Jump to content
Sign in to follow this  
anu

Zapiski ze Słonecznych Żniw

Recommended Posts

Krótkie notatki z moich zmagań o piwo, z którego będę zadowolny. Na razie nie dla potomności, ale ku przestrodze, żeby analizować błędy, które po oszlifowaniu - mam nadzieję - zamienią się w doświadczenie.

 

Warka nr 1

Piwo jasne pszeniczne "Pierwszy plon"

12blg

20 litrów

Uwarzono 13 października (drożdże zadano dzień później)

Zabutelkowano 26 października

Referemtacja przy pomocy 170g cukru

 

Na początku była pszenica - bo i lubię, i szybko dojrzewa.Lekko zmodyfikowany zestaw z Piwodzieja z zacieraniem - zamiast drożdzy suchych wb-06 gęstwa z płynnych drożdzy wyeast 3068 (było to ich trzecie przerobione piwo, zatem mogły być już lekko przepracowane).

 

Zasyp był następujący:

 

chateau pszeniczny jasny 2kg

chateau pilzneński 2kg

chateau cara blond 0, 3kg

lubelski 15g

marynka 10g

 

Chmielenie: marynka 10g 60 minut,lubelski 15g i 15 minut. Woda oligoceńska, a więc nieco twardsza niż kranówka.

 

Śrutowałem samodzielnie starym sowieckim młynkiem do maku, który został zaopatrzony w większy zasobnik sklecony z tektury. Trudno mi powiedzieć, czy śrutowanie było prawidłowe - brak punktu odniesienia. Pszenica została zmielona dość drobno. Słód jęczmienny wstępnie został zwilżony i ostatecznie uzyskałem bardzo dużo łuski bez frakcji pośredniej - łuska plus w zasadzie mąka. Nie wiem czy pożądana jest łuska sama w sobie, czy tylko łuska nienaruszona. Moja była zdecydowananie podzielona, przypominała wióry czy odpadki po temperowaniu. Być może należało śrutować grubiej, co zaowocowałoby łuską bliższą naturalnej postaci i samym ziarnem o grubszej frakcji.

 

Początkowo miałem zamiar zrobić dekokcję, ale w boju zrezygnowałem z tej ofensywy zalecanej przez piwodzieja i ostatecznie połączyłem receptury dori i aneksa, dokładają swoje improwizacje. Od siebie dołożyłem dłuższą przerwę ferulikową, z aneksa odiąłem przerwę białkową, a do dori, która stawia na wytrawność, dołożyłem jednak z aneksa dłuższą przewę dekstrynującą, co miało skutkować zblilansowaniem wytrawności i pełni.

 

Ostatecznie wyszło więc tak:

 

45 minut i 45 stopni sam słód pszeniczny

40 minut w 63 stopnach

40 minut w 72 stopniach

oraz chwila w 78 - tu błąd, bo powinno to trwać z 10 minut

 

Okazało się jednak, że w rzeczywistości temperatury były nieco inne. Termometr przekłamywał, a że ten model został na forum wyskalowany, mogę założyć, że zaniżał wskazania o około 2 stopnie. Słody zostały więc przetrzymane w następujacych temperaturach: 47, 65, 74 i 80 stopni.

 

Sam proces zacierania nie okazał się trudny. Zawartość garnka stabilnie trzymała temperaturę, tym bardziej, że podczas przerw zestawiałem naczynie z kuchenki i owijałem kołdrą - w przyszłości zrezygnuję z tego męczącego i niebezpiecznego manewru, na rzecz podgrzewania w miarę potrzeby. Miałem jedynie niewielkie kłopoty z pomiarem temperatury i nie wiedziałem, co przyjąć za miarodajne: brzeczkę zamieszaną czy stojącą, brzeczkę na środku garnka, przy dnie itd., ale eksperymenie przyjąłem powtarzalny punkt odniesienia.

