I tu jest pierwsza różnica. W udanych piwach cała piana z drożdży opadała wraz z końcem fermentacji i powierzchnia piwa była gładka. W piwach z lizolem zostawały szczątkowe pęcherzyki drobnej piany przez kolejny tydzień.
- przelewam następnie piwo na cichą do fermentora bez kraniku (była też warka z lizolem,  której nie przelałem na cichą) i dodaję chmiel na zimno.

- po tygodniu na cichej piwo jest butelkowane.

- w czasie fermentacji nie otwieram i nie zaglądam do fermentora. Jedynie 3 dni przed planowanym zlaniem na cichą mierzę BLG.

- osad drożdżowy po zlaniu na cichą pachnie raczej normalnie chociaż niekiedy już tu wyczuwam lizol. Młode piwo w smaku nie wykazuje niczego niepokojącego.

 

4. Rozlew:
- butelki każdorazowo oglądam, jeżeli są jakieś niedomywalne osady, wyrzucam ją

- płuczę je wodą,

- dezynfekuję butelki oxi: (1 łyżeczka na butelkę, zalewam do 3/4 wodą i potrząsam przez ok 10 sekund, dalej przelewam roztwór do kolejnej. Po umyciu 15 butelek robię nowy roztwór dla nast. 15). Butelek po dezynfekcji nie płuczę ani nie osuszam. Dezynfekuję je bezpośrednio przed rozlewem.
- kapsle wygotowuję w wodzie przez ok. 5 min.

- młode piwo przelewam do fermentora z kranikiem. Jeżeli obficie chmieliłem na zimno, przelewam piwo przez wygotowaną pończochę. Ale również przy udanych jak i nieudanych piwach tego też nie robiłem.

- piwo niekiedy już na tym etapie smakowało lizolem. Mimo to butelkowałem je (raz, że już nieraz myślałem, że sobie wmawiam, a dwa zawsze jest czas na to żeby piwo wylać)

- kapsluję piwo i zostawiam na ok miesiąc najpierw kilka dni refermentacji, później do lodówki na ok 3 tygodnie.

 

Uwagi:
- Cały sprzęt jest dość nowy (możliwe, że fermentory - 2 małe 15l. i 2 duże 30 l. są już nieco porysowane). Po pierwszej infekcji (warka nr 6) całość potraktowana sodą kaustyczną. Roztwór zgodnie z dawkowaniem na ok 5 litrów, mycie poprzez potrząsanie i obracanie fermentora, tak by przynajmniej przez 20 min soda miała styczność z każdą częścią każdego z fermentorów. Następnie spłukałem wszystko pod bieżącą wodą, później płukanie wodą z kwaskiem cytrynowym i znowu wodą. Bezpośrednio przez przelaniem brzeczki z gara, całość jeszcze zalana była roztworem nadwęglanu sodu. Powtórzyłem zabieg przed ostatnią warką - nr 9. Niestety lizol w piwie nadal jest.

 

Teraz zakupiłem nowe fermentory, kranik i wężyki i spróbuję dać sobie kolejną szansę. Serdecznie Was proszę o wskazanie, gdzie mogę popełniać błąd, że cały czas powtarza się u mnie ta dyskwalifikująca wada w piwie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To siedzi w wiadrach zapewne, załuguj jeszcze raz, tylko dłużej , np dobę i wstrząsaj paręnaście razy w tym czasie, i ługuj za każdym razem sprzęt który ma mieć kontakt z brzeczką czy piwem,

nie napowietrzaj tak bo łapiesz wszystko z otoczenia.

Wiadrami porysowanymi się nie przejmuj tak, one od nowości są porysowane i nierówne ("nadlewki" czy jak to tam się nazywa), wystarczy pomacać nowe wiadro .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki #dziedzicpruski za podpowiedzi.

Na razie spróbuję zrobić na nowych wiadrach (kupiłem po taniości w castoramie) jeszcze bez sody. Jeśli wyjdzie OK, to spróbuję sobie uratować sodą kaustyczną duże fermentory i pozostały sprzęt. 

Jeszcze w kwestii piwa: 

Jedną warkę z lizolem wypiłem w całości (poziom wady nie był tak duży). Z biegiem czasu nie staje się ono przegazowane oraz nie pieni się nadmiernie. Domyślam się, że gdyby to były dzikie drożdże, to piwo nadal "pracowałoby" w butelkach zwiększając nagazowanie. Smak i aromat lizolu cały czas na takim samym, wysokim poziomie. 

Jakby jeszcze coś komuś przyszło do głowy, bardzo proszę o sugestie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nowe wiadro powinno pomóc jeżeli  to infekcja. Zresztą  porządne odkazanie ługiem też. A  piwa robisz różne, czy jakieś składniki się powtarzają? Może  coś w chmielu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Takie coś wyczytalem na piwnygaraż.pl co do apteki.

Jeszcze taki protip: w przypadku piw domowych unikajcie używania wybielaczy, serio serio. Fenole zawsze mogą się trafić w piwie, co w połączeniu z niedopłukaniem jonów chloru da nam piękną aptekę. Są znacznie lepsze środki na rynku i wcale nie są takie drogie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki za odpowiedzi!

