Nie jesteś zalogowany.
Rozlewałem przez kranik połączony 1m wężykiem z rurką. Ciśnienie było tak duże, że kapało-sikało itp.
Teraz rurkę zakładam praktycznie na kranik (przez łącznik z wężyka 3 cm), a butelki podnoszę do napełnienia. Już nie kapie. Polecam.
Offline
muavmf napisał:
Rozlewałem przez kranik połączony 1m wężykiem z rurką. Ciśnienie było tak duże, że kapało-sikało itp.
Hmm... nie zaobserwowałem takiego efektu. Ale tak sobie myślę, że może po prostu nie odkręcam kranika do końca? Chyba dziś sprawdzę - może w końcu zabutelkuję witbiera - czeka już ponad 2tyg na cichej...
muavmf napisał:
Teraz rurkę zakładam praktycznie na kranik (przez łącznik z wężyka 3 cm), a butelki podnoszę do napełnienia. Już nie kapie.
Ale to niewiele się różni od nalewania bezpośrednio przez kranik. I tak każdą butelkę trzeba wziąć do ręki, potrzymać, odstawić. Tylko kranikiem nie trzeba kręcić.
Ja ostatnio próbowałem jeszcze przyśpieszyć operację i podczas gdy napełniała mi się jedna butelka to kapslowałem tą napełnioną poprzednio.
Fajna zabawa - można się trochę się pościgać
ale wystarczy chwila nieuwagi, albo krzywo nałożona kapslownica i piwo się przelewa, więc raczej nie polecam.
Offline
kopyr napisał:
Widać niektórzy dostali felerne rurki.
Moja kapie przy zamkniętym zaworku. Aż z ciekawości ją otworzyłem, posprawdzałem, bo pomyślałem sobie, że jak tak chwalicie, to może jednak spróbuję. Niestety dalej kapie.
Przetestowałem rurkę z zaworkiem. Okazuje się, że muszę odwołać swoje zastrzeżenia. Jest super. Po kolei jednak. Najpierw rurkę otworzyłem, okazało się, że gumowa uszczelka układała się nierówno, przez co rurka nie tyle kapała, co ciekła. Poprawiłem uszczelkę, przy testach z wodą rurka kapie, ale jest to kapanie, a nie to co przy początkach mojej przygody miało miejsce. Po drugie piwo jest ciut bardziej lepkie niż czysta woda, wiec kapie mniej.
Wczoraj przeprowadziłem butelkowanie w ten sposób, że zdezynfekowane piro butelki włożyłem do transportera. Następnie podpiąłem wężyk z rurką i heja, butelka za butelką. Kapanie nie stanowi żadnego problemu. Jedyny mankament to, kiedy butelki są w skrzynce nie do końca widać ile już jest nalane w butelce. Ze 2-3 butelki mi się przelały, choć przyznam, że przy kraniku też mi się to niekiedy zdarzało. Po zakończeniu procesu rozlewania hurtowe kapslowanie. Całość wyszła znacząco szybciej, choć o ile to nie wiem. Także sceptykom polecam przetestowanie jeszcze raz rurki z zaworkiem grawitacyjnym.
podpisano Tomasz zwany Didymos 
Ostatnio edytowany przez kopyr (07-10-2008 09:52:51)
Offline

kopyr napisał:
Jedyny mankament to, kiedy butelki są w skrzynce nie do końca widać ile już jest nalane w butelce. Ze 2-3 butelki mi się przelały, choć przyznam, że przy kraniku też mi się to niekiedy zdarzało.
Ja wypracowałem sobie taki patencik - nalewam całą butelkę (na max) a po wyjęciu rurki zostaje dokładnie tyle piwa, ile potrzeba. Zostaje z 3cm powietrza.
Jest dokładnie tak, jak rozlewają browary.
Offline
elroy napisał:
Ja wypracowałem sobie taki patencik - nalewam całą butelkę (na max) a po wyjęciu rurki zostaje dokładnie tyle piwa, ile potrzeba. Zostaje z 3cm powietrza.
Jest dokładnie tak, jak rozlewają browary.
No tak, ale to wystarczy ułamek sekundy, żeby przelać.
Offline
kopyr napisał:
kopyr napisał:
Widać niektórzy dostali felerne rurki.
Moja kapie przy zamkniętym zaworku. Aż z ciekawości ją otworzyłem, posprawdzałem, bo pomyślałem sobie, że jak tak chwalicie, to może jednak spróbuję. Niestety dalej kapie.