 

Wysładzałem z wiadrze z wężykiem z oplotu o długości 1,2m.Zrezygnowałem z wysładzania ciągłego, po każdym dolaniu wody mieszałem na nowo złoże. Wiadro z młótem i wiadro do którego zbierałem urobek, były prowizorycznie ocieplone. Mam nietypowy kranik, a na nim wężyk o przekroju 14mm. Nie wiem czy pomogło to w zbieraniu brzeczki, która tylko raz wypełniła całkowicie światło przewodu, a na ogół oplatała jak warkocz cienkim strumieniem ścianki wężyka. Mogło to spowodować niepotrzebne natlenienie, bo nawet w pełnym wężyku pojawiały się obficie pęcherzyki powietrza. Brzeczka przednia miała 21 blg, wysłodzin już nie mierzyłem i wysładzałem do objetości 22l, choćby dlatego, że byłem ograniczony 25l garnkiem.

 

Obawy co do garnka okazały się niepotrzebne. Gotująca brzeczka nie miała skłonności do kipienia. Gotowałem bez przykrywki, co w efekcie spowodowało zmniejszenie obiętości brzeczki aż o 5l. Uzyskałem 17l, które po wystygnięciu uzupełniłem do 20l. Następnym razem trzeba będzie operować i pokrywką, i pokrętłami kuchenki, a skoro można kontrolować brzeczkę, można też wysładzać niemal po brzegi garnka.

 

Gorąca brzeczka została bezpośrednio przelana do fermentora, jedynie ze zgrubnym oddzieleniem chmielin. Chciałem spróbować chłodzenia płaszczem wodnym, a tylko wiadro mieściło mi się do gara. Efekty chłodzenia były umiarkowane, a dodatkowy efekt był taki, że nie oddzieliłem już przełomu i osadów zimnych, bo po wystudzeniu nie zdecydowałem się, z obawy o dodatkowy czynnik sprzyjający infekcji, na dodatkowe zlanie znad ewentualnych osadów.

 

Zostały więc dodane drożdze. Choć miałem dostateczną ilość gęstwy, zrobiłem starter z odebranej z wysładzania brzeczki. Manewr był ma tyle późny, że drożdze w słoiku ledwie wstartowały i już wylądowały w wiadrze. Start okazał się ostatecznie bardzo szybki.

 

Poczatkowo wiadro wystawiałem w dzień na balkon - temp. otoczenia 18-19 stopni. Na noc wiadro wracało do mieszkania. Po kilku dniach takich operacji, wiadro trafiło na stałe do domu, do temperatury 20-22 stopni. Fermentacja trwała 13 dni, bez przelewania na cichą. Początkowo rozchodiły się piękne bananowe zapachy, które jednak zanikały wraz z opadaniem drożdzy i wygaśnięciem fermentacji. Przy 2,5 blg szykowałem się powoli do butelkowania, ale okazało się, że zeszło aż do 1 blg - wówczas już nawet nie czekałem na dodatkowy pomiar i założyłem, że piwo idzie w ciemno do butelek; mam nadzieję, że nie był to błąd, ale zamkniętny na amen fermentor nie wskazywał już na produkcję co2.

 

Zielonego piwa próbowałem niewiele. Korzystam z mini cukromierza, próbki mają po 6 ml. Trochę uzbierało się też w misce podczas butelkowania z kapiącego kranu. Wrażenia na razie ostrożne. Po silnych aromatach z fermentacji nie ma śladu, coś tam czuć, ale bardzo oszczędnie. Piwo nie wydaje się treściwe, jest wręcz wodniste, stąd zaskoczenie pojawiającym się potem ciepłem. Zakładam sporą ilość alkoholu, choć nie jest on nachalny. Grzejące jasne piwo pszeniczne być może nie mieści się w stylu, ale na jesieni nie będzie to wielkim zmartwieniem - tu wyszedł mi trochę chyba koźlak pszeniczny. Bardzej martwi mnie brak mocnych bananów i goździków, ale mam nadzieję, że jeszcze się uwydatnią, bo nagazowanie skoncentruje je ponownie pod kapslem - choć być może za bardzo nastawiłem się na nektar owocowy. Liczyłem też na nieco większą treściwość, choć nie jest ona wyznacznikiem stylu, ale po to przestawiałem coś w recepturach. Kto wie, przy tych oczekiwania może warto było wziąźć się za co najmniej ciemne pszeniczne lub za wspomnianego koźlaka, no ale jasne było oczywiście najtańsze.

