Jump to content
Sign in to follow this  
hopek

Tanie czy dobre jedzenie? Czyli co to jest ser i kiełbasa

Recommended Posts

Nie ma się co dziwić temu, jak odbierane są "autorskie", domowe piwa.

 

Chleb, wędliny, sery, wódka, piwo, wino - to w sumie wszystkie główne dobroci które próbuje się przywrócić w jakości i wyborze współczesnemu odbiorcy, po 70-letnim okresie wojennej i

komunistycznej kastracji naszych gustów i kubków smakowych. Chleb, mięso i wódka broni się samo. Wystarczy, żeby chleb nie miał zakalca, kiełbasa pachniała dymem i nie była za słona a bimber

walił fuzlem umiarkowanie. Wszyscy są zachwyceni, co bardziej świadomi (1%) coś tam pomarudzą ale i tak jest OK. "Domowe" - magiczne słowo.

 

Wina się u nas nigdy nie piło powszechnie. Dobre wina były importowanym luksusem dla zamożniejszych a owocówki awaryjnym "nabombadłem" jak brakło bimbru. Zresztą, na wsi jest tak do dzisiaj.

Winiarze mają w sumie nie najgorzej, bo współczesny odbiorca jest dosyć świadomy i jeżeli szuka to zwykle ma już jakąś wiedzę.

 

Z piwem i serem jet przekichane totalnie. Mamy w Polsce pierdylion wybitnych specjalistów od jednegio i drugiego. Przecież sery jemy wszyscy od zawsze a piwo, po powrocie na stoły w

latach 80-tych, jest chyba naszym najukochańszym napojem alkoholowym. I oczywiście każdy ma swojego ukochanego srubra, srywca czy sryskie a zółty ser najlepszy to kupisz w Realu.

 

Niestety, mało kto jarzy, że w latach 40-tych zabrano nam całkiem fajną piaskownicę i zastąpiono ją niedużym wiaderkiem piasku, do zabawy w kącie podwórka. Ja dopiero chcę zacząć robić piwo

więc praktycznie wszyscy wiecie ode mnie więcej na ten temat. Wielu z Was ma pewnie też świadomość, jak wyglądało browarnictwo w międzywojniu. W moim ukochanym Wrocku było podobno

około dwustu (!) miejsc gdzie warzono piwo. Często na potrzeby tylko jednej, lokalnej gospody. To nie były tylko jasne lagery. Ze względu na wymogi produkcji, śmiem twierdzić że jasnego było mało.

Za to "reszty" od jasnego groma i każde inne. Dziś zostało nam ze 2% tamtej różnorodności i kilka milionów ludzi dla których "piwo" i "pils" to synonim i którzy myślą, że mają wybór ... pomiędzy Żywcem, Żubrem i Warką.

To samo z serami. Przed wojną, przeciętna gospodyni domowa korzystała z kilku rodzajów serów i miała świadomość co do czego i dlaczego. Dziś ? Zajrzyjcie do swoich lodówek. Żółty, może

trochę twarogu. U co niektórych camembert czy jakaś mozarella (daj Bóg, że kogoś nie doceniłem :)).

 

Nie ma, kur...cze, czegoś takiego jak "żółty ser" !. To polskie określenie dla grupy technologicznej serów podpuszczkowych. 95 procent klientów nie zdaje sobie sprawy, że od lat wpiernicza sery

niedojrzałe, które w cywilizowanych krajach nie trafiłyby do sprzedaży. Że, z kilkunastu grup szlachetnych serów została nam w sumie jedna - ten zakichany "żółty ser" podpuszczkowy w wersji

holenderskiej i szwajcarskiej. Że nawet to, co zostało jest już w większości tak zmodyfikowane technologicznie "żeby szybciej, żeby więcej", że z pierwowzorem ma już niewiele wspólnego ? Zauważacie analogie ?

Zrób człowieku przwdziwy ser pleśniowy z porostem albo przerostem pleśni albo nie daj boże jakiś ser maziowy. Że śmierdzi, za słodkie, dziwne w smaku itd. Przyjeżdża Bułgar, Grek, Włoch, czy Francuz i pieje z zachwytu, że u nas takie sery się robi. Tu zapewne też są analogie.