 

#x1d Piwa właśnie różne, mało składników się powtarza. Udane były: AIPA, American Stout, Sosnowa APA, American Wheat i PIPA. Piwa z lizolem to: Oktawia SH, AIPA2, Tea APA, Coffee Stout. Różne ekstrakty, od Bruntala poprzez WESa, na jakichś ukraińskich wynalazkach kończąc. Z chmielem to samo, różne sklepy, różni dostawcy, a w 4 ostatnich warkach efekt ten sam.

 

#INTseed Dzięki za poradę. Poszukując odpowiedzi na moje problemy też się na to natknąłem. Problem w tym, że wybielaczy nie stosowałem do sprzętu. Pierwszy raz lizol pojawił się po jednej z warek, gdzie stosowałem po prostu wylącznie OXI. Pamiętam, że wtedy warzyłem jedno piwo po drugim. Zrobiłem w dużym fermentorze AIPA2 i gęstwę po burzliwej zadałem do Oktawia SH, które nastawiłem w małym wiadrze. Finalnie obydwa piwa miały defekt, o którym wspominałem. Tak było też przez 2 kolejne warki, z tym że do nich oczywiście dodałem już nowe drożdże z saszetki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fermentujesz podobnie jak ja. Też chłodze na balkonie. Choć nie powinienem. Przy jednej warce korzystam z jednego fermentora z kranikiem.
Ja na początku sypałem chyba oxi. Śmierdziało po wlaniu wrzątku i dusiło mnie. Coś mi nie pasowało w smaku, apteki nie czułem. Zmieniłem na starsan. Wydaje mi się że mogłem za dużo sypać.
Ja na twoim miejscu kupił bym jeden fermentor z kranikiem i sprawdził czy jest to samo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No ciężko wyczuć (nie piwo, w piwie lizol łatwo wyczuć) 🙂 Najbardziej wkurza mnie to, że wszystko po tym jak dwukrotnie przejechałem sprzęt sodą kaustyczną robię w zasadzie wszystko tak samo jak przy udanych warkach, zachowując jednak wzmożone środki ostrożności (brak filtrowania brzeczki z chmielinami, brak filtrowania przy przelewaniu na butelkowanie, ostatnio także zadanie niezrehydratowanych drożdży, płukanie butelek najpierw wrzątkiem, a później oxi itp) Może pomoże faktycznie dłuższe mycie sodą kaustyczną fermentorów, jak to sugerował dziedzicpruski

Brzeczkę schładzałem też chłodnicą zanurzeniową (jedna z nieudanych warek) jednak robiłem to w łazience, gdzie mogą być różne pleśnie, dzikusy itp, więc później z tego zrezygnowałem i znowu chłodziłem w wannie i na balkonie, tak jak w przypadku udanych warek.

Nic to, spróbuję coś podziałać na nowych wiadrach i zobaczymy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, Roman1988 napisał:

Brzeczkę schładzałem też chłodnicą zanurzeniową (jedna z nieudanych warek) jednak robiłem to w łazience

A ja to wygląda, masz gar czymś przykryty czy odsłonięty ?

Na 99% to nie  jest problem mikroflory łazienki, ale lepiej chłodzić  zakrytą brzeczkę.

 

Ług prawidłowo użyty zabije wszystko,ja ługuję za każdym razem  każde wiadro i wężyki , używam wszystkich gratów naprzemiennie na dzikie i normalne i jakoś infekcji za dużo nie mam, jak już łapię to najczęściej  od kranika przy rozlewie to się bierze (tak przynajmniej mi się wydaje).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja też mam problem z częstymi infekcjami. Po tym jak wymieniłem wężyk, kraniki i zawór grawitacyjny to miałem na kilka warek spokój, ale w sobotę rozlewem dwa piwa na tym samym sprzęcie i to drugie złapało infekcje, a to pierwsze nie. Trochę dziwne bo to zainfekowane miało wyższe stężenie alkoholu. Zaczynam podejrzewać, że to jednak już przy zadawaniu drożdży musiało się stać. To taka niekończąca się opowieść. Czasami już ręce opadają.

Wysłane z mojego VTR-L29 przy użyciu Tapatalka

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdzieś czytałem, że stałe stosowanie ługu, to jak strzelanie do komara z armaty, ale jestem w stanie oczywiscie to robić byleby nie było tej wady :)

Brzeczkę w wannie chłodzę pod przykryciem. Wtedy gdy robiłem to przy pomocy chłodnicy, gar był odkryty. 

A powiedz mi proszę, czy jak zastosuję ług w jednym fermentorze, to mogę go po dobie przelać do kolejnego, czy traci on swoje właściwości i lepiej zrobić nowy roztwór? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Gdzieś czytałem, że stałe stosowanie ługu, to jak strzelanie do komara z armaty, ale jestem w stanie oczywiscie to robić byleby nie było tej wady
Brzeczkę w wannie chłodzę pod przykryciem. Wtedy gdy robiłem to przy pomocy chłodnicy, gar był odkryty. 
A powiedz mi proszę, czy jak zastosuję ług w jednym fermentorze, to mogę go po dobie przelać do kolejnego, czy traci on swoje właściwości i lepiej zrobić nowy roztwór? 
Ług możesz przechowywać długo i stosować wiele razy. Wymieniać go dopiero jak przestanie być "śliski", albo jak niektórzy radzą zmieni kolor na ciemniejszy.

Wysłane z mojego VTR-L29 przy użyciu Tapatalka

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...

×
×
  • Create New...