 

Gazowanie przebiega prawidłowo. Już po jednym dniu próbna plastikowa butelka robiła się twarda. Po trzech dniach otworzyłem jedną z butelek - ostanią z rozlewu, z 1/3 objętości osadu. Butelka nie była schłodzona, przywitała mnie więc piana, która podniosła cały osad. Próba nie odpowiedziała więc na pytanie o smak, bo próbowałem bardzej drożdze niż piwo. Reszta butelek czeka na degustację. Mam nadzieję, że wytrwam w abstynencji tydzień od butelkowania, tym bardziej, że zbieram się z wyniesieniem warki do piwnicy (obecnie jest tam 15 stopni).

 

Na najważniejsze dane - jak ostatecznie piwo smakuje - trzeba więc jeszcze poczekać. Oczekiwania po próbach smakowych są umiarkowane. Nie wiem tylko czy jestem umiarkowanym optymistą, czy umiarkowanym pesymistą...

Edited by anu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na pewno jesteś niecierpliwy;)

Gotowałem bez przykrywki, co w efekcie spowodowało zmniejszenie obiętości brzeczki aż o 5l. Uzyskałem 17l, które po wystygnięciu uzupełniłem do 20l. Następnym razem trzeba będzie operować i pokrywką, i pokrętłami kuchenki.

 

Pokrywki podczas gotowania nie używamy, aby pozwolić na odparowanie DMSu. Jeśli będziesz gotował z pokrywką piwo może mieć nieprzyjemny, warzywny aromat i smak.

 

Przy 2,5 blg szykowałem się powoli do butelkowania, ale okazało się, że zeszło aż do 1 blg - już nawet nie czekałem na dodatkowy pomiar i założyłem, że piwo idzie w ciemno do butelek

Powinieneś takiemu piwu dać z 2 tygodnie na fermentację, a skoro już mierzyłeś to powinieneś poczekać jeszcze 3 dni i powtórzyć pomiar. Na czuja to można sobie granatów narobić, tym bardziej że jak pisałeś już przy 2,5 blg chciałeś butelkować.

 

Zakładam sporą ilość alkoholu,

(12-1)/1.9=5,7%, uwzględniając cukier z refermentacji pewnie ok. 6%, faktycznie trochę wysoko. Natomiast na koźlaka masz za małe blg początkowe. Wyczuwalność alkoholu pewnie wynika z zejścia piwa nisko, więc mało jest "słodyczy" żeby nadać pełnię piwu.

Po trzech dniach otworzyłem jedną z butelek - ostanią z rozlewu, z 1/3 objętości osadu

Jak Ty to butelkowałeś że masz butelkę wypełnioną w 1/3 osadem?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnia butelka była nalewana na siłę, w zasadzie nie traktowałem jej, jak pełnoprawny produkt, choć po odstaniu uzbierało się z pół butelki klarownego piwa. Była to tak naprawdę przecedzona gęstwa z samego dna. Tak w ramach walki o każdą kroplę, z wiadra na sito i do butelki. Walka okazała się przegrana, bo jak pisałem, bez schłodzenia, piana i tak wymieszała osad. A pozostałe butelki rozlewałem normalnie: kranik i zaworek grawitacyjny.

 

Dlaczego blg zeszło tak nisko, drożdze 3068 nie powinny dać takiego rezultatu?

 

 

Edited by anu

Share this post


Link to post
Share on other sites

gęstwa z płynnych drożdzy wyeast 3068

 

W miarę Pozyskiwania tej samej gęstwy do następnych Warek będzie malała produkcja estrów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Był zrobiony syrop, zdaje się około 700 ml wody plus 170 g cukru, nie chłodziłem go specjalnie, zalałem tylko zimnym piwem i solidnie rozmieszałem. Oznaki nagazowania pojawiły się szybko, nawet zbyt szybko - ale chyba to niemożliwe, żeby zeszło jeszcze z 1blg do 0 blg, a w piwie było jeszcze coś do przefermentowania?

 

 

Co do drożdzy, to wiedziałem, że "używane" będą już nieco słabsze, ale sama fermemtacja pachniała wyjątkowo zachęcająco, byłem dobrej myśli, jeżeli chodzi o estry. Ale kiedy drożdze opadły, opadły i zapachy, a w piwie pozostało ich niewiele. Choć to przedwczesne oceny: może oczekiwania mam za duże i poza stylem - jakbym liczył na bananowe piwo smakowe, zielonego piwa nie próbowałem wiele, no i jeszcze ma szansę się ułożyć.