 

Sory, wiem, że mi się troche ulało ale szlag mnie trafia jak sobie pomyślę ile straciliśmy dobrego. I nie chodzi mi bynajmniej o Lwów, zabytki Warszawy czy świdnicki rynek. Chodzi mi o te 200 wrocławskich browarów, doswiadczonych masarzy i piekarzy. Trzebnickie i zielonogórskie winiarstwo oraz wszystkich wielkopolskich i pomorskich serowarów.

 

Zanim "konsumenci" zaczną się otwierać na "dziwne i nowe" piwa czy sery, trzeba ich po prostu uczyć i uświadamiać, że po pierwsze - takowe są a po drugie, że "to wszystko jest zupełnie nie tak jak myślisz - kochanie. Ja ci zaraz wszystko wytłumaczę ..."

 

chylę czoła świadomemu konsumentowi. Od dłuższego czasu zaczynam interesować się co my właściwie jemy, mając znajomości wśród osób pracujących w przemyśle mięsnym, wędliniarskim i mlecznym oraz znając absolwentów technologii żywienia poszerzam swoją wiedzę. Doszedłem do absurdów tj. zielone mięso już na etapie przemysłowej produkcji, worki chemii które: zabarwiają na piękny róż, likwidują nieprzyjemne zapaszki, itd. Ser żółty, który został wspomniany prawie nigdy nie staje się żółty, potrzebny jest barwnik bo ser wychodzi biały. Do tego masę konserwantów bo tak szybki proces produkcji nie pozwala na naturalne zakonserwowanie wytworzoną florą bakteryjną - idziesz do sklepu i kupujesz ser z konserwantami ważny 3 m-ce, podczas gdy właściwie wyprodukowany ser można składować kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt m-cy. Wracając do mięsa, normalnym jest absurd, gdzie kupując mięso mielone kupujesz tak naprawdę jakieś 80% mięsa mielonego. Wędliny szprycowane solankami, konserwantami, napompowane nawet o 50% swojej właściwej masy. Żeby kupić prawdziwie zrobioną wędlinę, bez konserwantów szykuj z portfela co najmniej 50 PLNów. A te poniżej 20 zł to jest przemysł chemiczny a nie spożywczy. Kolejna branża mleczna - założę się, że ne kupisz dziś prawdziwego jogurtu. Jogurt możemy sobie zrobić sami bo mieszanka syropów glukozowo-fruktozowych z skrobią to chyba nie najlepszy wybór ze sklepowych półek. A później mamy pretensje do losu, że umieramy na nowotwory - organizm nie potrafi się oczyszczać z tak szkodliwych i w takich ilościach trucizn.

 

Jednym z niewielu produktów wolnych od chemii jest piwo. Mimo, że podłe i puste to wiesz co pijesz.

Edited by joker0skater

Share this post


Link to post
Share on other sites

coś w tym jest. Szeroki temat. Decydujemy portfelami, jak ktoś chce szynkę za 18 zł, to sam jest sobie winien. A przemysł robi to, co ludzie chcą kupić.

Pozdrawia technolog :)

Pijmy piwo na zdrowie!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jednym z niewielu produktów wolnych od chemii jest piwo. Mimo, że podłe i puste to wiesz co pijesz.

 

Wolne od chemii, oczywiście jeśli nie liczyć zawartych tych wszystkich estrów, fenoli, aldehydów octowych, zizomeryzowanych alfakwasów, by wymienić tylko kilka i nie wspominając o nadwęglanie sodu, pirosiarczanie potasu, czy sodzie kaustycznej używanej przy produkcji...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnio gdzieś czytałem że Żywiec zwrócił się do swoich (he he) smakoszy z prośbą o wytypowania ich najlepszego piwa celem jeszcze większej poprawy jakości. Ja myśle że powinni powyrzucać chemików, a zająć się warzeniem. Tylko na to, to ich nie stać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Decydujemy portfelami, jak ktoś chce szynkę za 18 zł, to sam jest sobie winien.

Trochę upraszczasz. W większości przypadków to nie jest kwestia chcenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest. Może nie do końca zupełnie świadomego, tylko zmanipulowanego lekko przez reklamę i inne wpływy ze środowiska, ale jak chce się mieć w domu codziennie do wyboru 3 rodzaje serów i 3 rodzaje mięsa na śniadanie, pracując przy tym na pełen etat, to żeby było to dobrej jakości, to trzeba nie spać po nocach i nastrzykiwać mięso do wędzenia, ew. warzyć ser, albo ten etat mieć bardzo dobrze płatny.