Przetestowałem rurkę z zaworkiem. Okazuje się, że muszę odwołać swoje zastrzeżenia. Jest super. Po kolei jednak. Najpierw rurkę otworzyłem, okazało się, że gumowa uszczelka układała się nierówno, przez co rurka nie tyle kapała, co ciekła. Poprawiłem uszczelkę, przy testach z wodą rurka kapie, ale jest to kapanie, a nie to co przy początkach mojej przygody miało miejsce. Po drugie piwo jest ciut bardziej lepkie niż czysta woda, wiec kapie mniej.
Wczoraj przeprowadziłem butelkowanie w ten sposób, że zdezynfekowane piro butelki włożyłem do transportera. Następnie podpiąłem wężyk z rurką i heja, butelka z a butelką. Kapanie nie stanowi żadnego problemu. Jedyny mankament to, kiedy butelki są w skrzynce nie do końca widać ile już jest nalane w butelce. Ze 2-3 butelki mi się przelały, choć przyznam, że przy kraniku też mi się to niekiedy zdarzało. Po zakończeniu procesu rozlewania hurtowe kapslowanie. Całość wyszła znacząco szybciej, choć o ile to nie wiem. Także sceptykom polecam przetestowanie jeszcze raz rurki z zaworkiem grawitacyjnym.
podpisano Tomasz zwany Didymos
Ale jazda - zabawnie jest przeczytać, jak takie pozornie błahe rzeczy ulegają "odkryciu" - ja taką metodę stosuję od początku warzenia, czyli od prawie 5-ciu lat:D Tzn. jak butelkowałam sama, bo teraz mam automat
- ja przekładam rurkę z zaworkiem z butelki do butelki, a Slavoy kapsluje.
Może trzeba by na Warsztatach w przyszłym roku zrobić instruktarz butelkowania, bo może więcej osób się z tym męczy???
Offline
Marusia napisał:
Ale jazda - zabawnie jest przeczytać, jak takie pozornie błahe rzeczy ulegają "odkryciu" - ja taką metodę stosuję od początku warzenia, czyli od prawie 5-ciu lat:D Tzn. jak butelkowałam sama, bo teraz mam automat
- ja przekładam rurkę z zaworkiem z butelki do butelki, a Slavoy kapsluje.
Może trzeba by na Warsztatach w przyszłym roku zrobić instruktarz butelkowania, bo może więcej osób się z tym męczy???
Wiesz, jak dostałem swój zestaw z BA i butelkowałem moje pierwsze piwo z brew-kita, to w rurce miałem przesuniętą uszczelkę. Efekt z rurki piwo nie tyle kapało, co tryskało. Porozlewałem pełno piwa po podłodze w kuchni i stwierdziłem, że to jakieś g.... Zacząłem podstawiać butelkę pod kranik. Wszystko szło dobrze, wiec po co coś zmieniać. Ostatnio jednak butelkowanie zaczęło mnie strasznie nużyć
więc kombinowałem, co tu zrobić, żeby proces przyspieszyć. No i entuzjastyczne wypowiedzi kolegów na forum sprawiły, że postanowiłem rurce z zaworkiem dać jeszcze jedną szansę. Ponieważ efekty były zadowalające postanowiłem się tym podzielić z resztą stronnictwa sceptycznego wobec rozlewu rurkowego. 
Offline
Ja swoją rurkę z zaworkiem mam od początku mojej historii werzelniczej, czasem też się z niej leje, ale wystarczy kilka razy postukać w dno butelki (rurką) i się uspokaja:)
Offline
kopyr napisał:
Jedyny mankament to, kiedy butelki są w skrzynce nie do końca widać ile już jest nalane w butelce. Ze 2-3 butelki mi się przelały, choć przyznam, że przy kraniku też mi się to niekiedy zdarzało.
Ja poznaję po dźwięku kiedy butelka jest pełna. 
Nie wiem czy wszystkie rurki tak mają ale moja wydaje pewien dźwięk przy nalewaniu. To chyba drga uszczelka.
I dźwięk ten się zmienia gdy butelka się napełnia. Po kilku butelkach już "słychać" kiedy się zbliża do pełna.
Marusia napisał:
ja taką metodę stosuję od początku warzenia, czyli od prawie 5-ciu lat:D
Ja też od początku. Czyli od prawie 2 lat 
Offline