Edited by anu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak piszesz ze ja nic nie rozumiem. Skad ten osad w ostatniej butelce? Syrop miales w drugim wiadrze i dekantowales do niego? Zaciagnales tych drozdzy czy jak?

Share this post


Link to post
Share on other sites

W zasadzie dobre pytanie. Skoro do ostatniej butelki nalałem resztki z dna fermentora, to nie było tam cukru z syropu... A mocno się nagazowło już po trzech dniach... To by wskazywało na to, że piwo niedofermentowało. Ale to chyba tak się nie odbyło...?

 

Tak naprawdę to nie pamiętam, co robiłem z tą ostatnią butelką. Czy była niepełna po zalaniu z wiadra z rozrobionym syropem, więc uzupełniłem mętnymi resztkami z fermentora? Chyba coś takiego. Może to i dobrze, że ją rozbroiłem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po tygodniu nie ma już kilku butelek pszenicznego z warki nr 1. Oceniać będzie mi trudno, bo nie jestem jakimś sensorykiem, a i lista spożytych piw komercyjnych nie jest długa. W przypadku pszenicznego i tak jest dobrze - znam styl - ale za chwilę zaczną się piwa, co do których nie będę miał punktu odniesienia i o których powiem smakuje lub nie smakuje, co nijak będzie się wiązało z tym, czy piwo mieści się w stylu.

 

Jak jest z pszenicznym? Przede wszystkim jest, nie zepsuło się i mimo zastrzeżeń zrobiłem po raz pierwszy coś co mieści się w najszerszym stylu pod nazwą piwo.

 

A szczegóły? Kolor ok, mętny, bladopomarańczowy. Piana obfita, choć umiarkowanie trwała. Aromaty jak ma razie się nie odnalazły, coś tam jest, ale ledwie wyczuwalne. Smak mocno wytrawny, orzeźwiający. Po tygodniu są zmiany w odbiorze alkoholu, choć nie wiem, czy na plus. Przy rozlewie piwo wydawało się wodniste, a potem było zaskakujące, przyjemne uderzenie ciepła. Teraz to znikło, a piwo stało się mimo wytrawności minimalnie bardziej treściwe. Niestety alkohol - jeżeli dobrze identyfikuje winowajcę - zalega potem długotrwale w przełyku i pojawia się palenie czy zgaga. Aha, piwo ma natomiast charakterystyczny dla pszenic finał, posmak zostający w ustach.

 

Generalnie jest to więc jakaś tam pszenica, ale do wybitności jej daleko. Szkoda, że i smakowitość nie powala - a może odbiór ma związek z porą roku, która nie zachęca do piwa dobrego na upały. Wypiję, ale powoli, bez przysysania się do butelek. Może będzie to jakaś szansa dla piwa, bo dostanie dodatkowy czas na ewentualne ułożenie.

 

Sprawdza się więc twierdzenie, że piwo pszeniczne nie jest wcale łatwe. Znałem zalecenia, jak zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu np. szok temperaturowy, rosnąca temperatura fermentacji itd., ale z różnych względów - choćby technicznych - nie zastosowałem tych "sztuczek". Ostatecznie nie wiem więc, skąd te umiarkowane efekty, bo nie wykluczam też przepracowanych drożdży.

 

A propos drożdzy, zastanawia mnie dlaczego tak głęboko odfermentowały, mimo że zastosowałem długą przerwę w 72 stopniach. Roboczo tłumaczę to sobię niepowodzeniem zacierania w tym momencie, które mogło być spowodowane błędnym pomiarem temperatury, co zaowcowało brakiem cukrów dających poczucie pełności smaku.

 

Czy ostatecznie kufel jest do połowy pusty czy pełny? Tu trzeba odwrócić powiedzenie, bo skoro pusty, to piwa ubywa, jest więc na nie popyt. Tak kufel jest pusty. Choć pusty dla mnie, który ma jakieś mgliste wyobrażenie o genezie wad piwa. Natomiast zastanawiam się, czy piwo puszczać w świat i czy dla zewnętrznego odbiorcy będzie ono dobrym ambasadorem domowego piwowarstwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Następna degustacja pierwszej warki po 1,5 tygodnia. (Przyznam się przy okazji, że pierwsza degustacja była nie po tygodniu, ale po 3 czy 4 dniach. Niby do 7 dni było niewiele, ale procentowo było to 50 proc. szybciej niż minimum cierpliwości).