 

@edit

Oczywiście jeśli w jakimś domu zwykle można sobie wybrać z 3 rodzajów serów i z 3 rodzajów mięsa, to podejrzewam że spora tego część zostaje zmarnowana i zjedzone zostaje tylko tyle produktów, że możnaby kupić za te same pieniądze to samo dużo lepszej jakości.

Edited by fazzou

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli ktoś kupuje wędlinę za 18 zł, to raczej nie po to żeby mieć jak największy wybór. Na marginesie, upraszczacie ceny w dużych miastach i w małych miejscowościach, gdzie różnice potrafią być do 10 zł na kilogramie tej samej jakościowo wędliny. A podejrzewanie to nie to samo co bycie pewnym. Według tej zasady mogę stwierdzić, że dużo ludzi którzy dobrze zarabiają, jedzą podlejsze jedzenie niż ci którzy liczą się z groszem, bo muszą jak najlepiej zagospodarować pieniędzmi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jest. Może nie do końca zupełnie świadomego, tylko zmanipulowanego lekko przez reklamę i inne wpływy ze środowiska, ale jak chce się mieć w domu codziennie do wyboru 3 rodzaje serów i 3 rodzaje mięsa na śniadanie, pracując przy tym na pełen etat, to żeby było to dobrej jakości, to trzeba nie spać po nocach i nastrzykiwać mięso do wędzenia, ew. warzyć ser, albo ten etat mieć bardzo dobrze płatny.

Problem nie sprowadza się do paru plasterków szynki i nie jest to kwestia 3 rodzajów sera do wyboru. Porządne jedzenie jest droższe, a wielu ludziom budżet i bez tego zamyka się na styk.

 

Do uskutecznienia własnej produkcji nie każdy ma warunki, zwłaszcza w mieście.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No ok, może w przypadku ludzi z uboższym budżetem nie chodzi o możliwość wyboru, przemysł spożywczy wyszedł oczekiwaniom takich osób na przeciw i zoptymalizował swój proces produkcji do tego stopnia, że można wyprodukować "mięso" bardzo niskim kosztem. Kiedyś, przynajmniej w niższych warstwach społecznych, na codzień jadało się jedzenie bardziej "zwykłe", a wędlinę kupowało się tylko od święta, dzisiaj nawet gorzej zarabiająca część społeczeństwa może jeść codziennie szynkę i inne rodzaje mięsa, taki to postęp. Gdyby mnie osobiście nie starczało energii na własną produkcję wędliny ani pieniędzy na jej kupowanie, pewnie ograniczyłbym się do tańszego, bardziej węglowodanowego jedzenia.

 

Co do uskuteczniania własnej produkcji - słyszałem o przypadku pana, który mieszkał na najwyższym piętrze w bloku i znalazł sposób, jak podłączyć się do wylotu układu wentylacyjnego, czy czegoś takiego i z pomocą takiego podłączenia wędził sobie wędliny. W dużej części przypadków jest oczywiście niemożliwe prowadzenie własnej produkcji, ale częściej powodem jest na pewno to, że komuś brakuje energii, żeby się za coś wziąć, bo musiałby na to przeznaczać czas, który przeznacza na wypoczynek i inne istotniejsze dla niego rzeczy, a zwykłą szynkę ze sklepu "też się zje".

 

MichalW, badań statystycznych nie robię, więc nie mogę być pewny, ale na podstawie własnych obserwacji wnioskuję, że jeśli ktoś zarabia więcej niż żeby związać ledwo koniec z końcem, to w znacznej większości kieruje się jednak w stronę ilości, a nie jakości.

Edited by fazzou

Share this post


Link to post
Share on other sites

MichalW, badań statystycznych nie robię, więc nie mogę być pewny, ale na podstawie własnych obserwacji wnioskuję, że jeśli ktoś zarabia więcej niż żeby związać ledwo koniec z końcem, to w znacznej większości kieruje się jednak w stronę ilości, a nie jakości.

 

Tezę przytoczyłem, żeby pokazać relatywność własnych obserwacji i przypuszczeń. Sam nie do końca się z nią zgadzam ;) . Jeżeli ktoś zarabia więcej, to wtedy dochodzi sprawa rozkładu budżetu. Czy więcej wydajemy na gadżety i popularne przedmioty konsumpcji, czy staramy budować świadomość co tak naprawdę kupujemy.

 

W dużej części przypadków jest oczywiście niemożliwe prowadzenie własnej produkcji, ale częściej powodem jest na pewno to, że komuś brakuje energii, żeby się za coś wziąć, bo musiałby na to przeznaczać czas, który przeznacza na wypoczynek i inne istotniejsze dla niego rzeczy, a zwykłą szynkę ze sklepu "też się zje".

Dorzuciłbym do tego przyzwyczajenie do tego co jest. Część osób po prostu nie wie jak się za to zabrać i kupują to co jest. Dlatego dobrze, że istnieją takie fora jak to, które są kopalnią wiedzy i ułatwiają rozpoczęcie produkcji własnych wyrobów,

Edited by MichalW

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z mojego przedpoprzedniego posta nie wynikała teza, że ludzie którzy więcej zarabiają w większości jedzą podlejsze jedzenie niż ci, co zarabiają mniej, tylko właśnie to, że ludzie nie starają się budować w sobie świadomości konsumpcji, tylko kupują dużo, a potem się marnuje.

Edited by fazzou

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego żywność ma się nie marnować jak jest tania i łatwo dostępna :D:P ? A masz receptę na to, jak zmienić nawyki ludzi wychowanych na glutaminianie sodu i innych polepszaczach?

Do adminów mam prośbę o przeniesienie wątku, bo koledze HumanistaNG zrobiliśmy niezły off-topic :D .

Edited by MichalW

Share this post


Link to post
Share on other sites

Do adminów mam prośbę o przeniesienie wątku

 

Jest przycisk "zgłoś" do skierowania takiej potrzeby. I słusznie.

Edited by WiHuRa

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ponieważ trochę naśmieciliśmy w piaskownicy, poprosiłem o przeniesienie naszej dyskusji o serze i kiełbasie. http://www.piwo.org/topic/13666-najwazniejszy-dzien-mojego-domowego-browaru/page__st__40

 

Do Adamskiego:

 

Od lat pracuję w spożywce, byłem technologiem, wiem co nieco o dodatkach do żywności. Temat dobre/złe jedzenie nie jest mi obcy. Zdarzyło mi się nawet niegdyś robić takie panele szkoleniowe, na których tłumaczyłem co jest co, czy konserwanty zabijają i dlaczego majonez light jest be. Jednym z przykładów, które podawałem, był przykład taniej szynki.

 

Szynka składa się z mięsa, to wiadomo. Zrobiona w zakładzie przetwórstwa "po bożemu", z samymi przyprawami, bez fosforanów itp, z naturalnym ubytkiem, kosztowałaby w sklepie ok. 35 zł. Konsument tego nie chce kupić. Więc bierzemy szynkę, nastrzykujemy ją fosforanami, karagenem, białkiem oraz paroma innymi cudami chemii spożywczej, przez co szynka wchłonie nam np. dwa razy tyle wody. Więc wychodzi 3x więcej. Mamy szynkę która zamiast 35zł , kosztuje np. 18 zł (bo fosforan i białko trochę kosztują).

 

Pytanie:

Czy człowiek bardziej się naje kilogramem szynki, gdzie ma 100% mięsa?

czy szynką gdzie ma 50% mięsa, a reszta to woda i fosforany (które o ile mi wiadomo nie mają wartości odżywczej)?

Co wychodzi taniej?

Czy lepiej się truć chemią spożywczą (a później chorować na dziwne choroby), czy jeść dobre mięso?

 

Pewnie włożyłem kij w mrowisko, jak zwykle :)

Jedzenie byle czego wychodzi drożej i gorzej. To moja teoria, wynikająca ze znajomości branży.

Edited by ponury fermentaThor

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja nie mam absolutnie nic przeciwko dobremu jedzeniu, ale w tamtym wątku zaczynały kiełkować teorie o tym że tanią szynkę kupuje się po to, żeby mieć jej 2 razy więcej i połowę wyrzucić. :)

 