 

Generalnie jest zmiana w percepcjo alkoholu. Nie ma już uczucia palenia w przełyku po spożyciu. Po uczuciu chłodu w przełyku, pojawia się ciepło w żołądku. Nawet jedno piwo potrafi "zmęczyć" i zachęcić do drzemki.

 

Zacząłem wręcz podejrzewać, że za dyskonfort w postaci palenia w przełyku może odpowiadać osad po oxi. Słabo przykręciłem kran, co skutkowało przeciekami. Pewnie w sumie nie wykapało nawet jednej butelki, ale atmosfera zrobiła się nerwowa i rozlew był chaotyczny. Za dużo oxi, za krótki, czas na ocieknięcie, w niektórych butelkach mogły zostać kryształki środka do dezynfekcji.

Edited by anu

Share this post


Link to post
Share on other sites
To powinno Ci trochę pomóc przy ocenie czy piwo zgadza się z tym co powinno być. A jeśli dalej nie będziesz pewny zawsze możesz skorzystać z pomocy innego piwowara czy nawet sędziego, w Warszawie jest ich pełno :) I pamiętaj po pierwsze to piwo ma smakować przede wszystkim Tobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jedziemy dalej

 

Warka nr 2

Piwo o wielu imionach: Witbier, Piwo Białe, Bier Blanche czyli po mojemu "Pomarańczowa Kolenderka"

11 - 11,5 blg

21 litrów

Uwarzono 2 listopada 2014 r, drożdze zadano dzień później

Rozlano 17 listopada, po 2 tygodniach burzliwej, zeszło do 2-2.5 blg, do refermemtacji poszło 125g cukru, wyszło 39 butelek

 

Zasyp według przepisu dori, czyli:

 

słód pilzneński 2,0kg

słód pszeniczny 0,5kg

płatki pszenne 0,8kg

mąka pszenna 0,2kg

płatki owsiane 0,4kg

 

Do tego 25g Marynki na całość gotowania

 

Drożdże i przyprawy inne niż w przepisie.

Drożdże to Trappist High Gravity.

Natomiast przypraw uzbierało się tyle: 15g zmielonej kolendry, dwie torebki ekspresowe rumianku, 185g skórek cytrusów (85g mandarynek, 70g pomarańczy, 30g cytryny).

Przyprawy dodano na 10 i 3 minuty przed końcem warzenia w dwóch równych porcjach.

 

Zacieranie:

100 minut w 65 stopniach

30 minut w 72 stopniach

 

W celu rozmnożenia drożdży zrobiłem mini warkę na słodzie jęczmiennym. Starter nie jest do oceny smaku, ale jak na wita wyszedł obiecująco - aromaty cytrynowe.

 

Drożdże zadałem w temp. 21 stopni, obecnie warka stoi w piwnicy w temperaturze 17 stopni - pierwsze godziny fermentacji były przyjemnie zapachowo (lekkie owoce), ale wkrótce potem pojawił się siarkowodór. Być może w przypływie weny będę starał się chałupniczo ponosić temperaturę, choć nie mam ku temu precyzyjnych środków.

 

Co do dotychczasowych spostrzeżeń z drugiej warki:

 

- mimo, że zarówno płatki owsiane jak pszeniczne posiadałem w wersji błyskawicznej, zdecydowałem się na kleikowanie, które długo było wątpliwe (płyn dawał negatywną próbę, ziarno pozytywną), poza tym mimo intensywnego mieszania mikstura się przypaliła, ale na szczęście choć było sporo skrobania dna garnka, spalenizna nie dała o sobie znać;

- znów miałem kłopot z pomiarem temperatury, której stałość jest chyba umowna - jak się nie miesza, a czujnik jest w jednym miejscu, to jest ok, ale w innym przypadku to loteria; mam termometr elektroniczny o szybkiej reakcji, czujnik pływa sobie swobodnie na kabelku i podąża za mieszającą łyżką, co owocuje tym, że temperatura w ciągu kilku sekund może skoczyć i o 10 stopni; owszem mogę mniej mieszać, mogę ustabilizować czujnik, ale pomiar będzie w ten sposób miejscowy i tak naprawdę nie będę wiedział, co dzieje się w reszcie gara;

- mimo dużej ilości przypraw nie czułem ich podczas gotowania, ani podczas rozlewu schłodzonej brzeczki; mam nadzieję, że aromaty ujawnią się potem;

- mam 25l litrowy garnek, więc poprzednim razem wysładzałem tylko do 22l w obawie o wykipienie; obawy się nie sprawdziły, więc podczas drugiej warki gar wypełniłem po brzegi, ale mimo większej startowej ilości brzeczki przed gotowaniem uzyskałem dokładnie tą samą ilość wygotowanego płynu po takim samym 60 minutowym gotowaniu na tej samej kuchence - 17 litrów; poprzednim razem wygotowało się 5l, teraz co najmniej 7l(!), trzeba było więc uzupełnić 3 litrami wody;

- moje pomiary blg wygotowanej brzeczki okazały się tragicznie niedokładnie, od 8blg do 14blg, a to miałem gotować jeszcze brzeczkę, żeby ją zagęścić, a to rozważałem dodanie cukru, a w końcu dodałem wody... używam mini cukromierza, w dodatku za naczynie służy mi fabryczne etui, w ten sposób oszczędnie pobieram tylko 6 ml próbki; tak małe próbki można szybko schłodzić, choć nie wykluczam błędu temperatury, ale problemem jest chyba zbyt małe etui; po zlaniu brzeczki odzyskałem jeszcze pół litra piwa z chmielin, te schłodzone pół litra zmierzyłem w kuflu, z braku cylindra, dużym cukromierzem - wyszło 14 blg; może nie wyrzucę mini cukromierza, ale 6ml próbki to jednak za mało, trzeba będzie kupić coś większego i nie żałować tak zielonego piwa, bo te oszczędnie pomiary skończą się w końcu granatami

- poprzednim razem próbowałem chłodzenia chałupniczym płaszczem wodnym, doszedłem do wniosku, że nie ma to sensu, bo i tak chłodziłem końcówkę na balkonie; tym razem wystawiłem od razu na balkon i przeprosiłem się z prymitywnym płaszczem wodnym - na balkonie po 12 godzinach, w tym większość w nocy, brzeczka wciąż miała ponad 30 stopni

Edited by anu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podczas kleikowania nie ma nastąpić zacieranie tylko rozluźnienie skrobi. Nie ma tam żadnych enzymów więc nie ma co tej skrobi przerobić na cukier.Dopiero po dodaniu do kleiku słodów, enzymy zabierają się za skrobie uwolnioną podczas kleikowania.

Edited by pepek84

Share this post


Link to post
Share on other sites

W niedzielę będzie 2 tygodnie od zabutelkowania. Dziś w piątek "analizowałem" sporą próbkę z warki nr 1 - 4 butelki i to nie koniecznie dla dobra nauki, ale z przyjemnością, choć zapewne im test dalej postępował tym był mniej obiektywny.

 

Generalnie piwo jest znaczne lepsze niż na początku, choć nie wiem czy przybliża się, czy oddala jednocześnie od stylu.

 

Warto zaznaczyć, że próbowałem przypadkowe butelki, te które podeszły pod rękę w piwnicy, w tym pierwsze z rozlewu, w charakterystycznych butelkach. Wcześniej do oceny poszły ostatnie butelki z rozlewu, a więc te z największą ilością osadu drożdzowego.

 

Piwo było znacznie klarowniejsze nawet po nalaniu osadu z dna. Piana znacznie mniej trwała, po opadnięciu wręcz zerowa. To oczywiście na mimus, ale są to cechy estetyczne.

 

Najważniejszy jest smak. Tu pojawiły się nuty owocowe. Aromat goździków czy bananów nie pojawił się mocno, ale owa ogólna owocowość jest obecna też w aromacie. W dodatku owa słodka owocowość nie jest już zakłócana przez alkohol, który złagodniał, ułożył się, stąd piwo nabrało cech sesyjnych.

 

Generalnie piwo zrobiło się bardziej smaczne i bardziej pijalne, choć nie wiem , czy bardziej pszeniczne. Chyba jednak tak. Na początku były owszem pewne silne posmaki pszeniczne, ale cała reszta psuła wrażenie. Dziś owe posmaki są być może bardziej subtelne, ale i tło złagodniało i wyszlachetniało, co w sumie tworzy lepsze wrażenie.