Zgadzam się generalnie z tym co piszesz, ale są tam nieścisłości. Przede wszystkim wysoka cena niestety nie zawsze jest wyznacznikiem jakości (nie mówię tu tylko o zawartości mięsa w szynce, bo chyba zgodzimy się że temat dobrego jedzenia jest nieco szerszy niż ten jeden przykład). Żeby mieć pewność tego co się je to trzeba robić samemu, albo mieć dostęp do kogoś kto robi sam, albo - tak jak ty - siedzieć w spożywce i wiedzieć. Problem w tym że nie da się siedzieć we wszystkim. Ty się skupiasz na jedzeniu, ja unikam pewnych typów słuchawek żeby nie popsuć sobie słuchu (pewnie masz takie przy komórce), mam znajomego który zanim wynajmie mieszkanie analizuje stężenie pyłów w okolicy, i tak dalej i tak dalej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

wow, z tą analizą pyłów to mnie zaskoczyłeś :) Ale słuchawek w telefonie nie mam, bo jestem staromodny (albo oldchoolowy, to na potrzeby imponowania płci przeciwnej) i mam starą nokię 6101 - pierwsza z kolorowym wyświetlaczem.

 

Odpisałem CI, bo chodziło mi o kwestię, że nie każdego stać na droższe rzeczy. Moim zdaniem rozrzutność to kupować wodę z chemią w szynce, ale tego nie widać, więc nie jest to oczywiste dla wszystkich. Poza tym dostarczanie sobie chemii w dużych ilościach raczej nie służy zdrowiu. Choć podobno od pewnego czasu zwłoki dużo wolniej się na cmentarzach rozkładają.

 

Tu masz rację, nie zawsze wysoka cena = wysoka jakość. Ale bardzo często niska cena = niska jakość, a z pewnością jeżeli chodzi o sery i wędliny. Temat rzeka.

 

Nie wszystko zrobimy sami w domu, czasu by w życiu nie starczyło na ubijanie masła i doglądanie krowy. Trzeba trochę liczyć na spożywkę, dzięki czemu ja mam robotę :) Coś trzeba kupować. Na pewno dobrym pomysłem jest czytanie etykiet - im krótszy skład i mniej dziwnych rzeczy na etykiecie, tym lepiej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czy człowiek bardziej się naje kilogramem szynki, gdzie ma 100% mięsa?

czy szynką gdzie ma 50% mięsa, a reszta to woda i fosforany (które o ile mi wiadomo nie mają wartości odżywczej)?

Tym się bardziej naje, co ma większą kaloryczność ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z dodatków do szynki:

fosforany, azotany, kwas askorbinowy i transglutaminaza nadal nadal przegrywają.

Aczkolwiek karageny już z kalorycznością lepiej, a białko to pełen wypas :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie czytałem poprzedniego tematu, ale w kwestii wędlin i serów, zawsze jestem gotów zapłacić uczciwą cenę za uczciwy produkt, a ostatnio to wędliny wędzimy sami z Bimbeltem :) . Moim zdaniem nie ma gorzej zainwestowanych $$ niż szynka która po 2 dniach jest śliska i klejąca, ser który smakuje jak mydło. To samo tyczy się piwa, za dobre, wyjątkowe piwo jestem skłonny słono zapłacić, a najbardziej wqrwia mniej jak wydam dużo $$ a piwo jest kiepskie i wadliwe...

Share this post


Link to post
Share on other sites

No ale jak nie masz kasy to szynki nie traktujesz jako główne źródło substancji odżywczych tylko raczej dodatek smakowy do bułki. Jeden plasterek to urozmaicenie do jednej bułki, dwa plasterki to dwie bułki. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

No ale jak nie masz kasy to szynki nie traktujesz jako główne źródło substancji odżywczych tylko raczej dodatek smakowy do bułki. Jeden plasterek to urozmaicenie do jednej bułki, dwa plasterki to dwie bułki. :)

Dlatego, jak napisałem od jakiegoś czasu sami wędzimy i przygotowujemy wędliny. Cena takiego schabu czy szynki jest w granicach tej tej taniej kiepskiej (18pln) a jakością moim zdaniem przebija tą za 35.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Raz kupiłem coś z de molena, za niemały pieniądz 0,3l i trafił się kwas. Byłem zły.

Taka jest cena kraft'u :D A na poważniej, na serach, czy wędlinach, nawet droższych, też można się przejechać. Do serów i wędlin, dołóż inne produkty, które są droższe, ale nie zawsze lepsze (soki, wino, ciasta).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Soki u mnie to przede wszystkim marchewka/jabłko/pomarańcza/ananas itd. do sokownika.

Albo zainwestować w suszarkę do owoców i suszyć owoce i zioła. Suszone jabłka albo banany szybko znikają, dzieci też je lubią.

Edited by MichalW

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.