 

W pierwszym podejściu do warki powiedziałbym, że bez wątpliwości piję pszenicę, choć słabą. Dziś powiem, że piję całkiem dobre piwo, choć nie dam głowy, że to pszenica.

 

Żeby obiektywnie ocenić to piwo musiałbym wypić ma świeżo kilka piw komercyjnych w tym stylu. Zapewne moja produkcja by nie wygrała, ale nie wykliczam, że coś by tam wyprzedziła. No, ale zamiast wydawać pieniądze na takie konkurencje, wolę je odłożyć na kolejny zasyp.

Edited by anu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po 10 dniach pierwszy kontakt z warką nr 2, czyli Witbierm. Zaglądania było tym razem mniej, bo piwo powędrowało do piwnicy. Pierwotnie w piwnicy było 17 stopni, ale przyszło ocieplenie i zrobiło się cieplej niż w mieszkaniu - 22 stopnie. Piwnice w blokach mają chyba sporą bezwładność cieplną i wyrównanie temperatury trwa jakiś czas. To wskazówka na przyszły raz, bo stwierdziłem - o na dworze ciepło, a tu chłodno. Ostatecznie piwo stało w górnych zakresach temperatur większość czasu. Z zamiaru stopniowego podnoszenia temperatury nic nie wyszło, a i z lenistwa zrezygnowałem z montażu pudła styropianowego, która czeka tylko na sklejenie.

 

Mimo fermentacji w tych temperaturach drożdże - trappist high gravity - wciąż pływają sobie po powierzchni. Co prawda gruba piana już opadła, ale tafla zielonego piwa nie jest czysta i tylko w niewielkim stopniu przeziera przez cienką - ale zalegającą na większości powierzchni - warstwę drożdży.

 

Generalnie zastanawiam się, czy skoro kontroluję piwo dopiero po 10 dniach, zostawić je do końca na burzliwej, czy monitorować je i przelewać na cichą, a jeżeli przelewać, to tylko na podstawie blg czy czekać jednak na opadnięcie drożdży. Blg jest na poziomie 1 lub 2 - muszę koniecznie zaopatrzyć się w większe naczynie, bo cukromierz lepi mi się do ścianek. Cicha kusi mnie też o tylę, że jest myśl - a dosypać jeszcze skórek czy czegoś innego.

 

Smak młodego piwa nie najgorszy. Jest kolendra - która jak nic przypomina mi sowieckiego szampana - jest cytrusowość, choć ta ostatnia jest według mnie wniesiona przez drożdże. W zasypie dominowały skórki mandarynek, a tę cytrusowość zdecydowanie w stylu cytryny pamiętam jeszcze ze startera, robionego na mini warce z czystego słodu jęczmiennego (no chyba, że swoje zrobiły skórki z 1,5 cytryny zagubione w górce skórek w kolorze pomarańczowym). Kolor jak na razie lekko mętny, również w tonie jasnej cytryny, tak jak wspomniany starter.

 

Jak na zielone piwo wydaje się nie najgorzej zbalansowanie, a ma przecież jeszcze czas na dodatkowe ułożenie się. Jestem dobrej myśli.

Edited by anu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po 2 tygodniach f.burzliwej rozlałem wita, który z 11blg zszedł do 2blg. Wrażenia z degustacji zielonego piwa na razie neutralne, ale cierpliwość u mnie wzrasta i nie ma paniki. Na razie jest więc wodnistość; wyraźna kolendra zanikła i została przykryta goryczką. Trudno mi zdefiniować ten smak - gorzko czy cierpko, czy pochodzi od chmielu czy od skórek. Dodałem sporo skórek mandarynek, w dodatku były to skórki całe, bo jak wiadomo są cienkie i odchodzą w całości, zatem poszło sporo tzw. białego.

 

Nazbierałem za to dużo czystych i zdrowych drożdzy, które pięknie pokryły całe dno. W porównaniu z poprzednimi rozbitymi drożdzami pszenicznymi, drożdze belgijskie to okaz zdrowia i żywotności.

 

Spijam też końcówkę piwa pszenicznego, króre utraciło większość swoich cech, mimo że od rozlewu nie ma jeszcze miesiąca. Wrażenia jakbym pił lagera ze sporą goryczką.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.